KURDOWIE: NAJWIĘKSZA PORAŻKA CIA OD CZASU WIETNAMU?

Rosja może wykorzystać turecką interwencję w syryjskim Kurdystanie do wygenerowania nowego kryzysu migracyjnego w Europie. 

O tym, że decyzja Donalda Trumpa o wycofaniu amerykańskich wojsk z zachodniej Turcji była ogromnym błędem, mówią zgodnie dyplomaci, wojskowi i przedstawiciele służb. Prezydent Stanów Zjednoczonych zachowuje się jak biznesmen i uwielbia biznesowe porównania – zatem wchodząc w tę poetykę należy podkreślić, że rynek nie znosi próżni. Pustkę po Amerykanach szybko wypełniają Rosjanie.

Decyzja Amerykanów nie powinna szczególnie dziwić – Trump zapowiadał ją już wiele tygodni temu, choć jego motywacje pozostają nie do końca jasne, przynajmniej w sferze politycznej. O biznesowej lub jak kto woli pragmatycznej na razie wiedzy nie mamy.

Warto natomiast zauważyć, że prezydent Stanów Zjednoczonych nie tylko komplementuje Erdogana, ale najwyraźniej nie zależy mu na strategicznej obecności w regionie, co pokazał już podczas sporu z gen Mattisem. Wycofanie się Amerykanów było dyskutowane od dawna, a Trump podjął tę decyzję wbrew opinii doradców. Z punktu widzenia służb wywiadowczych kluczowe pytania brzmią:

• Czy w efekcie tureckiej ofensywy nie wytworzy się znowu miejsce dla ISIS (i komu na tym zależy)?
• Czy działanie Turków przy bierności Amerykanów nie wzmocni roli Moskwy?

Kurdowie, przy wsparciu Amerykanów, wykonali ogromną pracę przeciwko ISIS. Można by rzec, że wzięli na siebie główny ciężar odpowiedzialności za wszystkie te działania, o których Zachód wolałby nie wiedzieć. W tym miejscu warto dodać, że kilka lat temu miała miejsce konferencja szefów służb w Waszyngtonie, podczas której Aleksandr Bortnikow, szef FSB, wyraźnie dawał do zrozumienia w kuluarach, że podobną rolę może odegrać Rosja. Podkreślał wówczas, uważnie słuchany przez swoich zachodnich kolegów, że Rosja może rozwiązać problem ISIS w kilka miesięcy, stosując metody nieakceptowalne w świecie zachodnim. Wskazywał przy tym, iż nie ma innej drogi na rozbicie organizacji. Amerykanie najwyraźniej wysłuchali tych uwag i zrealizowali postulaty, ale kurdyjskimi rękoma. Dlaczego nie zdecydowano się wówczas na współpracę z Rosjanami? Bo ich oczekiwania względem Zachodu były nazbyt wygórowane i dotyczyły w dużej mierze „respektowania rosyjskiej strefy wpływów w Europie Środkowo – Wschodniej, w tym przede wszystkim na Ukrainie, choć nie tylko.

W sposób oczywisty Kurdowie liczyli zatem, że ich ogromne poświęcenie nagrodzone zostanie zgodą USA na jakąś formę autonomii. Nie docenili jednak siły lobbyingu tureckiego, a ten okazał się niezwykle skuteczny.

Wystarczy wspomnieć, że organizacje kurdyjskie, w tym PPK, są wciąż uznawane przez UE za organizacje terrorystyczne, co jest w dużej mierze wynikiem zabiegów dyplomatycznych ze strony Ankary.

W co gra Turcja? Nieustannie rozgrywa swoją kartę i robi to bardzo skutecznie. Turkom od dawna zależało na marginalizacji i eliminacji kurdyjskich dążeń niepodległościowych, ponieważ uważali, że zgoda na utworzenie nawet parapaństwowej struktury kurdyjskiej będzie śmiertelnym zagrożeniem dla integralności terytorialnej Turcji. Deklarowanym celem operacji wojskowej było utworzenie pasa o szerokości 30 km po stronie syryjskiej, tuż za granicą z Turcją, w celu stworzenia strefy buforowej i ulokowania tam syryjskich uchodźców, którzy coraz bardziej ciążą Ankarze. Jednak celem podstawowym było uderzenie i zniszczenie struktur kurdyjskich.

Trzeba pamiętać, że Turcy mają w ręku bardzo poważne argumenty polityczne, i ekonomiczne. Otóż Ankara pozostaje poważnym nabywcą amerykańskiego sprzętu wojskowego (helikoptery Black Hawk nowej generacji, myśliwce F35 a wcześniej nieudana próba zakupu tarczy antyrakietowej). Politycznie Turcja pozostaje filarem południowej flanki NATO, a bez zlokalizowanych na jej terytorium baz trudno wyobrazić sobie wsparcie operacji prowadzonych na Bliskim Wschodzie. Erdogan stara się również prowadzić politykę lokalnego mocarstwa i angażuje się we wszystkie istotne dyskusje i konflikty w regionie. Przez to Turcja jest atrakcyjnym partnerem. Szczególnie dobrze zdaje sobie z tego sprawę Rosja.

Rosja chce jak dawniej wrócić na Bliski Wschód i umocnić tu swoją pozycję tak ze względu na szlaki energetyczne jak i stałą obecność militarną. Dotychczasowa polityka Waszyngtonu brała pod uwagę te elementy. Tym bardziej zachowanie Amerykanów uznano w Moskwie za „dziwne i niezrozumiałe”.

Prezydent Putin dostał tym samym dwa prezenty. Po pierwsze, zdaje sobie sprawę, że jeżeli Amerykanie pozostaną głusi na wołania Kurdów o pomoc, czego właśnie jesteśmy świadkami, wówczas Kurdowie poszukają innych sojuszników i zwrócą się z prośbą o wsparcie do Rosjan. Można sobie wyobrazić, że Putin przekona Turcję do powstrzymania eliminacji Kurdów, ale również, że Rosjanie przejmą jeńców i dowódców ISIS, przetrzymywanych dotychczas w kurdyjskich więzieniach.

Po co to wszystko? Rosja ma interes w wywołaniu kolejnego kryzysu migracyjnego w Europie i paradoksalnie w odbudowie jakiejś struktury terrorystycznej. Nic bowiem nie działa lepiej na dezintegrację Europy, a ten cel wciąż pozostaje kluczowym na liście Putina.

Po drugie, Moskwa liczy na skonfliktowanie Turcji z USA i UE. Utrata wzajemnego zaufania to gotowy scenariusz na osłabienie południowej flanki NATO i szansa na zbliżenie turecko – rosyjskie.

Putin zdaje sobie sprawę, że dla Turcji kwestia kurdyjska jest tak bardzo ważna i tak bardzo przesycona emocjami, że na dłuższą metę Turcy nie będą się w stanie powstrzymać od działań militarnych i w konsekwencji dojdzie do kolejnych napięć na linii Ankara – Waszyngton.

Dlatego analitycy amerykańskiego wywiadu traktują konsekwencje decyzji Trumpa nie tylko jako niemoralne wobec Kurdów, ale przede wszystkim jako katastrofę polityki bliskowschodniej. Podkreślają przy tym, że wielu amerykańskich sojuszników zada sobie pytanie, na ile deklaracje Waszyngtonu można traktować poważnie.

Jest jeszcze wymiar czysto propagandowy. Widok rosyjskich jednostek specjalnych w opuszczonych pospiesznie przez Amerykanów bazach robi jednak piorunujące wrażenie i dobitnie pokazuje kto tak naprawdę kontroluje rozwój wypadków.

Fot. Wikipedia

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: