SANKOWSKI: LIBAN O KROK OD ZAPAŚCI

Kryzys finansowy, który narasta w Libanie, może jeszcze bardziej skomplikować sytuację w regionie. Władze nie tylko nie radzą sobie z obecną sytuacją, ale wręcz pozostają bierne. A może inaczej, poszczególne frakcje bardziej zainteresowane są własnymi interesami. A jedyna realna pomoc finansowa może przyjść ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Tymczasem rozmowy rządu w Bejrucie z MFW znalazły się w impasie. Negocjatorzy MFW mieli stwierdzić, że trudno o przełom, skoro delegacja libańska nie jest szczególnie zainteresowana przebiegiem negocjacji. O co chodzi? Władze nie chcą poddać gruntownemu audytowi stanu finansów państwa. Bez tego pieniędzy z MFW nie będzie. A chodzi o niebagatelną sumę około 20 mld $, choć eksperci oceniają potrzeby Bejrutu na 70 mld $.

Dziś bezrobocie w kraju wzrosło do 35% a połowa społeczeństwa cierpi z powodu biedy. Szalejąca inflacja pogrąża słabnącego funta libańskiego, którego czarnorynkowy kurs do USD wynosi 9000. Reformy, jakie rząd miał przeprowadzić wiosną nie weszły w życie. W zgodnej ocenie analityków zabrakło woli politycznej. Rząd woli trwać, ale długo mu się to nie uda, bo protesty społeczne przybierają coraz bardziej gwałtowny charakter.

Na tym tle rosną również wpływy szyickiego Hezbollahu. Organizacja, która ma szerokie wpływy w Libanie, zdaje sobie sprawę, że każdy kolejny miesiąc oznacza de facto większą radykalizację postaw. Kluczowym, z punktu widzenia Partii Boga, elementem jest oczywiście wzrost nieufności wobec zachodu – utożsamianego z USA i MFW.

To bez wątpienia największy kryzys gospodarczy od momentu zakończenia wojny domowej, która trwała w Libanie w latach 1975-1990. Eksperci przestrzegają, że i tym razem może dojść do rozlewu krwi. Pytanie jak wtedy zachowają się sąsiednie Syria i Izrael – państwa, dla których sytuacja w Libanie ma kapitalne znaczenie. Nie można zatem wykluczyć ponownego wkroczenia obcych wojsk na terytorium Libanu, gdyby sytuacja wymykała się spod kontroli.

Egipt wysyła jasny sygnał do Ankary – nie liczcie, że będziecie decydować ws. przyszłości Libii.

Hasm 2020 to kryptonim ćwiczeń jakie armia egipska przeprowadziła w ostatnich dniach w pobliżu granicy z Libią. Kair wysyła tym samym do Ankary sygnał ostrzegawczy. Czy to jednak zrobi na Turkach jakiekolwiek wrażenie?

Kilka dni wcześniej doszło do incydentu na wodach terytorialnych Libii. Otóż statek, płynący w asyście tureckiej marynarki wojennej, przewożący transport broni dla rebeliantów walczących na przedmieściach Trypolisu, odmówił poddania się kontroli siłom francuskim. Francuski MON w ostrych słowach skomentował tę sytuację, zadając jednocześnie pytanie – choć nie wprost – czy Turcja jest w dalszym ciągu członkiem NATO…

Ankara poczuła się lokalnym mocarstwem a jej poczynania są coraz śmielsze. Co ciekawe, wydaje się, że Waszyngton całkiem odpuścił Turcji. Z kolei Prezydent Erdogan należy do nielicznego grona przywódców światowych, z którymi najczęściej rozmawia telefonicznie Donald Trump. To wszystko powoduje, że Turcja pozwala sobie na coraz więcej.

Egipt ma wiec poważny problem. Kair nie tylko obawia się libijskiej destabilizacji, ale także jej destrukcyjnego wpływu na sytuację wewnętrzną nad Nilem.

Fot. Pixabay

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: