SANKOWSKI: SPRAWA BANASIA OBNAŻA DEGRADACJĘ ABW

Sprawa Mariana Banasia pokazuje dobitnie jak dalece postąpiła degradacja polskich służb specjalnych w ciągu ostatnich czterech lat.

Jeżeli szef wywiadu skarbowego ma kontakty ze światem przestępczym, a służby specjalne nie wyłapują tego w porę, to znaczy, że dzieje się coś bardzo niepokojącego. Albo, co brzmi jeszcze gorzej, służby wszystko wiedziały, ale postanowiły tę nieoczywistą dla opinii publiczną wiedzę zachować tylko dla siebie, w celu późniejszego wpływania na decyzje polityka. Obydwie wersje brzmią co najmniej niepokojąco.

Marian Banaś jest nie tylko politykiem, ale również, a może przede wszystkim, wysokim urzędnikiem państwowym. Od czterech lat zajmuje eksponowane stanowiska w administracji. Oznacza to, że co najmniej kilkakrotnie przechodził przez tzw. wirówkę – czyli był sprawdzany przez służby. Przy czym pojęcie „sprawdzany” jest rzecz jasna niezwykle pojemne. Co zatem sprawdzano? Czy nie toczy się przeciwko niemu żadne dochodzenie, czy nie jest w zainteresowaniu operacyjnym służb do jakiejś konkretnej sprawy, czy wreszcie nie ma w systemie informacji o jego osobie, o charakterze operacyjnym, a więc zebranych przede wszystkim od informatorów?

Zupełnie inną kwestią są dopuszczenia do tajemnicy państwowej – tu wypełnia się stosowną ankietę osobową, a ABW skrupulatnie ją sprawdza i na tej podstawie wydaje bądź odmawia wydania certyfikatu. W przypadku Pana Banasia posiadanie klauzuli uprawniającej do pracy z dokumentami niejawnymi było niezbędne w pracy – przypomnijmy – nadzorował Krajową Administrację Skarbową, co wiąże się również z koniecznością współpracy ze służbami.

Dlatego co najmniej dziwnym wydaje się fakt, że żadna ze służb nie zwróciła uwagi na kontrowersyjne osoby, z jakimi Marian Banaś zawierał umowę na wynajem należącej do niego nieruchomości. Tym bardziej, że to znajomość, która mogłaby teoretycznie posłużyć w przyszłości do szantażu Pana Banasia.

Inna kwestia, budząca wątpliwości, to okoliczności wejścia w posiadanie kamienicy w Krakowie. Historia, choć prawdopodobna, powinna być ze szczególną starannością sprawdzona.

I ostatnia kwestia. Marian Banaś przyznał publicznie, że stosuje agresywną formę optymalizacji podatkowej. Jest to szczególna okoliczność, zważywszy na fakt, że sprawa dotyczy urzędnika, który tego typu zjawiska ma ścigać… taka osoba powinna być szczególnie chroniona przez państwo, skoro walczy na co dzień z przestępcami wyłudzającymi podatki.

Tych wszystkich elementów układanki jest moim zdaniem zbyt dużo, aby służby mogły je pominąć lub nie zauważyć. Jeżeli rzeczywiście nie zwrócono uwagi na powyższe, świadczy to jak najgorzej o ABW, odpowiedzialnej za sprawdzanie osób aspirujących do najwyższych urzędów w państwie. Jest to tym bardziej zaskakujące, że Marian Banaś uchodzi za bliskiego współpracownika Mariusza Kamińskiego – Koordynatora ds. Służb Specjalnych. Czyżby więc z góry założono, że Pan Banaś po prostu musi być czysty, skoro współpracuje z „Super Mario”?

Jest też inna opcja. Być może wiedzę na temat relacji biznesowych Pana Banasia gromadzono po to, by w którymś momencie służby mogły wpłynąć na podejmowane przez niego decyzje. Nieprawdopodobne? A jednak…

Dlatego w mojej opinii wybór nowego szefa NIK (wobec którego wciąż nie skończyło się postępowanie sprawdzające prowadzone przez CBA) to przede wszystkim kompromitacja służb. Znamienne, że o swoim braku zaufania do tychże wspomina za pośrednictwem Twittera Marek Suski – szef Gabinetu Politycznego Premiera. Czyżby chodziło mu o ostatnich funkcjonariuszy, pamiętających jeszcze czasy UOP? Jeżeli tak, to znaczy, że szykuje się kolejna czystka kadrowa w służbach specjalnych.

Fot. Ministerstwo Finansów

BYŁY WICESZEF ABW: PREMIER POWINIEN MIEĆ WIEDZĘ O “PANCERNYM MARIANIE”

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: