MACIĄŻEK: MARSZAŁEK WASILEWSKI ZABEZPIECZY ZACHÓD GDY GAZPROM ZAKRĘCI KUREK

Istnieje bardzo duże ryzyko, że zimą br. może dojść do wybuchu nowej wojny gazowej w Europie Środkowo-Wschodniej. Świadczy o tym przynajmniej kilka czynników.

Po pierwsze, w ciągu kolejnych miesięcy wygasają kontrakty na transport rosyjskiego gazu przez terytorium Polski  (2020) i Ukrainy (2019). Mimo, że oba państwa są dziś dużo lepiej przygotowane na długotrwałe wstrzymanie dostaw „błękitnego paliwa” to jednak jest to ostatni moment by mocno je odczuły.

Istnieje bardzo duże ryzyko, że zimą br. może dojść do wybuchu nowej wojny gazowej w Europie Środkowo-Wschodniej. Click To Tweet

Władze w Warszawie zdają sobie sprawę, że przed ukończeniem projektu Baltic Pipe (gazociągu, który umożliwi import gazu z Norwegii) mimo działającego terminalu LNG w Świnoujściu mogą mieć problemy z zaspokojeniem potrzeb gazowych swojego przemysłu. Taki scenariusz może mieć miejsce np. w przypadku wstrzymania dostaw ze Wschodu i jednoczesnej „awarii” bałtyckiego gazociągu Nord Stream, co utrudniłoby kupno przez Polskę gazu z Niemiec.

POSŁUCHAJ PODCASTU PIOTRA MACIĄŻKA NA TEMAT MOŻLIWEJ WOJNY GAZOWEJ W EUROPIE

Podobnie sytuacja wygląda dla Kijowa, który dotąd posiłkował się rewersem „błękitnego paliwa” ze Słowacji (w zasadzie były to odwrócone dostawy realizowane przez zachodnie firmy za pomocą rosyjskiego surowca z Nord Stream). W dodatku Ukrainę czeka liberalizacja rynku wymuszona przez Zachód w zamian za pomoc finansową, co może oznaczać kilkudziesięciu procentowe podwyżki cen gazu dla społeczeństwa, a w efekcie niepokoje polityczne.

Po drugie, zapasy gazu w Europie Zachodniej są dziś rekordowe (znacznie większe niż zwykle o tej porze roku). Oczywiście częściowo wpływ na to miała stosunkowo ciepła zima, ale wiele wydawnictw branżowych sugeruje, że może to mieć związek z niepokojem wywołanym kończącymi się umowami tranzytowymi na transport rosyjskiego „błękitnego paliwa” przez Polskę i Ukrainę.

Po trzecie, rosyjski Gazprom wynajął swój nowy, pływający terminal LNG „Marszałek Wasilewski” austriackiej firmie OMV. Jego moc regazyfikacyjna (tzn. możliwość przekształcenia gazu skroplonego w stan gazowy i wtłoczenia go do gazociągów) to 3,7 mld m3 rocznie. Jest to niemal ¼ zapotrzebowania Polski w ciągu 12 miesięcy.

Rosyjski pływający terminal LNG może zostać wykorzystany zimą do zapewnienia Europie Zachodniej dostaw gazu w momencie konfliktu Gazpromu z Polską i Ukrainą. Click To Tweet

Rosyjska jednostka została relokowana do holenderskiego Rotterdamu gdzie znajduje się również terminal Gate LNG o mocy regazyfikacyjnej 12 mld m3 rocznie. Co ciekawe ten “gazoport” odbiera dostawy gazu skroplonego od rosyjskiego Novateku. To prywatna, choć powiązana z Kremlem spółka, która wybudowała przy wsparciu inwestorów zagranicznych gigantyczny arktyczny terminal o nazwie Jamał LNG. W niektórych miesiącach zimowych kilkukrotnie dawał on Rosjanom pozycję na podium eksporterów gazu skroplonego do Europy. Zarysowana powyżej układanka charakteryzuje się klarownym związkiem przyczynowo-skutkowym.

W przypadku wybuchu wojny gazowej w Europie Środkowo-Wschodniej Rosjanie będą w stanie zabezpieczyć najcenniejszych tj. zachodnich klientów gazem zatłoczonym z odpowiednim wyprzedzeniem do lokalnych magazynów (w Niemczech wiele z nich należy do Gazpromu). Dodatkowym zabezpieczeniem będzie LNG dostarczane przez Novatek, co przy okazji utwierdzi jego pozytywny wizerunek – jako pewnego, prywatnego eksportera. Warto dodać, że łączne moce „Marszałka Wasilewskiego” i „Gate LNG” to niemal 16 mld m3 rocznie, a więc prawie tyle ile wynosi roczne zapotrzebowanie na gaz przez Polskę.

Fot. Gazflot

Piotr Maciążek

Piotr Maciążek

W 2018 r. był nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich jak Grandpress i Mediatory. Autor książki "Stawka większa niż gaz" (Arbitror 2018) i Młodej Myśli Wschodniej (Kolegium Europy Wschodniej 2014). Współautor prowokacji "Piotr Niewiechowicz" odsłaniającej nieszczelność strategicznych elementów machiny państwowej.
Follow Me: