Zachodnie służby alarmują: na południu Iraku dojrzewa szyicka rewolta

 

Szyicka większość wydaje się coraz bardziej sfrustrowana sytuacją w kraju. Zorganizowana przestępczość, narkotyki, codzienny terror ze strony ugrupowań islamskich. Tymczasem dane wywiadowcze są coraz bardziej alarmujące. Irak może się rozpaść.

W ostatnich latach to szyicka większość (60-65% populacji) brała na siebie ciężar walk z Państwem Islamskim. Szczególnie na północy i zachodzie kraju. Kiedy uwaga wszystkich skoncentrowana była na IS, południe kraju pogrążało się w chaosie, który trwa do dziś. Codziennością stały się tu porwania dla okupu (niezwiązane z islamskim terroryzmem), walki plemienne toczone nie o ropę naftową, ale o dostęp do wody… Od południa Irak trawi też nowa „zaraza” – narkobiznes.

Handel i przemyt narkotyków nie są w Iraku czymś nowym. Kiedyś kraj ten odgrywał istotną rolę w przemycie narkotyków – na wschód i na zachód. Jednak wówczas proceder ten kontrolowali funkcjonariusze partii BAAS oraz oficerowie służb specjalnych Saddama Husajna. Po upadku reżimu sytuacja uległa diametralnej zmianie. Nie tylko nikt nie kontroluje przemytu, którego wolumen wzrósł kilkakrotnie, ale narkotyki zyskały także na popularności wśród Irakijczyków. W samej tylko Basrze, w więzieniach przebywa blisko 3 tysiące narkomanów, którzy popełnili przestępstwa aby móc potem zdobyć narkotyki. To nowa sytuacja, a słabe państwo irackie kompletnie sobie nie radzi na odcinku narkotykowym.

Basra, miasto, które przestało kwitnąć.       

Basra to drugie co do wielkości miasto irackie, kiedyś tętniący życiem ośrodek gospodarczy. To tu są największe złoża ropy naftowej, to stąd wydobywany w Iraku surowiec wypływa w świat. Basra położona jest bowiem zaledwie 55 kk od ujścia Zatoki Perskiej. Ropa rzeczywiście jest wydobywana, choć w coraz trudniejszych warunkach zewnętrznych. W ostatnich dniach iracki minister ds. ropy zapowiedział nawet zwiększenie krajowego wydobycia do 280 tys. baryłek dziennie. Zdolności te miałyby zostać osiągnięte do końca 2018 roku. Co z tego, skoro większość środków jest przeznaczana natychmiast na walkę z IS oraz trafia do budżetu centralnego

Dlatego Basra dziś to „kipiący tygiel”, w którym odczuwalne są coraz mocniej problemy gospodarcze kraju, nakłada się na to powszechność posiadania broni przez cywilów, co rodzi falę bezprecedensowej przemocy. Trudno aby było inaczej, skoro podczas ostatniej fali walk w 2017 roku z miasta wyjechały odziały wojska i policji, oddelegowane do walk z IS w odległych rejonach kraju. W liczącym blisko 3 mln mieszkańców mieście zostało… około 500 najsłabiej wyposażonych i wyszkolonych policjantów.

A jak wygląda sytuacja z perspektywy pozostałej części kraju?

Kurdowie, którzy liczyli na zbudowanie własnego państwa, są dziś w wyraźnej defensywie i chyba w najgorszym położeniu od 2003r, kiedy obalono Husajna. Zachód (który to już raz) nie zamierza umierać za sprawę kurdyjską. Odwraca wzrok od masakrowanych regularnie przez armię turecką oddziałów kurdyjskich. Turecka armia korzystając z sytuacji w Syrii, pozwoliła sobie wkroczyć w głąb (30 km) terytorium Iraku.

Sunnici, którzy po klęsce Saddama Husajna (i w obawie przed szyicką dominacją) przyczynili się do sukcesów Al-Kaidy a potem Państwa Islamskiego, są dziś również poważnie poturbowani. Nie mają siły aby walczyć, a środki finansowe wspierają przede wszystkim bojowników w Afganistanie czy w Syrii. Sunnickie ziemie są zniszczone i w zasadzie mogą być odbudowane jedynie dzięki środkom pochodzącym z Bagdadu. Czy Sunnici są w stanie zbudować poprawne relacje z rządem centralnym czy też będą liczyć na wsparcie Arabii Saudyjskiej? Na razie amerykańska dyplomacja przejęła inicjatywę i stara się namówić Saudów i Jordańczyków do organizacji funduszy pomocowych. Prezydent USA dał bowiem wyraźnie do zrozumienia, że ponieważ ostatnie trzy lata wojny z IS w Iraku, kosztowały USA ponad 14,3 mld $, nie ma mowy aby podobnej skali pieniądze napłynęły teraz w formie pomocy dla irackich sunnitów.

Pojawiające się informacje o możliwym zbliżeniu stanowisk rządu centralnego z sunnicką mniejszością jeszcze bardziej frustrują szyickie południe kraju. Rejon Basry to dziś maszynka do zarabiania pieniędzy. 85 procent dochodów Iraku generuje przemysł naftowy zlokalizowany wokół Basry. Tymczasem paradoks polega na tym, że Basra to dziś jeden z najmniej wspieranych regionów kraju. Inwestycje nie wracają na południe a trafiają tam, gdzie do niedawna rządziło IS. Szyici nie są w stanie zrozumieć, dlaczego wciąż mają być w gorszej sytuacji niż „sunnici – sprawcy wszystkich irackich problemów” …

Co ciekawe, Państwo Islamskie nie potrafiło a może nie chciało zdobyć Basry. Oczywiście przy okazji dyskusji na ten temat pojawiają się informacje o rosyjskich i amerykańskich naciskach na IS, a nawet ogromnych sumach płaconych „za spokój na południu”. CIA miała dysponować w tej sprawie specjalnym funduszem, dzięki czemu Exxon Mobil mógł tu działać bez przeszkód. Tymczasem według Banku Światowego wskaźnik ubóstwa w południowych prowincjach osiągnął 32% podczas gdy dla reszty kraju średnia wynosi 23%.

Na co liczy rząd w Bagdadzie? Na lojalność i odpowiedzialność większości szyickiej. Tylko pytanie czy południe wierzy jeszcze w rząd centralny? Według danych wywiadowczych służb amerykańskich i brytyjskich, iracki rząd nie traktuje poważnie informacji o zagrożeniu związanym z możliwością wybuchu szyickiego powstania na południu kraju. A wiele wskazuje na to, że w kolejnych miesiącach niewiele się zmieni pod kątem podziału środków.

Innymi słowy południe nie ma co liczyć na wsparcie finansowe. Również dlatego, że w maju, w Iraku odbędą się wybory parlamentarne. Kampania wszędzie rządzi się swoimi prawami a rząd w nowym składzie będzie potrzebował trochę czasu na zapoznanie się z sytuacją. Pytanie czy rząd ten czas dostanie.

Według nieoficjalnych informacji ewentualność powstania na południu Iraku całkiem poważnie biorą pod uwagę i Amerykanie i Brytyjczycy.

„Rozważane są różne scenariusze, ale jedno jest pewne, nie dopuścimy do powstania. Współpracujemy w tej sprawie blisko z naszą administracją i służbami, które stale monitorują sytuację w Basrze” – powiedział mi wyższy rangą pracownik amerykańskiej firmy naftowej, podczas wizyty w Londynie.

„Powstanie, w skrajnie negatywnym scenariuszu oznaczałoby przynajmniej częściowe ograniczenie produkcji ropy, a to z kolei wpłynęłoby na ceny surowca. Irak potrzebuje pieniędzy ze sprzedaży ropy a my potrzebujemy irackiej ropy na rynku dla stabilizacji jej cen, co nie jest w ostatnim czasie proste ” – dodaje.

Już dziś ropa jest bardzo droga, bo baryłka typu Brent kosztuje blisko 70$. Taka sytuacja jest korzystna dla Rosjan, których budżet centralny również w dużej mierze opiera się na wydobyciu ropy i gazu. Szczególnie wobec turbulencji związanych z sankcjami i kulejącą gospodarką oraz drogimi „w utrzymaniu” wojnami na Ukrainie i w Syrii.

„Waszyngton przyjął założenie, że im tańsza ropa tym słabsza Moskwa i tego się trzymamy. Jakiekolwiek perturbacje w Iraku nie wchodzą zatem w grę” – dodaje urzędnik brytyjskiego MSZ.

Nowy rząd w Bagdadzie może się zatem znaleźć pod presją Waszyngtonu, który dodatkowo obawia się potencjalnego „zaangażowania” Iranu w wypadku zaistnienia sytuacji konfliktowej. Teheran bardzo sprawnie finansował milicje i inne grupy zbrojne, które podjęły walkę z IS. Dlaczego nie miałby się zaangażować po stronie Szyitów przy okazji wystąpień na południu kraju?

Po trzyletniej wojnie z dżihadystami i wyparciu IS z terytorium Iraku, pozostały nie tylko zgliszcza, ale i sankcjonowane przez państwo Oddziały Mobilizacji Ludowej (PMF). To dziesiątki tysięcy głównie szyickich bojowników rozmieszczonych w całym kraju, z którymi nie za bardzo wiadomo co zrobić. Ich przywódcy, po wypędzeniu IS, stali się niezwykle istotni w irackiej układance. I groźni. Zachodnie służby wywiadowcze utrzymują bowiem, że PMF, choć teoretycznie zatomizowany, utrzymuje kontakty z Teheranem, który sporo zainwestował w uzbrojenie i przeszkolenie szyickich bojowników. Bagdad nie ma nad nimi kontroli i nie potrafi wpłynąć na ich dowódców. Istnieje zatem obawa, ze w przypadku niepokojów na południu Iraku siły PMF stanęłyby po stronie powstańców…

Na razie wszyscy czekają z niepokojem na wybory 12 maja.

Fot. Pixebay

Podobne artykuły

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: