Home Articles posted by Piotr Maciążek (Page 2)

Dziesiątki ludzi zostało zabitych w ataku talibów na bazę wojskową. Zabici byli członkami afgańskiej agencji wywiadowczej. Urzędnicy oświadczyli, że było to uderzeniu w rząd, który stracił już kontrolę nad prawie połową kraju.

Co najmniej 45 osób zostało zabitych, i aż 70 zostało rannych za sprawą zamachowca-samobójcy który wjechał opancerzonym Humvee zapakowanym materiałami wybuchowymi do bazy we wschodniej prowincji Majdanu Wardak.

Baza, służyła również jako ośrodek szkoleniowy dla prorządowych bojówek, prowadzony przez służby wywiadowcze Afganistanu znane jako Krajowa Dyrekcja Bezpieczeństwa (NDS).

NDS oświadczyła, że zamachowiec-samobójca zdołał przeniknąć przez bramę bazy na obrzeżach Maidan Shar, stolicy prowincji położonej około 40 kilometrów od Kabulu, mimo że strażnicy strzelali do pojazdu.

Khawanin Sultani, członek rady w prowincji, stwierdził, że główny budynek zapadł się po eksplozji, co prawdopodobnie przyczyniło się do dużej liczby ofiar. “Większość ciał znajdowała się pod zniszczonym budynkiem” – powiedział.

Po tym, jak zamachowiec-samobójca uderzył, czterech innych napastników zaangażowało się w strzelaninę z oddziałami afgańskimi. Wszyscy napastnicy zostali zabici, powiedział.

Dziesiątki karetek zabrało rannych do głównego szpitala prowincjonalnego lub do Kabulu. Podmuch eksplozji był tak silny, że okna cywilnych domów poza bazą również zostały rozbite.

Atak był “tragedią i ogromną stratą dla afgańskich sił bezpieczeństwa”, powiedział Mirza Mohammad Yarmand, były zastępca ministra spraw wewnętrznych i analityk wojskowy. „Trudno uwierzyć, że osławiony NSD mógł stracić tak dużą liczbę personelu w jednym ataku. Musiało dojść do poważnego zaniedbania z czyjejś strony”.

Talibowie przyznali się do ataku, w oświadczeniu dla mediów, zaledwie kilka godzin po nim. Jeden z najgorszych ataków Talibów na siły afgańskie w ostatnich latach miał utorować drogę do rozmów mających na celu rozstrzygnięcie 17-letniej wojny w Afganistanie.

Oświadczenie talibów mówiło, że spotkali się z przedstawicielami USA, aby omówić “zakończenie inwazji na Afganistan”. Talibowie postrzegają afgański rząd jako marionetkę USA i od dawna nalegali, że będą negocjować bezpośrednio z Waszyngtonem.

Źródło: aljazeera.com

Fot. Pixabay

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała o zatrzymaniu mieszkańca Odessy, który współpracował z rosyjskim wywiadem. Sabotażysta miał wysadzić w powietrze kluczowy ropociąg Odessa-Brody. Sprawa ma istotne znaczenie dla Polski.

Mieszkaniec Odessy, którego personalia są nieznane, był od kilku lat zaangażowany we współpracę z rosyjskim wywiadem. Odbywał regularne spotkania z oficerem prowadzącym na terenie okupowanego Krymu i separatystycznego Naddniestrza. Zadania jakie przed nim stawiano nie były skomplikowane i obejmowały przekazywanie pieniędzy osobom zaangażowanym w podsycanie separatyzmu na terenie południowej Ukrainy.

Jednak według informacji SBU po kilku latach współpracy jej charakter zmienił się. Mieszkaniec Odessy otrzymał zadanie uczestniczenia w akcie sabotażu wymierzonym w ropociąg Odessa-Brody. Jest to kluczowy rurociąg, którym tłoczy się ropę z terminalu naftowego w Odessie na północ Ukrainy.

Magistrala ma zostać przedłużona do Polski i stanowić element dywersyfikacji dostaw ropy naftowej do Europy Środkowej. Surowiec znad Morza Kaspijskiego docierałby nad Bałtyk przy wykorzystaniu systemów rurociągowych w Azerbejdżanie, Gruzji oraz na Ukrainie i w Polsce. Ostateczna decyzja odnośnie wdrażania w życie tego projektu ma ostatecznie zapaść w tym roku.

Od samego początku pomysł sprowadzania kaspijskiej ropy do Polski przy wykorzystaniu m.in. planowanego ropociągu Odessa-Brody-Adamowo napotyka na problemy. Zwraca się uwagę na jego nieekonomiczność (duże koszty logistyczne) względem importu realizowanego przez terminal naftowy w Gdańsku. W ostatnich latach istotne stały się także ryzyka polityczne związane z działalnością Rosji w regionie tj. aneksji Krymu czy aktywności na terenie Gruzji (chodzi o obszar separatystycznej Osetii Południowej). Kreml aktywnie dąży do uzyskania przewagi energetycznej w regionie i torpedowania wszelkich projektów osłabiających powiązane z nim spółki jak Rosnieft czy Gazprom.

Planowanie zamachu wymierzonego w projekt Odessa-Brody mimo, że jest on obciążony wieloma problemami może mieć z perspektywy władz w Moskwie głęboki sens. Rurociąg ma mieć jak wszystkie projekty tego typu możliwość rewersowych dostaw. Niewykluczone zatem, że na Ukrainę zamiast ropy z Rosji zacząłby przez planowane połączenie Odessa-Brody-Adamowo trafiać surowiec sprowadzany do terminalu naftowego w Gdańsku. To duże zagrożenie dla interesów Kremla.

Potencjalny zamach na rurociąg naftowy nie byłby pierwszym w ostatnich latach planowanym przez Rosję. W 2008 r. niezidentyfikowany oddział specjalny (wiele poszlak wskazuje na to, że byli to Rosjanie) wysadził w powietrze fragment kluczowego ropociągu BTC omijającego terytorium rosyjskie przez Turcję. Dostarcza on ropę znad Morza Kaspijskiego do Europy.

Fot. Pixaby

Według źródeł portalu Osluzbach.pl państwowy PGNiG operujący na irańskim złożu Sumar został prawdopodobnie wyrzucony z Iranu w związku z narastającym napięciem pomiędzy Warszawą i Teheranem.

Poinformowanie przez MSZ o organizacji przez Polskę wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi konferencji dotyczącej pokoju na Bliskim Wschodzie wywołało ostrą reakcję Iranu. Ze względu na nieduży zakres wymiany handlowej ograniczyła się ona (przynajmniej w obszarze oficjalnych deklaracji) do ostrej retoryki władz w Teheranie, które uznały działania polskiego rządu za wrogie.

Krajowe media informowały również o odwołaniu tygodnia kina polskiego w irańskiej stolicy, a także problemach z uzyskiwaniem wiz biznesowych i turystycznych w ambasadzie Iranu w Warszawie dla obywateli Polski próbujących udać się do Republiki Islamskiej.

Retorsje mogły jednak także dotknąć państwowy PGNiG, który był obecny na terytorium irańskim od czasu podpisania porozumienia atomowego z tym krajem przez mocarstwa zachodnie (2016 r.). Spółka pracowała na polu naftowym Sumar wspólnie z kontrolowanym przez władze w Teheranie koncernem NIOC.

Tymczasem 17 stycznia br., tuż po pojawieniu się napięć polsko-irańskich PGNiG w komunikacie prasowym poinformował o swojej nowej aktywności biznesowej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jednocześnie Puls Biznesu podkreślił, że krajowy gigant zamknął swoje biuro w Teheranie.

Według rozmówców portalu Osluzbach.pl zaznajomionych ze sprawą nietypowa aktywność PGNiG wygląda na działania podjęte ad hoc w wyniku retorsji irańskich spowodowanych organizacją przez Polskę bliskowschodniego szczytu w Warszawie pod auspicjami Stanów Zjednoczonych. Świadczy o tym np. podpisanie nowej umowy ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które ze względu na bliskość geograficzną są idealnym rynkiem, na który nisko kosztowo można wycofać sprzęt PGNiG-u z Iranu.

O tym, że spółkę zaskoczyła sytuacja w Iranie może także świadczyć nagłe odwołanie wiceprezesa Radosława Bartosika odpowiedzialnego za rynki zagraniczne.

Od wczoraj (17 stycznia) stanowisko władz w Teheranie zdaje się jednak łagodnieć. W oficjalnym wywiadzie dla RMF FM ambasador Iranu w Warszawie Masoud Edrisi Kermanshahi stwierdził, że informacja o problemach z wizami dla Polaków udających się na terytorium irańskie jest nieprawdziwe. Podkreślił on również, że jego państwo nie zostało zaproszone na warszawski szczyt bliskowschodnich mimo, że kwestia aktywności Teheranu w regionie ma być na nim dyskutowana. W nawiązaniu do tej wypowiedzi zaczęły pojawiać się komentarze osób związanych z rządem RP sugerujące możliwość zaproszenia Iranu na warszawski szczyt. Taką nadzieję wyraził m.in. były szef MSZ Witold Waszczykowski.

Fot. Pixabay

18 stycznia, 15:53: W oficjalnym komunikacie PGNiG poinformowało, że wyjście z Iranu nie miało związku z napięciami w relacjach dwustronnych pomiędzy Warszawą i Teheranem.

Spółka Rosnieft powiązana z Kremlem i zarządzana przez Igora Sieczina, najważniejszego po Władimirze Putina człowieka w Rosji, coraz mocniej integruje swoje aktywa w Niemczech. To duże zagrożenie dla interesów polskich spółek paliwowych w zachodniej części kraju.

Rosnieft Germany GmbH jest właścicielem zlokalizowanej przy granicy z Polską rafinerii w PCK w Schwedt oraz posiada znaczne udziały w podobnych zakładach Miro i BayernOil na południu Niemiec. Centrala spółki znajduje się natomiast w Berlinie.

Schwedt posiada połączenie z systemem rurociągowym Przyjaźń biegnącym z Rosji przez Białoruś i Polskę do Niemiec. Tą drogą zakład jest zaopatrywany w ropę po cenach na granicy dumpingu, co oczywiście przekłada się na bardzo niskie ceny produktów naftowych.

Rosnieft planuje rozbudowę ropociągów eksportowych tak by połączyć PCK z BayernOil i Miro. Poinformował o tym prezes firmy, Igor Sieczin, na początku ubiegłego roku. Inwestycja miałaby być gotowa około 2023 r. Niewykluczone, że jeżeli zostanie zrealizowana to będzie jej towarzyszyć dalszy skup udziałów w niemieckich rafineriach przez Rosnieft. Miałoby to znaczenie polityczne, umacniając relacje niemiecko-rosyjskie, ale także biznesowo-polityczne. Tania ropa z Rosji umożliwiłaby dzięki zintegrowaniu dostaw do rafinerii PCK, Miro i BayernOil produkcję olbrzymich ilości taniego paliwa i ich sprzedaż na szeroką skalę nie tylko w Niemczech, ale także w Europie Środkowej. W oczywisty sposób uderzyłoby to w interesy PKN Orlen, który jest największą spółką paliwową w Polsce i Czechach i posiada w tych krajach duży segment detaliczny.

Przedstawiony powyżej scenariusz jest bardzo realny także z powodu komunikatu Rosnieftu Germany GmbH, zgodnie z którym spółka rozpoczęła właśnie bezpośrednią sprzedaż swoich produktów. Ma to pomóc w pozyskaniu nowych klientów, w tym w Polsce geograficznie najbliższej rafinerii PCK w Schwedt. Ponadto według informacji portalu O służbach w ostatnim czasie kilku wyższych rangą menadżerów PKN Orlen rozpoczęło pracę w Rosniefcie Germany GmbH.

Rosyjskim planom z pewnością będzie sprzyjać także sytuacja rynkowa w naszym kraju. Według POPiH:

„W roku 2017 znacznie zwiększył się oficjalny import paliw (…) w 2017 roku wyniósł prawie 11,5 mln m3 . W stosunku do roku 2016 było to więcej o około 2,2 mln m3, czyli 24%. Tym samym rok 2017 był kolejnym rokiem wzrostów, gdyż w roku 2016 – w stosunku do roku poprzedniego – import zwiększył się o 34%, a w roku 2015 o 9%”.

Co ciekawe sprawa aktywności Rosnieftu Germany GmbH, która przy wykorzystaniu rafinerii w Schwedt dotknie m.in. polski rynek, powinna pokazać czy przejęcie Możejek przez PKN Orlen było sensowne. W 2006 r. tłumaczono je przecież zagrożeniem ze strony ekspansji rosyjskiego kapitału, którego celem była produkcja taniego paliwa w zakładach na terenie Unii Europejskiej i zdobywanie w jej ramach nowych rynków.

Skuteczna ekspansja na polski rynek Rosnieftu Germany GmbH przeczyłaby także głównej tezie motywującej zakup rosyjskiej ropy przez polskie rafinerie. Do tej pory argumentowano to zjawisko chęcią powstrzymania procesu modernizacji rafinerii w Rosji, który mógłby się rozpocząć w przypadku ograniczenia odbioru ropy firm takich jak Rosnieft na kluczowych rynkach UE. Okazuje się, że nawet przy gigantycznych kontraktach zawieranych przez PKN Orlen i Grupę Lotos z Rosjanami nie rezygnują oni w inwestycje w sektorze rafineryjnym i produkcję oraz eksport paliw wysokiej jakości.

Fot. Pixabay

Datująca się na 2011 r. znajomość Piotra D. i Weijinga W. jest kluczem do zrozumienia w jaki sposób Chiny chciały zinfiltrować budowę sieci 5G w Polsce.

W 2011 r. Robert Zieliński na łamach Dziennika Gazety Prawnej ujawnił informację, że resort spraw wewnętrznych otrzymał od koncernu Huawei sprzęt do wideokonferencji. Miał on być nieodpłatnie testowany w Centrum Projektów Informatycznych MSWiA, które zajmowało się organizacją przetargów na wykonanie najważniejszych w państwie systemów informatycznych. Chińskie „podarki” nie zostały sprawdzone pod kątem bezpieczeństwa, stało się to dopiero po nagłośnieniu sprawy w mediach. Tymczasem już wtedy wiele zachodnich mediów podkreślało, że Huawei może mieć powiązania ze służbami specjalnymi Chin.

Również w 2011 r. z ABW pożegnał się Piotr D., o zatrzymaniu którego poinformowało dziś ABW. Był wtedy wiceszefem Departamentu ds. Bezpieczeństwa Teleinformatycznego, później zajmował się bezpieczeństwem teleinformatycznym w Wojskowej Akademii Technicznej, Urzędzie Komunikacji Elektronicznej i Orange. Czy obie sprawy są ze sobą związane? Z pewnością łączy je sprawa chińskiego koncernu. Wraz z Piotrem D. zatrzymano bowiem Weijinga W., dyrektora sprzedaży Huawei. Co ciekawe Weijing trafił do Huawei w 2011 r. Przypadek?

Na uwagę w sprawie doskonale opisanej przez portal TVP Info zasługuje jeszcze jedna rzecz. Niemiecki Deutsche Telekom i Francuski Orange rezygnują bądź ograniczają współpracę Chińskimi usługodawcami lub producentami w swoich rodzimych państwach. Tymczasem w Polsce T-Mobile, którego właścicielem jest Deutsche Telekom zawarły umowy na budowę pilotażowych rozwiązań 5G właśnie przy użyciu sprzętu Huawei. Podobnie Orange, wykorzystuje sprzęt Huawei, swojego partnera biznesowego. W tym kontekście niewykluczone, że datująca się na 2011 r. znajomość Piotra D. i Weijinga W. jest kluczem do zrozumienia w jaki sposób Chiny chciały zinfiltrować budowę sieci 5G w Polsce. Na koniec należy podkreślić, że podobne działania Chińczycy podejmują wobec krajów zachodnich, których służby poskreślają, że Huawei nie powinno uczestniczyć w modernizacji infrastruktury teleinformatycznej.

Fot. Pixabay

Sekretarz generalny Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Thomas Greminger, ostrzega przed rosnącym w Europie nacjonalizmem. Osłabia on Europę „od wewnątrz”. Między państwami panuje „deficyt zaufania”. „Jeżeli nie ma rzeczywistego zainteresowania znalezieniem multilateralnych rozwiązań problemów, wówczas organizacja i jej instrumenty wspierania wspólnego bezpieczeństwa mają mniejszą siłę przyciągania. Dzieje się to kosztem bezpieczeństwa” – powiedział Greminger dziennikowi „Neue Osnabrücker Zeitung”.

Niepokojąca sytuacja

Wielu czołowych polityków jest nieobliczalnych i panuje „całkowity deficyt zaufania” między Rosją i USA, a także innymi zachodnimi państwami. „Nasi obserwatorzy odnotowują coraz więcej incydentów na granicy bezpieczeństwa” – powiedział Greminger. „Koniecznie musimy ponownie zarządzać ryzykiem militarnym i je ograniczać” – dodał.

Niebezpieczeństwo eskalacji sekretarz generalny OBWE dostrzega przede wszystkim w konflikcie między Ukrainą i Rosją: „Nie ma w tej chwili jakiejkolwiek politycznej woli pokoju” – stwierdził. Greminger obawia się zwłaszcza reakcji łańcuchowej, która mogłaby doprowadzić do tego, że ogniska zapalne przekształcą się w pożar na dużą skalę. Sekretarz generalny OBWE życzyłby sobie, by ponownie pojawiły się polityczne impulsy ze strony tzw. państw czwórki normandzkiej – Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy.

Ukraina bez widoków na pokój

Punktami zapalnymi jest „okupowany Krym”, nielegalne wybory w kontrolowanych przez separatystów republikach i sytuacja w Donbasie. Szwajcarski dyplomata wezwał Rosję, by uczyniła „deeskalujący gest”, którym byłoby zwolnienie 24 zatrzymanych ukraińskich marynarzy i trzech okrętów przejętych niedawno w Cieśninie Kerczeńskiej.

Rosja i Ukraina muszą nareszcie porzucić logikę „Jak Ty mnie, tak ja Tobie”. Sekretarz generalny OBWE nie spodziewa się jednak w przewidywalnej przyszłości przełomu prowadzącego do pokoju.

Słabe punkty bezpieczeństwa cybernetycznego

Obok konfliktu na Ukrainie, ryzyka militarnego i grożącej znowu spirali zbrojeń szef OBWE dostrzega dla Europy szereg dalszych zagrożeń, począwszy od terroryzmu, poprzez nacechowany przemocą ekstremizm oraz handel ludźmi, bronią i narkotykami, po ataki cybernetyczne.

Według Gremingera OBWE nie jest przygotowana na wymogi prowadzenia wojny w epoce cyfrowej. „Nie jesteśmy wyposażeni na epokę cybernetyczną. W dziedzinie bezpieczeństwa cybernetycznego mam jednego specjalistę. Jesteśmy zbyt słabo przygotowani, by móc pracować w sposób rzeczywiście zrównoważony, a przede wszystkim bardziej proaktywny” – powiedział szef Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Wezwał państwa członkowskie OBWE do lepszego finansowania organizacji w tym obszarze.

Źródło: dw.com

Fot. Pixabay

Obowiązująca do 2025 r. umowa tranzytowa pomiędzy Rosją i Litwą pozwalająca zaopatrywać obwód kaliningradzki w gaz, a także operacyjność nowego terminala LNG w rosyjskiej eksklawie, spowodują powstanie nadwyżki eksportowej surowca, która wedle naszej prognozy zostanie skierowana do Polski i krajów bałtyckich.

Pływający terminal LNG w obwodzie kaliningradzkim został zbudowany przez stocznię Hyundai Heavy Industries Co. Ltd (tę samą, która zbudowała litewski gazoport Independent), a wartość kontraktu wyniosła 294,77 mln USD. Jednostka nosi nazwę „Marszałek Wasilewski” (właściwie Aleksandr Wasilewski, szef sztabu generalnego ZSRS w okresie II wojny światowej) i została wykonana dla spółek zależnych Gazpromu. Jej moc regazyfikacyjna wyniesie około 2,5 mld m3 rocznie (dla porównania polski gazoport ma moc 5 mld m3). Pływający terminal jest już operacyjny i ma oficjalnie uniezależnić obwód kaliningradzki od dostaw gazu realizowanych tranzytem przez Litwę.

Większość polskich ekspertów bagatelizuje zagrożenie dla polskiego rynku związane z uruchomieniem ”Marszałka Wasilewskiego”. Twierdzą oni, że nieprzypadkowo jego moce są zbliżone do gazociągu, którym przez terytorium litewskie płynie gaz do rosyjskiej eksklawy. Ich zdaniem nowy gazoport po prostu zastąpi dostawy realizowane dotąd tranzytem.

W swoim niedawnym komentarzu dla portalu O służbach wyraziłem odmienne zdanie. Otwarcie w rosyjskiej eksklawie terminalu LNG o stosunkowo dużych możliwościach może zabezpieczyć część polskiego rynku dla Gazpromu mimo niechętnej postawie władz w Warszawie, które zamierzają wypowiedzieć kontrakt jamalski. Do tej pory rosyjski koncern dzięki liberalizacji wzmacniającej kosztem PGNiG podmioty prywatne handlujące w Polsce gazem sprzedawał im niewielkie ilości LNG. Surowiec był przewożony cysternami z małych instalacji w obwodzie kaliningradzkim. Dziś dzięki operacyjności „Marszałka Wasilewskiego” Gazprom będzie mógł drastycznie zwiększyć te wolumeny wykorzystując już wypracowane mechanizmy i kontakty biznesowe.

Za takim scenariuszem przemawia rosyjsko-litewska umowa tranzytowa, która traci ważność dopiero w 2025 r. Nic nie wskazuje na to by miała ona zostać wygaszona. Nie opłaca się to Litwinom, którzy czerpią z jej tytułu około 10 mln euro rocznie, co dla niewielkiego państwa jest sporą kwotą. Także Rosjanom nie będzie spieszyło się z wygaszeniem litewskiego tranzytu. Gazprom może przecież zaopatrywać obwód w gaz jak miało to miejsce do tej pory, a dodatkowo eksportować nadwyżki. Ich wielkość można z łatwością modyfikować ponieważ rosyjski koncern jest w tym przypadku zarówno odbiorcą jak i dostawcą surowca (nowa infrastruktura LNG w obwodzie leningradzkim ma być oddana do użytku na początku 2019 roku, a jej moc wyniesie około 2 mld m3).

Podobną strategię próbował wcielić w życie rosyjski Rosatom budując w obwodzie kaliningradzkim elektrownię atomową. Koncern zamierzał eksportować energię do Polski i na Litwę.

Fot. Gazprom_mt.ru

Duński operator sieci gazowych, spółka Energinet, uczciwie informuje w swoim komunikacie, że w odniesieniu do Baltic Pipe „ istnieje naturalna niepewność co do daty jego operacyjności”. Jednocześnie Duńczycy przedstawiają „plan B” na wypadek opóźnień tej inwestycji. Polsce daleko do skandynawskich standardów – u nas w tej sprawie nie dzieje się nic.

Baltic Pipe to planowany gazociąg łączący norweskie złoża gazu na Morzu Północnym z Danią i Polską o przepustowości 10 mld m3 gazu rocznie, który według harmonogramu inwestycji ma być operacyjny w 2022 r. Ta data ma kluczowe znaczenie ponieważ wiąże się ona z potencjalnym końcem dostaw rosyjskiego błękitnego paliwa dostarczanego do Polski przez Gazprom. W związku z tym jakiekolwiek opóźnienie Baltic Pipe może być bardzo groźne dla odbiorców.

O potencjalnych problemach z dotrzymaniem harmonogramu Baltic Pipe pisałem już kilkukrotnie m.in. w swojej książce „Stawka większa niż gaz” oraz licznych publikacjach na portalu O służbach. Próbowałem tym samym wypełnić istotną lukę jaką jest niepodnoszenie w branżowym dyskursie ryzyk wspomnianego projektu. W ostatnich miesiącach jedynie Jerzy Kurella, były prezes PGNiG, podkreślał, że „dla nikogo w sektorze gazowym nie jest tajemnicą, że harmonogram projektu jest niesłychanie napięty i praktycznie przebiega na ścieżce krytycznej”. Większość komentatorów omija jednak temat potencjalnych problemów Baltic Pipe szerokim łukiem, co jest zrozumiałe, ponieważ w związku z „polonizacją” sektora energetyczno-paliwowego w Polsce spółki skarbu państwa są dziś właściwie jedynym obszarem ich zarobkowania. Można wręcz mówić o pewnym tabu w opisie najważniejszego projektu gazowego realizowanego przez III Rzeczpospolitą.

Zupełnie inaczej wygląda to w Danii, która partycypuje w Baltic Pipe. Tamtejszy operator, spółka Energinet, uczciwie informuje w swoim komunikacie, że w odniesieniu do wspomnianej inwestycji „wciąż istnieje naturalna niepewność co do daty jego operacyjności, ponieważ – jak zawsze w przypadku dużych projektów – mogą na nią mieć wpływ nieprzewidziane zdarzenia”. W tej samej depeszy firma informuje również o „planie B” na wypadek, gdyby Baltic Pipe się opóźnił. Świadczy to o jej profesjonalizmie ponieważ Dania w 2022 będzie w podobnej sytuacji jak Polska. Duńczycy prowadzą prace na gigantycznym złożu Tyr, które do połowy 2022 r. nie będzie operacyjne i bez nowego połączenia z Norwegią dostawy gazu dla odbiorców mogą być zagrożone. Dlatego Energinet opracował alternatywną strategię, w ramach której, będzie zabezpieczać swoje bezpieczeństwo zapasami w magazynach i importem surowca z Niemiec (a więc de facto z Nord Stream).

W Polsce, w przeciwieństwie do Danii, nikt nie informuje o „planie B” na wypadek problemów z harmonogramem Baltic Pipe i łączników gazowych z krajami wyszehradzkimi. Prezes PGNiG Piotr Woźniak stwierdził wręcz beztrosko: „nie mamy planu B, liczymy, że inwestycja się powiedzie”. Był to zapewne po prostu przypływ szczerości. W końcu polski rząd deklaruje, że do 2022 r. z rosyjskiego gazu zrezygnujemy, Baltic Pipe na pewno się uda, a import gazu z Niemiec jest niebezpieczny bo pochodzi z Nord Stream. Poza tym część niemieckiej infrastruktury strategicznej należy tam do Gazpromu. Bezsprzecznie jest w takiej optyce sporo racji, ale profesjonalne podejście do tematu wymaga jednak nakreślenia negatywnego scenariusza tak by zminimalizować potencjalne straty odbiorców. Tak się jednak nie dzieje…

Fot. Pixabay

Rosyjski i amerykański wywiad "utrzymują partnerskie relacje"

Rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego (SVR) i Centralna Agencja Wywiadowcza USA utrzymują relacje partnerskie w dziedzinie walki z terroryzmem - powiedział szef SVR, Siergiej Naryszkin.

„Naturalnie nasze kontakty koncentrują się na zwalczaniu międzynarodowego terroryzmu” – stwierdził w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji Rossija 1.

„Wymieniamy informacje operacyjne dotyczące osób, planów organizacji terrorystycznych” – dodał.

Naryszkin podkreślił także, że jest przekonany, iż takie partnerstwo jest w interesie obydwu państw. Przypomniał swoją wizytę w Stanach Zjednoczonych jesienią 2017 roku, która wzbudziła negatywne komentarze ze strony amerykańskich kongresmenów. Stwierdził, że była to wizyta oficjalna, jego pierwsza w Stanach Zjednoczonych, i że w jej trakcie sprawa sankcji nie była poruszana.

Naryszkin powiedział, że kilka miesięcy po tym, jak Donald Trump objął urząd prezydenta USA odbył on pierwsze rozmowy telefoniczne z ówczesnym szefem CIA Michaelem Pompeo, który przybył z wizytą do Rosji latem 2017 roku.

„Naturalnie, zostałem zaproszony przez niego i skorzystałem z tego zaproszenia jesienią 2017 roku. W Waszyngtonie, tak jak w Moskwie, odbyliśmy czysto zawodowe rozmowy” -stwierdził.

Według Naryszkina nie utrzymuje on aktualnie kontaktów z nową szefową CIA Giną Haspel.

„Po zmianie na stanowisku szefa CIA na szczeblu szefów służb nie nawiązano nowych kontaktów, ale nasi pracownicy utrzymują stałe relacje.” Dodał też, że przedstawiciele CIA pracują w Moskwie, tak jak przedstawiciele SVR w Waszyngtonie. „Wymiana informacji jest kontynuowana” – zaznaczył.

Informacja o współpracy i stałych relacjach między tymi rywalizującymi ze sobą służbami nie wzbudziła sensacji na arenie międzynarodowej. Warto przy tym odnotować, co działo się w Polsce po tym, jak były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. Janusz Nosek w trakcie swojego urzędowania nawiązał oficjalne relacje z rosyjskimi służbami. Dla części mediów i komentatorów nie liczyło się to, że w owym czasie w Afganistanie służyli polscy żołnierze, których powrót z misji musiał uwzględnić transport przez terytorium Rosji. Generał – próbując stworzyć warunki do bezpiecznego powrotu polskich żołnierzy, stanął w obliczu oskarżeń o zdradę i działanie na rzecz rosyjskiego przeciwnika. Absurd? Nie pierwszy i nie ostatni.

Źródło: Tass

Fot. Pixabay

Rosyjskie LNG groźne dla Europy. W listopadzie Rosjanie drugim największym dostawcą

Według danych ICIS w listopadzie 2018 r. dostawy rosyjskiego LNG były drugim największym wolumenem tego surowca dostarczanym do Europy. Prym wiedzie Katar. We wrześniu gaz skroplony z Rosji również stanowił istotny element w strukturze zaopatrywania Starego Kontynentu przy czym były to mniejsze ilości aniżeli dostarczone przez dostawcę katarskiego, Nigerię i Algierę.

Powyższa sytuacja rodzi kilka konkluzji:

• Dane ICIS z pewnością zostaną wykorzystane propagandowo przez Rosję. Rosjanie będą chcieli uwypuklić szczątkowe dane z listopada i hiperbolizować swoją pozycję rynkową.
• Znaczenie rosyjskich dostaw LNG do Europy w zimie (bo tylko wtedy są realizowane z terminalu Jamał LNG) mogą być kluczowe jeśli sytuacja pogodowa na Starym Kontynencie będzie zła (przedłuży się okres niskich temperatur).
• Po rozbudowie jamalskiego gazoportu (tzw. trzeci etap inwestycji) udział LNG z Rosji w zimowych dostawach do Europy może jeszcze bardziej wzrosnąć.

Ryzyka:

W br. mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której przedłużające się chłody na przełomie lutego i marca spowodowały duże problemy z zaopatrzeniem w gaz Francji, Niemiec i Beneluksu. 11 marca łączne zapasy gazu ziemnego w tych państwach wyniosły 7,1 mld m3 z czego około 4 mld zmagazynowano w niemieckim Reden. Sytuacja była niezwykle poważne, a uratował ją…Gazprom. To na ten okres notuje się rekordowy eksport gazu ziemnego z Rosji. Oczywiście Kreml może takie sytuacje próbować wykorzystywać politycznie. Jamał LNG bardzo to ułatwi ograniczając aktywność innych dostawców gazu skroplonego.

Fot. ICIS