ANALIZA: CZY NA BLISKIM WSCHODZIE WYBUCHNIE WOJNA?

Ostatnie tygodnie to seria „trudnych do wytłumaczenia” zdarzeń w Iranie. Pożary, wybuchy gazu i inne niedogodności paraliżują pracę obiektów o charakterze strategicznym. To nie tylko placówki stricte wojskowe, ale również zakłady przemysłowe związane z przemysłem obronnym i obiekty kojarzone z programem jądrowym.

Bliskowschodnie źródła wywiadowcze informują, że sam Teheran nie ma pewności co jest rzeczywistym wypadkiem a co działaniem obcych służb. Wyczuwalna jest duża nerwowość, potęgowana bezsilnością. Tym bardziej, że do incydentów dochodzi w całym kraju. To stawia pod znakiem zapytania skuteczność służb kontrwywiadowczych. Mimo, że Vavak (tajna służba irańska) wprowadza co chwilę nowe procedury bezpieczeństwa to wciąż pojawiają się kolejne problemy.

Przypomnijmy tylko te ostatnie incydenty, o których wiemy:

  • 25 czerwca doszło do wybuchu gazu w zakładach produkujących rakiety na przedmieściach Teheranu,
  • 2 lipca pożar w Nantaz – największym ośrodku wzbogacania uranu.
  • 15 lipca pożar w stoczni w Buszer – spłonęło co najmniej 7 statków.

Ale to nie wszystko. Irańskie władze odnotowały także pożar fabryki aluminium w przemysłowym mieście Lamard, w prowincji Fars. W ostatnią niedzielę wybuchł także pożar w zakładzie petrochemicznym w prowincji Khuzestan. Doszło również do mniejszych wybuchów w dwóch elektrowniach oraz wycieku chloru w zakładzie chemicznym.

Czy to wygląda na pechową, przypadkową serię? Raczej nie… Czy potrzebne są podpowiedzi w celu identyfikacji głównego zainteresowanego destabilizacją sytuacji w Iranie? Chyba nie.

To część szerszej, dobrze zaplanowanej kampanii, która ma dwa zasadnicze cele. Z jednej strony chodzi o podważenie morale irańskich służb i wywołanie wewnętrznego konfliktu na linii władze państwa – służby specjalne. To także wiadomość do irańskiej opozycji, która brzmi: „jeszcze nic poważnego nie zrobiliśmy a Vavak już nie panuje nad sytuacją. Pomyślcie co się stanie, jak weźmiemy się za to na poważnie”. Ale to jedna strona medalu. A druga? Chodzi też o sprowokowanie reakcji Teheranu i to najlepiej w krótkim czasie. Warto podkreślić, że po zabiciu generała Sulejmaniego irańska odpowiedź militarna była nie tylko wyjątkowo stonowana, ale także poprzedzona sygnałami dyplomatycznymi (wysyłanymi za pośrednictwem Szwajcarów) tak, aby żadnemu żołnierzowi amerykańskiemu włos z głowy nie spadł. To był spory zawód dla Izraelczyków, którzy liczyli na coś więcej.

Dlaczego kryterium czasu jest tak istotne?

Bo Izrael, który stoi za tymi działaniami kalkuluje, że jeżeli listopadowe wybory w USA wygra Joe Biden, to może dojść do próby normalizacji stosunków z Iranem – to w wersji max. A w wersji minimum administracja w Waszyngtonie będzie potrzebowała co najmniej kilku miesięcy, aby na spokojnie dokonać analizy bieżącej sytuacji. I wcale nie ma pewności, że jej wyniki byłyby zadawalające z punktu widzenia interesów TelAvivu.

Stąd intensyfikacja ostatnich działań. A skąd pewność, że to Izraelski wywiad działa na terytorium wroga? Wystarczy przytoczyć wypowiedź szefa izraelskiej dyplomacji z 5 lipca. Pytany przez dziennikarzy czy izraelskie służby działają w Iranie Minister Gabi Ashkenazi odparł (z rysującym się, dyskretnym uśmiechem) powiedział, że „w odniesieniu do Iranu podejmujemy działania, o których lepiej nie mówić”.

Co dalej?

Według naszych źródeł ataki będą się nasilać, a Izrael liczy, że komuś w Teheranie w końcu puszczą nerwy i zareaguje w sposób, który jednoznacznie będzie można uznać za akt agresji.

Ale jest jeszcze jeden bardzo istotny element układanki, który powoduje, że i Amerykanie czują potrzebę zaangażowania w problem Iranu. Otóż w ostatnich miesiącach jeszcze bardziej intensywne niż zwykle były relacje irańsko chińskie. Rządy obydwu państw umówiły się na podjęcie szerokiej współpracy. Podpisano szereg bardzo istotnych umów, ale najważniejszy dokument ramowy, precyzuje na 18 stronach kluczowe kierunki współpracy, których kształt można streścić w kilku punktach:

  1. W ciągu kolejnych 25 lat Chiny zainwestują w Iranie 400 mld $.
  2. Potężne inwestycje chińskie w infrastrukturę naftowo gazową (wydobywczą, rafineryjną i przesyłową) w zamian za gwarantowany, wieloletni dostęp do surowców po preferencyjnych cenach.
  3. Inwestycje w infrastrukturę portową i zaangażowanie Chin w pomoc przy sprzedaży irańskiej ropy na rynkach państw trzecich w zamian za obecność militarną Chin w strategicznych irańskich portach.
  4. Współpraca militarna we wszystkich jej aspektach.
  5. Budowa infrastruktury telekomunikacyjnej (w tym sieci 5G).
  6. Rozliczenia w juanie, z pominięciem USD.

Paradoksalnie, poszerzenie współpracy strategicznej między obydwoma państwami może tylko przyspieszyć decyzję o jakiejś formie ataku na Iran (który de facto już trwa). Dlaczego? Bo pełnowymiarowa obecność Chin w Iranie tylko skomplikuje sytuację – stworzy bowiem wrażenie, że potencjalny konflikt nabierze wymiaru globalnego.

Dlatego nie jest moim zdaniem wykluczone, że jeszcze przed listopadowymi wyborami w USA, sytuacja wokół Iranu mocno się zagęści.

Fot. Pixabay

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: