ZABICIE SULEJMANIEGO CIĘŻSZE GATUNKOWO OD ŚMIERCI BIN LADENA

Generał Sulejmani został zabity w ataku rakietowym w pobliżu lotniska w Bagdadzie. Co to oznacza dla regionu?

Generał Kassem Sulejmani był jedną z najpotężniejszych osób w Iranie jako szef oddziałów specjalnych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej – najbardziej wiernej i najlepiej wyszkolonej części irańskich sił zbrojnych. Wojskowego bez cienia przesady można jednak również nazwać architektem polityki zagranicznej Teheranu w regionie.

Sulejmani pojawiał się wszędzie tam, gdzie Iran prowadził swoją grę, nie tylko dyplomatyczną, ale także militarną. Generał krążył w ostatnim czasie między Syrią, Irakiem a Jemenem. Jego podwładni oskarżani byli o przeprowadzenie serii ataków na tankowce w Zatoce Perskiej w ubiegłym roku. Ale co ważniejsze, Sulejmani był również zwornikiem współpracy Iranu i jego służb specjalnych z Rosją i Chinami. Znał sieć powiązań i wzajemnych zależności, wiedział o wielu transakcjach i ich kulisach. Miał także ogromny wpływ na dowództwo Hezbollahu i innych szyickich organizacji terrorystycznych. Wydawał się tak potężny, że wręcz niezniszczalny. Tym większy szok towarzyszyć musi jego śmierci w Iranie.

Dlatego zabicie Sulejmaniego uznawane jest za wydarzenie znacznie cięższe gatunkowo od eliminacji Osamy bin Ladena. Zginął bowiem człowiek symbol, którego nie tylko ciężko będzie zastąpić, ale przede wszystkim należy pomścić. Innymi słowy Iran został tym atakiem wepchnięty na drogę konfrontacji, której z całą pewnością chciałby uniknąć.

Ostatnie wydarzenia, między innymi ataki na ambasadę USA w Bagdadzie, były formą agresywnej prowokacji, ale na pewno nie miały w zamierzeniu Iranu, prowadzić do wojny z USA. Tymczasem decyzja Trumpa (bo Prezydent USA musiał osobiście zatwierdzić atak rakietowy) pozwala przypuszczać, że Biały Dom poważnie bierze pod uwagę scenariusz otwartego konfliktu zbrojnego z Iranem.

Czemu byłoby pożądane z punktu widzenia Waszyngtonu? Bo z jednej strony z czołówek amerykańskiej prasy nie schodzi słowo impeachment, a z drugiej strony zbliżają się jesienne wybory prezydenckie. A skoro życie i zdrowie amerykańskich dyplomatów i żołnierzy było zagrożone, to Amerykanie postanowili przeprowadzić uderzenie wyprzedzające.

Co dalej? Dziś zbiera się Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu, która zdecyduje o formie odwetu. Kalkulowane zapewne będą szanse i zagrożenia. Trudno sobie natomiast wyobrazić, aby Iran zdecydował się na bezpośredni ruch wymierzony w USA. To będzie raczej atak lub seria ataków przeprowadzonych przez szyickie organizacje poza Iranem. W taki sposób aby móc uznać odwet za właściwy, ale i taki, który nie doprowadzi do wojny, w której Iran nie miałby szans.

Fot. Wikipedia

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: