A jeśli Baltic Pipe zostanie zbudowany przez Saipem? „Opóźnienia gazociągu groźne dla Polski”


Piotr Naimski, koordynujący z ramienia rządu projekt Baltic Pipe, poinformował na sejmowej komisji, że ilość firm kładących rury podmorskie jest ograniczona, a ich harmonogram wymagający. Co się stanie jeżeli z tego powodu kluczowy dla Polski gazociąg będzie realizować firma związana z Rosją?

Baltic Pipe to obecnie najważniejsza inwestycja realizowana przez Polskę. Gazociąg ma połączyć złoża gazu na Morzu Północnym z Polską i wraz z „gazoportem” w Świnoujściu umożliwić całkowite uniezależnienie się od rosyjskiego gazu jeśli będzie taka decyzja polityczna.

Istnieje kilka ryzyk związanych z Baltic Pipe, ale najważniejszą jest niezwykle napięty harmonogram. Jeśli rurociąg i połączenia gazowe na południu Polski nie powstaną do 2022 r., a kończąca się w tym samym roku umowa z Gazpromem zostanie wypowiedziana to krajowy przemysł uzależniony od dostaw gazu może ponieść niewyobrażalne straty.

Piotr Naimski, nadzorujący z ramienia rządu budowę Baltic Pipe, podkreśla, że harmonogram inwestycji choć „bardzo napięty” jest „realny i dotrzymywany”. Analizując jego lipcowe wystąpienie przed sejmową Komisją ds. Energii i skarbu państwa można jednak określić pewne ryzyka dla projektu. Najważniejszym z nich będzie ze względu na presję czasu wybór spółek budowlanych, a następnie sam proces budowy.

Wśród najważniejszych ryzyk dla terminowej realizacji Baltic Pipe należy wymienić wybór spółek budowlanych. Click To Tweet

Naimski w swojej prezentacji, którą przygotował na potrzeby sejmowego wystąpienia podkreślił, że: „Dialog z dostawcami np. rur [na potrzeby Baltic Pipe – przyp. red.] już się rozpoczął”. „Wiemy, że ilość statków kładących rury podmorskie jest ograniczona. Znamy okienka, wiemy kiedy statki będą mogły być użyte na Bałtyku” – skonkludował polityk. Obecni na sali posłowie w zadawanych Naimskiemu pytaniach nie odnieśli się do tego fragmentu wystąpienia, a jest ono według mnie kluczowe.

Przykład wyboru Saipem do prac związanych z budową „gazoportu” w Świnoujściu pokazuje jak bardzo ograniczona jest ilość specjalistycznych firm układających podmorskie gazociągi czy też budujących skomplikowane instalacje związane z LNG [gazem skroplonym – przyp. red.]. Przypuszczam, że polskie władze doskonale zdawały sobie sprawę z tego, że najważniejsze elementy „portfela” Saipemu to energetyczne gigaprojekty rosyjskie. Mimo konfliktu interesów zdecydowano się jednak na powierzenie losu „gazoportu” włoskiej spółce. Dlaczego?

Przykład wyboru Saipem do prac związanych z budową „gazoportu” w Świnoujściu pokazuje jak bardzo ograniczona jest ilość specjalistycznych firm. Click To Tweet

Zapewne dlatego, że ilość tego typu firm jest niewielka, a ich harmonogramy mają niezwykle małą ilość „okienek”. Jak skończyła się opisana powyżej historia wszyscy doskonale wiemy. Opóźnienia w oddaniu do użytku „gazoportu” w Świnoujściu postawiły nas w trudnej sytuacji negocjacyjnej z rosyjskim Gazpromem w 2010 r. i stały się przedmiotem postępowania NIK. Sprawa do dziś nie znalazła swojego ostatecznego finału. Od 2016 Saipem walczy przed arbitrażem ze stroną polską, która chce obciążyć włoską spółkę dodatkowymi kosztami (karami) za nieoddanie w czasie do użytku terminalu LNG.

Czy w przypadku Baltic Pipe historia się powtórzy? To niewykluczone. O deficycie firm potrafiących udźwignąć taką inwestycję świadczy choćby to, że badania związane z preferowaną trasą Baltic Pipe powierzono duńskiemu Rambollowi, który takie same prace wykonuje dla projektu…Nord Stream 2. Nietrudno wyobrazić sobie zatem kuriozalną sytuację, w ramach której kluczowy dla polski gazociąg zbuduje…ponownie Saipem. Taki scenariusz rozwiązałby notabene kwestię spornego arbitrażu.

Ramboll dostarcza analizy dla Baltic Pipe i Nord Stream 2. Co się stanie jeśli podobna sytuacja będzie dotyczyć firmy budującej Baltic Pipe? Click To Tweet

Warto przyjrzeć się opisanemu wyżej scenariuszowi. Jak już wspominałem każde opóźnienie w oddaniu do użytku Baltic Pipe może oznaczać katastrofę dla krajowego przemysłu. Na wykonawcy projektu spocznie więc wielka odpowiedzialność…

O wadze sprawy świadczy aktywność obcych służb specjalnych. Warto przypomnieć, że budową terminala LNG w Świnoujściu zajmował się Stanisław Sz.

Stanisława Sz. został w 2014 r. zatrzymany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Miał 31 lat, z zawodu był prawnikiem i posiadał obywatelstwa: polskie i rosyjskie (przy czym zataił przed swoimi pracodawcami fakt posiadania drugiego z nich).

Stanisław Sz. był współpracownikiem rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Uwiarygadniał swoje rzeczywiste działanie pracą w kancelarii prawnej oraz pisaniem pracy doktorskiej o polskim i rosyjskim rynku gazu. Ubiegał się także o staż w istniejącym jeszcze wtedy Ministerstwie Gospodarki. Informacje pozyskiwał przy okazji uczestniczenia w konferencjach, szkoleniach, brał też udział w posiedzeniach sejmowej komisji energetyki. W grudniu 2017 r. Sąd Apelacyjny skazał go na 7 lat więzienia.

W aktywności Stanisława Sz. główną rolę grało pozyskiwanie informacji na temat polskiego rynku gazowego, w tym terminalu LNG w Świnoujściu. Jak informował w uzasadnieniu wyroku Sąd Apelacyjny: „Uzyskiwał on informacje i naprowadzenia osobowe, w tym w zakresie uzyskania dostępu do raportu NIK [dotyczącego zawarcia aneksu do kontraktu jamalskiego z Gazpromem] (…) [Stanisław Sz.] pozyskał dwa źródła osobowe za obietnicę korzyści majątkowej, które wykorzystywał do działań aktywnych. Przekazał też oficerowi GRU charakterystykę jednego z tych źródeł (…) dokonał rozpoznania polskich dziennikarzy i ekspertów, m.in. z branży energetycznej. Sporządził też opracowanie zawierające ich charakterystyki, pod kątem ich podatności na wpływy rosyjskie i możliwości wykorzystania w rosyjskich kampaniach informacyjnych dotyczących energetyki, a następnie podjął działania dotyczące promowania rosyjskiego punktu widzenia w sektorze energetyki, oferując odpłatność za takie publikacje”.

Kwestią realizacji Baltic Pipe zajmował się natomiast Marek W.

To wieloletni pracownik polskich resortów związanych z gospodarką, a w momencie zatrzymania przez ABW w 2018 r. Ministerstwa Energii, w którym był starszym specjalistą ds. prawnych. Według doniesień medialnych Marek W. został zatrzymany w związku z zabezpieczeniem kontrwywiadowczym Baltic Pipe. Mężczyzna miał spotykać się z oficerami rosyjskich służb i przekazywać im informacje dotyczące działań i zamierzeń polskiego rządu w odniesieniu do projektu Nord Stream 2.

Marek W. zdobywał wiedzę poprzez swoje kontakty z politykami, dziennikarzami, ekspertami. Wykorzystywał do tego celu swoją pracę, ale także media społecznościowe. W portalu Facebook założył zamkniętą grupę dyskusyjną, do której zapraszał wytypowane przez siebie osoby. W jej ramach toczyły się dyskusje, często w oparciu o branżowe plotki. Marek W. korzystał także z prywatnej komunikacji w obrębie Facebooka gdy chciał porozmawiać z kimś poza grupą dyskusyjną liczącą ponad 600 osób. Wśród nich byli ministrowie, wiceministrowie, sekretarze stanu, posłowie, europosłowie, pracownicy najważniejszych spółek, dziennikarze etc.

Obu rosyjskich szpiegów, Stanisława Sz. i Marka W. udało się zneutralizować, ale ilu im podobnych nadal pozostaje aktywnych? Zapewne sporo. Tymczasem dostarczane przez nich informacje mogą być kluczowe dla terminowego oddania do użytku Baltic Pipe. Przykład? Znając harmonogram układania rury można dysponując Flotą Bałtycką próbować blokować jej układanie tak jak miało to miejsce w przypadku szwedzko-litewskiego projektu NordBalt.

Fot. Pixabay

Piotr Maciążek

Piotr Maciążek

Analityk bezpieczeństwa energetycznego. W początku dekady ekspert kilku think-tanków. Do końca lipca 2018 redaktor naczelny Energetyki24. Współautor prowokacji "Piotr Niewiechowicz" odsłaniającej nieszczelność strategicznych elementów machiny państwowej.