NIEMCZYK: HEJT ZDALNIE STEROWANY. TAK MANIPULUJE SIĘ POLAKAMI

Ujawnienie, przez niezależne media, farmy trolli powiązanej z urzędnikami i decydentami Ministerstwa Sprawiedliwości rzuciło nowe światło na hejt w Internecie. Potwierdziło ostrzeżenia informatyków analizujących ruch w mediach społecznościowych i intuicję obserwatorów dyskusji w życiu publicznym. Zasięgi niektórych postów są podbijane w sposób sztuczny i dzieje się tak na skutek decyzji politycznej. Najczęściej ze strony któregoś z uczestników polsko-polskiego sporu. Ale też najprawdopodobniej ze strony służb zagranicznych, zainteresowanych coraz większą destabilizacją polskiej sceny politycznej – pisze Piotr Niemczyk. 

Niestety ani polskie służby specjalne (nawet gdyby chciały się tym poważnie zająć – a nic na to nie wskazuje), ani tym bardziej niezależni eksperci, nie mają takich środków jak autorzy amerykańskiego raportu Grizzly Bear, pokazującego w jaki sposób rosyjskie grupy hakerskie ingerowały w kampanię wyborczą przed elekcją Prezydenta USA w 2016 roku. Tym bardziej, że kluczowe dla mediów społecznościowych serwery i biblioteki logowań znajdują się na półkuli zachodniej i są chronione dość restrykcyjnymi zasadami (przynajmniej przed dostępem osób zagranicznych, bo raczej nie rodzimych służb).

Na to, że ślady obcej ingerencji w polskich mediach społecznościowych, można zauważyć dość wyraźnie, jako pierwszy wprost zwrócił mi uwagę Piotr Tyma – Prezes Związku Ukraińców w Polsce. Zauważył on, że bardzo często autorami najbardziej nienawistnych wobec Ukraińców wpisów, są Polacy znani z przyjaznego nastawienia wobec Moskwy i zaangażowani w usprawiedliwianie rosyjskiej agresji na Krym i wschodnią Ukrainę. Ich wpisy są następnie powielane w taki sposób, aby „pękła” tzw. bańka informacyjna: czyli zamknięty krąg osób, które wymieniają się opiniami i komentarzami na Facebooku, Twitterze czy YouTube. Gwałtowny wzrost liczby „lajków”, komentarzy i udostępnień powoduje, że konkretny post trafia na główne strony serwisów i dociera do znacznie większej liczby internautów niż zwykle.

Można to zobaczyć dość wyraźnie, sprawdzając jakie zasięgi, w wybranym odcinku czasu osiągnęły komentarze zawierające słowo „banderowiec” – silnie wartościujące, używane prawie wyłącznie przez osoby o nastawieniu antyukraińskim.

Analizując rozchodzenie się tego słowa w Internecie, na przykład na podstawie narzędzi oferowanych przez serwis Brand24.pl, można łatwo zauważyć, że zasięgi rozkładają się bardzo nierównomiernie. Pomiędzy czerwcem 2018, a majem 2019 roku określenie to trafiło do internautów ponad milion razy. Ale największy „sukces” osiągnęło w lutym 2019 roku, kiedy przez autorów treści było użyte ponad 750 razy, a jego zasięg przekroczył 270 tysięcy czytających. Oznacza to, że hejter, wpisujący obraźliwe dla Ukraińców treści miał średnio 360 czytelników (lajkujących, komentujących i udostepniających).

Częstotliwość występowania słowa „banderowiec” w mediach społecznościowych, w poszczególnych miesiącach pokazuje poniższy wykres:

Źródło danych: Brand24.pl;

Przez większość czasu, liczba czytelników treści rozpowszechnianych przez hejterów, waha się od 50 do 150. Nastąpił więc co najmniej trzy-czterokrotny wzrost dostępności tych postów. Zdaniem informatyków monitorujących media społecznościowe, taki skokowy wzrost zasięgu jest niemożliwy bez sztucznego wspomagania. „Organicznie” nie da się zwiększyć zasięgów z około 100 do prawie 400 z dnia na dzień (a tak to się dzieje). A jeszcze wyraźniej widać, że zaraz po krótkotrwałym ataku na świadomość internautów, dostępność wpisów trolli spada do poprzedniego poziomu. Jasno wskazuje to na wspomaganie przez sieci botów – czyli automatycznie sterowanych anonimowych kont, służących do rozpowszechniania treści.

Zasięg ponad 750 tysięcy odbiorców słowa „banderowiec” w lutym 2019 roku wydaje się tym dziwniejszy, że kilka miesięcy wcześniej, w lipcu 2018 roku, na Ukrainę pojechał Prezydent Andrzej Duda, który składał kwiaty w miejscach pochówku ofiar rzezi wołyńskiej. Ze względów zrozumiałych, wywołało to rekordową liczbę antyukraińskich wpisów. Było ich ponad 800, ale ich zasięg nawet nie zbliżył się do połowy tych z lutego 2019 – ok. 115 tysięcy. Na każdy ze wpisów zareagowało zaledwie niecałe 150 czytelników. Czy to znaczy, że nikt nie miał interesu, aby akurat wtedy podbijać antyukraińskie nastroje?

Uważni obserwatorzy podkreślają, że wiele inicjujących „dyskusję” wpisów pochodzi od osób o wyraźnie prorosyjskim nastawieniu, bardzo często rezydujących w Rosji lub na wschodniej Ukrainie. Można podejrzewać, że nie tylko rodzima ksenofobia zasłużyła się pogorszeniu stosunków Warszawy z Kijowem? Prawdopodobnie rosyjskie umiejętności, w rozpowszechnianiu konfrontacyjnych treści, mają z tym wiele wspólnego.

Tym bardziej, że pretekst do rozpowszechniania w lutym 2019 antyukraińskich treści był słaby. Policja podległa MSW w Kijowie rozpoczęła kampanię „Ja banderowiec” mającą na celu pokazanie, że służba ta nie deprecjonuje historycznych, narodowych wartości, co spektakularnie zarzucały jej środowiska nacjonalistów ukraińskich. Trudno tę akcję uznać za coś większego niż pretekst do wywołania skandalu w polskim Internecie. Tymczasem w jakiś zdumiewający sposób, informacja o tym mało ważnym zdarzeniu, dotarła ponad ćwierć miliona razy do czytelników postów.

Być może chodziło o to, że rozkręcała się kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego, i jej celem było zniechęcenie do polityków deklarujących sympatię wobec Ukraińców. Wybory miały miejsce trzy miesiące później. A psychologowie wyjaśniają, że aby czyjś negatywny wizerunek utrwalił się w ludzkiej świadomości, trzeba go odpowiednio wcześniej indoktrynować.

Przykład rozpowszechniania słowa „banderowiec” nie jest w żadnym stopniu wyjątkowy. Podobny sposób rozpowszechniania słów – czy raczej związków frazeologicznych je zawierających – wyraźnie wartościujących, o zdecydowanie negatywnym znaczeniu, dotyczy także imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, Żydów, środowisk LGBT, sympatyków różnych opcji, a nawet rowerzystów.

Bardzo ciekawe wnioski można wyciągnąć przyglądając się w Internecie słowu „Żyd”. Nie zawsze jest ono używane w kontekście negatywnym. Ale przeważnie. Największą karierę zrobiło (w ciągu dwunastu miesięcy, od czerwca 2018 do maja 2019 roku) 18 lutego br. O ile liczba antysemickich wpisów zwiększyła się dwukrotnie (z ok. 10 tys. miesięcznie do 20000) o tyle ich zasięg zatrzymał się na 6 milionach. Czyli za każdym wpisem podążyło ok. 300 obserwatorów z mediów społecznościowych. To trzykrotnie więcej niż przeciętnie. Najczęściej powielane treści pochodziły z kont tak znanych „historyków” jak: AnitaSchelde i PsikutaStefano. Dotyczyły zbrodni dokonywanych przez Mojżesza Mordechaja i płk. Morela, mających represjonować Polaków po II wojnie światowej.

Zastanawiające jest to, że wpisy te pokryły się z odwołaniem udziału Ministra Spraw Zagranicznych RP w Izraelu, gdzie miał się odbyć szczyt Grupy Wyszechradzkiej ws. relacji z Tel Avivem. Czy takie „spontaniczne” odwołanie się do polityki historycznej nie miało przypadkiem na celu „przykrycie” kolejnej wpadki polskiej dyplomacji?

Podobne skoki nastrojów widać niemniej wyraźnie w przypadku nastawienia do imigrantów z basenu Morza Śródziemnego. Przyglądając się słowu „ciapaty” można zauważyć również charakterystyczne trendy.

Źródło danych: Brand24.pl;

Największą popularność, licząc pojedyncze wpisy, miało ono w grudniu 2018 roku. Było to spowodowane opublikowaniem na Wykop.pl zdjęć ciemnoskórych wolontariuszy, przytulających nastoletnie dziewczynki na zakończeniu warsztatów językowych. Komentarzy było prawie 850, ale ich zasięg nie był wcale imponujący: ok. 125 tys. odsłon. Czyli ok. 150 followersów zareagowało na teksty hejterów. Tymczasem w sierpniu 2018 roku komentarze dotyczące słuszności pobicia przez kibiców Legii, ciemnoskórego pasażera tramwaju i kobiety stającej w jego obronie, miały bardzo przeciętną jak na słowo „Ciapaty” liczbę wpisów, ale ich zasięg przekroczył grubo pół miliona. Liczba reagujących zwiększyła się sześciokrotnie. Podkreślę jeszcze raz: takiego zasięgu nie udaje się osiągnąć „organicznie”.

A jaka była różnica pomiędzy grudniem a sierpniem 2018? W sierpniu rozpoczęła się już kampania do wyborów samorządowych i potrzebne było pokazanie patriotycznego wzburzenia przeciwko tym samorządowcom, którzy deklarowali (jak między innymi kilku prezydentów miast) otwartość wobec ciemnoskórych uciekinierów z terenów objętych wojną. Co ciekawe: przed wyborami do Parlamentu Europejskiego słowo „ciapaty” nie zrobiło już wielkiej kariery.

Właściwie tak samo zachowuje się inne słowo określające tę samą grupę dyskryminowanych, czyli „muslim”. W sierpniu 2018 zasięg tego słowa był podobny do „ciapatego”, ok. 400000. Na każdego autora wpisu przypadło ponad 1100 lajkujących, udostępniających i komentujących. Tyle, że przeciętnie ta liczba waha się ok. 300. Dla porównania, kiedy „imigranckie śmieci”, w październiku tego samego roku, pobiły w Nicei przybysza z Polski, to wpisów było 670, ale ich zasięg „ledwie” przekroczył 350 tys.

Źródło danych: Brand24.pl;

Lewar uruchomiony przez sieci botów zwiększył więc zasięg trzy-czterokrotnie. Można zapytać dlaczego nie od razu 1000 krotnie. Skutki takiej kampanii byłyby dużo wyraźniejsze niż wspieranej przez mniejszą liczbę botów. Odpowiedź jest oczywista. Administratorzy stron cieszą się ze zwiększonego ruchu, bo to podnosi ekwiwalent reklamowy. Ale bez przesady. Zbyt oczywista ingerencja robotów mogłaby spowodować kroki prawne przeciwko portalowi albo jego użytkownikom. Dlatego ingerencje botnetów są tolerowane tylko w pewnych granicach.

O tym, że chwile w których uruchamia się sieci botów do propagowania politycznych treści, nie są przypadkowe świadczy też rozkład czasowy kampanii przeciwko określonym grupom społecznym. Hejt wobec imigrantów zarówno z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, jak i Ukrainy był wspierany sztucznie w 2018 i na początku 2019 roku. Natomiast wydaje się, że przestał przynosić oczekiwane skutki. Dlatego w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego największy nacisk położony był na środowiska LGBT. Wpisywało się to zresztą w kontekst pedofilii, której przypadki były kilkakrotnie ujawniane przez media w tamtym okresie. Wydaje się, że intencją osób zniesławiających i znieważających środowiska LGBT mogła być także chęć przykrycia ujawnianych patologii wśród duchownych kościoła katolickiego.

To, że inicjatorzy agresywnych wpisów wobec osób nieheteronormatywnych, nasilili swoje działania w trzecim i czwartym miesiącu 2019 roku widać, po rozchodzeniu się określeń wartościujących, takich jak „lesby”, „pedały” i „zboki”. Wnioski wobec określenia „pedały” mogą być tylko intuicyjne, ponieważ programy do analizy treści w Internecie nie pozwalają na wyraźne odróżnienie określenia mężczyzn homoseksualnych od części rowerowych czy pedałów samochodowych. Jednak bardzo precyzyjnie widać instytucjonalne wsparcie dla słów „lesby” i „zboki”.

Źródło danych: Brand24.pl;

Wkrótce po tym, kiedy skończył się hejt wobec „banderowców”, nasiliła się mowa nienawiści wobec osób LGBT. Określenie „lesby” największe zasięgi miało w marcu 2019, kiedy – w trakcie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego – przeciętny zasięg postów hejterów był trzykrotnie większy niż zwykle (ok. 750 wpisów z zasięgiem zbliżającym się do 300 tys.). Ponownie było ze słowem „zboki”. Zasięg dyskryminujących komentarzy wykorzystujących to słowo, był dwukrotnie wyższy niż przeciętnie, i osiągnął ponad 300 tys. odsłon, przy około dwóch tysiącach wpisów.

W zestawieniu obelg wobec środowisk LGBT szczególnie zastanawia ich korelacja ze słowem „Popaprańcy”, które w slangu hejterskim oznacza zwolenników/wyborców Platformy Obywatelskiej czy tworzonych wokół niej koalicji.

Źródło danych: Brand24.pl;

Dlaczego zasięg antyplatformerskich komentarzy był tak duży w styczniu i lutym 2019 roku? Można się tylko domyślać. Kontekst w styczniu był przeważnie związany z zabójstwem Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i szukaniem winnych odpowiedzialnych za antypolską politykę. W lutym „Popaprańcy” byli winni przewróceniu pomnika ks. Jankowskiego w Gdańsku. Nie sposób jednak nie zauważyć, że agresja wobec środowisk LGBT i intencjonalne stawianie znaku równości PO = przywileje dla homoseksualistów, dość wyraźnie wpasowuje się w kontekst kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego.

Mowa nienawiści nie da się w pełni kontrolować. Najlepszym tego przykładem jest to, że rośnie także wobec kościoła katolickiego. Zarówno liczba nienawistnych komentarzy wobec duchownych, jak i przypadków agresji wobec cmentarzy i obiektów kultu rośnie. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby autorami tak wielu wpisów i przypadków niszczenia cmentarzy, byli wyłącznie najbardziej zdeterminowani przeciwnicy roli kościoła w państwie. Ich sprzeciw raczej objawia się w formie nadania kolorów tęczy aureoli wokół głowy Matki Boskiej. Tymczasem intensywność i agresywność zachowań związanych z kościołem katolickim zdecydowanie rośnie.

Twórca portalu Politykawsieci.pl, Michał Fedorowicz zauważa, że bardzo wiele kampanii informacyjnych zarówno związanych z politycznie interesującymi sprawami, jak i z marketingiem wysoko konkurencyjnych produktów, odbywa się za pomocą sieci fałszywych kont. Tylko, że nowym zjawiskiem jest fakt, że wiele z tych kont propaguje przestępstwa, lub wzywa do ich popełnienia.

To niewątpliwie wynik wprowadzenia mowy nienawiści do dyskusji publicznej. Ale także przemyślenia wymaga zasadnicze pytanie: czy wspieranie hejtu dzielącego polskie społeczeństwo na dwa obozy to działanie wyłącznie rodzimych obrońców tradycyjnych wartości, czy jest inspirowane z zewnątrz? Na razie ani CERT, ani wyspecjalizowane komórki ABW czy kontrwywiadu wojskowego nie starają się tego wyjaśnić.

Dane i wykresy pochodzą z mojej książki „Pogarda. Dlaczego rośnie liczba przestępstw z nienawiści w Polsce” wydanej przez wydawnictwo Znak w październiku 2019 roku.

Piotr Niemczyk: były działacz opozycyjny i więzień polityczny. Od 1990 do 1994 r. Dyrektor Biura Analiz i Informacji i Zastępca Dyrektora Zarządu Wywiadu UOP. W latach 2000-2001 doradca Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji – organizator Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej. Wieloletni ekspert Sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych. Obecnie wykładowca w Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas w Warszawie. Autor książki o reformie służb policyjnych i specjalnych w Polsce po 2015 roku: „Szósta rano kto puka? O tym jak ojczyzna Solidarności zmienia się w państwo policyjne”.

Fot. Pixabay

Redakcja

Redakcja portalu O służbach. Napisz do nas na adres: redakcja@osluzbach.pl
Follow Me: