SANKOWSKI: PUTIN NADZOROWAŁ OTRUCIE SKRIPALA

Nowe ustalenia brytyjskich służb i grupy Bellingcat ws. próby zabójstwa Skripala sugerują, że była to operacja specjalna przeprowadzona przez czynnych, wysokich rangą funkcjonariuszy GRU.

Brytyjscy śledczy potwierdzają, że Denis Siergiejew, przebywający w czasie próby otrucia Skripala w Londynie, jest czynnym oficerem GRU, który prawdopodobnie dowodził operacją.

Zebrane fakty pozwalają także nieco dokładniej przyjrzeć się specyfice pracy operacyjnej GRU realizowanej poza granicami Rosji.

Wygląda to tak, że w tym wypadku zidentyfikowani, bezpośredni wykonawcy zadania, otrzymują szczegółowe instrukcje od starszego oficera koordynującego operację. Starszy oficer zaś komunikuje się z centralą w Moskwie. Taka konfiguracja jest w naturalny sposób związana z koniecznością zachowania bezpieczeństwa operacyjnego i koniecznością zminimalizowania ekspozycji operacyjnej zespołu realizacyjnego – szczególnie w trakcie transmisji danych.

Co ciekawe wiele poszlak wskazuje na to, że ten trzyosobowy zespół realizował także szereg innych, strategicznych operacji zagranicznych GRU, zawsze w takiej samej konfiguracji. Innymi słowy sprawcy nigdy bezpośrednio nie komunikowali się z centralą. Zawsze robił to dowódca, który jednocześnie koordynował działania z pewnej odległości – przy czym mówimy tu o znacznej odległości mierzonej w kilometrach.

Płk Anatolij Czepiga i Płk Aleksander Miszkin byli odpowiedzialni za przeprowadzenie operacji w Salisbury. Jednak można przypuszczać, że po drodze, w Londynie, spotkali się osobiście na chwilę z dowodzącym akcją Generałem Porucznikiem (lub majorem) Denisem Siergiejewem, używającym nazwiska legalizacyjnego Siergiej Fedotow.

Szczegółowa analiza danych telekomunikacyjnych pozwoliła odtworzyć zachowania Siergiejewa w Londynie. Wiadomo, że wykonywał trasę sprawdzeniową po wyjściu z hotelu, a do komunikacji używał kilku uważanych za bezpieczne aplikacji. Podczas 48 godzinnego pobytu w Londynie przesłał dane o objętości 1 GB. Były wśród nich zdjęcia o wysokiej rozdzielczości, ale także połączenia video z Moskwą. Podczas całej podróży gen. Siergiejew kontaktował się tylko z jednym numerem telefonu w Moskwie. Wykorzystywał do tego celu aparat nie pozostawiający śladów IMEI/IMSI. W dniu otrucia Siergieja Skripala, generał Siergiejew wrócił do Moskwy i jak wskazują dane aż do 4 rano dnia następnego serfował po internecie, czekając być może na pierwsze informacje agencyjne o śmierci niedoszłej ofiary.

Warto także podkreślić, że zaangażowanie tak doświadczonych, czynnych funkcjonariuszy GRU, świadczy o tym, że operacja miała dla Moskwy strategiczne znaczenie. Wciąż drobiazgowo badane są natomiast motywy działania GRU. Z naszych informacji wynika, że MI5 wciąż sprawdza trzy podstawowe tropy. Łączy je jeden mianownik – Skripal, być może nieświadomie, był blisko odkrycia, które ogólnie rzecz ujmując, skomplikowałoby sytuację operacyjną GRU, narażając tę służbę na poważne straty. A wszystko to mimo upływu lat i w dużej mierze zdezaktualizowanej wiedzy jaką dysponował Siergiej Skripal.

Z moich informacji wynika, że Rosjan szczególnie niepokoiła współpraca Skripala z ekipą Christophera Steele’a, szczególnie zaś ustalenia dotyczące powiązań rosyjskiego przywództwa ze zorganizowaną przestępczością.

I jeszcze jedno pytanie, które na razie pozostaje bez odpowiedzi. Z kim w Moskwie komunikował się gen Siergiejew? Czy mógł to być ówczesny szef GRU, zmarły jesienią 2018 roku generał Igor Korobow?

Wiadomo, że Prezydent Putin poirytowany był niepowodzeniem akcji w Salisbury. I z jakichś względów – być może nie tylko z powodu późniejszych konsekwencji dyplomatycznych, była to dla niego ważna operacja, którą miał się interesować. Zważywszy na: zaangażowanie wysokiej klasy, czynnych, co wciąż podkreślam, funkcjonariuszy, specjalistów w swoich fachu i powierzenie koordynacji akcji generałowi, nie jest wykluczone, że Denis Siergiejew raportował bezpośrednio do samego szefa.

Sam Korobow bardzo przeżył porażkę w Sailsbury. Został zresztą niedługo potem najpierw odsunięty od kierowania operacjami specjalnymi, a potem stopniowo przesuwany na margines życia służby. Do świadomości funkcjonariuszy dotarło, że autentyczny koniec ery Korobowa w momencie, kiedy nie został zaproszony (wciąż będąc szefem służby) na uroczyste obchody jej 100 lecia. Oficjalna wersja wspomina o długotrwałej chorobie, w konsekwencji której doszło do zgonu.

Fot. Pixabay

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: