10 LAT NIEOFICJALNYCH RELACJI WYWIADÓW KOREI PÓŁNOCNEJ I USA

Służby wywiadowcze USA i Korei Północnej prowadziły nieoficjalne rozmowy od co najmniej 10 lat. Dzięki utrzymaniu w tajemnicy nieoficjalnego kanału komunikacji, nawet podczas najtrudniejszych momentów we wzajemnych relacjach, udało się między innymi uwolnić wielu zatrzymanych. Kontakty wywiadów otworzyły też drogę do historycznego szczytu Trump – Kim Dzong Un.

Jak informuje dzisiejszy The Wall Street Journal relacje przez cały ten okres charakteryzowała bardzo zmienna temperatura. Były momenty, w których „telefony głuchły” na jakichś czas, np. podczas kadencji Baracka Obamy. Jednak szef CIA – Mark Pompeo (dzisiejszy Sekretarz Stanu w administracji Prezydenta Trumpa) odnowił te kontakty, spotykając się ze swoimi północnokoreańskimi odpowiednikami w Singapurze, w 2017 roku.

Co ciekawe Dyrektor CIA Mike Pompeo podczas swoich tajnych wizyt w Korei spotykał się także z samym Kim Dzong Unem. Z kolei po stronie Pjongjangu kluczową rolę odegrał były szef wywiadu, czterogwiazdkowy generał Kim Yong Chol (w latach 2009-2016), który także wielokrotnie gościł w Waszyngtonie.

Oczywiście nadużyciem byłoby stwierdzenie, że to wywiady doprowadziły do przełomu w relacjach USA – Korea Północna. Bez woli politycznej byłoby to zdecydowanie niemożliwe. Jednak z drugiej strony trzeba podkreślić, że grunt pod rozmowy to przede wszystkim zasługa służb, które potrafiły wykreować u przywódców politycznych przekonanie, że druga strona ma rzeczywiście szczere intencje.

Pierwszy krok uczynili w tej grze Amerykanie. Administracja Prezydenta Baracka Obamy zwróciła się wówczas do Josepha DeTrani – nazywanego w środowisku służb „Broadway Joe”, by zajął się nie tylko udrożnieniem kanału wymiany informacji, ale także aby spróbował rozgryźć ten hermetyczny kraj. Misja Josepha DeTrani była początkowo związana z próbą uwolnienia dwóch amerykańskich dziennikarzy, skazanych na 12 lat obozu pracy w Korei Północnej. Spotkania odbywały się w Singapurze, w bardzo napiętej atmosferze. Koreańczycy postanowili bowiem przeprowadzić w tym czasie testy rakiet dalekiego zasięgu.

Joseph DeTrani, który mówi biegle po mandaryńsku i który spędził ponad dwie dekady w CIA, był jednym z niewielu amerykańskich urzędników, którzy mieli wgląd w to, co dzieje się w Pjongjangu. Skąd tak unikalne doświadczenie? DeTrani był między innymi negocjatorem podczas rozmów sześciostronnych, które miały na celu przekonanie Korei do rezygnacji z ambicji nuklearnych. Wprawdzie rozmowy zakończyły wówczas się niczym, ale kontakty pozostały.

W czasie, kiedy DeTrani zaczynał swoją misję, szefem północnokoreańskiego wywiadu został generał Kim Yong Chol, który potem był zresztą głównym negocjatorem po stronie Pjongjangu. Trudno coś więcej powiedzieć o częstotliwości kontaktów, bo większość udało się utrzymać w ścisłej tajemnicy – choć nie wszystkie.

W 2014 roku USA aktywnie zabiegały o uwolnienie swoich dwóch obywateli zatrzymanych przez północnokoreańskie służby. Sprawą zajął się wówczas osobiście James Clapper – Dyrektor Wywiadu Narodowego, który udał się w tej sprawie do Pjongjangu. Jego rozmówcą był oczywiście Kim Yong Chol. Co ciekawe, to Koreańczycy naciskali wówczas na poprowadzenie oficjalnych negocjacji. Dlaczego? Prawdopodobnie szef północnokoreańskiego wywiadu chciał z jednej strony uwiarygodnić swoje działania przez kierownictwem partii, z drugiej zaś zależało mu na zademonstrowaniu, że Pjongjang może być równorzędnym partnerem w rozmowach z Waszyngtonem. Takie gesty również należały do przygotowywania gruntu pod przyszłe kontakty na najwyższym szczeblu.

Warto podkreślić, że Korea Północna i USA nigdy nie nawiązały stosunków dyplomatycznych a wymiana informacji odbywała się początkowo przede wszystkim za pośrednictwem północnokoreańskiej misji ONZ w Nowym Jorku. Część rozmówców gazety twierdzi, że w późniejszym okresie przydatność tego kanału była ograniczona, ponieważ wiadomości siłą rzeczy trafiały do mniej wpływowego ministerstwa spraw zagranicznych Korei Północnej.

Dodatkowym uzasadnieniem, które wydaje się przekonało przywódców obydwu państw, dla utrzymania tajnego kanału, między agencjami wywiadowczymi, było stworzenie dodatkowej możliwości zarządzania sytuacjami kryzysowymi – czytaj chodzi o zapewnienie możliwości dotarcia do osób z uprawnieniami do podejmowania decyzji a nie do pośredników w systemie władzy.

Kontakty amerykańskich służb z północnokoreańskim reżimem nie są czymś szczególnym. W świecie służb utrzymywanie tego typu nieformalnych relacji, nawet na bardzo wydawałoby się abstrakcyjnych kierunkach, jest czymś naturalnym. Dobrym przykładem obrazującym podobną sytuację niech będzie projekt realizowany wspólnie przez CIA i brytyjski MI6, którego celem było zniechęcenie reżimu Kadafiego do kontynuacji programu dotyczącego uzyskania broni jądrowej i zaawansowanej broni chemicznej w 2003 roku.

Tajne negocjacje z Koreą Północną napotykały na wiele problemów, które wynikały nie tylko z różnicy kulturowych, ale i rozgrywek politycznych – motywowanych bardzo podobnie. Wpływowi dyplomacji z amerykańskiego Departamentu Stanu od początku negowali pomysł korzystania z tajnych kanałów, sugerując, że delikatnych misji nie mogą skutecznie prowadzić oficerowie wywiadu. Oczywiście w tle pojawiały się obawy o podważenie tradycyjnej roli Departamentu Stanu. Amerykańscy dyplomaci podkreślali, że mimo istnienia kanału, Korea Północna kontynuowała nie tylko program jądrowy, ale i budowy rakiet dalekiego zasięgu.

W 2016 roku relacje ograniczono do minimum. Można wręcz powiedzieć o uśpieniu kanału. Ale okazał się on kluczowym narzędziem w sierpniu 2017 roku, kiedy relacje obustronne znalazły się znowu w krytycznym punkcie. Z jednej strony Pjongjang testował rakiety balistyczne w bezpośrednim sąsiedztwie Japonii, z drugiej strony Prezydent Trump używał niewybrednych sformułowań wobec Pjongjangu, sugerując „bolesne ukaranie Pana Rakiety”.

Finalnie okazało się, że początkowy wzrost napięcia ponownie udało się przekuć w sukces, jakim niewątpliwie było historyczne spotkanie przywódców w Singapurze. Wprawdzie nieprzychylni wywiadowi analitycy Departamentu Stanu sugerowali, że przywódca Korei Północnej specjalnie wywołał kryzys, aby najpierw zwrócić na siebie uwagę, a następnie doprowadzić do przełomu w relacjach. Nie jest wykluczone, że tak właśnie było, co nie zmienia faktu, że rola wywiadów obydwu państw w procesie pokojowym jest zdecydowanie nie do przecenienia.

Fot. Pixabay

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: