Król naftowych pośredników nie żyje

 

Architekt sukcesu Elf w Nigerii i współfinansujący zamach stanu w Gwinei Równikowej zginął we własnej posiadłości. W Londynie zmarł Ely Calil, biznesmen, libańskiego pochodzenia, handlarz ropą naftową. Miał stracić równowagę i w konsekwencji obrażeń, jakich doznał po upadku ze schodów, zmarł.  

Calil całe swoje życie starał się pozostawać w cieniu, skupiając się na interesach. Był jednym z kilkudziesięciu naprawdę liczących się na świecie pośredników w handlu ropą naftową, balansując na styku korporacji i rządów. Pracował między innymi dla Mobil (zanim firma połączyła się z Exxon) gdzie otwierał drzwi do koncesji w Rosji i w Kazachstanie. Cieszył się także szczególnymi względami w Nigerii, gdzie wspierał francuski koncern Elf, co zresztą było przedmiotem gigantycznego skandalu i aresztowań menadżerów spółki. Sam Calil również został w 2002 roku zatrzymany przez francuskie służby pod zarzutem defraudacji pieniędzy należących do Elf. Jednak nigdy nie został skazany prawomocnym wyrokiem. 

Francuskie służby zarzuciły wówczas szefostwu koncernu Elf wspieranie nigeryjskiego reżimu Sani Abacha. Podczas procesu ówczesny szef firmy Elf – Philippe Jaffre, potwierdził, że dokonywano rozlicznych płatności i korzystano w tej kwestii z libańskich pośredników, ale dodał, że: „inwestycja w relacje i nigeryjskie pola naftowe były tak opłacalne, że wsparcie władz było naturalne. Nie było bowiem innego sposobu, aby zawrzeć porozumienie”. Eli Calil i dwóch innych libańskich pośredników otrzymali do podziału kwotę 70 mln $.

Jednak mimo dbałości o dyskrecję, świat usłyszał o nim w 2004 roku, po nieudanym zamachu stanu w Gwinei Równikowej. Ely Calil miał być jednym z architektów tego przedsięwzięcia, wraz z Markiem Thatcher (syn byłej brytyjskiej Premier) oraz Simonem Mann (były oficer SAS – elitarnej jednostki brytyjskiej). Biznesmeni pomyśleli, że skoro ten mały, zachodnioafrykański kraj, dysponuje bogatymi złożami ropy, to może zamiast negocjować kontrakty z dyktatorem, lepiej go zamienić na własnego prezydenta. Tak się składa, że Calil przyjaźnił się z żyjącym na wygnaniu, w Paryżu, byłem prezydentem Gwinei Równikowej Severo Moto. Plan od strony politycznej wydawał się rozsądny. Tym bardziej, że zachodnie służby specjalne postanowiły nie przeszkadzać zamachowcom, licząc, że polityczna transformacja okaże się korzystna. 

Wywiady Republiki Południowej Afryki, USA, Wielkiej Brytanii oraz Hiszpanii znały szczegóły zamachowców, ale milczały. I tylko wywiad południowoafrykański ostrzegł służby bezpieczeństwa w Zimbabwe, gdzie spiskowcy zamierzali kupić broń, oraz służby Gwinei Równikowej. Czym się kierowały służby RPA? Po pierwsze chciano uniknąć destabilizacji, po drugie firmy południowoafrykańskie liczyły na wdzięczność gwinejskiego prezydenta.  

W Harare (Zimbabwe), aresztowano 70 najemników, którzy mieli zostać na lotnisku wyposażeni w zakupioną wcześniej broń. Totalnie zaskoczeni, nieuzbrojeni, nie stawiali oporu. Kolejnego dnia w Malabo, stolicy Gwinei Równikowej, aresztowano 25 pozostałych niedoszłych zamachowców.

O ile w Zimbabwe zostali skazani na stosunkowo niewielkie wyroki, o tyle zatrzymani w Gwinei przeszli prawdziwe piekło w trakcie śledztwa oraz w trakcie odbywania karw osławionym więzieniu „Czarna Plaża” – jednym z najgorszych na świecie.

Generał Teodoro Obiang – stojący na czele gwinejskiego reżimu, domagał się także postawienia w stan oskarżenia Calila. Ten ostatni jednak utrzymywał, że nie wiedział nic o planowanym zamachu a jego pomoc finansowa dla byłego prezydenta Moto i zaangażowanie Simona Manna były związane jedynie z chęcią zapewnienia bezpieczeństwa swojemu przyjacielowi. 

Calil przez następne lata pozostawał w cieniu, ale sprawa Gwinei nieco nadszarpnęła jego wizerunek skutecznego dotychczas gracza. W światku naftowych pośredników komentowano, że zamach był źle przygotowany, a organizatorzy nie docenili wpływów południowoafrykańskich służb.

Podobne artykuły

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: