AFERA W CBA? DYMISJA SZEFA SŁUŻBY MOŻE NIE WYSTARCZYĆ

Trzy redakcje poinformowały o kradzieży z funduszu operacyjnego CBA znacznej kwoty pieniędzy 5 do nawet 15 mln zł. Nie od razu służba zareagowała i zdementowała te informacje.

Mimo dementi CBA „Gazeta Wyborcza” nie tylko podtrzymuje swoją wersję, ale uzupełnia ją o dodatkowe informacje. Według gazety do kradzieży miliona złotych doszło podczas operacji specjalnej, której celem był Michał Królikowski (wiceminister sprawiedliwości za czasów PO-PSL, potem doradca prezydenta Andrzeja Dudy). Wówczas pośrednik, współpracujący z CBA miał „przejąć gotówkę i zniknąć” – pisze redaktor Wojciech Czuchnowski.

CBA nie komentowało tej sprawy, ale nieoczekiwanie potwierdzenie przyszło ze strony wiceszefa CBA Bogdana Sakowicza. 3 czerwca 2019 r., po posiedzeniu sejmowej komisji ds. służb specjalnych, potwierdził, że w funduszu doszło do nadużyć. Pytany o 15 mln zł zapewnił, że „chodzi o znacznie niższą kwotę”. Jak ustaliliśmy, wtedy sprawą zajmował się łódzki Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej. Śledztwo objęto klauzulą największej tajności – pisze dzisiejsza Wyborcza.

Napięcie miała spotęgować sprawa kradzieży z funduszu milionowych kwot przez jedną z pracownic Biura. Redaktor Robert Zieliński z TVN24 napisał, że w ostatnim czasie doszło do dymisji dwóch istotnych Dyrektorów – szefa pionu finansów i bezpieczeństwa wewnętrznego. Te zaskakujące decyzje kadrowe wiąże się właśnie z pozaprawnym uszczupleniem funduszu operacyjnego.

Gdyby jednak informacje medialne potwierdziły się, to nie byłoby pierwsze tego typu wydarzenie w ostatnich latach. Sytuacje takie miały miejsce w SKW i SWW. Jeżeli do tego dodamy przykład uczestniczenia dyrektorów z Krajowej Administracji Skarbowej w karuzeli podatkowej to mamy obraz całkowitej kompromitacji i rozkładu polskich służb.

Pytany przez nas oficer wywiadu powiedział, że sytuacje związane z malwersacją służbowych pieniędzy zdarzały się incydentalnie i nie o takie kwoty chodziło. Teraz wydarzenia przybierają masowy charakter. To nie do wyobrażenia.

Przypomnijmy, w 2015 roku zniknęło pół miliona złotych z kasy SKW w Gdyni. Latem 2018 roku zatrzymano wysokiego oficera SWW, który fałszował dokumenty i wyprowadzał niebagatelne sumy z funduszu służby. Zgubił go awans, bo niespodziewanie zajął inne, eksponowane stanowisko i nie miał już dostępu do dokumentów, których charakter wskazywał na nadużycia. Najgłośniejszą sprawą, była sprawa tzw. „Kasjera” – pracownika Agencji Wywiadu. Mężczyzna na co dzień nadzorujący fundusz operacyjny AW przez lata wypłacał funkcjonariuszom wywiadu wyższe kwoty niż powinien a ową nadwyżką solidarnie się z nimi dzielił. Braki w kasie uzupełniano… makulaturą.

Fundusz operacyjny to środki finansowe znajdujące się w budżecie każdej służby posiadającej uprawnienia operacyjne, dzięki którym finansuje się wiele, najdelikatniejszych aktywności takich jak np. opłacanie osobowych źródeł informacji, zakup lub wynajem nieruchomości – tzw. lokali kontaktowych lub służących do działalności przykrywkowej czy też innego sprzętu niezbędnego do poprowadzenia operacji specjalnej. To także środki używane do legendowania oficerów pracujących pod przykryciem, a czasem całych firm. Wreszcie to z tych pieniędzy dokonuje się zakupów kontrolowanych – np. broni czy narkotyków. Fundusz operacyjny to część (opodatkowanego budżetu służby), natomiast ochronie podlegają dokładne informacje na co zostały te środki wydatkowane. Dane te są ściśle tajne.

Czy to oznacza, że nikt nie ma kontroli nad tym, jak wydawane są te środki? Nic podobnego. Szczegółowe informacje na ten temat znajdują się w sprawozdaniach finansowych, które każdorazowo wymagają akceptacji szefa służby, zachowując przy tym rzecz jasna najwyższą klauzulę tajności. Fundusz ten jest opodatkowany, a zakupy środków trwałych z tego funduszu podlegają VAT.

I tu docieramy do sedna – jeżeli informacje o nieprawidłowościach w takich przypadkach są znane kierownictwu służb wcześniej, ale sprawę starają się tuszować w sprawozdaniach finansowych, to możemy mieć jeszcze do czynienia z innym przestępstwem polegającym na poświadczeniu nieprawdy w dokumentach. Nawet jeżeli szef służby jest wprowadzany w błąd to i tak zgodnie z przepisami jako dysponent budżetu (w tym funduszu) jest odpowiedzialny za jego dyscyplinę i nadzór nad nim.

Wydaje nam się, że w takich przypadkach nie wystarcza sama dymisja szefa służby bowiem gdyby się okazało, że nie podejmował on skutecznych działań w zakresie nadzoru nad finansami to narazi się na zarzuty z art. 231 kodeksu karnego, czyli przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków przez urzędnika.

Tak czy inaczej opisywane sprawy wydają się na tyle bulwersujące, że powinny zostać dokładnie zbadane nie tylko przez prokuraturę. Niezbędne jest także przeprowadzenie rzetelnego audytu finansów CBA. Naturalnie przy takich okazjach napotykamy na kolejny problem – kto miałby ów audyt przeprowadzić. Komu Prokurator powinien powierzyć prowadzenie czynności biorąc pod uwagę stopień zażyłości i wzajemne zależności (te polityczne i te gospodarcze z przeszłości), które nie dają żadnych gwarancji dochowania należytej staranności. Niestety, nie mamy tak naprawdę narzędzi do zweryfikowania informacji o przypadkach kradzieży funduszu operacyjnego. Nie posiada ich również sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych. Pozostaje nam więc wiara w sygnalistów ze służb.

Fot. Wikipedia

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: