Szczyt Trump – Putin, na czym zależy rosyjskiemu przywódcy?


16 lipca pod Helsinkami dojdzie do amerykańsko-rosyjskiego spotkania na szczycie. Kreml wiąże z nim wielkie nadzieje.

Pierwotnie prezydentowi Rosji, Władimirowi Putionowi, zależało, aby do spotkania z jego amerykańskim odpowiednikiem doszło przed a nie po szczycie NATO, jaki odbywać się będzie w Brukseli w dniach 11-12 lipca. Byłby to ważny sygnał – także propagandowy. Waszyngton nie uległ tej propozycji, a zachodni przywódcy odetchnęli, obawiając się wyraźnie sytuacji, w której Trump przyjedzie po spotkaniu z Putinem tylko po to, by opowiedzieć co ustalili obydwaj przywódcy.

Na czym szczególnie zależy Putinowi przed szczytem?

G8 zamiast G7. Po aneksji Krymu Putin przestał być zapraszany na szczyt najbogatszych państw świata. Formalnie członkostwo Rosji zawieszono w 2014 roku. Putin doskonale zapamięta również przebieg szczytu G20 w australijskim Brisbane, kiedy to większość uczestników ostentacyjnie go unikała. Upokorzony prezydent Rosji podjął wówczas decyzję o wcześniejszym powrocie do kraju. Na co teraz liczy Putin? Na ponowne zaproszenie do stołu najpotężniejszych światowych graczy. Powrót do formuły G8 byłby nie tylko dużym sukcesem Moskwy na arenie międzynarodowej, ale zapewne także wstępem do czegoś znacznie poważniejszego…

Ograniczenie sankcji gospodarczych, nawet w symbolicznym wymiarze stanowiłoby bardzo ważny zwrot w polityce wobec Kremla. Zwrot, o który Rosja intensywnie zabiega. Przede wszystkim z powodów gospodarczych. Wbrew informacjom płynącym z Rosji sankcje przyniosły jednak spore tąpnięcie w tamtejszej gospodarce, odczuwalne nie tylko w świecie oligarchów. Od większych zawirowań Rosję uratował znaczny wzrost cen ropy naftowej, ale Kreml wie, że trend ten nie będzie trwał wiecznie, szczególnie wobec rosnącej presji na zacieśnianie polityki finansowej przez FED, co w dłuższej perspektywie powinno wpływać na poprawę notowań USD, także kosztem ropy. Putin liczy więc, że w perspektywie kolejnych miesięcy uda mu się najpierw wrócić na salony a potem podjąć temat sankcji. Już samo pojawienie się problemu w agendzie będzie odbierane jako jego osobisty sukces.   

Krym i Ukraina. Ostatnio Prezydent Trump wprowadził w zakłopotanie swoich dyplomatów stwierdzając, że: „Krym powinien być uznany za rosyjski ponieważ jego mieszkańcy posługują się tym językiem”. Mówiąc jednak poważnie, Trump wydaje się nie dostrzegać ani problemu aneksji Krymu ani rosyjskiej agresji w Donbasie. To zły znak na przyszłość. Tym bardziej, że wielu analityków spodziewa się, że po zakończeniu piłkarskich mistrzostw świata (co nastąpi już po szczycie Trump–Putin), Rosjanie zintensyfikują swoje działania militarne na wschodzie.

Niewątpliwym sukcesem Putina byłaby już sama możliwość ponownej dyskusji
o przynależności Krymu. Poprzednia taka debata zakończyła się bardzo szybko ostracyzmem i sankcjami wobec Rosji. Dziś, po czterech latach, sprawa wcale nie jest taka oczywista, przede wszystkim ze względu na istotne pęknięcia w łonie zachodnich sojuszników, które Putin umiejętnie wykorzystuje.

Sprawa Syrii. Mimo wielu deklaracji o wycofaniu swoich wojsk, Rosjanie wciąż rozdają „frontowe” karty. W ostatnim czasie siły rządowe przeszły do ofensywy na południu kraju, co otwiera drogę do zdobycia miasta Daraa – symbolu oporu wobec Assada. Opozycja twierdzi, że ofensywa nie byłaby możliwa, gdyby nie postawa Ameryków, którzy w ostatnim czasie przestali wspierać przeciwników reżimu. Nieoficjalnie mówi się, że taka nagła zmiana stanowiska związana jest przede wszystkim z próbą poprawienia atmosfery przed szczytem przywódców USA – Rosja. Warto w tym kontekście przypomnieć niedawną „rzeź Wagnerowców”, czyli śmierć rosyjskich najemników po amerykańskim ataku lotniczym i rakietowym. Akcja wstrząsnęła wówczas Moskwą. Dziś po amerykańskiej determinacji nie ma śladu. Wszystko za sprawą polityków – przekonują liderzy syryjskiej opozycji, obawiając się o przyszłość powstania. Wiele wskazuje na to, że wojska Assada przejmą kontrolę na południu kraju, co oznaczać będzie klęskę jego przeciwników i zakończenie tej fazy wojny domowej. Nieoficjalnie mówi się, że Putin będzie chciał zagwarantować Trumpowi utrzymanie pokoju w Syrii, za cenę zgody na pozostawienie Assada przy władzy. Wątpliwe by takie rozwiązanie zaakceptował amerykański prezydent choćby ze względu na swojego najbliższego sojusznika – Izrael, który obawia się irańskich wpływów w Damaszku. No chyba, że Izrael w krótkim terminie też dostanie jakieś gwarancje, dotyczące choćby osłabienia Teheranu…

Fot. Pixebay

Podobne artykuły

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: