SANKOWSKI: WOJNA O KRÓLESTWO. TRON W RIJADZIE ZAGROŻONY

Czy Arabii Saudyjskiej grozi wewnętrzna destabilizacja? Trwa cicha wojna między Królem i następcą tronu. USA są poważnie zaniepokojone rozwojem wydarzeń.

Arabia Saudyjska to najbliższy sojusznik USA pośród państw arabskich. Jego potencjalne osłabienie lub (nawet chwilowe) wyłączenie z bliskowschodniej gry byłoby natychmiast wykorzystane przez wrogów – tak po sunnickiej jak i szyickiej stronie.

Istnieje coraz więcej oznak świadczących o wzroście napięcia na dworze królewskim w Rijadzie. Służby wywiadowcze USA i Wielkiej Brytanii sugerują, że scenariusz zakładający potencjalną destabilizację jest bardzo prawdopodobny. Wskazują przy tym „postępujący rozłam między Królem Arabii Saudyjskiej i jego młodym następcą”.

Król Salman bin Abdulaziz Al Saud i książę Mohammed bin Salman od dłuższego czasu nie są w stanie dojść do porozumienia w wielu znaczących kwestiach politycznych. Kością niezgody, która zaogniła konflikt była m.in. wojna w Jemenie. Obydwaj politycy mieli skrajnie odmienne koncepcje rozwiązania konfliktu. Król sprzeciwiał się zaangażowaniu militarnemu, do którego z kolei dążył książę. W tle sporu pojawił się także ogromny kontrakt na zakup brytyjskiej broni, która dziś używana jest w Jemenie.

Jednak prawdziwa „zimna wojna” wybuchła w konsekwencji morderstwa saudyjskiego dysydenta, dziennikarza Jamala Khashoggiego, zamordowanego na terenie konsulatu saudyjskiego w Stambule. Tureckie służby specjalne dostarczyły w tej sprawie liczne dowody, świadczące o tym, że morderstwa dokonali Saudyjczycy. Z kolei CIA uzyskało wieloźródłowe potwierdzenie, że pomysłodawcą akcji był sam książę Mohammed bin Salman. Już wówczas Król miał „czuć się bezsilny wobec narastającej samowoli Księcia”. Z pomocą przyszli Amerykanie. USA zagroziły Saudom sankcjami pokazując, że nie może być przyzwolenia dla tego typu działań.

Nowe napięcia pojawiły się wraz z wizytą saudyjskiego Króla w Egipcie, która miała miejsce pod koniec lutego. Władca został ostrzeżony przez swoich doradców, którzy powoływali się przy tym między innymi na ustalenia izraelskich służb wywiadowczych, że istnieje realne ryzyko potencjalnego zamachu na życie władcy. Otoczenie Króla było na tyle zaniepokojone tymi informacjami, że jeszcze w trakcie trwania wizyty dokonano zmiany całego korpusu ochraniającego Głowę Państwa. W tym celu wyselekcjonowano 30 funkcjonariuszy MSW, którzy zostali pilnie przerzuceni do Egiptu i zastąpili dotychczasową ochronę. Obawiano się bowiem, że niektórzy ochroniarze mogą być lojalni wobec Księcia i może dojść do zamachu lub próby ubezwłasnowolnienia 83 letniego władcy. Co więcej, zrezygnowano także z egipskiej ochrony, starając się doprowadzić do sytuacji, w której w otoczeniu Króla będą jedynie stuprocentowo sprawdzeni ludzie. Czyżby zatem Król obawiał się, że egipski Prezydent Sisi może być w zmowie z Księciem?

O tym, że relacje na linii ojciec – syn nie są dobre świadczy również inny fakt. Otóż zgodnie z saudyjskim protokołem, ale i praktykowanym zwyczajem, Książe zawsze witał Króla na lotnisku, podczas ceremonii powitania po powrocie z wizyt zagranicznych. Tym razem Księcia zabrakło, co wywołało lawinę nerwowych komentarzy wśród dostojników państwowych i funkcjonariuszy służb specjalnych.

Okazuje się, że podczas nieobecności Króla w Rijadzie doszło także do istotnych ruchów personalnych. Otóż następca tronu, który został wyznaczony „zastępcą króla” na czas podróży do Egiptu, podjął dwie niezwykle istotne decyzje personalne. Obejmowały one powołanie na stanowisko Ambasadora Arabii Saudyjskiej w USA – Księżniczki Reema bint Bandar bin Sultan, oraz brata Księcia – Khalida bin Salmana na stanowisko Ministra Obrony.

Mimo, że decyzje te były przedmiotem wielotygodniowych dyskusji, ich ogłoszenie dokonało się bez wiedzy i udziału Króla, który był szczególnie oburzony przedwczesnym awansem Księcia Khalida na eksponowane i bardzo trudne stanowisko – nie tylko w kontekście współpracy międzynarodowej, ale i trwającej wojny w Jemenie.

Obydwa Dekrety zostały podpisane 23 lutego w imieniu Króla przez „zastępcę Króla”. Eksperci zwracają uwagę, że tytuł „zastępcy króla” nie był w praktyce wykorzystywany od dziesięcioleci a Król miał się o tych decyzjach dowiedzieć z mediów, co spotęgowało irytację.

Zdaniem jednego z byłych funkcjonariuszy CIA, który doskonale zna uwarunkowania panujące na dworze królewskim w Rijadzie: „Są to subtelne, ale ważne oznaki czegoś złego, co dzieje się w królewskim pałacu i co może mieć poważne konsekwencje w najbliższej przyszłości”.

Destabilizacja sytuacji w Arabii Saudyjskiej związana z nagłą zmianą władzy wiązałaby się z istotnym przemodelowaniem dworu – także w obszarze służb specjalnych. Książe charakteryzuje się bardzo dużą pewnością siebie i zdecydowaniem w działaniu, które jak dotąd nie spotkało się z żadnym poważniejszym oporem. Co ważne, Książe nie przywykł też do konieczności zawierania kompromisów. Dlatego dotychczasowe stopniowe przejmowanie przez niego władzy było procesem długotrwałym, ale zapewniającym ciągłość w polityce zagranicznej KAS. Przerwanie tego procesu mogłoby stanowić potencjalnie dodatkowe zagrożenie dla i tak napiętej sytuacji w regionie. Szczególnie w kontekście wojny w Jemenie, który stał się areną niebezpośrednich starć sił rywalizujących ze sobą sunnickiej Arabii Saudyjskiej i szyickiego Iranu.

Fot. Wikipedia/materiały prasowe Białego Domu

Podobne artykuły

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: