NIEMCZYK:ZABÓJSTWO ADAMOWICZA – AKT TERRORYZMU A NIE SZALEŃSTWO

Morderstwo Pawła Adamowicza pokazuje jak błędna była dotychczasowa polityka zapobiegania terroryzmowi w Polsce. Wyznaczone były fałszywe priorytety, które zamiast identyfikować zagrożenie ze strony grup skrajnie ksenofobicznych i zradykalizowanych mową nienawiści przestępców, kazały szukać terrorystów wśród uchodźców z Syrii. I chociaż rządowa propaganda chciałaby zrobić ze Stefana W. zwykłego wariata, porównanie jego charakterystyki i zachowania z przypadkami terroryzmu w Europie i na świecie, przekonuje że to jednak terrorysta.

Cofnijmy się o 3-4 lata. Walid Salihi w styczniu 2016 zaatakował z nożem rzeźnickim komisariat policji w Paryżu. Omar Mateen, pięć miesięcy później, ostrzelał uczestników imprezy, zabijając 49 osób w gejowskim klubie w Orlando. Dzień później, 13 czerwca 2016 roku, Larossi Abdalla zamordował nożem francuskiego policjanta i jego partnerkę na oczach 3 letniego dziecka. Omar Abdel Hamid El-Hussein rok wcześniej, w lutym 2015 roku, w Kopenhadze ostrzelał z karabinu kawiarnię w której odbywała się konferencja z udziałem autora karykatur Mahometa.

Ani media, ani żaden poważny ośrodek zajmujący się terroryzmem, nie miały wątpliwości, że sprawcy tych zamachów i napadów to ewidentni terroryści. W wersji, której wówczas świat najbardziej się obawiał: „samotnych wilków” – bo tak, obrażając trochę wilki, nazywano samotnie działających terrorystów. Wszyscy byli podejrzewani o kontakty z ISIS (Państwo Islamskie przypisywało sobie zresztą ich zbrodnie), lub podobne wspierające terrorystów organizacje, ale podejrzenia te nie potwierdziły się. Swój fanatyzm i radykalizm budowali w samotności. Podobnie jak samodzielnie dokonywali zamachów i przygotowywali się do nich.

Wszyscy oni, podobnie jak Amedy Coulibaly, który wziął zakładników w koszernym sklepie w Paryżu po tym jak jego wspólnicy, bracia Kouachi mordercy pracowników redakcji „Charlie Hebdo”, mieli także przeszłość kryminalną. Siedzieli w więzieniach i aresztach, albo co najmniej byli objęci śledztwem związanym z używaniem przemocy. Coulibali, bracia Kouachi, a także członkowie grupy Salaha Abdelslama (który w listopadzie 2015 roku współorganizował zamachy na paryską dyskotekę klub Bataclan, okoliczne restauracje i stadion, na którym odbywał się mecz Francja-Niemcy) byli wielokrotnie karani za rozboje i handel narkotykami.

Podobnie Anis Amri, który ciągnikiem siodłowym taranował 19 grudnia 2016 roku, jarmark świąteczny w Berlinie zabijając 12 osób, był wcześniej ścigany i skazany na 4 lata więzienia, za napady, kradzieże i podpalenia.

Co więcej, specjaliści od więziennictwa, a za nimi media, od ok. 2015 roku zaczęły ostrzegać, że coś bardzo niedobrego dzieje się we francuskich i innych europejskich więzieniach. Skazani za przestępstwa pospolite, młodzi mężczyźni, najczęściej pochodzenia bliskowschodniego, lub z Afryki Północnej, przechodzili na Islam w jego najbardziej radykalnej, fanatycznej wręcz formie. Zaniedbania w programach resocjalizacji powodowały, że aby oprzeć się presji otoczenia, osoby te szukały „odnowy” w argumentacji, która pozwalała im uwierzyć, że za ich nieudane życie odpowiadają wszyscy, w szczególności system w którym żyją, a nie oni sami.

I chociaż skuteczne formy przeciwdziałania podjęto zdecydowanie za późno, po efektach widać (w latach 2017-2018, oprócz jednego zamachu w Strasbourgu 11 grudnia 2018, którego sprawca był wcześniej 27 razy skazywany za przestępstwa pospolite), że programy zapobiegania radykalizacji więźniów i typowania tych najbardziej niebezpiecznych, zaczęły działać.

Czy wszyscy wymieni wcześniej mężczyźni różnili się bardzo od Stefana W., mordercy Prezydenta Gdańska? Niewątpliwie religią. Byli wyznawcami najbardziej radykalnych odłamów islamu. Ale już to, że byli fanatykami i nie mieli żadnych problemów z użyciem śmiercionośnej broni przeciwko innym osobom, raczej ich ze Stefanem W. łączy nie dzieli. Te same cechy mieli także Anders Breivik, zabójca z Norwegii, który zamordował jednego dnia, 22 lipca 2011 roku, 77 osób i „trójka z Zwickau”, która sama siebie nazywała „narodowosocjalistycznym podziemiem”, a w latach 1998-2007 zamordowała dziewięciu tureckich i greckich imigrantów, i przeprowadziła dwa zamachy bombowe.

Morderców z Zwickau łączy zresztą ze Stefanem W. coś jeszcze: upodobanie do napadów na banki. Tyle że oni mieli ich na sumieniu 15, podczas gdy 27 letni pasjonat sztuk walki „tylko” cztery.

Z kolei z Andersem Breivikiem łączy go podejrzenie o chorobę psychiczną. U Norwega też początkowo zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną. Jak się później okazało – niesłusznie. Ale warto sobie przypomnieć, że wielu zamachowców, wykorzystywanych na Bliskim Wschodzie do zamachów samobójczych, to były osoby niepełnosprawne, najczęściej opóźnione umysłowo.

We współczesnym terroryzmie, granica pomiędzy tą formą przestępstw z nienawiści, a zwykłym bandytyzmem, prawie się zatarła. Jedno i drugie łączy pogarda wobec znienawidzonych polityków, urzędników, policjantów, duchownych, a nawet – i to szczególnie często – zwykłych ludzi. Łączy też brak zahamowania przed użyciem przemocy i nierzadko kompleks Herostratesa (czyli przymus zdobycia sławy za wszelką cenę).

Niestety polskie służby tego w porę nie dostrzegły. Przyjęta w czerwcu 2016 roku ustawa antyterrorystyczna widzi zagrożenie właściwie tylko w cudzoziemcach. Według niej przekraczanie granicy ma być głównym sitem do wyszukiwania terrorystów. To kolor skóry lub sposób ubierania się może być przyczyną podjęcia działań przewidzianych przez ustawę: pobrania odcisków palców, danych biometrycznych, a nawet wymazu ze śluzówki do identyfikacji kodu DNA. W przypadku poważniejszych podejrzeń dopuszczalna jest czasowa kontrola operacyjna cudzoziemca bez zgody sądu. Także rozpoznawanie radykalizacji i indoktrynacji dotyczy przede wszystkim propagandy islamskiej.

A to, że mowa nienawiści na polskich portalach społecznościowych coraz bardziej przypomina przekaz związanej z ISIS agencji propagandowej Amaq, i to że aby przeprowadzić najbardziej zaawansowany zamach trzeba najpierw zdobyć na czarnym rynku broń lub materiały wybuchowe, tak jakby umknęło uwagi ustawodawcy. Zresztą statystyki CBŚP potwierdzają, że pomimo rozszerzenia uprawnień policji, przypadków terroru kryminalnego w Polsce wcale nie zaczęło ubywać. A nawet wręcz przeciwnie.

Nazywanie przeciwników politycznych „zdrajcami” czy „Targowicą”, „komunistami i złodziejami” może wywoływać u osób mniej stabilnych emocjonalnie podobny efekt, jak oskarżanie Europejczyków o zbrodnie w czasie wypraw krzyżowych (w propagandzie dżihadu ofiary zamachów nazywa się „crusaders” czyli „krzyżowcami”) i twierdzenie, że człowiek może się prawidłowo rozwijać wyłącznie pod rządami prawa szariatu. Dlatego jeden z najważniejszych punktów programu walki z terroryzmem w Niemczech, ogłoszonego w lipcu 2016 roku przez Angelę Merkel, dotyczy uruchomienia programów mających na celu powstrzymywanie radykalizacji.

Niestety zbyt mało zostało wyciągniętych w Polsce wniosków z zabójstwa Marka Rosiaka, pracownika biura poselskiego PiS w Łodzi. Jego sprawca, taksówkarz z Częstochowy deklarował nienawiść wobec całej klasy politycznej. Już wtedy należało założyć, że cechą identyfikacyjną zagrożenia terrorystycznego nie musi być potrzeba manifestowania własnych poglądów na wielkiej imprezie. Wystarczy fanatyzm, pogarda i skłonność do stosowania przemocy.

Piotr Niemczyk: były działacz opozycyjny i więzień polityczny. Od 1990 do 1994 r. Dyrektor Biura Analiz i Informacji i Zastępca Dyrektora Zarządu Wywiadu UOP. W latach 2000-2001 doradca Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji – organizator Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej. Wieloletni ekspert Sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych. Obecnie wykładowca w Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas w Warszawie. Autor książki o reformie służb policyjnych i specjalnych w Polsce po 2015 roku: „Szósta rano kto puka? O tym jak ojczyzna Solidarności zmienia się w państwo policyjne”.

Podobne artykuły

Redakcja

Redakcja portalu O służbach. Napisz do nas na adres: redakcja@osluzbach.pl
Follow Me: