PREMIER STAWIA NA NOWEGO SZEFA PGNIG. W TLE KONTRAKT JAMALSKI?

Zmiany w PGNIG, strategicznej z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego spółce, odbywają się w szczególnym momencie. Z jednej strony w decydującą fazę wkracza budowa gazociągu Baltic Pipe – sztandarowego projektu energetycznego PiS, z drugiej zaś kończy się wieloletnia umowa gazowa z Gazpromem.

Te dwie kwestie są ze sobą ściśle skorelowane. Projekt Baltic Pipe ma uniezależnić Polskę od dostaw surowca ze wschodu. Inwestycja, której realizację pierwotnie planowano na lata 1997 – 2001 nie doszła wówczas do skutku. Wszystko wskazuje na to, że uda się tym razem. Byłaby to istotnie zupełnie nowa jakość. Dlatego gazociąg jest wysoko na liście priorytetów służb specjalnych.

„Spodziewamy się wielu prób opóźnień realizacji projektu, podejmowanych z zagranicy, ale także zwracamy uwagę na wątki korupcyjne, które hipotetycznie mogą się pojawić przy okazji zawierania umów na dostawy usług i sprzętu przez podmioty zewnętrzne” – tłumaczy oficer ABW.

Dlaczego czas jest tak istotny? Bo w 2022 roku kończy się wieloletnia umowa z Gazpromem. Rząd liczy, że uda się uruchomić Baltic Pipe w tym samym czasie, kiedy rosyjski gaz przestanie płynąć do Polski Gazociągiem Jamalskim. A co będzie, jeżeli nie uda się operacja „na zakładkę”?

Minister Piotr Naimski, ale i poprzedni zarząd spółki zdecydowanie podkreślali, że współpraca z Rosjanami nie będzie kontynuowana, a dywersyfikacja dostaw będzie realizowana na innych kierunkach. Co więcej, w ostatnim okresie Prezes PGNiG Piotr Woźniak w bardzo zdecydowany sposób opisywał kooperację z Rosjanami.

W wypowiedzi z 3 stycznia dla TVP Info wskazał, że „co najmniej 20 do 30 proc. tego, co płaci za gaz każdy Polak, idzie na finansowanie rosyjskich sił zbrojnych”. Dodał także, że od momentu wejścia Polski do UE koncern Gazprom już siedem razy bez uzasadnienia przerywał dostawy gazu do Polski.

To bardzo mocne słowa, które miały zapewne przekonać nadzór właścicielski o celowości pozostawienia „twardego” menadżera w fotelu prezesa gazowego giganta. Pytanie tylko, czy nadzór właścicielski właśnie takiego szefa Zarządu dziś potrzebuje?

W zgodnej opinii naszych rozmówców, zajmujących się zagadnieniami energetycznymi tak w ABW jak i w AW, Premier Mateusz Morawiecki chce mieć w PGNiG zaufanego człowieka, który nie tylko dopilnuje kwestii Batlic Pipe, ale zachowa także zdolności negocjacyjne z Rosjanami. Według naszych nieoficjalnych informacji poważnie analizowany jest scenariusz, w którym z jednej strony dochodzi do opóźnienia w uruchomieniu Baltic Pipe, a z drugiej umowa z Rosją przestaje obowiązywać.

„Nie jest wykluczone, że trzeba będzie usiąść z Rosjanami do stołu po to, aby zawrzeć krótkoterminową umowę na dostawy gazu, przy urealnieniu cen, które dziś są bardzo zawyżone. Prezes Kwieciński ma bezpośrednie relacje z szefem rządu, jego wiarygodność i pozycja negocjacyjna są więc bardzo wysokie” – tłumaczy funkcjonariusz ABW.

Premier chce mieć pewność, że niczym nie będzie zaskoczony a gaz to obszar wysokiego ryzyka. Zarząd w nowym kształcie najwyraźniej daje mu tę pewność.

Fot. KPRM

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: