SWW- SŁUŻBA WIECZNIE WALCZĄCYCH

Trzech analityków odeszło w ostatnim czasie ze Służby Wywiadu Wojskowego. Doświadczonych, z co najmniej 20-letnim stażem w służbie.

Dwaj, w okresie 2006 – 2010 pełnili służbę w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli. Jeden jeszcze niedawno służył w Serbii. Dwaj to żołnierze, i ci zostali „oddani” do MON, czyli formalnie zwolnieni. Trzeci jest funkcjonariuszem zatrudnionym w SWW. Z tym sprawa jest trudniejsza.

Dominik I Groźny

Ze służby zwalniał ich osobiście szef Departamentu Analiz SWW, Dominik Smyrgała. W dość niegrzecznej, jak słyszymy, formie. To interesująca postać, z wielu powodów. Przez niecałe dwa miesiące (grudzień 2017 – styczeń 2018) był wiceministrem obrony, gdy resortem kierował Antoni Macierewicz. Ich znajomość – oraz znajomość z obecnym szefem SWW, gen. Andrzejem Kowalskim – trwa jednak dłużej i ma kilka interesujących punktów wspólnych. Gdy Macierewicz kierował nowo powstałą Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, do służby dołączył także Smyrgała. W ub. roku media opisywały historię pozbawienia go poświadczenia bezpieczeństwa za naruszenie ustawy o ochronie informacji niejawnych. Według przekazów, Smyrgała miał przyznać się wtedy, podczas badania na wariografie, do powielania poufnych dokumentów bez zgody przełożonych.

Co ciekawe, Smyrgała pojawia się także w kontekście pewnej historii, dotyczącej gen. Andrzeja Kowalskiego. Niewielu pamięta, że Kowalski był przez dwa tygodnie 2007 roku pełniącym obowiązki szefa SKW. To on podpisywał także dokumenty finansowe pewnej dość niesmacznej operacji, która była potem obiektem drwin w SKW. Chodziło o tłumaczenie i wydanie książki „Nowe kłamstwa w miejsce starych”, autorstwa jednego z najsłynniejszych uciekinierów z KGB, Anatolija Golicyna.

Generał „kopiuj-wklej”

– Napisali wtedy pismo do pełnomocnika Golicyna, bo nawet nie do niego samego, z zapytaniem o możliwość przetłumaczenia i wydania książki. Odpowiedź była niezwykle grzeczna, wyrażała zainteresowanie, ale pod żadnym pozorem nie było w niej formalnej zgody. Oni wzięli to jednak za dobrą monetę – mówi nasz rozmówca, doświadczony funkcjonariusz wojskowych służb. Kosztowało to Służbę ok. 40 tys. zł, a lwią część z tego pochłonęły tłumaczenia. Jedną z tłumaczek była… żona pracującego wtedy w SKW Dominika Smyrgały. Co było dalej?

– Wydrukowali to. Chcieli rozdawać VIP-om i korzystać z książki jako źródła wiedzy – mówi dalej nasz rozmówca. Ale wtedy zmieniła się władza, a nowy szef SKW, po zapoznaniu się z dokumentami, złapał się za głowę i zakazał rozpowszechniania książki w jakiejkolwiek formie. Przeprowadzono postępowanie kontrolne wobec Kowalskiego, który – jak zaznaczyliśmy już wyżej – podpisywał dokumenty. Również finansowe. Ale ostatecznie sprawę zamieciono.

– Karę orzeczono, ale odstąpiono od jej wykonania. Dzisiaj za o wiele mniejsze przewiny ludzie dostają „231”. Potem pewnie wielu pluło sobie za tę decyzję w brodę – uśmiecha się gorzko nasz rozmówca. Chodzi o par. 231 KK – nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza.

Co było dalej?

Losy Kowalskiego są dość enigmatyczne. W 2013 r. napisał od książkę „Rosyjski sztylet”, dotyczącą działalności rosyjskiego wywiadu „nielegalnego”. Wydaje się jednak, że pisarstwo w różnych formach jest słabą stroną Kowalskiego.

– Swego czasu, kilka osób z działu kadr przetłumaczyło pewien skrypt, dotyczący działalności sowieckiego, a potem rosyjskiego wywiadu. Trafił on do szafy i został nieco zapomniany. Jakież było nasze zdziwienie, gdy w 2013 r. Kowalski wydał swoją książkę! Ludzie, którzy ją czytali z niedowierzaniem orientowali się, że już to gdzieś widzieli – tłumaczą nasi rozmówcy. Otworzono więc sejf z przetłumaczonym skryptem… i sprawa stała się jasna. Kowalski posłużył się, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo obszernymi fragmentami tekstu, przetłumaczonego na użytek Służby…

Przechowalnia

Trudno oprzeć się wrażeniu, że formacja, odpowiadająca za wojskowy wywiad jest prawdziwym przystankiem dla Wiecznie Walczących. To w SWW znalazł bowiem zatrudnienie Tomasz Mikołajewski, były już szef Narodowego Centrum Kryptologii, któremu poświadczenia bezpieczeństwa nie chciała wydać SKW nawet pod rządami Piotra Bączka, przyjaciela ówczesnego szefa MON, Macierewicza. Mikołajewski był zagadką nawet dla ludzi z biura kadr SKW. W jego ankiecie, złożonej w procesie postępowania sprawdzającego było tyle luk, że nikt nie chciał się podpisać pod zgodą na wydanie poświadczenia. Mikołajewski przez rok „jechał” więc na osobistej rękojmi ministra. Gdy Macierewicza zabrakło w MON, z NCK z hukiem wyleciał Mikołajewski. Obecnie jest on zatrudniony w ośrodku kształcenia kadr SWW, w Janówku.

Inną ciekawą osobą jest także obecna zastępczyni Kowalskiego, płk Agata Mazur. W czasach swojej służby w SKW znana była głownie z wywieszania kartki „nie przeszkadzać, pora posiłku” na drzwiach swojego gabinetu. Później, już w czasach służby w SWW, jako zastępczyni szefa wydała zarządzenie, które na korytarzach (i w toaletach) gmachu SWW przy ul. Niepodległości długo odbijało się śmiechem podwładnych. Płk Mazur wpadła bowiem na pomysł, że… papier toaletowy, zamawiany do Centrali, ma być obligatoryjnie biały. I było to ściśle nadzorowane! Po co? Nikt nie wie.

– Takie to asy, dobre do zamawiania papieru. Albo toaletowego, albo do książek – wścieka się nasz rozmówca. I przypomina, że w sprawie Mariana Radzajewskiego, zatrzymanego przez rosyjskie FSB pod zarzutem szpiegostwa zapadła cisza. Dziwnie krępująca, jeśli wziąć pod uwagę, że Radzajewski niemal na pewno – co powtarzają jednym głosem funkcjonariusze wojskowych i cywilnych służb – „robił” dla SWW. Ale cisza w gmachu przy Niepodległości 243 ma swoje zalety. W ciszy bowiem można się wygodnie schować. Tak, jak uczynił to były szef tej formacji, Witold Marczuk. Marczuk, choć od lat „nieczynny” wciąż znajduje się w rezerwie kadrowej. I pobiera pensję. Niemałą, jako że z SWW odchodził w stopniu generała brygady tej służby.

Powyższy krótki przegląd nie daje zapewne pełnego przeglądu tego, co dzieje się w wojskowym wywiadzie. Daje jednak asumpt, by skrót SWW rozwinąć jako Służba Wiecznie Walczących. O emerytury, posady lub… papier toaletowy.

Fot. Pixabay

ZŁOTY SPADOCHRON BEZPIECZNIAKA Z SKW

Michał Deptrocki

Michał Deptrocki

Obserwator. Czasem komentator. Zawsze uważny słuchacz. W myśl zasady "The Truth is out there". Kontakt: m.deptrocki@osluzbach.pl