SILNA ŁAPA BŁASZCZAKA. GEN. ŁAPIŃSKI POKIERUJE SWW?

Według medialnych spekulacji, szef Służby Wywiadu Wojskowego, gen. brygady Andrzej Kowalski ma rozstać się ze służbą, którą kieruje. Na tym stanowisku miałby go zastąpić były szef Straży Granicznej, a obecnie podsekretarz stanu w MON, gen. brygady SG, Marek Łapiński. To bardzo nieoczekiwana kandydatura. Na tyle, że budzi pytania o rozpoczęcie gry, której celem są fotele szefowskie aż dwóch służb specjalnych.

– Ruch się zacznie w momencie uruchomienia procesu opiniowania nowego pretendenta do fotela szefa. A ten nie został jeszcze uruchomiony – mówi portalowi Osluzbach.pl doświadczony oficer wojskowych służb.

I dodaje, że w pierwszej kolejności powinno się dokonać oceny dorobku najpierw obecnego szefa, jak i jego potencjalnego następcy. Ale pojawienia się nazwiska gen. Łapińskiego nie można lekceważyć. To raczej sygnał tarć i targów powyborczych. Oraz sympatii (i niechęci) osobistych.

Błaszczak bierze całość

Gen. Andrzej Kowalski kieruje SWW od objęcia władzy przez PiS w 2015 r. Od początku uchodził za człowieka bliskiego ówczesnemu ministrowi obrony – Antoniemu Macierewiczowi. Kiedy więc Macierewicz przestał kierować resortem, w styczniu 2018 r., wydawało się, że naturalnym ruchem jego następcy, Mariusza Błaszczaka będzie wymiana szefów obu wojskowych spec-służb. Tym bardziej, że z SKW rozstał się nielubiany Piotr Bączek, a jego miejsce zajął człowiek nowego ministra – Maciej Materka, dotąd współpracujący z Błaszczakiem w MSWiA.

Tymczasem, ku dość powszechnemu zdziwieniu komentatorów i ekspertów zajmujących się tematyką służb specjalnych, Kowalski na stanowisku pozostał. Otoczył się zaufanymi ludźmi – zastępczynią uczynił m.in. płk Agatę Mazur – i trwał. Pomimo wielu prób wysadzenia go z siodła, wciąż kierował wojskowym wywiadem. W ostatnim czasie jego pozycja zaczęła słabnąć. Z pewnością podkopała ją historia zatrzymania w Rosji pod zarzutem szpiegostwa polskiego obywatela – Mariana Radzajewskiego – a następnie jego pokazowy proces i wyrok 14 lat kolonii karnej. W SWW przystań znalazło także wielu byłych pracowników SKW i MON z czasów Piotra Bączka, o czym pisaliśmy w innym miejscu.

Tak czy inaczej, relacje gen. Kowalskiego z ministrem przestały najwyraźniej być tak dobre, jak się dotychczas zdawało. Plotki o odejściu gen. Kowalskiego zaczęły się nasilać po wyborach parlamentarnych, kiedy wybuchła afera Mariana Banasia. Wtedy też zaczęły się „targi” o zwierzchnictwo nad służbami specjalnymi. Pogodzić trzeba było także apetyty kolejnych ministrów: Mariusza Kamińskiego, nadzorującego pracę służb cywilnych, Mariusza Błaszczaka, który – jak słychać z resortu – coraz lepiej i wygodniej czuje się na swoim stanowisku, a także… Zbigniewa Ziobry, mającego zakusy na kontrolowanie ABW. Póki co, wygląda na to, że utrzymany zostanie dotychczasowy status quo. Z tym zastrzeżeniem, że Błaszczak wstawi zaufanego sobie człowieka na stanowisko szefa SWW. O zmianie tej mówiło się na styku polityki i służb. Plotki nabrały tempa około miesiąca temu.

– Jest kandydatura ministra. Ale, mówiąc oględnie, nie budzi ona przesadnego optymizmu – mówił nasz rozmówca, związany z jedną z frakcji politycznych w łonie PiS.

Teraz okazało się, że stanowiska szefa wojskowego wywiadu mógłby objąć gen. Łapiński.

Minister od modernizacji… czego?

Łapiński jest z resortami siłowymi związany od początku lat ’90 ubiegłego wieku. Wtedy to podjął służbę w Urzędzie Ochrony Państwa. Do Straży Granicznej trafił w 1993 r. i służył w niej pięć lat. M.in. w czasach, gdy szefem tej arcyważnej dla bezpieczeństwa narodowego struktury był wszechwładny gen. Andrzej Anklewicz, były oficer MO i SB, którego rola w tzw. „aferze Olina” wciąż pozostaje co najmniej dwuznaczna. Następnie wylądował w Głównym Inspektoracie Celnym, gdzie był zastępcą szefa. Stamtąd trafił do MSWiA. Od 2010 do 2015 r. „pozostawał w dyspozycji Komendanta Głównego SG”, skąd powrócił do służby po wyborach parlamentarnych. Tu zaczynają się schody.

Jak opisywał portal TVN24.pl, Łapiński przez pięć lat pobierał godną pensję za… nicnierobienie. Bo „pozostawanie w dyspozycji” sprowadza się do tego, że przez ten czas pobiera się pensję (na poziomie stanowiska, z którego się odeszło), nie mogąc podjąć innej pracy. W 2015 r., Łapiński triumfalnie powrócił do SG. Po drodze niejako, Łapiński zapracował na awans: w maju 2017 r., prezydent Andrzej Duda nadał mu stopień generała brygady Straży Granicznej. W styczniu 2018 r., kiedy Mariusz Błaszczak objął fotel ministra obrony, zabrał ze sobą Łapińskiego. W listopadzie tego samego roku, powierzył mu obowiązek nadzorowania modernizacji technologicznej armii. Jak mu poszło? Odwołajmy się do liczb bezwzględnych. Ile baterii pocisków Patriot pojawiło się w tym czasie nad Wisłą? Ani jednej. Ile modułów artylerii rakietowej HIMARS trafiło do polskich brygad? Zero. Ile samolotów F-35? Zgadłeś, drogi Czytelniku – ani jednego. Można też powołać się na zdanie byłego szefa Inspektoratu Uzbrojenia WP, gen. Adama Dudy. Na Twitterze napisał on tak:

Przejdźmy więc do artykułowania pytań. A tych w przypadku kandydata na szefa SWW jest wiele.

Pokerowy stolik

Pierwsze i najważniejsze z nich brzmi: jakie kompetencje do kierowania strategiczną, z punktu widzenia państwa Służbą Wywiadu Wojskowego ma były komendant Straży Granicznej? Oczywiście formacją tą kierował już wcześniej człowiek, który trafił na to stanowisko wprost z fotela komendanta warszawskiej Straży Miejskiej – mowa oczywiście o gen. Witoldzie Marczuku – ale wydawać się mogło, że od tamtego czasu politycy już się czego nauczyli. Niestety – użyty tu czas przeszły nie jest w tym przypadku bezpodstawny.

Wróćmy do generała Łapińskiego. W środowisku osób znających kulisy funkcjonowania służb, nie ma o nim dobrej opinii. Jeden z naszych rozmówców, oficer z długim stażem, wprost nazywa go „plecakiem”.

Tu również należy zrobić przystanek. Nie odbierając Łapińskiemu doświadczenia nabytego przez lata spędzone w Straży Granicznej należy zaznaczyć, że czym innym jest płytki wywiad, jaki funkcjonariusze tej służby wykonują – choć nie mówi się o tym ani często, ani głośno – a czym innym wielka, skomplikowana operacja wywiadowcza, prowadzona na terenie obcego państwa. Straż Graniczna jest formacją powołaną, jak sama nazwa wskazuje, do ochrony granic państwa. Inaczej pracuje się z funkcjonariuszami takiej formacji, inaczej z pracującymi – nierzadko pod przykryciem – oficerami i funkcjonariuszami wywiadu. Mówiąc krótko, oficer wywiadu, wojskowego czy cywilnego, musi charakteryzować się obyciem, dobrą znajomością psychologii oraz dyplomacji. A w SG słuchać, że Łapiński ma charakter i sposób bycia raczej… szorstki.

Ale minister Błaszczak wyraźnie poczuł okazję do upieczenia dwóch pieczeni przy jednym ogniu: po pierwsze pozbycia się ostatniego „żołnierza” Macierewicza, a po drugie – wzmocnienia swojej pozycji. Do tej pory, stuprocentowo pewny mógł być przede wszystkim Materki, którego uczynił szefem SKW. Teraz miałby także całkowicie lojalnego wobec siebie szefa wojskowego wywiadu. A to naprawdę duże aktywa.

– Błaszczak mu ufa. Nie chce sobie pozwolić na narzucenie kandydata. Ale ten, o którym mówimy wielkiego optymizmu też nie wzbudza, że tak to ujmę – słyszymy od osoby znającej realia służby.

Na razie jednak nic nie jest przesądzone. Jak zaznaczyliśmy na początku, proces opiniowania nowego szefa nie ruszył. Czy więc nazwisko Łapińskiego, które pojawiło się na giełdzie można traktować tylko jako wrzutkę? Nie do końca. Właściwsze byłoby chyba słowo „straszak”. Kowalski mógłby stać się ofiarą gry o wpływy polityków.

Do pokerowego stolika usiedli zawodnicy wagi naprawdę ciężkiej. Od szefa MON, przez koordynatora służb specjalnych i premiera, a kończąc na osobie w tym zestawieniu może nieoczywistej, ale mającej coś do powiedzenia, bo podpisującej nominacje: prezydencie RP. A ten ma swoje plany i typy; także w spec-służbach. Odczytując sygnały dobiegające z kuluarów Pałacu Prezydenckiego trudno oprzeć się wrażeniu braku szczególnej chemii między Krakowskim Przedmieściem, a al. Niepodległości 243, gdzie ma siedzibę SWW. W orbicie życzliwej prezydenckiej uwagi znajduje się aktualnie inna służba specjalna. Jej szef wciąż ma – co nie jest bez znaczenia – dobre relacje z koordynatorem. I choć dobrze mu w tym fotelu, w którym jest, to apetyt rośnie w miarę jedzenia. A przecież mieliśmy już w Polsce przykład oficera, który kierował konsekutywnie dwiema służbami specjalnymi…

Do zrozumienia tej układanki warto też przypomnieć, że Andrzej Duda był bliskim współpracownikiem Lecha Kaczyńskiego. Ten zaś, w przeciwieństwie do swojego brata, cieszył się szacunkiem wśród oficerów wywiadu. Niekoniecznie wojskowego, uzupełnijmy, i w tym momencie postawmy kropkę. Ale szef MON raczej nie miałby ochoty na wpuszczanie na swoje poletko kogoś z zewnątrz. Nawet, jeśli byłby to człowiek, którego przeszłość dawałaby podstawy do twierdzenia, że sobie na takim stanowisku poradzi. Dlatego właśnie napisaliśmy wyżej o straszaku. Można byłoby potraktować to też jako ruch wyprzedzający ministra obrony. Sygnał „non possumus” dla osób mających ochotę wchodzić w jego rewir.

Trudno też traktować poważnie doniesienia o możliwości objęcia przez Kowalskiego placówki dyplomatycznej w Pakistanie. Zapytany o to, nasz rozmówca krzywi się z niesmakiem i kwituje to krótkim „bądźmy poważni, to mimo wszystko generał i szef wojskowej służby”. Inny z kolei uzupełnia, że dla osoby odchodzącej z takiego stanowiska, właściwym kierunkiem byłaby ambasada w którymś z dużych krajów europejskich. Nasze pytanie o Andrzeja Ananicza, byłego szefa AW, który był później ambasadorem właśnie w Pakistanie odpiera hasłem, że akurat Ananicz znał region i był w tym, co robił po prostu dobry. Jeszcze inną kwestią jest to, że miał on wsparcie w tym zakresie Amerykanów, którzy doceniali jego wiedzę i doświadczenie.

Podkarpacie

Pozostaje też jeszcze jedna, niezwykle ważna kwestia. Sprawa afery podkarpackiej. Oczywiście nie można Łapińskiego łączyć bezpośrednio z działalnością agencji towarzyskich, jakie prowadzili w Rzeszowie i okolicach pochodzący z Ukrainy bracia R. Ale doświadczony oficer Policji, który zna realia Podkarpacia i kulisy afery mówi wprost: to, co się działo na Rzeszowszczyźnie nie mogło się odbywać bez cichego porozumienia ze Strażą Graniczną.

– Mieli zblatowanych pograniczników, mieli bramki ludzi na przejściach granicznych. Ludzie z SG wiedzieli dokąd jadą te dziewczyny i w jakim celu – mówi portalowi policjant.

Powtórzmy jeszcze raz: nikt nie stawia Łapińskiemu zarzutu, że wiedział o procederze handlu ludźmi, jaki miał odbywać się na granicy polsko-ukraińskiej. Jednakże fakt, że proceder ten mógł dziać się przy – w najlepszym razie – obojętnej postawie funkcjonariuszy, odpowiadających za ochronę polskich granic musi budzić niepokój. A za bezpieczeństwo, szczególnie bezpieczeństwo granic państwa, powinni odpowiadać ludzie, co do których wątpliwości nie powinny się pojawiać.

To jest przyszłość. Jak na razie, Łapiński pozostaje tylko kandydatem, którego nazwisko pojawiło się na giełdzie. Wiele z operacji, które zapoczątkował wciąż urzędujący szef SWW wciąż się toczy. Gdyby generał Łapiński faktycznie miał objąć stanowisko tak eksponowane, jak fotel szefa wojskowego wywiadu RP, to opisane powyżej zagadnienia powinny zostać przez politycznych decydentów rozważone. Trudno nie mieć wrażenia, że to tylko płonne nadzieje…

Fot. Gov.pl

Michał Deptrocki

Michał Deptrocki

Obserwator. Czasem komentator. Zawsze uważny słuchacz. W myśl zasady "The Truth is out there". Kontakt: m.deptrocki@osluzbach.pl