Rosyjski wywiad bierze na cel Niemcy

Największym wyzwaniem dla niemieckich służb stają się coraz odważniejsze próby wpływu na kształt tamtejszej sceny politycznej. Są one podejmowane przez rosyjski wywiad.

Słoneczne, lipcowe popołudnie w Berlinie. Hotelowy ogródek z widokiem na Bramę Brandenburską. DZ wyłania się jak spod ziemi, spośród sporej grupy amerykańskich turystów. Nie zamawia kawy, proponuje za to spacer.

DZ jest byłym oficerem wschodnioniemieckiego wywiadu. Dziś pracuje dla jednego z amerykańskich koncernów zajmujących się reklamą zewnętrzną. Na stałe stacjonuje w jednym z państw dawnego bloku wschodniego, ale często pojawia się w Berlinie. Jest świetnie zorientowany w obecnej sytuacji. Jego dwaj „wychowankowie” wciąż pracują dla niemieckiego kontrwywiadu.

Kiedy zaczynamy rozmawiać o tym, co dzieje się w Europie, ale i w Niemczech, mój rozmówca poważnieje i przyznaje, że to, co jeszcze niedawno uznawał za przechwałki Rosjan bez pokrycia, dziś staje się prawdziwym wyzwaniem dla niemieckich służb specjalnych. „Rosjanie nie tylko chcą wpływać na wybory, ale także na to, kto konkretnie będzie zasiadał w parlamencie. To zaszło zdecydowanie za daleko. W tym kontekście cywilna kontrola nad służbami zaczyna być poważnym obciążeniem”. DZ tłumaczy, że coraz więcej spraw o charakterze kontrwywiadowczym, zamiatanych jest pod dywan, ponieważ politycy pomagają sobie nawzajem. Nawet, jeżeli dzieli ich przynależność polityczna. Nowy wymiar tej ponad politycznej współpracy wytworzyła bez wątpienia konieczność zawarcia wielkiej koalicji rządowej łączącej CDU/CSU z SPD. W wielu obszarach dotychczasową nieufność zastąpiły wspólne interesy, ale też podobne spojrzenie na otaczające problemy.

Niemcy mają osobliwy, bardzo skomplikowany stosunek do Rosji. Jest to na pewno rodzaj pewnej fascynacji tak rosyjską duszą jak i rosyjską siłą oraz dyscypliną skrywaną pod płaszczem wszechobecnego bałaganu. O ile bowiem na pierwszy rzut oka organizacja państwa budzi pewne wątpliwości, o tyle machina wywiadowczo-biznesowa Kremla okazuje się niezwykle skuteczna. Podobnie jak rosyjska polityka zagraniczna. Rosjanie przez dziesiątki lat nie zmienili stosowanych narzędzi, bo i po co, skoro są skuteczne?

Stajemy przed budynkiem rosyjskiej ambasady przy prestiżowej Unter der Linden. To kompleks kilku budynków ciągnący się przez dobre kilkaset metrów, sięgający w głąb dwóch prostopadłych ulic. To prawdopodobnie największa ambasada w Berlinie, liczy się wrażenie. Ale i siła wyrażona przez styl i niespotykaną ciągłość.

Rosjanie kupili główny budynek ambasady za czasów…cara Mikołaja I w 1837 roku. Sam pałacyk, zwany jest kurlandzkim na cześć ostatniej właścicielki budynku – księżnej Doroty Kurlandzkiej. Został on wybudowany w 1734 roku. W latach 1840–1841 Rosjanie rozbudowali go o pomieszczenia biurowe, recepcyjne i mieszkalne. Znajdował się tu także specjalny apartament carski. Pałacyk liczył ponad 100 pomieszczeń w których mogło się pomieścić nawet 700 osób. Rosjanie opuścili to miejsce jedynie w okresie I wojny światowej, kiedy stosunki dyplomatyczne pomiędzy obydwoma państwami zostały zerwane oraz w latach 1941-45. W latach powojennych dobudowano budynek przedstawicielstwa handlowego a później, w latach siedemdziesiątych, nowoczesne (na owe czasy) biuro Aerofłotu wraz z bazą mieszkaniową.

Niemcy bardzo zwracają uwagę na takie historie, to poselstwo z blisko 200 letnią historią, jedyne takie w Niemczech, mimo trudnej historii obydwu państw – tłumaczy DZ, pokazując bogato zdobione, pozłacane drzwi, ogrodzenie utrzymane w tym samym stylu oraz nienagannie przystrzyżoną trawę. Ambasady USA, Francji i Wielkiej Brytanii zlokalizowane są wprawdzie na Placu Paryskim, tuż obok Bramy Brandenburskiej, ale ich wygląd i rozmiar jest nieporównywalny z rosyjskim rozmachem.

Rosjanie w jakiejś mierze czują się tu jak u siebie i to chyba coraz bardziej dosłownie. Oni nigdy nie opuszczają swojej strefy wpływów a Berlin był jednym z ważniejszych przyczółków.   

Kilka miesięcy temu szef niemieckiego kontrwywiadu BfV, kierujący służbą od 2012 roku, ujawnił informację o próbach przekupienia tamtejszych polityków przez chińskich agentów. Jednak podobne metody zastosowali także Rosjanie. Na ile skutecznie? Trudno powiedzieć, ale biorąc pod uwagę skalę zainteresowania niemieckimi parlamentarzystami można założyć, że akcja odniosła końcowy sukces w kilku przypadkach. Zresztą na oku rosyjskich służb są nie tylko politycy, ale także ich bezpośrednie zaplecze – asystenci, doradcy.

Wystarczy przypomnieć ubiegłoroczny cyberatak na Bundestag, kiedy to napastnikom udało się nie tylko wykraść szereg danych, ale także skutecznie utrudnić na jakichś czas pracę parlamentarzystów. Nie był to ani pierwszy ani ostatni raz. BfV podejrzewała wówczas, że za atakiem stoją siły pracujące na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej. Śledztwo w tej sprawie trwa a jego wyniki są tajne. Rosjanie tradycyjne pozostają także bardzo aktywni w sferze energetyki, która stanowi swego rodzaju oręż wspierający politykę zagraniczną Rosji w myśl zasady – gazociągi i ropociągi zamiast czołgów.

Według BfV Rosjanie stali również za potężnym cyberatakiem skierowanym w energetyczną infrastrukturę krytyczną (przede wszystkim strategiczne spółki przesyłowe). Tu nowoczesność staje się jednocześnie przekleństwem bo im bardziej zaawansowane technologicznie systemy, paradoksalnie tym łatwiejsza ingerencja z zewnątrz. Rosjanie starają się nam pokazać, że są na bieżąco, że uczą się, ale i pozyskują nowe źródła osobowe, które dostarczają informacji w jaki sposób skutecznie ominąć zabezpieczenia.

Spore wątpliwości służb budzi także sposób finansowania wielu przedsięwzięć, w tym kampanii społecznych. Niemcy w ostatnich latach chyba najgłośniej mówili o potrzebnie odejścia nie tylko od węgla, ale i atomu na rzecz zielonej energii oraz źródeł gazowych. Dziś, spoglądając z pewnej perspektywy, można zakładać, że proces ten był w dużej mierze inspirowany przez Rosjan. Szybko okazało się bowiem, że OZE idealnie uzupełnia mix energetyczny, ale w tzw. podstawie konieczne jest utrzymanie bardziej przewidywalnych źródeł (stabilnie zasilających system elektroenergetyczny). Stąd nacisk na rozwój źródeł gazowych, których działanie uzależnione jest od rosyjskiego surowca, dostarczanego do Niemiec przede wszystkim gazociągiem Nord Stream. Przy okazji promocji gazu wylobbowano jednak coś więcej – zamknięcie elektrowni atomowych. Co ciekawe, za działaniami promującymi te rozwiązania stała między innymi ta sama firma doradcza, która pracuje dla Gazprom w Brukseli… Przypadek?

Rosjanie, jak za dawnych lat, stawiają przede wszystkim na źródła osobowe. Z powodzeniem. Przechodzimy kilka ulic dalej, w linii prostej może 500 metrów od budynków ambasady. Wchodzimy w równoległą do Unter der Linden, opustoszałą i cichą Jagerstrase. Mój rozmówca wskazuje niepozorny biurowiec rodem z lat 70 ubiegłego wieku. Podchodzimy bliżej. Pośród około 20 tablic informacyjnych jest i ta z łopoczącą rosyjską flagą, z której wyłaniają się trzy rumaki – każdy w barwie odpowiadającej barwom Rosji. Prosta nazwa – nic więcej. Pytam o szczegóły. To rosyjskie biuro podróży. Wyjątkowe, bo pośredniczące w procedurze uzyskiwania wiz do Rosji.

Ta firma ściśle współpracuje z rosyjskim wywiadem cywilnym. To tu analizowane są wnioski wizowe i to również tu typuje się wstępnie cele werbunkowe. Kiedy turyści wyjadą już do Rosji służby przyjrzą się bardziej wnikliwie wskazanym osobom. Być może już tam nawiązane zostaną pierwsze relacje, które potem zaowocują pozyskaniem źródła do współpracy.

Ale ambasada to nie jedyne miejsce na szpiegowskiej mapie Berlina. Udajemy się na modną Friedrichstrase. To stale tętniąca życiem ulica, kusząca zapachami drogich perfum i najbardziej znanych marek. DZ zatrzymuje się pod numerem 176. Pamiętasz, kiedyś był tu sklep znanej w świecie mody firmy Escada – zagaduje. Rzeczywiście, trudno go było nie zauważyć. Firma popadła w tarapaty, spory pakiet jej akcji nabył Rustam Aksenenko. To nazwisko dobrze znane w rosyjskiej polityce. Ojciec Rustama – Nikołaj był na początku XXI wieku wicepremierem, ministrem ds. kolei w rządzie Stiepaszyna, a wiec w erze poprzedzającej Putina. Szalone czasy szalonych fortun. Rustam Aksenenko przebojem wszedł na niemiecki rynek, kupując między innymi pakiety takich firm jak: EADS, Air Berlin ale i Escady. Jednak po poważnym kryzysie i bankructwie firmę przejęła córka hinduskiego potentata stalowego Mittala, ale budynek pozostał w rękach Aksenenki. Dziś ogromny baner informuje że działa tu… rosyjski ośrodek kultury – tradycyjna wylęgarnia szpiegów. W samym sercu Berlina.

Dlatego tak trudno walczyć z czymś, co jest tak głęboko zakorzenione w tym mieście.

Wprawdzie czas ekspansji wielkich rosyjskich fortun mamy chwilowo za sobą, ale to nie znaczy, że rosyjscy biznesmeni, często powiązani ze służbami, omijają Niemcy. Są, tylko mniej rzucają się w oczy. Podobnie jak rosyjscy dyplomaci.

Fot. Pixebay/własne

Maciej Sankowski

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *