BIAŁEK: BALTIC PIPE – POLSKA PAKUJE SIĘ W KOLEJNY SZANTAŻ GAZOWY?

Opóźnienie realizacji projektu Baltic Pipe jest bardzo możliwe. Taka możliwość przy jednoczesnym wypowiedzeniu umowy z Rosją może być skrajnie niebezpieczna dla Polski – twierdzi w swoim komentarzu dla Osluzbach.pl Paweł Białek, w latach 2007-2012 zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Realizacja inwestycji infrastrukturalnych, w tym budowa gazowych interkonektorów międzysystemowych oraz nowych gazociągów, które podnoszą niezależność, konkurencyjność i elastyczność na rynku dostaw paliw, jest z całą pewnością korzystna dla odbiorców i konsumentów w Polsce. Niezależnie od powyższego należy jednak zwrócić uwagę na pewne ryzyka przy tego typu przedsięwzięciach, które obecna ekipa rządząca zdaje się lekceważyć.

Sztandarowa inwestycja PiS – Baltic Pipe, która według założeń projektowych ma zapewnić Polsce bezpieczeństwo dostaw gazu i uniezależnić nas od Gazpromu, jest niestety bardzo trudnym przedsięwzięciem, a jak pokazuje dotychczasowe doświadczenie w tego typu inwestycjach, jest zapewne niedoszacowana pod względem CAPEX-u (wydatki) i terminów realizacji. Przekroczenie terminów realizacji i nakładów w procesie inwestycji czasami się zdarza i nie oznacza automatycznie, że inwestycja w przyszłości nie okaże się potrzebna i korzystna (vide terminal LNG, autostrady itp.). Niestety w przypadku Baltic Pipe mamy do czynienia z kilkoma ryzykami, o których strona rządowa milczy, a które w przypadku ziszczenia się, spowodują że Polska może się znaleźć w kleszczach szantażu gazowego Gazpromu z jednej strony i dodatkowych roszczeń finansowych przyszłych wykonawców gazociągu Baltic Pipe z drugiej strony.

Aby pokrótce wyjaśnić ten problem należy przypomnieć czym jest inwestycja Baltic Pipe. Jak wynika z oficjalnych komunikatów inwestora, czyli polskiej spółki Gaz-System i duńskiej Energinet, projekt Baltic Pipe to strategiczny projekt infrastrukturalny. Ma on na celu utworzenie nowego korytarza dostaw gazu, który umożliwi transport tego surowca ze złóż Morza Północnego gazociągami podwodnymi i lądowymi do Dani i Polski, a także do użytkowników końcowych sąsiednich krajów. Równocześnie Baltic Pipe umożliwi rewersyjne dostawy gazu z Polski do Danii. Projekt jest wspierany przez UE i jest wpisany na listę PCI (Projekty Wspólnego Zainteresowania). Został on podzielony na pięć odrębnych zadań inwestycyjnych (odcinki gazociągów i tłocznia gazu) i tylko ich terminowe równoległe ukończenie gwarantuje powodzenie całego przedsięwzięcia. Część inwestycji będzie realizowana przez Gaz-System, a część przez Energinet. Dodatkowo za realizację kluczowego odcinka, czyli połączenia systemu duńskiego z rurociągiem Europipe II ma odpowiadać jeszcze inny podmiot, czyli spółka Gassco. De facto oznacza to kilka odrębnych, niezwykle skomplikowanych inwestycji. Obecnie Baltic Pipe jest na etapie projektowania i uzgodnień środowiskowych oraz przed uzyskiwaniem pozwolenia na budowę, wyborem dostawców i wykonawców, czyli na bardzo wczesnym poziomie zaawansowania. Nie zakłóca to jednak optymizmu rządu, który deklaruje, że wszystko odbywa się zgodnie z harmonogramem, a gaz popłynie do Polski pod koniec 2022 r. Jest to termin niezwykle ambitny, bardzo trudny do realizacji, a w przypadku pojawienia się jakichkolwiek problemów, nierealny do utrzymania.

Już pobieżna analiza ryzyka (np. ryzyka polityczne, ekonomiczne, społeczne, ekologiczne, legislacyjne, techniczne itp.), każe podchodzić z dużą rezerwą do zapewnień co to realizacji inwestycji zgodnie z przestawianym harmonogramem. Ewentualne niedotrzymanie terminu, jak już wcześniej wspominałem, nie jest samo w sobie katastrofą i tego typu problemy, o ile są ku temu obiektywne przesłanki, załatwia się zazwyczaj poprzez wprowadzanie stosownych aneksów do umów.

Niestety w przypadku inwestycji Baltic Pipe mamy do czynienia z drugim bardzo poważnym problemem. Z deklaracji rządu wynika, że inwestycja ta ma zastąpić dostawy gazu z Rosji w ramach tzw. kontraktu jamalskiego z Gazpromem. Jako deklaracja polityczna z perspektywy PiS wygląda to może nawet atrakcyjnie, ale jako decyzja biznesowa może to spowodować bardzo poważne kłopoty. Jak donoszą media, zgodnie z kontraktem jamalskim polska spółka PGNiG powinna do końca 2019 r. potwierdzić wolę kontynuacji umowy po roku 2022. W przypadku braku takiej deklaracji Gazprom zostanie prawdopodobnie zwolniony z dotychczasowych warunków na jakich kontrakt mógłby być przedłużony po 2022 r. Wobec powyższego, jeśli realizacja inwestycji Baltic Pipe ulegnie wydłużeniu i nie umożliwi alternatywnych wobec jamalskiego kontraktu dostaw gazu do Polski, to PGNiG znajdzie się w sytuacji, w której będzie musiało negocjować dostawy gazu z Rosji po 2022 r. na zupełnie nowych zasadach, a alternatywą będzie brak wystarczającej ilości gazu dla przemysłu i odbiorców indywidualnych (możliwości terminala LNG, krajowe wydobycie oraz import poprzez istniejące interkonektory może nie wystarczać na pokrycie rosnącego zapotrzebowania na gaz). W praktyce może to oznaczać, że warunki jakie zaproponuje nam Gazprom okażą się znacznie mniej korzystne, a czas będzie grał na naszą niekorzyść.

Z drugiej strony łatwo jest sobie wyobrazić sytuację, w której wykonawcy poszczególnych elementów Baltic Pipe, mając świadomość jak bardzo nam zależy na terminowym zakończeniu inwestycji, będą dążyć do ciągłego podwyższania wartości kontraktu, argumentując to występowaniem szeregu niemożliwych wcześniej do przewidzenia komplikacji. Kolejnym problemem mogą okazać się warunki na jakich PGNiG będzie zmuszone kupować gaz z Norwegii (złoża tej spółki na szelfie norweskim nie zapełnią zarezerwowanej przepustowości), zapewne od spółki Equinor, bo tylko ona prawdopodobnie posiada wolne ilości gazu. Reasumując, znajdziemy się między przysłowiowym młotem a kowadłem.

Nawet najlepsza umowa i najszczersze polityczne zapewnienia nie uchronią przed ryzykiem powyższego scenariusza, jeśli zdecydujemy się postawić wszystko na jedną norweską kartę. Co to będzie oznaczać dla konkurencyjności polskiej gospodarki (np. sektor chemiczny) i polskich konsumentów można dokładnie policzyć.

Wobec powyższego, zasadnym wydaje się podjęcie takich decyzji i działań, które nie spowodują, że w tym roku (2019) Gazpromu zostanie zupełnie zwolniony z obowiązku realizacji dostaw gazu do Polski po 2022 r. na akceptowalnych dla nas warunkach.

Paweł Białek: oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w randze pułkownika. W latach 2007-2012 zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Od 1991 roku pełnił służbę w Urzędzie Ochrony Państwa, a następnie w ABW. 4 grudnia 2007 roku został mianowany na stanowisko zastępcy szefa ABW. Po odejściu z ABW na początku kwietnia 2012 został wysokim urzędnikiem w Ministerstwie Skarbu i zasiada w radach nadzorczych spółek skarbu państwa: KGHM-ie i Orlenie. W latach 2013-2016 był dyrektorem Biura Inwestycji w PERN SA, odpowiedzialnym min. za budowę Terminalu Naftowego w Gdańsku.

Fot. Wikipedia

Redakcja

Redakcja portalu O służbach. Napisz do nas na adres: redakcja@osluzbach.pl
Follow Me: