BLISKI WSCHÓD ZNÓW WRZE. SŁUŻBY W POGOTOWIU

Protesty w Iranie i Iraku, wzrastająca obecność amerykańska w regionie – to tylko część elementów bliskowschodniej układanki, w ramach której znów rośnie napięcie.

Irackie miasta ogarnęła największa od 2003 roku fala protestów tj. od momentu upadku Saddama Husajna. Dotychczas zgromadzone dane wskazują, że od października śmierć poniosło co najmniej 460 demonstrantów a 20 tysięcy zostało rannych. Sytuacja jest daleka od normalizacji, wszystkie strony konfliktu zdają się szykować na jego dalszą eskalację – alarmują zachodnie służby wywiadowcze, mimo że do dymisji podał się niepopularny premier.

Protestujący twierdzą ich celem jest wywrócenie systemu politycznego ustanowionego po amerykańskiej inwazji w 2003 roku. zwracają przy tym uwagę na szerzącą się korupcję i stale pogarszający standard życia, mimo bogactwa kraju w ropę naftową. Demonstranci uważają, że zła sytuacja wewnętrzna jest także wynikiem rosnących irańskich wpływów w Bagdadzie. Zresztą sam Teheran nie zaprzecza, że wspierane przez niego siły, zaangażowane w walkę z Państwem Islamskim, powinny być traktowane z należytym szacunkiem, na równi z armią.

Dlatego tragiczny w skutkach zamach na pokojową demonstrację na placu Tahrir w Bagdadzie, który stał się centralnym punktem dla antyrządowych i antyirańskich protestów, wzbudził szczególne zainteresowanie światowych służb specjalnych. Nie jest bowiem jasne, czy atak, w wyniku którego kilkanaście osób poniosło śmierć na miejscu, został przeprowadzony przez zwolenników proirańskiej milicji Hashd al-shaabi czy też, jak niektórzy liderzy protestujących spekulują, przez osoby pracujące na rzecz państwa irackiego w celu destabilizacji sytuacji wewnątrz sił antyrządowych. Jedno jest pewne, sytuacja ta spowodowała wzrost wzajemnej nieufności i oddala szansę na normalizację.

Liderzy opozycji podkreślają, że władze w Bagdadzie, szczególnie w początkowej fazie protestów, użyły niewspółmiernej do liczby demonstrantów siły, do tłumienia wystąpień. W konsekwencji liczba ofiar rośnie w niepokojącym tempie.

Z kolei władze w Bagdadzie są przekonane, że do eskalacji przemocy dąży Teheran, który jest zainteresowany dalszym osłabieniem władz centralnych, a w konsekwencji rozkładem czy też rozpadem terytorialnym państwa.

Co ciekawe w ostatnim czasie amerykański wywiad informował o ruchach irańskich wyrzutni rakietowych krótkiego zasięgu (do 1000 km), które przerzucane są na południe Iraku. Iran, korzystając z chaosu panującego w Iraku, stara się rozgrywać własną grę. Tym bardziej, że wszystko to dzieje się w momencie wzmożonej aktywności Stanów Zjednoczonych, które starają się odbudować swoją obecność na Bliskim Wschodzie. Jak przypomina The New York Times, od maja tego roku administracja Trumpa wysłała na Bliski Wschód dodatkowo około 14 tysięcy żołnierzy. W większości są to załogi okrętów US Navy oraz systemów obrony przeciwrakietowej, które mają wywierać presję na Iran…

Tymczasem rakiety zostały przeniesione w miejsca, z których mogą dosięgnąć jednostki amerykańskie stacjonujące w regionie Zatoki Perskiej choć nie tylko. Oczywiście nikt nie wierzy w bezpośredni atak irańskich rakiet na amerykańskie cele, ale sytuacja wzmaga niepewność także w odniesieniu do handlu ropą naftową.

Nie jest wykluczone, że w najbliższych miesiącach Teheran wykona ruchy, które spowodują wzrost cen surowca. Hipoteza ta jest tym bardziej uzasadniona, że władze irańskie zaczynają borykać się z poważnymi problemami budżetowymi. Wprawdzie przedstawiając projekt budżetu w Parlamencie sugerowano zmniejszenie uzależnienia od produkcji ropy, ale wiadomo, że to tylko propagandowe hasła. Rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana. Teheran coraz chętniej korzysta z rosyjskich pożyczek a prognozy dotyczące dochodów ze sprzedaży ropy i gazu są niższe aż o 40%.

Nieoficjalnie wiadomo, że budżet był oparty o założenie sprzedaży ropy na poziomie około 1,5 miliona baryłek dziennie. Na skutek amerykańskich sankcji eksport irańskiej ropy spadł do około 400.000 baryłek dziennie lub mniej.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy doszedł do wniosku, że aby irański budżet równoważył się, cena surowca musiałaby wzrosnąć trzykrotnie z dzisiejszego poziomu 64 $ dla ropy Brent.

Dlatego w najbliższym czasie Iran sfinalizuje kolejną pożyczkę od Rosji, tym razem w wysokości 5 mld $.

Rosyjskie wsparcie może być konieczne, aby irańskie władze mogły przetrwać ten trudny czas. Ostatnie podwyżki cen paliw aż o 200% doprowadziły do masowych protestów, które szybko nabrały charakteru politycznego. Dlatego Iran z jednej strony będzie energicznie „mieszał” w Iraku, z drugiej strony będzie budował napięcie w rejonie Zatoki Perskiej licząc na wzrost cen ropy, ale i podjęcie rozmów przez Waszyngton w celu złagodzenia sankcji.

Fot. Wikipedia

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: