2 TYGODNIE PO WYBUCHU W BEJRUCIE – SALETRA AMONOWA, HEZBOLLAH W PORCIE I FASADOWE SPÓŁKI

     Od niszczycielskiego wybuchu w Bejrucie minęło już niespełna dwa tygodnie, ale wciąż niewiele wiemy o jego przyczynach. Wersja o przypadkowym zaprószeniu ognia w newralgicznym magazynie wydaje się dość wątpliwa, ale na razie musimy ją przyjąć jako podstawową. Być może finalnie okaże się, że nie będzie innej, bo skala zniszczeń znacznie utrudni, o ile nie uniemożliwi zebranie dowodów. Poza tym wszystkie zainteresowane strony, może z wyjątkiem rodzin ofiar, nie wykazują na razie determinacji w wyjaśnianiu sprawy. Może tak jest wygodniej? Ja jednak chciałbym zwrócić Państwa uwagę na kilka elementów, które nie do końca pasują do oficjalnej wersji.

     Przywódca Hezbollah – Hassan Nasrallah, bardzo szybko zaprezentował stanowisko organizacji w sprawie wybuchu. Po pierwsze, zaprzeczył jakiejkolwiek formie aktywności Partii Boga w porcie w Bejrucie, po drugie dodał, że Hezbollah w żaden sposób nie korzystał ze składu niebezpiecznych chemikaliów, odnosząc się tym samym do pojawiających się spekulacji, że to właśnie terroryści zorganizowali sobie magazyn saletry amonowej na własne potrzeby. Znawców Hezbollahu zdziwiła szybkość z jaką zareagowała organizacja i wyjątkowo koncyliacyjny ton wypowiedzi.

     Tymczasem, jeszcze całkiem niedawno, liderzy Hezbollah informowali, że podobny skład materiałów zgromadzony jest w porcie, w Hajfie, a jego niekontrolowane zniszczenie wywołałoby skutki porównywalne do eksplozji małej bomby atomowej. O czym to świadczy? O niczym szczególnym, no może poza tym, że Hezbollah doskonale zna właściwości saletry amonowej i jej zabójczy potencjał. W konsekwencji materiały przeniesiono z Hajfy, w obawie przed terrorystami.

     Czy Hezbollah rzeczywiście nie miał nic wspólnego z portem w Bejrucie? Nie do końca. Z dokumentów Departamentu Skarbu, datowanych na 7 październik 2014 r. wynika, że na celowniku amerykańskich służb znalazła się organizacja biznesowa o nazwie Stars Group Holding. To konglomerat spółek założonych przez braci Kamela i Issama Mohamada Amhazów. Czym bracia narazili się Amerykanom? Otóż stwierdzono, że spółki należące do Libańczyków odgrywają kluczową rolę w łańcuchu dostaw dla Hezbollah – przede wszystkim sprzętu łączności, choć nie tylko. Spółki należące do aliansu Stars Group Holding bezpośrednio rozwijały zdolności wojskowe Hezbollah, w tym rozwój bezzałogowych statków powietrznych (UAV), które ostatnio były wykorzystywane do wspierania działań wojskowych organizacji w Syrii oraz do prowadzenia operacji obserwacyjnych w Izraelu.

     Holding Stars Group, z siedzibą w Bejrucie, jest zarządzany przez prezesa i dyrektora generalnego Kamela Mohamada Amhaza oraz prezesa firmy Issama Mohamada Amhaza. Holding posiada też spółki zależne w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA), Unique Stars Mobile Phones LLC oraz w Guangzhou w Chinach.

     W ciągu ostatnich lat Stars Group Holding, Kamel Mohamad Amhaz, Issam Mohamad Amhaz, Ayman Ibrahim i Ali Zeaiter korzystali ze spółek zależnych z siedzibą w Chinach i Zjednoczonych Emiratach Arabskich w celu zaopatrywania się w silniki, urządzenia komunikacyjne, elektroniczne i nawigacyjne od firm w Stanach Zjednoczonych, Azji, Kanadzie i Europie. Były one stosowane przez Hezbollah w UAV i w innych projektach. Co ważne, osoby te wykorzystywały w dużej mierze fałszywe certyfikaty użytkownika końcowego, błędnie oznaczone lotnicze listy przewozowe i inne oszukańcze metody. W ten sposób udało się ominąć ograniczenia eksportowe i ukryć Hezbollah jako ostatecznego użytkownika końcowego i rzeczywistego beneficjenta tych towarów.

   Wśród podmiotów zależnych możemy również znaleźć Stars Communications Ltd, której biura znajdowały się na terenie portu. Firma prowadzi sieć sklepów i magazynów importowych w strefie wolnocłowej lotniska oraz w strefie bezcłowego portu morskiego w Bejrucie.

     Na koniec ciekawostka, eksplozja nastąpiła 4 sierpnia 2020 roku. Główny udziałowiec Stars Group Holding – Kamel Mohamad Amhaz właśnie wtedy obchodził swoje urodziny… Zapewne zbieg okoliczności, ale interesujący.

     Czy możliwe jest zatem, że gdzieś zapadła decyzja o zniszczeniu składu niebezpiecznych chemikaliów? Być może chodziło jedynie o wywołanie niegroźnego pożaru, aby sprowokować tym incydentem władze libańskie do działania i usunięcia feralnych chemikaliów ze słabo zabezpieczonego portu pamiętając o przypadku Hajfy, gdzie izraelskie służby szybko wyciągnęły wnioski, poznając potencjał składowanych tam substancji.

     Trudno będzie znaleźć odpowiedzi na te i inne pytania, ale skala napięcia w regionie i zaostrzające się relacje z Iranem skłaniają mnie do konstatacji, że ta sprawa jeszcze nie raz nas zaskoczy.

     Warto przy tej okazji dodać, że pojawienie się ładunku w Bejrucie było dość charakterystyczne dla sytuacji, kiedy nadawca próbuje dostarczyć broń w inne miejsce niż wynika to z certyfikatu końcowego użytkownika. Rosyjski biznesmen wysyła statek z saletrą amonową do afrykańskiego Mozambiku. Jednostka płynie z Gruzji, z Batumi, ale po drodze zdarza się awaria. Statek przerywa podróż w Bejrucie. Załoga (rosyjsko – ukraińska) schodzi na ląd i porzuca statek wobec bankructwa spółki organizującej rejs. Kłopotliwy ładunek najpierw trzymany jest na statku, potem zaś zostaje przeniesiony do portowego magazynu. Sprawa od 6 lat nie może znaleźć swojego finału.

     I tu dotykamy sedna. A może tak właśnie miało być. Może transport miał finalnie trafić do Bejrutu? Może był potrzebny, aby systematycznie korzystać z niego mogło zbrojne skrzydło Hezbollah?

Fot. Pixabay

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.
Follow Me: