Dlaczego sprawa Ludmiły Kozłowskiej skończy się niczym? 

Dlaczego sprawa Ludmiły Kozłowskiej skończy się niczym?

ABW nie była w stanie przedstawić obciążającego materiału dowodowego w sprawie Ludmiły Kozłowskiej, który utrzymałby się w sądzie.

Casus Kozłowskiej, to druga budząca szereg wątpliwości sprawa o dużym zasięgu medialnym z udziałem służb, obok przypadku wciąż przebywającego w areszcie Mateusza Piskorskiego – lidera prorosyjskiej partii Zmiana. Obydwie te sprawy są jednak nieporównywalne, wbrew opinii  niektórych polityków i  mediów.

Przy okazji aresztowania Piskorskiego o czym pisaliśmy tutaj: https://osluzbach.pl/oskarzony-o-szpiegostwo-mateusz-p-interesowal-sie-ustawa-ipn-ktora-wywolala-napiecia-z-izraelem/, doszliśmy do wniosku, że polskie prawo karne nie wytrzymuje konfrontacji z teraźniejszością i dlatego miękkie działania quasi-wywiadowcze, polegające bardziej na inspiracji niż gromadzeniu materiałów niejawnych, wymykają się zapisom kodeksu karnego. Podobnie wygląda kwestia prezentacji opinii zbieżnych z poglądami Kremla oraz wywierania wpływu na opinię społeczną, które podnosi się w uzasadnieniu zarzutów, Mateuszowi  Piskorskiemu. 

W przypadku Ludmiły Kozłowskiej uznanie jej obecności za niepożądane na terytorium UE rodzi inne poważne wątpliwości. Szczególnie, jeżeli zgromadzony materiał dowodowy nie jest jednoznaczny i dodatkowo może pochodzić, w jakiejś części, również od sojuszniczych służb specjalnych. Mamy tylko nadzieję, że źródłem informacji, które do końca jeszcze nie zostały zweryfikowane nie byli jedynie partnerzy ABW z Mołdawii jak wydają się sugerować Michał Potocki i Zbigniew Parafianowicz w dzisiejszym artykule na Dziennik.pl pt. „Mołdawska odsłona wojny o Kozłowską. Szemrany oligarcha wykorzystał ABW do rozprawy z opozycją”.

Natomiast, jeżeli mają rację to oznacza, że nieprofesjonalne postępowanie służb specjalnych w sposób znaczący może wpłynąć na wiarygodność polskiej administracji na arenie międzynarodowej, a to już kompromitacja.

Warto w tym miejscu przytoczyć też opinię Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, której zdaniem zatrzymanie i deportacja Ludmiły Kozłowskiej nie powinny mieć miejsca, bo wpis do wykazu krajowego osób niepożądanych skutkujący wpisem do SIS II powinien nastąpić na podstawie osobnej decyzji, a nie opinii służby specjalnej, od której nie przysługuje odwołanie.

ABW było elementem politycznej rozgrywki pomiędzy mołdawskim oligarchą oraz opozycją. Click To TweetEliminując decyzję administracyjną, wyklucza się procedurę odwołania od niej i uniemożliwia korzystanie z prawa do obrony przed Sądem. Dochodzimy tutaj do sedna sprawy: przepisy prawa krajowego w tym zakresie nie są zgodne z prawem UE. „Z analizy rozporządzenia SIS II wynika bowiem, że wpis do wykazu krajowego skutkujący wpisem do SIS II powinien zawsze nastąpić na podstawie osobnej decyzji, a nie wyłącznie czynności materialno-technicznej – rozporządzenie UE nie przewiduje bowiem takiej możliwości” – czytamy na stronie Fundacji.

Wniosek: jak się “chodzi na skróty”, to nie ma co się później oburzać się na Niemców.  Należało przewidzieć, że Kozłowska będzie szukała sposobu wjazdu do strefy Schengen, choćby po to, by połączyć się z rodziną. Będzie zatem próbowała znaleźć forum, na którym przedstawi swoje racje. Przyjęcie Kozłowskiej przez Niemcy o bardzo niekomfortowa sytuacja dla ABW, którą można rozpatrywać w kategoriach swego rodzaju wotum nieufności wobec jakości informacji zgromadzonych przez tą służbę. Tym bardziej, że okazuje się iż niemiecki kontrwywiad nie podziela (na razie) wątpliwości polskich kolegów i nie widzi problemu w obecności Kozłowskiej na terytorium Niemiec. Być może wiec decyzję o jej wydaleniu z Polski podjęto w rytm oczekiwań politycznych, nie czekając na weryfikacje wszystkich informacji – w tym, dotyczących obszarów finansowania fundacji Otwarty Dialog.

Niemieckie służby mają wątpliwości odnośnie rzetelności informacji ABW na temat Ludmiły Kozłowskiej oraz fundacji Otwarty Dialog. Click To Tweet

Oczywiście, jestem sobie w stanie wyobrazić głosy ekspertów sprzyjających rządowi, że takie dowody zaufania nie są nam absolutnie potrzebne, bo każda służba odpowiedzialna jest przede wszystkim za bezpieczeństwo własnego państwa. To prawda, ale z drugiej strony trudno sobie wyobrazić brak, przynajmniej częściowej otwartości w relacjach służb państw UE i NATO, do tego sąsiednich. Czy zatem w kontaktach między polskimi i niemieckimi służbami będziemy mieli podobną sytuację jak w Austrii? Pisaliśmy o tym tutaj: https://osluzbach.pl/byly-szef-niemieckiego-wywiadu-ostrzega-przed-wspolpraca-z-austriackimi-sluzbami/

Tymczasem mamy wrażenie, że dzisiaj  zmierzamy dokładnie w tym kierunku.

Źródło: własne

Fot. Pixabay

Podobne artykuły

Redakcja

Redakcja portalu O służbach. Napisz do nas na adres: redakcja@osluzbach.pl
Follow Me: