Rosyjski szpieg w amerykańskiej ambasadzie w Moskwie


„Amerykański kontrwywiad wykrył, że podejrzewana o szpiegostwo Rosjanka pracowała niezauważona w samym sercu amerykańskiej ambasady w Moskwie przez ponad dekadę” -twierdzi The Guardian, a za nim wielu dziennikarzy również w Polsce. Rzeczywistość jest jednak mniej sensacyjna.

Rosjanka pracująca dla FSB pracowała w amerykańskiej ambasadzie w Moskwie. Click To Tweet

Kobieta została zatrudniona przez amerykańską Secret Service, do której kompetencji należy między innymi ochrona vipów. Na wspomnianą służbę posypały się gromy, w wyniku czego wydała ona komunikat, w którym tłumaczy, że wspomniana osoba miała w amerykańskiej ambasadzie status FSN (Foreign Service National) – czyli obywatela obcego państwa pracującego na rzecz amerykańskich organów.

Część personelu technicznego ambasad to obywatele kraju goszczącego placówkę. Często współpracują oni ze swoimi służbami, ale mają ograniczony dostęp do danych. Click To Tweet

Nadmierna reakcja prasy na to nieistotne w gruncie rzeczy wydarzenie musiała mieć swoje źródła w tzw. „sezonie ogórkowym”. Cała sprawa to taki sam „sukces” kontrwywiadu amerykańskiego jak i  „porażka” Secret Service. No chyba, że ten balon został napompowany w ramach „walki buldogów pod dywanem”.

Na całym świecie częścią tzw. personelu technicznego przedstawicielstw dyplomatycznych są obywatele państw przyjmujących, którzy nie tylko mogą, ale powinni współdziałać z administracją własnego kraju. Tym bardziej, że wbrew powszechnemu przekonaniu nawet misje dyplomatyczne nie mają pełnego statusu eksterytorialnego i nie są suwerennym terytorium reprezentowanego państwa. Wszyscy wiedzą, że lojalność w stosunku do pracodawcy z reguły powinna przegrywać konkurencję z lojalnością do własnego kraju chyba, że pracodawca płaci wyjątkowo dobrze. Wtedy bywa różnie. W tym kontekście nie ma niczego dziwnego w tym, że rosyjski obywatel mógł współpracować z rosyjską służbą.

Skoro wie o tym portal O służbach, to należy założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że i służby amerykańskie też posiadają taką „magiczną” wiedzę. Jak z podobnymi sytuacjami radzi sobie od dawna świat? Stosując zasadę ograniczonego dostępu czyli „need-to-know”, co ma zapewnić, że dostęp do informacji niejawnych jest determinowany zakresem obowiązków danego pracownika, co ogranicza do minimum liczbę osób, które zapoznają się z poszczególnymi informacjami.

Więc jest bez znaczenia to (o czym pisze prasa), że Rosjanka miała dostęp do intranetu i poczty elektronicznej ambasady USA bo odbywał się on na zasadzie „need-to-know” i tylko w tym zakresie przyznano jej pewien rodzaj amerykańskiego certyfikatu bezpieczeństwa. Dlatego nie sądzimy, że kobieta ta mogła wyrządzić jakieś istotne szkody, zapoznając się z agendą spotkań prezydenta i wiceprezydenta USA bo wcześniej i tak ambasada USA ma obowiązek taką agendę uzgodnić ze stroną państwa – gospodarza.

Sprawa wyszła na jaw w 2016 roku, przy okazji rutynowej kontroli. Okazało się, że kobieta odbywała regularne spotkania z funkcjonariuszami FSB, w związku z czym została zwolniona z ambasady. Ilu jeszcze Rosjan zatrudnionych w ambasadzie USA w Moskwie nie zgłosiło faktu swoich spotkań z funkcjonariuszami FSB nie wiemy, ale z całą pewnością nie dotyczy to tylko tej pani. Prawdopodobnie o tym dowiemy się po kolejnej rutynowej kontroli służb odpowiedzialnych za ochronę kontrwywiadowczą placówek dyplomatycznych, o ile ktoś poinformuje The Guardian.

Fot. Pixabay

Maciej Sankowski

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.

One thought on “Rosyjski szpieg w amerykańskiej ambasadzie w Moskwie

  • Sierpień 7, 2018 at 10:02 pm
    Permalink

    Obecnie w ambasadzie USA w Moskwie od dosyć dawna nie ma już ani jednego Rosjanina.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *