SANKOWSKI: NOMINACJA KAMIŃSKIEGO ZWIĄZANA Z AFERĄ PODKARPACKĄ?

Dotychczas minister Mariusz Kamiński sprawował nadzór jedynie nad służbami specjalnymi. Teraz bierze pod skrzydła również policję i CBŚP. I według moich rozmówców to przede wszystkim o przejęcie kontroli nad tą ostatnią formację chodzi.

Politycy PiS poważnie obawiają się tego, co jeszcze może wypłynąć przed wyborami w sprawie podkarpackiej, bo wszystko wskazuje na to, że sytuacja wymknęła się spod kontroli wszystkim zainteresowanym stronom.

Trzech nieżyjących świadków, w tle nieznana liczba nagrań polityków odwiedzających agencje towarzyskie, a wszystko to w rękach ukraińskich braci R., nad którymi parasol ochronny rozpostarły służby specjalne. Moim zdaniem suma zdarzeń zdecydowanie wskazuje, że jest to materiał na komisję śledczą.

W przeszłości, przy okazji podobnych spraw, PiS chętnie powoływał się na „grasującego seryjnego samobójcę”. Dziś zarówno ministerstwo sprawiedliwości jak i nadzorujący pracę CBŚP milczą, starając się deprecjonować zebrany materiał dowodowy. Na szczególną uwagę zasługuje tu oczywiście śmierć w areszcie Dawida Kosteckiego. Były pięściarz najpierw zostaje świadomie umieszczony w tym samym areszcie, w którym przebywa inny przestępca, w sprawie którego Kostecki ma zeznawać. Potem dochodzi do kontrowersyjnego powieszenia się Kosteckiego w celi – na leżąco. Oczywiście nikt nic nie słyszy. Ale najciekawszym elementem ujawnionym przez dziennikarzy Gazety Wyborczej są dwa nakłucia na szyi denata. Zauważa je jeden z prokuratorów, opisuje w notatce służbowej, ale nie uczestniczy już w późniejszych czynnościach. Przypadek? Patolog zauważa nakłucia, ale ich nie bada. Co ciekawe, w czasie, kiedy materiały pochodzące ze śledztwa ujawnia mecenas Roman Giertych, pełnomocnik rodziny Kosteckiego, media publiczne natychmiast uruchamiają wersję, jakoby ślady pochodziły od ukąszenia owada… A właśnie Kostecki, jeden ze świadków, dysponował sporą wiedzą na temat podkarpackiej układanki.

Skupmy się jeszcze na moment na braciach R. Ukraińcy działający na rynku agencji towarzyskich szybko zdominowali region. Omijały ich również nieprzyjemności ze strony organów państwowych, czego nie można powiedzieć o ich konkurencji.

W końcu zostają skazani, ale na symboliczne wyroki. Nie przeszkadza im to w zdobyciu polskiego obywatelstwa. O co chodzi? Odpowiedź może być tylko jedna. Bracia od dawna współpracowali z naszymi służbami. Najwyraźniej na tyle skutecznie, że w zamian otrzymywali to, czego oczekiwali. Czy wykorzystywał ich tylko CBŚP? Trudno powiedzieć, ale nasze źródła twierdzą, że przynajmniej kilkanaście razy byli wykorzystywani do odgrywania ról „bandziorów” przy okazji operacji specjalnych.

A potem? A potem było już klasycznie, działalność braci wszystkim wymknęła się spod kontroli. Wszyscy o wszystkich za dużo wiedzieli.

W sprawie trzeba wspomnieć jeszcze o byłym oficerze lokalnego CBŚP, który miał wpływ na braci, ale dziś jest już poza służbą. Natomiast stwarza wrażenie, że wiedza, którą dysponuje może mieć piorunującą moc. Dodajmy, iż to właśnie ten były funkcjonariusz CBŚP był w stanie skutecznie skierować na trop nagrań polityków specjalnego agenta CBA, zaufanego obecnych szefów służby, który szybko „zerwał się ze smyczy”, tropiąc seksualne występki polityków rządzącej partii.

Na koniec pozostaje kluczowe pytanie: jeżeli rzeczywiście istnieją nagrania prezentujące polityków oraz innych lokalnych liderów opinii w dwuznacznym świetle, to chyba w interesie państwa jest ustalenie, kto nimi dysponuje i gdzie zostały zdeponowane? Na razie wygląda to trochę tak, jakby nadzorujący służby woleli zamknąć oczy i udawać, że nic złego się nie dzieje. Może zawarto układ z Panem Ś., byłym oficerem CBŚP? Tylko, że wiemy, jak to bywa z tego typu umowami. Każdy próbuje zachować dla siebie „ostateczne argumenty”, stanowiące swoistą polisę ubezpieczeniową.

Wszystko to, jak widać, buzujący się tygiel i mam wrażenie, o czym pisałem wielokrotnie wcześniej, przede wszystkim w odniesieniu do afery podsłuchowej, że sprawa wcześniej czy później wróci, ale przyniesie o wiele poważniejsze konsekwencje. Wykraczające daleko poza bieżący interes polityczny jednej czy drugiej partii.

Dlatego minister Kamiński będzie chciał się dowiedzieć od kierownictwa CBŚP jak w rzeczywistości wygląda sytuacja na Podkarpaciu i na ile jest ona groźna z wyborczego punktu widzenia. Dopiero potem dokona szybkich zmian personalnych. Na ile one będą skuteczne to już zupełnie inna kwestia…

Fot. KPRM

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: