TYLKO DROŻSZA ROPA MOŻE URATOWAĆ ROSJĘ PRZED UPADKIEM?

Analitycy finansowanego przez Kreml Centrum Energetycznego Skolkovo ostrzegli w tym miesiącu, że Rosja stoi w obliczu wieloletniej stagnacji gospodarczej, ponieważ popyt na węglowodory stopniowo spada.

Jeśli Rosja nie dostosuje się do nowego trendu to wpływy do budżetu centralnego drastycznie spadną a wzrost PKB może być ograniczony do mniej niż 0,8% rocznie przez następne dwie dekady.

Prezydentura Władimira Putina przez większą jej część opierała się na fundamencie wysokich cen ropy naftowej i gazu. Teraz jednak analitycy podnoszą alarm. Spodziewają się, że recesja spowodowana pandemią przyspieszy spadek globalnego zużycia paliw kopalnych. Niektórzy przewidują nawet, że szczyt cenowy wypadł w 2019 roku, a więc około 15 lat wcześniej, niż oczekiwał Kreml.

Ale w Moskwie nic nie wskazuje na to by sytuacja miała się jakoś szczególnie zmienić. Przypomnijmy zatem, że lwia część dochodów budżetu państwa pochodzi z eksportu nośników energii.

Tymczasem ceny ropy spadły o 50% od początku roku. I chociaż rynek odbił się w ostatnich tygodniach to cena rosyjskiej mieszanki eksportowej ropy Uralu jest nadal znacznie poniżej granicy 42 USD za baryłkę. Tymczasem owe 42 $ to „granica bólu” powyżej której pojawia się szansa na równoważenie rosyjskiego budżetu. Wszystko poniżej tej kwoty generuje deficyt.

Międzynarodowa Agencja Energii prognozuje spadek światowego popytu na ropę naftową o 8,6 mln baryłek dziennie w tym roku, czyli około 9%, podczas gdy popyt na energię słoneczną i wiatrową stale wzrasta. Unia Europejska, największy rynek eksportowy Rosji, chce do 2050 r. osiągnąć neutralność klimatyczną. To oznacza problemy także dla gazu ziemnego. Rynek chiński, na który szczególnie mocno stawiał w ostatnim czasie Gazprom, stał się także niepewny, między innymi z powodu hamującej gospodarki Państwa Środka.

Rosja tymczasem zachowuje się tak, jakby na Kremlu podjęto decyzję, że ten trudny moment trzeba przeczekać. Tylko czy zaklinanie rzeczywistości może coś zmienić? No chyba, że Putin liczy, iż jakieś niespodziewane wydarzenia (np. konflikt zbrojny w rejonie Zatoki Perskiej) spowodują odwrócenie trendu cenowego na rynku ropy.

Na razie – choć dane pokazują, że chińskie rafinerie ruszyły pełną parą a zapasy ropy zaczęły delikatnie spadać, nic nie zapowiada hossy surowcowej. Jednocześnie Rosja ani nie inwestuje w zieloną energię, ani nie stara się czerpać z wzoru niektórych państw arabskich, transformujących swoje gospodarki na nowe czasy. Wkrótce więc może się okazać, że Moskwa została z nadmiarem towaru, który jest niemalże niesprzedawalny.

Fot. Pixabay

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: