SANKOWSKI: UKRAINA W OKU CYKLONU IMPEACHMENTU TRUMPA

Od kilku dni Stany Zjednoczone żyją sprawą wniosku demokratów o impeachment prezydenta Donalda Trumpa. Jego tło jest niezwykle interesujące.

Demokraci są przekonani, że Trump podczas rozmowy telefonicznej z prezydentem Ukrainy, która miała miejsce 25 lipca, uzależnił amerykańską pomoc w wysokości 400 mln $ od tego, czy ukraińskie władze zdecydują się na przeprowadzenie śledztwa dotyczącego firmy Burisma Holdings. To największy prywatny producent gazu na Ukrainie. Skąd zainteresowanie Trumpa akurat tym podmiotem? Bo Burisma Holdings zatrudniła w 2014 roku Huntera Bidena – najmłodszego syna Joe Bidena (wiceprezydenta za czasów Obamy). Dziś Joe Biden wydaje się najpoważniejszym rywalem Trumpa w walce o prezydenturę…

Trump chciał, aby zbadano, czy Joe Biden próbował wpływać na Prokuratora Generalnego Ukrainy w celu „ukręcenia” śledztw prowadzonych w tym kraju przeciwko Burisma Hoildings.

Przy okazji dyskusji o „ukraińskich problemach Donalda Trumpa wyszła na jaw jeszcze jedna niezwykle interesująca kwestia. Otóż Tom Bossert, który pełnił funkcję doradcy prezydenta Donalda Trumpa ds. Bezpieczeństwa Wewnętrznego od stycznia 2017 r. do kwietnia 2018 r., stwierdził, że w otoczeniu Trumpa lansowana była teza mówiąca o tym, iż to Ukraińcy ukradli korespondencję elektroniczną Demokratycznego Komitetu Narodowego w 2016 r (to komitet wyborczy demokratów). A następnie w jakichś sprytny sposób wrobiono w to Rosję.

Zgodnie z opublikowaną niedawno notatką z 25 lipca, z rozmowy prezydentów USA i Ukrainy, Trump poprosił o zbadanie firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem CrowdStrike i sprawdzeniem czy możliwe jest, iż atak hakerski oraz ukradzione dane pochodzące z serwera demokratów mają związek z Ukrainą.

CrowdStrike to firma, która współpracowała z demokratami w 2016 r. Jej eksperci stwierdzili, że to Rosja stała za hakerskim atakiem na serwery demokratów, a odkrycie to poparte zostało przez ustalenia poczynione przez Departament Sprawiedliwości i wywiad.

Jednak przebieg lipcowej rozmowy Donalda Trumpa sugeruje, że prezydent USA wcale nie porzucił myśli, że za atakiem mogły stać siły związane z Ukrainą. Dlaczego? Część źródeł wywiadowczych twierdzi, że to Rudy Giuliani – przyjaciel, doradca i osobisty prawnik prezydenta USA, starał się przekonać Trumpa do tej wersji wydarzeń argumentując, że Ukraina po utracie Krymu w 2014 roku szukała możliwości naprowadzenia USA i Rosji na kurs kolizyjny. Ukraińskie służby miałyby więc przeprowadzić operację specjalną, w konsekwencji, której odpowiedzialność spadłaby na Rosję.

Tyle tylko, że Tom Bossert po raz kolejny powtórzył, że wersja ta nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wyraził przy tym zdziwienie, że ktokolwiek w Białym Domu traktuje ją jeszcze poważnie. Tym kimś jest bez wątpienia wpływowy Giuliani, który jak się dziś okazuje, rozmawiał w Warszawie na ten temat z przedstawicielami Ukrainy, przy okazji szczytu bliskowschodniego.

Tym sposobem, dość nieoczekiwanie, prezydent Ukrainy stał się „okiem cyklonu” w walce o impeachment amerykańskiej głowy państwa.

Fot. Pixabay

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: