SANKOWSKI: IRAN NA CELOWNIKU WYWIADÓW. KTO ATAKUJE TANKOWCE?

Jest draft Raportu dla Rady Bezpieczeństwa ONZ po ataku na cztery tankowce w Zatoce Perskiej. Sprawcy pozostają wciąż nieznani, ale inspiracja płynęła z Teheranu.

W zasadzie tuż po serii ataków służby specjalne Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej i Norwegii podjęły wspólne działania śledcze.

W ostatnich dniach przedstawiono wstępne wyniki tych ustaleń podczas nieoficjalnego spotkania zorganizowanego dla członków Rady Bezpieczeństwa ONZ. RB ONZ wciąż czeka jednak na ostateczną wersję dokumentu wraz z ostatecznymi wynikami dochodzenia.

Przypomnijmy, administracja USA stwierdziła, że za atakami na cztery tankowce u wybrzeży Emiratów „prawie na pewno” stoi Iran. Nie zaprezentowano jednak twardych dowodów w tej sprawie.

Nieoficjalnie wiadomo, że Zjednoczone Emiraty Arabskie, które są gospodarzem śledztwa, czekają jeszcze na informacje od innych służb wywiadowczych, które także prowadzą czynności w tej sprawie. Pojawiają się bowiem spekulacje, że inne agencje mogą wkrótce dostarczyć dowodów świadczących o zaangażowaniu Iranu, korzystającego przy tym z usług zewnętrznych.

Wstępne ustalenia wykazały, że do ataków wykorzystano ładunki wybuchowe, które zostały przymocowane do kadłubów statków, pod powierzchnią wody. W raporcie stwierdzono, że ładunki musiały zostać zainstalowane przez profesjonalnych nurków, którzy operowali z superszybkich łodzi.

Służby specjalne ZEA są przekonane, że wybór jednostek nie był przypadkowy. Przeprowadzono działania rozpoznawcze jeszcze w porcie, w celu zidentyfikowania czterech tankowców, z których jeden – saudyjski – był zakotwiczony na przeciwległym końcu portu w Fujairah.

Autorzy Raportu podkreślają również, że sprawcy musieli dysponować fachową wiedzą na temat charakterystyki konstrukcji statków. Otóż ładunki zainstalowano bardzo precyzyjnie, w taki sposób, aby po detonacji tankowce nie zatonęły. Bomby zaś eksplodowały w równych odstępach czasowych.

Podczas dyskusji, która toczyła się „za zamkniętymi drzwiami”, ambasador saudyjski przy ONZ stwierdził, że wprost, że odpowiedzialność za incydenty spoczywa na Iranie. Zdecydowanie oponował jego rosyjski odpowiednik (zastępca ambasadora), który apelował o niewyciąganie pochopnych wniosków wobec braku ostatecznych dowodów.

Według źródeł w ONZ, Teheran zareagował spokojnie na treść wstępnego Raportu. Sugerując, że ZEA były zdeterminowane, aby obciążyć Iran odpowiedzialnością za zamachy tylko po to, aby napięcie w regionie eskalowało, prowadząc do militarnej konfrontacji z USA.

Sytuacja rzeczywiście nie jest stabilna. W przyszłym tygodniu do Teheranu przybędzie Premier Japonii Shinzo Abe. Japoński przywódca nie tylko próbuje wejść w rolę mediatora między USA a Iranem, ale także doprowadzić do deeskalacji napięcia stosując narzędzia dyplomatyczne. Jest to tym bardziej uzasadnione, że pod koniec czerwca w Osace dojdzie do szczytu G20, gdzie temat Iranu będzie jednym z głównych tematów – nie tylko w kontekście politycznym, ale i gospodarczym.

W zgodnej opinii ekspertów, organizatorom zamachów chodziło o to, aby uzmysłowić eksporterom ropy, że nie trzeba wcale blokować cieśniny Ormuz, aby skutecznie sparaliżować wysyłkę surowca w świat. Wydaje się, że cel ten został w jakiejś mierze osiągnięty, choć nie odzwierciadlają tego aktualne ceny ropy. Surowiec typu Brent zanotował w ostatnim czasie dynamiczny spadek notowań i obecnie baryłka kosztuje niewiele ponad 62$ (wobec 72$ w kwietniu).

Sytuacja w regionie jest jednak daleka od stabilizacji i należy się spodziewać kolejnych incydentów –choć nie tak spektakularnych – jeszcze przed 29 czerwca. Iran będzie próbował się pozycjonować się przed szczytem G20 w Osace, licząc jednocześnie na wsparcie Japonii, która była dotychczas jednym z najbardziej stabilnych odbiorców irańskiej ropy.

Fot. Pixabay

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: