ZŁOTY SPADOCHRON BEZPIECZNIAKA Z SKW

Były szef Biura Pełnomocnika Ochrony Służby Kontrwywiadu Wojskowego czeka na postawienie mu zarzutów? Według naszych informacji, w prokuraturze wojskowej toczą się działania wobec Jacka Ł., który w 2016 r. został szefem BPO, czyli czegoś na kształt „kontrwywiadu w kontrwywiadzie”.

W maju, Jacek Ł. odszedł z SKW. W okolicznościach, co najmniej, dwuznacznych. Odchodził wtedy wraz z wiceszefem Służby, płk Robertem Muchą. Ł. – nazywany w czasie służby „Żelek” – może mieć jednak problem. Według naszych ustaleń, toczy się postępowanie, w wyniku którego „Żelek” może usłyszeć zarzuty mobbingu i molestowania seksualnego. – Kazał jednemu z podwładnych rozbierać się i pokazywać przyrodzenie – mówi nasz informator. I dodaje, że odejście Jacka Ł. było co najmniej zagadkowe. Co ciekawe, po tym, jak został odwołany ze stanowiska szefa BPO, przez pewien czas piastował funkcję najważniejszego doradcy zwierzchnika SKW, Macieja Materki. Wtedy też zmieniono mu grupę zaszeregowania, na najwyższą, 25. Co to oznacza? W praktyce tyle, że odchodząc z SKW w stopniu pułkownika, Jacek Ł. będzie otrzymywał generalską emeryturę. A to powyżej 10 tys. zł.

Ale Jacek Ł. narzekać nie może, bo przygotowano dla niego prawdziwy „złoty spadochron”. Po odejściu z kontrwywiadu, trafił do Polskiego Holdingu Obronnego. Został tam szefem biura bezpieczeństwa, gdzie także może liczyć na comiesięczne wynagrodzenie w wysokości kilkunastu tysięcy złotych. W zatrudnieniu go miał udział inny były funkcjonariusz SKW, obecnie również pełniący ważną funkcję w PHO. Jak tłumaczą nasi rozmówcy, zwierzchnik biura bezpieczeństwa to nie jest funkcja typowego „bezpieczniaka”. Kieruje się bowiem liczącą kilkaset osób agencją ochrony, świadczącą usługi na rzecz spółek z Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Czy w momencie zatrudnienia, zarząd PHO wiedział o problemach, Jacka Ł.? Czy posiada niezbędne do pracy na tym stanowisku kompetencje i doświadczenie? Czy został zatrudniony w transparentnym procesie wyboru najlepszego kandydata? Pytań jest wiele, jednak na te wysłane do PHO – odpowiedzi nie otrzymaliśmy.

– Przez kilka miesięcy jego „pracy” biuro poszło w rozsypkę – mówi nasz rozmówca. Praktycznie zlikwidowano audyt, z komórki odchodzą doświadczeni pracownicy. Pojawiają się także bardziej alarmujące doniesienia: o braku właściwego nadzoru nad chronionymi obiektami oraz o pracownicach PHO, którym Jacek Ł. ma wprost proponować seks. Pracownicy mają być też przez niego zastraszani.

Co sprawia, że Jacek Ł. ma tak mocną pozycję i to pomimo toczącego się postępowania? Dlaczego też mimo tych i innych „problemów” miał w SKW tak wysoką pozycję, że doszedł aż do funkcji szefa BPO? Może mieć na to wpływ fakt, że lata temu, Jacek Ł. prowadził postępowanie w sprawie poświadczenia bezpieczeństwa dla byłego już szefa WSI, gen. Marka Dukaczewskiego.

– Ma dobre relacje w ABW, na pewno znają się z pułkownikiem Radosławem Żebrowskim – mówi nam wysoki rangą funkcjonariusz SKW. Znaczącym jest, że poświadczenie bezpieczeństwa wydało Jackowi Ł. właśnie ABW. To wynika z obowiązku, przewidzianego przez ustawę: szefom służb i pełnomocnikom ochrony, poświadczenia robi się „krzyżowo”: funkcjonariuszy ABW kontroluje SKW i na odwrót. A skąd znajomość funkcjonariuszy wojskowego i cywilnego kontrwywiadu? Warto w tym momencie przypomnieć, że szefem komórki analogicznej, do tej której zwierzchnikiem był w SKW Jacek Ł. jest… właśnie płk Radosław Żebrowski; także oficer z przeszłością w wojskowych spec-służbach.

Fot. Pixabay

SWW- Służba Wiecznie Walczących

Michał Deptrocki

Michał Deptrocki

Obserwator. Czasem komentator. Zawsze uważny słuchacz. W myśl zasady "The Truth is out there". Kontakt: m.deptrocki@osluzbach.pl