ŚMIERĆ SULEJMANIEGO OSŁABI TWARDOGŁOWYCH AJATOLLAHÓW?

Wyeliminowanie przez Amerykanów szefa elitarnej formacji irańskich Strażników Rewolucji, Al-Quds, paradoksalnie może osłabić siły konserwatywne w Teheranie i wzmocnić reformatorów.

Najważniejsza operacja wywiadowcza od lat

„Śmierć gen. Kasema Sulejmaniego była planowana od dawna” – twierdzą amerykańskie źródła wywiadowcze. Plan był taki, aby do akcji doszło poza granicami Iranu – to po pierwsze. Po drugie, rozważano atak w Syrii, ale byłoby o wiele trudniejsze ze względów operacyjnych. Chodzi przede wszystkim o możliwość nieskrępowanego działania służb wywiadowczych i oddziałów specjalnych na tym terenie. Uznano, że najlepszy będzie Irak lub Jemen.

To była, a w zasadzie jest, jedna z najpoważniejszych operacji wywiadowczych ostatnich lat, bo nie chodziło o zwykłego terrorystę, ale o poważną figurę na politycznej szachownicy Iranu. Dodajmy osobę, która zajmowała wysoką pozycję w ramach oficjalnej hierarchii struktury państwa.

Ostatecznie zdecydowano o eliminacji generała Sulejmaniego, choć poddawano w wątpliwość plany ataków na cele USA jakie miał inspirować. Niedowiarkom CIA pokazała pewien charakterystyczny wzorzec postępowania generała i jego stronników, co miało przekonać o tym, że zarzuty nie są bezpodstawne.

Tymczasem bliskowschodnie źródła wywiadowcze twierdzą, że celem Persów (a właściwie Sulejmaniego) było utrzymanie presji na Amerykanach, ale przy założeniu, że konsekwencje ataków na bazy US Army byłyby znikome. Irańczycy mieli być poważnie skonfundowani faktem, że w wyniku ostrzału bazy 27.12 zginął amerykański obywatel.

Czynnik Trumpa

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jeden, bardzo ważny element, psychologiczny. Doradcy ds. wywiadu argumentowali bowiem, że ostatnia niechęć Trumpa do użycia siły (m.in po atakach na tankowce w Zatoce Perskiej), była przez Iran błędnie interpretowana jako słabość USA.

W kulminacyjnym momencie konfliktu Francja i Japonia miały zaproponować mediacje, co jeszcze bardziej poirytowało Trumpa. Gdyby Amerykanie rzeczywiście mieli taką potrzebę, uruchomiliby zupełnie inny kanał – szwajcarski. I tak się zresztą stało.

Szwajcarski ambasador w Teheranie operował w obydwu kierunkach. Najpierw wiadomość tym kanałem wysłał Waszyngton ostrzegając Iran, że działania odwetowe spotkają się z bardzo zdecydowaną reakcją USA. Co ciekawe, dosłownie w chwilę po irańskiej, dość ograniczonej odpowiedzi militarnej na eliminację Sulejmaniego, Teheran zapewnił, że to jest TEN atak i więcej działań odwetowych nie będzie.

Takie zachowanie Persów spowodowało wstrzemięźliwość Donalda Trumpa, który ograniczył się jedynie do poszerzenia sankcji gospodarczych jakimi objęty jest Iran.

Ostrzeżenie lidera Hezbollahu

I jeszcze jedna ciekawostka. Otóż The New York Times poinformował, że podczas pobytu w Syrii (na dzień przed śmiercią) Sulejmani był ostrzegany przez przywódcę Hezbollahu przed atakami ze strony Amerykanów. Sulejmani miał być bardzo spokojny, wręcz pogodny, zapewniając, że o niczym bardziej nie marzy niż aby stać się męczennikiem… Skąd przywódca Hezbollah miał informacje? Amerykański wywiad przekonuje, że nie mógł wiedzieć ani o dacie ani tym bardziej o szczegółach ataku. Mógł się jedynie domyślać, że „coś się szykuje”. Ale ta sprawa wymaga na pewno szczegółowego sprawdzenia.

Tak było, a co będzie dalej?

Twardogłowi w Teheranie tracą argumenty. Będzie im coraz trudniej utrzymać obecny kurs. Szczególnie wobec faktu wprowadzenia nowych sankcji.

Po pierwsze widać, że Iran tak naprawdę nie chce a być może także nie potrafi odpowiedzieć Amerykanom. Powstaje więc wrażenie, że jego praktyczna siła rażenia jest jedynie iluzoryczna, lub co najmniej przereklamowana. Opozycja pyta więc, to po co całe to przedstawienie?

Fakt zestrzelenia ukraińskiego samolotu pasażerskiego jeszcze bardziej komplikuje sytuację, tak pod względem politycznym jak i wizerunkowym, odbierając kolejne argumenty Strażnikom Rewolucji.

Wielką niewiadomą pozostaje córka generała Sulejmaniego, która jeszcze kilka dni temu wzywała do odwetu na USA. Dziś przycichła, ale mówi się, że być może stanie się osobą – symbolem, wokół którego potencjalnie będą się gromadzić siły antyreformatorskie. Bo konserwatyści pilnie potrzebują dziś zupełnie nowej narracji.

Społeczeństwo irańskie nie jest monolitem i będzie to widać szczególnie dobrze w kolejnych tygodniach. Należy się spodziewać napięć, przede wszystkim wewnętrznych, głównie z udziałem studentów. Nie jest wykluczone, że reformatorzy zaczną przejmować inicjatywę. Jak zachowa się reżim? Dziś władze zagonione zostały do narożnika a strach bywa bardzo złym doradcą. Być może to jest ten moment, choć rozłożony w czasie, kiedy jednak coś zacznie się zmieniać w Teheranie, coraz bardziej oderwanym dziś od rzeczywistości. W weekend obserwowaliśmy pierwsze od dawna antyrządowe protesty studentów, podczas których starali się oni nie wchodzić na flagi USA i Izraela wkomponowane w uniwersytecką posadzkę. To nowa sytuacja.

Czynnik rosyjski

Jest jeszcze Moskwa, która nie może sobie pozwolić na utratę sojusznika, a co za tym idzie na ograniczenie własnej strefy wpływów. Upadek reżimu w Teheranie pociągnąłby bowiem za sobą dalsze, poważne konsekwencje, w tym zmianę układu sił w Libanie, Jemenie i Syrii… Rosja ma się czego obawiać, tym bardziej, że na Kremlu panuje przekonanie, że zachodnie służby wywiadowcze przystąpią teraz do konstruowania sytuacji, która pozwoliłaby na obalenie dotychczasowego porządku.

Wzrost napięcia i jednak dość niespodziewany dla większości analityków ruch Amerykanów, otworzy na nowo dyskusję o sytuacji i perspektywach dalszego jej rozwoju, którą będziemy się starali Państwu relacjonować. Pierwszą ku temu okazją będzie styczniowy szczyt ekonomiczny w Davos.

Fot. Wikipedia

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: