TEST XI JINPINGA. KTO BĘDZIE PRZEWODZIĆ CHINOM?

Władze w Pekinie są coraz bardziej zaniepokojone wskaźnikami gospodarczymi i presją ze strony Stanów Zjednoczonych. Czy Chinom grozi polityczne przesilenie?

Jeszcze pod koniec ubiegłego roku Prezydent Xi podkreślał z optymizmem, że Chinom udało się osiągnąć w ciągu minionej dekady strategiczny cel jakim była budowa „średnio zamożnego społeczeństwa”. Co to konkretnie znaczy?

Chodziło przede wszystkim o podwojeniem dochodu na mieszkańca w stosunku do poziomów z 2010 r., podwojeniem produktu krajowego brutto i eliminacją ubóstwa a przynajmniej próbą spłaszczenia różnic społecznych. Prezydent Xi nazwał te cele „uroczystą obietnicą, którą nasza partia złożyła ludziom i historii”.

Sporo się jednak zmieniło. Coraz realniejsza jest wizja dłuższego spowolnienia gospodarczego wywołanego nie tylko koronawirusem, ale także wojną handlową z USA. Nagle okazało się, że filar polityki kierownictwa Komunistycznej partii Chin nie uniesie ciężaru oczekiwań społecznych. Sytuacja jest do tego stopnia nadzwyczajna, że po raz pierwszy rząd będzie unikał podawania danych liczbowych dotyczących przyszłych projekcji PKB. To wydarzenie bez precedensu i dowód, że druga co do wielkości gospodarka świata przygotowuje się za najgorsze wyniki w erze post-Mao.

O tym, że Prezydent Xi Jinping znajduje się również pod presją wewnętrznej opozycji partyjnej pisaliśmy już nie raz. Dlatego wyrównanie poziomu dochodów traktowane było i jest jako kluczowe źródło legitymacji do rządzenia obecnej ekipy, która postawiła na gospodarkę i jej wzrost.

Co więcej, sytuacja Chin nie zależy tylko od samych Chińczyków. To pytanie jak szybko partnerzy handlowi Państwa Środka z Zachodu uporają się z wirusem i jak szybko ich gospodarki wrócą do aktywności sprzed pandemii? Prawie 200 milionów miejsc pracy w Chinach pochodzi z firm związanych z handlem zagranicznym – to więcej niż cała ludność pracująca w USA.

Tymczasem Xi Jinping stoi przed jeszcze jednym wyzwaniem – przedłużeniem swojego przywództwa na okres po 2022 r. Dziś jego pozycja, choć na pierwszy rzut oka wydaje się niekwestionowana, poważnie osłabła. Przypomnijmy: najpierw wojna handlowa z USA i dylemat – szybko zawrzeć porozumienie z Trumpem i narazić się na wewnątrzpartyjną krytykę dotycząca zbyt dużej uległości wobec Waszyngtonu czy też walka i ryzyko poważnych perturbacji gospodarczych? Prezydent wybrał rozwiązanie pośrednie: częściowe porozumienie w ramach I fazy i dalsze negocjacje.

Jednak potem pojawił się wirus i wszystko uległo zmianie.

Co ciekawe, również chińskie służby bezpieczeństwa informowały, że wirus może stanowić ryzyko dla „stabilności społecznej” w Chinach.

Podczas niedawnej telekonferencji, która odbyła się 9 maja, minister bezpieczeństwa publicznego Zhao Kezhi powiedział, że rząd powinien priorytetowo traktować zagrożenia dla „bezpieczeństwa politycznego” Chin. Wezwał organy ścigania do zwrócenia szczególnej uwagi na „czynniki destabilizujące” wynikające ze spowolnienia gospodarczego i pandemii. Wskazał także rynek pracy jako „miękkie podbrzusze” kierownictwa KPCh.

Kierownictwo partii i sam Prezydent stoją teraz przed poważnym dylematem. Zignorowanie składanych w ubiegłych latach obietnic byłoby równoznaczne z przyznaniem się do porażki, a ogłaszanie zwycięstwa wywołałoby społeczne wrzenie przede wszystkim w rosnącej w siłę klasie średniej. Koronawirus i wydarzenia w Wuhan spowodowały, że ludzie nie boją się już upominać o wolność słowa.

Z drugiej strony, działający dotychczas mechanizm kanalizowania niezadowolenia poprzez granie na nacjonalistycznej nucie przestał działać. Co więcej, wzrasta presja ze strony Waszyngtonu, sugerująca „ukaranie” Chin za zatajenie kluczowych informacji, mogących pomóc zachodowi w walce z pandemią. Coraz częściej mówi się o możliwości nowej odsłony wojny handlowej, o ograniczaniu dostępu chińskich produktów do amerykańskiego rynku. Pekin na te oskarżenia reaguje bardzo nerwowo i trudno dziś wskazać, jak rozwinie się sytuacja.

W ostatnich dniach amerykański Senat przyjął ustawę, która może doprowadzić do zakazania chińskim firmom, takim jak Alibaba czy Baidu notowania na amerykańskich giełdach w związku z coraz bardziej napiętymi stosunkami między dwoma największymi gospodarkami świata. Projekt ustawy, wprowadzony przez senatora Johna Kennedy’ego, republikanina z Luizjany i Chrisa Van Hollena, demokratę z Maryland, został zatwierdzony jednogłośnie. Zakłada on, że firmy chcące pozyskiwać kapitał od amerykańskich akcjonariuszy, będą musiały poświadczyć, że nie są w żaden sposób kontrolowane przez obcy (czyt. chiński) rząd. Senatorowie argumentowali nie bez racji, że chińskie firmy czerpiąc środki choćby z amerykańskich funduszy emerytalnych, wykorzystują je nie tylko do zwiększania wartości tych firm, co jest pożądane, ale także do działań bijących w interes USA, takich jak np. badania nad sprzętem ułatwiającym szpiegowanie, inwigilację czy dominację w Internecie.

Do tego dochodzi rosnące w ostatnich dniach napięcie wokół Tajwanu. Szef amerykańskiej dyplomacji, wbrew niepisanej umowie, pogratulował wybranemu na II kadencję Prezydentowi Tsai Ing-wen. Chiński MSZ nazwał to działanie prowokacyjnym i niebezpiecznym, a szef resortu obrony dodał, że wojsko podejmie wszelkie niezbędne działania dla obrony suwerenności Chin.

Pekin poważnie obawia się także, że amerykańskie działania będą coraz bardziej zdecydowane w obliczu zbliżającej się, a w zasadzie trwającej już kampanii wyborczej przed listopadowymi wyborami prezydenckimi w USA. W tym kontekście Chiny wskazują, że mogą pojawić się również żądania zadośćuczynienia w formie finansowej, co stanowiłoby kolejny, poważny problem nie tylko w sferze ekonomicznej, ale i politycznej. Gdyby w ślad za tymi żądaniami podążyły również niektóre państwa UE, to sytuacja mogłaby skłonić Pekin do podjęcia kontrowersyjnych kroków odwetowych takich jak np. sprzedaż obligacji 10 letnich na rynku kapitałowym, co mogłoby doprowadzić do niekontrolowanego wzrostu ich rentowności (czytaj, zwiększenie kosztów pieniądza).

Tymczasem amerykańskie służby wywiadowcze podkreślają, że krytyka chińskich władz nie może mieć formy nagonki, bo dzisiejsze kierownictwo państwa jest przewidywalne i działa w oparciu o fundamenty ekonomiczne. Każda zmiana gremiów przywódczych KPCh mogłaby natomiast oznaczać radykalizację i wyznaczenie kursu kolizyjnego z USA, co miałoby poważne konsekwencje dla odradzającej się gospodarki światowej.

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: