Home Articles posted by Piotr Maciążek

Według litewskiego kontrwywiadu Rosja znalazła sposób na spenetrowanie rynków energetycznych Polski i krajów bałtyckich.

Nowy raport litewskiej kontry

Litewski kontrwywiad VSD (Lietuvos Respublikos Valstybės Saugumo Departamentas) opublikował nowy raport dotyczący zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa w 2019 r. Wśród zagrożeń energetycznych i ekonomicznych służba wymienia budowaną przez rosyjski Rosatom elektrownię atomową w białoruskim Ostrowcu. Sprawa ma istotne znaczenie dla Polski.

Jak podkreśla VSD: siłownia w Ostrowcu powstaje z pogwałceniem wszelkich norm bezpieczeństwa. Budowę wspiera Białoruś i Rosja koncentrując się na kształtowaniu pozytywnego wizerunku inwestycji zagranicą.

Według raportu: nowa elektrownia atomowa wzmocni wpływ Kremla na reżim Aleksandra Łukaszenki. Powiązany z rosyjskimi władzami koncern Rosatom będzie miał wpływ na eksploatację obiektu, dostawy paliwa jądrowego, a w końcu także likwidację siłowni po przekroczeniu przez nią resursu.

Równie istotny jest według VSD aspekt regionalny. Rosja za pomocą Ostrowca chce mocniej zaznaczyć swoją obecność na lokalnych rynkach energetycznych i uzależnić je od siebie. Nieprzypadkowo lokalizacja nowej elektrowni to tereny przygraniczne, a elektrownia ma produkować energię na eksport (jest celowo przewymiarowana). Białorusini chcieliby dostarczać prąd z Ostrowca m.in. do krajów bałtyckich i Polski.

Rosjanie i Białorusini ominą litewską blokadę energetyczną?

Litwa nie przejawia póki co zainteresowania importem energii z Białorusi. Władze w Wilnie aktywnie zwalczają ten pomysł i legislacyjnie zablokowały możliwość kupna energii z nowej elektrowni atomowej budowanej przez Rosatom. Takie samo stanowisko prezentuje Polska. Jednak jak podkreśla VSD: te działania mogą być niewystarczające. Zdaniem służby Białoruś i Rosja będą próbowały ominąć litewskie ustawodawstwo i eksportować energię z Ostrowca na giełdę.

Chodzi o Nord Pool – największą na świecie giełdę energii elektrycznej. Prowadzi ona działalność na rynkach w krajach skandynawskich, bałtyckich, Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Rozliczanie energii z elektrowni w Ostrowcu w taki sposób spowodowałoby, że nie miałaby ona konkretnej „etykiety pochodzenia”, mimo że fizycznie pochodziłaby z Białorusi. W efekcie cele Rosatomu zostałyby osiągnięte stopniowo uzależniając od energii z jego nowego projektu kraje bałtyckie i Polskę (jest z nimi połączona mostem energetycznym LitPol Link).

W dłuższej perspektywie mogłoby to osłabić chęć wspomnianych państw do budowy własnych źródeł energii, a także umożliwić polityczne naciski np. poprzez ograniczanie eksportu prądu w kluczowych momentach. Warto w tym kontekście podkreślić, że według polskiego operatora PSE najbliższe lata będą charakteryzować się wyjątkowo kruchą równowagą systemu elektroenergetycznego i rosnącym ryzykiem blackoutu (wielkoobszarowej awarii). Jest to związane z rosnącym zapotrzebowaniem na energię w szczytach letnich, wycofywaniem starych elektrowni węglowych etc.

Z powodu dużego zagrożenia napływem taniego prądu z państw autorytarnych, które wykorzystują politycznie energetykę, Polska od dłuższego czasu w nieoficjalnych rozmowach domagała się od Litwy fizycznej likwidacji połączeń energetycznych z Białorusią. Władze w Wilnie zobowiązały się 10 maja 2017 r. zdemontować linię elektroenergetyczną łączącą Ignalinę i Mińsk (750 kW) do 2020 r. Czy dotrzymają słowa? Po drodze wiele może się jeszcze zmienić na litewskiej scenie politycznej.

Szerzej o sprawie pisałem w swojej książce pt. „Stawka większa niż gaz” wydanej nakładem Arbitrora.

Fot. Litgrid

Bez wątpienia nagranie, a być może niebawem nagrania, Jarosława Kaczyńskiego staną się cennym materiałem dla obcych służb specjalnych.

Przede wszystkim nowa taśma dostarcza nam informacji z pierwszej ręki na temat stanu zdrowia osoby, która nieformalnie rządzi dziś Polską. „Jestem w złej formie, trzeci miesiąc, już dwa i pół miesiąca (…) byłem, taki wiesz, trochę się jąkałem” – twierdzi Kaczyński komentując swoje wystąpienie publiczne. Takim sformułowaniom daleko jednak do pojawiających się plotek o leczeniu onkologicznym prezesa PiS. To cenna informacja w kontekście planowania dynamiki politycznej w Polsce w 2019 r. i później.

Z rozmowy wynika również, że Kaczyński jest bardzo dobrze zorientowany w większości spraw politycznych, ale także biznesowych i prawnych. Dyskusja dotyczy przecież skomplikowanej gry wokół spółki Srebrna, kwestii roszczeń finansowych austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, który został dopuszczony do najbliższego kręgu prezesa PiS dzięki małżeństwu z córką jego kuzyna, a także działań Jana Śpiewaka czy biznesów ojca Tadeusza Rydzyka. I znów – nagranie weryfikuje doniesienia medialne i plotkarskie jakoby Kaczyński powoli tracił kontrolę nad partią w związku z coraz słabszymi możliwościami intelektualnymi związanymi z jego wiekiem.

Cenne wydaje się także stwierdzenie prezesa PiS o tym, że „w Warszawie wygrać będzie bardzo trudno. W Polsce łatwiej, ale też niełatwo”. To prywatna opinia głównego stratega partii rządzącej, którą można uwzględnić w prognozach politycznych jakie przygotowuje większość służb. Wynik wyborczy ma jak wiadomo wpływ nie tylko na ogólny kurs państwa, ale także poszczególne plany biznesowe dużych korporacji.

No i wreszcie rzecz najważniejsza – nie ma już w Polsce osób, których nie można by nagrać. Nie wiemy czy nie zarejestrowano więcej rozmów i co w nich było?

Kaczyński z perspektywy prawa jest zwykłym posłem, a nie najważniejszą osobą w państwie (choć stan faktyczny jest inny) więc polskie służby nie mają obowiązku prześwietlać jego zagranicznych rozmówców. Dlatego z całą pewnością można stwierdzić, że Austriak Gerald Birgfellner nie został sprawdzony przez nasz kontrwywiad (chyba, że złamano prawo).

Fot. Pixabay

Rosyjska ropa Urals jest obecnie droższa od ropy Brent z Morza Północnego, która stanowi punkt odniesienia dla światowych rynków naftowych. 24 stycznia pierwsza z wymienionych kosztowała 61,63 $, a druga – 61,09 $.

Zwykle to surowiec z Rosji jest tańszy od brytyjskiego. Ta różnica cenowa jest zwana dyferencjałem i stanowi swoistą premię dla polskich rafinerii przystosowanych technologicznie do efektywnego przerobu Urals.

Obecna sytuacja powoduje, że tej premii po prostu nie ma, w związku z tym należy spodziewać się dużych dostaw spot (w ramach kontraktów krótkoterminowych) z kierunków nierosyjskich do Rafinerii Gdańskiej.

Zakład Lotosu leży nad morzem co zmniejsza koszty logistyczne i pozwala korzystać z okazji na rynkach naftowych w przeciwieństwie do należących do Orlenu instalacji w Płocku, które są zależne od rosyjskiego systemu rurociągowego Przyjaźń.

Niskie ceny ropy utrzymujące się w zasadzie od 2014 r. sprzyjają kupowaniu konkretnych ładunków surowca w dobrej cenie, nawet na dużą skalę, co przekłada się na niwelowanie znaczenie długoterminowych kontraktów. To z tego powodu nowe umowy long-term polskich firm paliwowych posiadają elastyczny zakres dostaw według określonych widełek.

I kwartał 2019 r. powinien zatem wykazać niski udział rosyjskiej ropy w przerobie ropy przez Rafinerię Gdańską. Przy czym istnieje duża szansa, że działania te będą przedstawiane jako kontynuowanie dywersyfikacji dostaw ropy. Tak bywało już w poprzednich okresach gdy Urals był drogi. Tymczasem zjawisko to jest wynikiem sytuacji rynkowej.

W dalszej perspektywie Grupa Lotos będzie zainteresowana dalszym uzyskiwaniem premii finansowej z przerobu rosyjskiego Urals, a jej udział w Rafinerii Gdańskiej znów wzrośnie.

Fot. Pixabay

Wiktor Katona, trader w MOL, podkreśla, że węgierska spółka może być faworytem do przejęcia stacji paliw PKN Orlen, które koncern będzie musiał sprzedać w wyniku fuzji z Grupą Lotos.

Piotr Maciążek: Jak wyglądają plany dywersyfikacji dostaw ropy na Węgry?

Wiktor Katona: Ten proces trwa od 2013 roku. Wtedy zaczęliśmy odbierać dostawy drogą morską, przez Chorwację. Ich wolumen stale rośnie. Teraz sięga około 1,75 mln ton rocznie.

Dywersyfikacja to nasz cel. Chcemy rozszerzać nasze portfolio dostawców, wyjść poza obszar Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu, sięgnąć dalej.

Podczas rozmowy poprzedzającej wywiad wspomniał Pan, że import nierosyjskiej ropy ma wzrosnąć do 33%…

Tak. Obecnie udział ropy z państw innych niż Rosja w naszym imporcie wynosi 26%, do 33% ma dobić w roku 2020 lub 2021.

Kto będzie ją dostarczał?

Tu leży problem – tego nie ma w naszej strategii, ale rozbudowując portfolio musimy pamiętać, że nie każdy rodzaj ropy nadaje się do naszych rafinerii. Większość z nich została zbudowana z myślą o ropie z Rosji.

To tak, jak w Polsce.

Tak, tak samo jak w Płocku. Musimy mieszać różne rodzaje, żeby były odpowiednie dla naszych rafinerii. Obecnie dostajemy ropę głównie z rejonu Morza Śródziemnego, czasami także z Bliskiego Wschodu.

Z Kurdystanu?

Kurdystan był bardzo dobrym dostawcą przed referendum niepodległościowym. Po tym wydarzeniu dostawy spadły o połowę.

Mieli problemy z Turcją.

Nie tylko Turcją – głównie z rządem Iraku. I eksport poszybował w dół. Mamy nadzieję, że Kurdystan sobie poradzi i dostawy z tego kierunku znów wzrosną. Jednakże, zanim to nastąpi, szukamy innych szans, takich jak na przykład Libia. Ten kraj stabilnie się rozwija, wydaje się też być znacznie bardziej bezpieczny. Nie chcę niczego przewidywać, wszystko się może zdarzyć, ale Libia wygląda obiecująco. Współpracujemy też z Kaspijskim Konsorcjum Rurociągowym, które dostarcza głównie ropę z Kazachstanu. Jest dopasowana do naszych rafinerii.

Polski rząd chce połączyć Orlen i Lotos. Wygląda na to, że prawo antymonopolowe Unii Europejskiej uczyni to połączenie trudniejszym – być może Orlen będzie musiał sprzedać część swoich stacji. Czy MOL byłby zainteresowany przejęciem tej infrastruktury?

MOL kupuje ostatnio bardzo wiele stacji w Europie – mówię tu m.in. o punktach należących do Agip, które MOL wykupił w Czechach i na Węgrzech. To bardzo prawdopodobne, że węgierska spółka będzie szukała sposobności do przejęcia stacji po Orlenie. To istotna szansa. Gdzieniegdzie prawo unijne nie pozwoli polskiemu gigantowi na posiadanie tak wielu punktów tankowania. W wyścigu po te aktywa MOL może być faworytem.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Pixabay

Dziesiątki ludzi zostało zabitych w ataku talibów na bazę wojskową. Zabici byli członkami afgańskiej agencji wywiadowczej. Urzędnicy oświadczyli, że było to uderzeniu w rząd, który stracił już kontrolę nad prawie połową kraju.

Co najmniej 45 osób zostało zabitych, i aż 70 zostało rannych za sprawą zamachowca-samobójcy który wjechał opancerzonym Humvee zapakowanym materiałami wybuchowymi do bazy we wschodniej prowincji Majdanu Wardak.

Baza, służyła również jako ośrodek szkoleniowy dla prorządowych bojówek, prowadzony przez służby wywiadowcze Afganistanu znane jako Krajowa Dyrekcja Bezpieczeństwa (NDS).

NDS oświadczyła, że zamachowiec-samobójca zdołał przeniknąć przez bramę bazy na obrzeżach Maidan Shar, stolicy prowincji położonej około 40 kilometrów od Kabulu, mimo że strażnicy strzelali do pojazdu.

Khawanin Sultani, członek rady w prowincji, stwierdził, że główny budynek zapadł się po eksplozji, co prawdopodobnie przyczyniło się do dużej liczby ofiar. “Większość ciał znajdowała się pod zniszczonym budynkiem” – powiedział.

Po tym, jak zamachowiec-samobójca uderzył, czterech innych napastników zaangażowało się w strzelaninę z oddziałami afgańskimi. Wszyscy napastnicy zostali zabici, powiedział.

Dziesiątki karetek zabrało rannych do głównego szpitala prowincjonalnego lub do Kabulu. Podmuch eksplozji był tak silny, że okna cywilnych domów poza bazą również zostały rozbite.

Atak był “tragedią i ogromną stratą dla afgańskich sił bezpieczeństwa”, powiedział Mirza Mohammad Yarmand, były zastępca ministra spraw wewnętrznych i analityk wojskowy. „Trudno uwierzyć, że osławiony NSD mógł stracić tak dużą liczbę personelu w jednym ataku. Musiało dojść do poważnego zaniedbania z czyjejś strony”.

Talibowie przyznali się do ataku, w oświadczeniu dla mediów, zaledwie kilka godzin po nim. Jeden z najgorszych ataków Talibów na siły afgańskie w ostatnich latach miał utorować drogę do rozmów mających na celu rozstrzygnięcie 17-letniej wojny w Afganistanie.

Oświadczenie talibów mówiło, że spotkali się z przedstawicielami USA, aby omówić “zakończenie inwazji na Afganistan”. Talibowie postrzegają afgański rząd jako marionetkę USA i od dawna nalegali, że będą negocjować bezpośrednio z Waszyngtonem.

Źródło: aljazeera.com

Fot. Pixabay

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała o zatrzymaniu mieszkańca Odessy, który współpracował z rosyjskim wywiadem. Sabotażysta miał wysadzić w powietrze kluczowy ropociąg Odessa-Brody. Sprawa ma istotne znaczenie dla Polski.

Mieszkaniec Odessy, którego personalia są nieznane, był od kilku lat zaangażowany we współpracę z rosyjskim wywiadem. Odbywał regularne spotkania z oficerem prowadzącym na terenie okupowanego Krymu i separatystycznego Naddniestrza. Zadania jakie przed nim stawiano nie były skomplikowane i obejmowały przekazywanie pieniędzy osobom zaangażowanym w podsycanie separatyzmu na terenie południowej Ukrainy.

Jednak według informacji SBU po kilku latach współpracy jej charakter zmienił się. Mieszkaniec Odessy otrzymał zadanie uczestniczenia w akcie sabotażu wymierzonym w ropociąg Odessa-Brody. Jest to kluczowy rurociąg, którym tłoczy się ropę z terminalu naftowego w Odessie na północ Ukrainy.

Magistrala ma zostać przedłużona do Polski i stanowić element dywersyfikacji dostaw ropy naftowej do Europy Środkowej. Surowiec znad Morza Kaspijskiego docierałby nad Bałtyk przy wykorzystaniu systemów rurociągowych w Azerbejdżanie, Gruzji oraz na Ukrainie i w Polsce. Ostateczna decyzja odnośnie wdrażania w życie tego projektu ma ostatecznie zapaść w tym roku.

Od samego początku pomysł sprowadzania kaspijskiej ropy do Polski przy wykorzystaniu m.in. planowanego ropociągu Odessa-Brody-Adamowo napotyka na problemy. Zwraca się uwagę na jego nieekonomiczność (duże koszty logistyczne) względem importu realizowanego przez terminal naftowy w Gdańsku. W ostatnich latach istotne stały się także ryzyka polityczne związane z działalnością Rosji w regionie tj. aneksji Krymu czy aktywności na terenie Gruzji (chodzi o obszar separatystycznej Osetii Południowej). Kreml aktywnie dąży do uzyskania przewagi energetycznej w regionie i torpedowania wszelkich projektów osłabiających powiązane z nim spółki jak Rosnieft czy Gazprom.

Planowanie zamachu wymierzonego w projekt Odessa-Brody mimo, że jest on obciążony wieloma problemami może mieć z perspektywy władz w Moskwie głęboki sens. Rurociąg ma mieć jak wszystkie projekty tego typu możliwość rewersowych dostaw. Niewykluczone zatem, że na Ukrainę zamiast ropy z Rosji zacząłby przez planowane połączenie Odessa-Brody-Adamowo trafiać surowiec sprowadzany do terminalu naftowego w Gdańsku. To duże zagrożenie dla interesów Kremla.

Potencjalny zamach na rurociąg naftowy nie byłby pierwszym w ostatnich latach planowanym przez Rosję. W 2008 r. niezidentyfikowany oddział specjalny (wiele poszlak wskazuje na to, że byli to Rosjanie) wysadził w powietrze fragment kluczowego ropociągu BTC omijającego terytorium rosyjskie przez Turcję. Dostarcza on ropę znad Morza Kaspijskiego do Europy.

Fot. Pixaby

Według źródeł portalu Osluzbach.pl państwowy PGNiG operujący na irańskim złożu Sumar został prawdopodobnie wyrzucony z Iranu w związku z narastającym napięciem pomiędzy Warszawą i Teheranem.

Poinformowanie przez MSZ o organizacji przez Polskę wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi konferencji dotyczącej pokoju na Bliskim Wschodzie wywołało ostrą reakcję Iranu. Ze względu na nieduży zakres wymiany handlowej ograniczyła się ona (przynajmniej w obszarze oficjalnych deklaracji) do ostrej retoryki władz w Teheranie, które uznały działania polskiego rządu za wrogie.

Krajowe media informowały również o odwołaniu tygodnia kina polskiego w irańskiej stolicy, a także problemach z uzyskiwaniem wiz biznesowych i turystycznych w ambasadzie Iranu w Warszawie dla obywateli Polski próbujących udać się do Republiki Islamskiej.

Retorsje mogły jednak także dotknąć państwowy PGNiG, który był obecny na terytorium irańskim od czasu podpisania porozumienia atomowego z tym krajem przez mocarstwa zachodnie (2016 r.). Spółka pracowała na polu naftowym Sumar wspólnie z kontrolowanym przez władze w Teheranie koncernem NIOC.

Tymczasem 17 stycznia br., tuż po pojawieniu się napięć polsko-irańskich PGNiG w komunikacie prasowym poinformował o swojej nowej aktywności biznesowej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jednocześnie Puls Biznesu podkreślił, że krajowy gigant zamknął swoje biuro w Teheranie.

Według rozmówców portalu Osluzbach.pl zaznajomionych ze sprawą nietypowa aktywność PGNiG wygląda na działania podjęte ad hoc w wyniku retorsji irańskich spowodowanych organizacją przez Polskę bliskowschodniego szczytu w Warszawie pod auspicjami Stanów Zjednoczonych. Świadczy o tym np. podpisanie nowej umowy ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które ze względu na bliskość geograficzną są idealnym rynkiem, na który nisko kosztowo można wycofać sprzęt PGNiG-u z Iranu.

O tym, że spółkę zaskoczyła sytuacja w Iranie może także świadczyć nagłe odwołanie wiceprezesa Radosława Bartosika odpowiedzialnego za rynki zagraniczne.

Od wczoraj (17 stycznia) stanowisko władz w Teheranie zdaje się jednak łagodnieć. W oficjalnym wywiadzie dla RMF FM ambasador Iranu w Warszawie Masoud Edrisi Kermanshahi stwierdził, że informacja o problemach z wizami dla Polaków udających się na terytorium irańskie jest nieprawdziwe. Podkreślił on również, że jego państwo nie zostało zaproszone na warszawski szczyt bliskowschodnich mimo, że kwestia aktywności Teheranu w regionie ma być na nim dyskutowana. W nawiązaniu do tej wypowiedzi zaczęły pojawiać się komentarze osób związanych z rządem RP sugerujące możliwość zaproszenia Iranu na warszawski szczyt. Taką nadzieję wyraził m.in. były szef MSZ Witold Waszczykowski.

Fot. Pixabay

18 stycznia, 15:53: W oficjalnym komunikacie PGNiG poinformowało, że wyjście z Iranu nie miało związku z napięciami w relacjach dwustronnych pomiędzy Warszawą i Teheranem.

Spółka Rosnieft powiązana z Kremlem i zarządzana przez Igora Sieczina, najważniejszego po Władimirze Putina człowieka w Rosji, coraz mocniej integruje swoje aktywa w Niemczech. To duże zagrożenie dla interesów polskich spółek paliwowych w zachodniej części kraju.

Rosnieft Germany GmbH jest właścicielem zlokalizowanej przy granicy z Polską rafinerii w PCK w Schwedt oraz posiada znaczne udziały w podobnych zakładach Miro i BayernOil na południu Niemiec. Centrala spółki znajduje się natomiast w Berlinie.

Schwedt posiada połączenie z systemem rurociągowym Przyjaźń biegnącym z Rosji przez Białoruś i Polskę do Niemiec. Tą drogą zakład jest zaopatrywany w ropę po cenach na granicy dumpingu, co oczywiście przekłada się na bardzo niskie ceny produktów naftowych.

Rosnieft planuje rozbudowę ropociągów eksportowych tak by połączyć PCK z BayernOil i Miro. Poinformował o tym prezes firmy, Igor Sieczin, na początku ubiegłego roku. Inwestycja miałaby być gotowa około 2023 r. Niewykluczone, że jeżeli zostanie zrealizowana to będzie jej towarzyszyć dalszy skup udziałów w niemieckich rafineriach przez Rosnieft. Miałoby to znaczenie polityczne, umacniając relacje niemiecko-rosyjskie, ale także biznesowo-polityczne. Tania ropa z Rosji umożliwiłaby dzięki zintegrowaniu dostaw do rafinerii PCK, Miro i BayernOil produkcję olbrzymich ilości taniego paliwa i ich sprzedaż na szeroką skalę nie tylko w Niemczech, ale także w Europie Środkowej. W oczywisty sposób uderzyłoby to w interesy PKN Orlen, który jest największą spółką paliwową w Polsce i Czechach i posiada w tych krajach duży segment detaliczny.

Przedstawiony powyżej scenariusz jest bardzo realny także z powodu komunikatu Rosnieftu Germany GmbH, zgodnie z którym spółka rozpoczęła właśnie bezpośrednią sprzedaż swoich produktów. Ma to pomóc w pozyskaniu nowych klientów, w tym w Polsce geograficznie najbliższej rafinerii PCK w Schwedt. Ponadto według informacji portalu O służbach w ostatnim czasie kilku wyższych rangą menadżerów PKN Orlen rozpoczęło pracę w Rosniefcie Germany GmbH.

Rosyjskim planom z pewnością będzie sprzyjać także sytuacja rynkowa w naszym kraju. Według POPiH:

„W roku 2017 znacznie zwiększył się oficjalny import paliw (…) w 2017 roku wyniósł prawie 11,5 mln m3 . W stosunku do roku 2016 było to więcej o około 2,2 mln m3, czyli 24%. Tym samym rok 2017 był kolejnym rokiem wzrostów, gdyż w roku 2016 – w stosunku do roku poprzedniego – import zwiększył się o 34%, a w roku 2015 o 9%”.

Co ciekawe sprawa aktywności Rosnieftu Germany GmbH, która przy wykorzystaniu rafinerii w Schwedt dotknie m.in. polski rynek, powinna pokazać czy przejęcie Możejek przez PKN Orlen było sensowne. W 2006 r. tłumaczono je przecież zagrożeniem ze strony ekspansji rosyjskiego kapitału, którego celem była produkcja taniego paliwa w zakładach na terenie Unii Europejskiej i zdobywanie w jej ramach nowych rynków.

Skuteczna ekspansja na polski rynek Rosnieftu Germany GmbH przeczyłaby także głównej tezie motywującej zakup rosyjskiej ropy przez polskie rafinerie. Do tej pory argumentowano to zjawisko chęcią powstrzymania procesu modernizacji rafinerii w Rosji, który mógłby się rozpocząć w przypadku ograniczenia odbioru ropy firm takich jak Rosnieft na kluczowych rynkach UE. Okazuje się, że nawet przy gigantycznych kontraktach zawieranych przez PKN Orlen i Grupę Lotos z Rosjanami nie rezygnują oni w inwestycje w sektorze rafineryjnym i produkcję oraz eksport paliw wysokiej jakości.

Fot. Pixabay

Datująca się na 2011 r. znajomość Piotra D. i Weijinga W. jest kluczem do zrozumienia w jaki sposób Chiny chciały zinfiltrować budowę sieci 5G w Polsce.

W 2011 r. Robert Zieliński na łamach Dziennika Gazety Prawnej ujawnił informację, że resort spraw wewnętrznych otrzymał od koncernu Huawei sprzęt do wideokonferencji. Miał on być nieodpłatnie testowany w Centrum Projektów Informatycznych MSWiA, które zajmowało się organizacją przetargów na wykonanie najważniejszych w państwie systemów informatycznych. Chińskie „podarki” nie zostały sprawdzone pod kątem bezpieczeństwa, stało się to dopiero po nagłośnieniu sprawy w mediach. Tymczasem już wtedy wiele zachodnich mediów podkreślało, że Huawei może mieć powiązania ze służbami specjalnymi Chin.

Również w 2011 r. z ABW pożegnał się Piotr D., o zatrzymaniu którego poinformowało dziś ABW. Był wtedy wiceszefem Departamentu ds. Bezpieczeństwa Teleinformatycznego, później zajmował się bezpieczeństwem teleinformatycznym w Wojskowej Akademii Technicznej, Urzędzie Komunikacji Elektronicznej i Orange. Czy obie sprawy są ze sobą związane? Z pewnością łączy je sprawa chińskiego koncernu. Wraz z Piotrem D. zatrzymano bowiem Weijinga W., dyrektora sprzedaży Huawei. Co ciekawe Weijing trafił do Huawei w 2011 r. Przypadek?

Na uwagę w sprawie doskonale opisanej przez portal TVP Info zasługuje jeszcze jedna rzecz. Niemiecki Deutsche Telekom i Francuski Orange rezygnują bądź ograniczają współpracę Chińskimi usługodawcami lub producentami w swoich rodzimych państwach. Tymczasem w Polsce T-Mobile, którego właścicielem jest Deutsche Telekom zawarły umowy na budowę pilotażowych rozwiązań 5G właśnie przy użyciu sprzętu Huawei. Podobnie Orange, wykorzystuje sprzęt Huawei, swojego partnera biznesowego. W tym kontekście niewykluczone, że datująca się na 2011 r. znajomość Piotra D. i Weijinga W. jest kluczem do zrozumienia w jaki sposób Chiny chciały zinfiltrować budowę sieci 5G w Polsce. Na koniec należy podkreślić, że podobne działania Chińczycy podejmują wobec krajów zachodnich, których służby poskreślają, że Huawei nie powinno uczestniczyć w modernizacji infrastruktury teleinformatycznej.

Fot. Pixabay

Sekretarz generalny Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Thomas Greminger, ostrzega przed rosnącym w Europie nacjonalizmem. Osłabia on Europę „od wewnątrz”. Między państwami panuje „deficyt zaufania”. „Jeżeli nie ma rzeczywistego zainteresowania znalezieniem multilateralnych rozwiązań problemów, wówczas organizacja i jej instrumenty wspierania wspólnego bezpieczeństwa mają mniejszą siłę przyciągania. Dzieje się to kosztem bezpieczeństwa” – powiedział Greminger dziennikowi „Neue Osnabrücker Zeitung”.

Niepokojąca sytuacja

Wielu czołowych polityków jest nieobliczalnych i panuje „całkowity deficyt zaufania” między Rosją i USA, a także innymi zachodnimi państwami. „Nasi obserwatorzy odnotowują coraz więcej incydentów na granicy bezpieczeństwa” – powiedział Greminger. „Koniecznie musimy ponownie zarządzać ryzykiem militarnym i je ograniczać” – dodał.

Niebezpieczeństwo eskalacji sekretarz generalny OBWE dostrzega przede wszystkim w konflikcie między Ukrainą i Rosją: „Nie ma w tej chwili jakiejkolwiek politycznej woli pokoju” – stwierdził. Greminger obawia się zwłaszcza reakcji łańcuchowej, która mogłaby doprowadzić do tego, że ogniska zapalne przekształcą się w pożar na dużą skalę. Sekretarz generalny OBWE życzyłby sobie, by ponownie pojawiły się polityczne impulsy ze strony tzw. państw czwórki normandzkiej – Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy.

Ukraina bez widoków na pokój

Punktami zapalnymi jest „okupowany Krym”, nielegalne wybory w kontrolowanych przez separatystów republikach i sytuacja w Donbasie. Szwajcarski dyplomata wezwał Rosję, by uczyniła „deeskalujący gest”, którym byłoby zwolnienie 24 zatrzymanych ukraińskich marynarzy i trzech okrętów przejętych niedawno w Cieśninie Kerczeńskiej.

Rosja i Ukraina muszą nareszcie porzucić logikę „Jak Ty mnie, tak ja Tobie”. Sekretarz generalny OBWE nie spodziewa się jednak w przewidywalnej przyszłości przełomu prowadzącego do pokoju.

Słabe punkty bezpieczeństwa cybernetycznego

Obok konfliktu na Ukrainie, ryzyka militarnego i grożącej znowu spirali zbrojeń szef OBWE dostrzega dla Europy szereg dalszych zagrożeń, począwszy od terroryzmu, poprzez nacechowany przemocą ekstremizm oraz handel ludźmi, bronią i narkotykami, po ataki cybernetyczne.

Według Gremingera OBWE nie jest przygotowana na wymogi prowadzenia wojny w epoce cyfrowej. „Nie jesteśmy wyposażeni na epokę cybernetyczną. W dziedzinie bezpieczeństwa cybernetycznego mam jednego specjalistę. Jesteśmy zbyt słabo przygotowani, by móc pracować w sposób rzeczywiście zrównoważony, a przede wszystkim bardziej proaktywny” – powiedział szef Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Wezwał państwa członkowskie OBWE do lepszego finansowania organizacji w tym obszarze.

Źródło: dw.com

Fot. Pixabay