SANKOWSKI: WPADKI POLSKICH SZPIEGÓW NA WSCHODZIE

Ostatnie tygodnie to pasmo niepokojących wydarzeń w świecie polskich służb specjalnych. Szczególnie na odcinku wschodnim, pozostającym z oczywistych względów priorytetem w działalności naszych spec służb. Zebranie tych historii w jeden zbiór, daje szerszy, dodajmy mało optymistyczny obraz, który powinien być źródłem głębokiej analizy sytuacji. Także ze strony sprawujących cywilną kontrolę nad służbami – ministrów i posłów.

Marian Radzajewski, Białostocczanin skazany w Rosji na 14 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, za szpiegostwo na rzecz Polski. Według FSB, Polak został zatrzymany w kwietniu 2019 roku, na gorącym uczynku, podczas próby przeprowadzenia transakcji zakupu wrażliwych części systemu antyrakietowego S-300. Zdaniem śledczych Polak miał zamiar wywieźć te części do Polski i przekazać je przedstawicielom służb specjalnych lub/i państwowej spółki zajmującej się obrotem specjalnym.

O sprawie zrobiło się głośno dopiero teraz, po skazaniu Polaka. To, co może dziwić, to przede wszystkim bardzo wysoki wyrok. Wprawdzie mecenas reprezentująca Radzajewskiego zapowiada apelację, ale wątpliwe, aby sąd zmienił zdanie w tej sprawie.

Dlaczego zatem wyrok jest aż tak surowy? Nasze źródła w Agencji Wywiadu milczą i wyraźnie dystansują się od sprawy. Choć lata temu wywiad używał podobnego kanału (firmy transportowe) do przemycania elementów mających znaczenie z punktu widzenia naukowo technicznego. Strona rosyjska za to sugeruje, że liczono na większy rozgłos i dodają, że: „Polacy niewiele zrobili, aby pomóc swojemu obywatelowi – niezależnie od tego czy działał na zlecenie polskich służb, czy na własną rękę”.

No właśnie, być może zajmujący się na co dzień transportem i motoryzacją przedsiębiorca, został wplątany w historię, która z jego punktu widzenia wygląda na kosmiczne nieporozumienie. Nie ma to dziś większego znaczenia. Prawnicy rosyjscy z którymi rozmawialiśmy dodają: jeżeli polskie władze nie podejmą dynamicznych działań, to kolejny komunikat będzie brzmiał o wiele bardziej drastycznie. Kolonia karna o zaostrzonym rygorze to szczególne miejsce, dla cudzoziemca tym bardziej.

Próżno w tej sprawie szukać komentarza czy wystąpienia przedstawiciela polskiego MSZ. Można wręcz odnieść wrażenie, że wyrok nie zrobił na nikim w Warszawie specjalnego wrażenia. Cisza na pewno nie pomaga skazanemu Polakowi.

O co zatem chodzi Rosjanom? Dlaczego tak bardzo zależy im na sprowokowaniu polskich władz konsularnych? Zapewne chcą czegoś w zamian. Wrócimy jeszcze do tego wątku.

Alexander Vorobiew, obywatel Rosji, zatrzymany przez FSB 4 lipca na podstawie art. 275 rosyjskiego Kodeksu Karnego – to jest zbrodnia szpiegostwa – znowu na rzecz Polski.

W trakcie identyfikacji w sądzie, przedstawił się jako asystent Pełnomocnika, Przedstawiciela Prezydenta FR na Uralu. Sąd postanowił o aresztowaniu podejrzanego na dwa miesiące.

Alexander Vorobiew urodził się 30 kwietnia 1980 w miejscowości Gusiew. Po studiach w moskiewskim Instytucie Psychologii i Nauk Społecznych rozpoczął pracę w administracji rządowej. Od 2010 do 2017 piastował wysokie stanowiska w rządzie regionu kaliningradzkiego, od początku mocno związany z Nikołajem Tsukanowem (pochodzą z tego samego miasta). Tsukanov był od 2005 roku burmistrzem miasta Gusiew a od września 2010 roku Gubernatorem Obwodu Kaliningradzkiego. W 2017 roku Tsukanov zostaje najpierw Doradcą Prezydenta Rosji a następnie wyjeżdża na Ural jako Przedstawiciel Prezydenta Rosji. Alexander Vorobiew pozostaje jego prawą ręką.

Co ciekawe Vorobiew przebywał w Warszawie na stypendium w Krajowej Szkole Administracji Publicznej. Obecnie podejrzany przebywa w moskiewskim więzieniu Lefortowo. Według nieoficjalnych informacji, podczas przeszukania FSB znalazło u Vorobiewa polski paszport oraz specjalistyczny sprzęt do łączności. Niestety, nasze władze i w tej sprawie nie pokusiły się o żaden komentarz. A szkoda, bo w rosyjskich mediach mocno akcentowany był fakt posiadania przez Vorobiewa polskiego paszportu.

W tym przypadku łatwiej przyjąć, że młody urzędnik rzeczywiście realizował zadania wywiadowcze na rzecz Agencji Wywiadu. Mógł być cennym i perspektywicznym źródłem, zważywszy na pozycje jego szefa i promotora w jednym.

Te dwa zatrzymania w krótkim odstępie czasu nie mogą być dziełem przypadku. Prawo serii ma nam dać do myślenia a na pewno powinno być materiałem do przemyśleń dla członków sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.

Przy założeniu, że obydwaj panowie wykonywali jednak jakieś czynności dla polskiego wywiadu, sekwencja dwóch zatrzymań w stosunkowo krótkim czasie, i to na jednym, strategicznym odcinku, oznacza tylko jedno. Przeciwnik odrobił lekcje i demonstruje, że „rozkuł” – choć nie wiemy jeszcze w jakim stopniu, nasze aktywa wywiadowcze ulokowane na wschodzie. To szczególnie wymagająca sytuacja, tak z defensywnego jak i ofensywnego punktu widzenia.

To także wyzwanie dla Kontrwywiadu ABW i MSZ w Warszawie, bo oznacza konieczność podjęcia adekwatnych kroków – zmierzających do zatrzymania lub wydalenia w najbliższym czasie obywateli rosyjskich z terytorium RP.

Jakie ruchy wykonają jeszcze Rosjanie? Czy to początek serii zatrzymań i wydaleń z Rosji? I kluczowe pytanie – co chcą osiągnąć? Czy to zapowiedź ofensywnej gry rosyjskiego wywiadu w Polsce? To pytania na które w krótkim czasie powinni znaleźć odpowiedź nadzorujący działalność naszych służb.

***

I jeszcze jedna informacja, teoretycznie niezwiązana z działalnością polskich służb, ale mająca na nie wpływ. Otóż w ostatnim tygodniu, w Tunezji, zatrzymano dwóch obywateli Białorusi pod zarzutem szpiegostwa. U obydwu znaleziono między innymi polskie paszporty. Delikwenci zwrócili na siebie uwagę przede wszystkim niefrasobliwym, jak na szpiegów, zachowaniem. Po pierwsze zatrzymali się w bardzo nieturystycznym mieście, po drugie zaś dbali, aby zajmowany przez nich pokój pozostał nietknięty przez serwis sprzątający, co zaniepokoiło dyrekcję obiektu. Przeszukanie lokalu podczas nieobecności figurantów przyniosło zaskakujące efekty. Sprawa, na pierwszy rzut oka, wygląda jednak na zbyt prostą. Tym bardziej, że w Tunezji zanotowano wzrost napięcia wewnętrznego związany z chorobą i ciężkim stanem leciwego Prezydenta i zamachami terrorystycznymi z drugiej strony. Za chwilę to może być kolejny punkt zapalny na mapie północnej Afryki. W związku z tym nasuwają się następujące pytania:

  • Czy Białorusini próbowali w Tunezji autentycznego werbunku pod polską flagą?
  • Czy ich rażąca niefrasobliwość była celowa?
  • Jeżeli tak to czy ich celem było pozostawienie na miejscu „polskich” śladów?

Źródło: własne

Fot. Pixabay

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: