Home Articles posted by Redakcja

Służba Wywiadu Zagranicznego Ukrainy (FIS) potwierdziła, że od 13 listopada 2018 roku Anatolij Baronin został zatrudniony jako główny doradca analityczny szefa FIS. Natomiast od 12 lutego 2019 roku dodatkowo wykonuje „obowiązki” rektora Instytutu FIS.

„Głównym zadaniem, przed którym stoi, jest wdrożenie reformy instytucji edukacyjnej zgodnie ze standardami NATO, przekształcając ją z nieefektywnej struktury, która tylko przejada środki budżetowe, w nowoczesną wyspecjalizowaną placówkę edukacyjną podyplomową, aby szkolić profesjonalistów, stosując najlepsze praktyki CIA, MI6 i Mossadu ” – czytamy w oświadczeniu.

„Ważne jest również, aby Anatolij Baronin, w przeciwieństwie do poprzednich szefów Instytutu FIS, posługiwał się językiem obcym, co znacząco przyczynia się do zdobycia najlepszych praktyk NATO w dziedzinie szkolenia oficerów wywiadu.

Baronin jest wnukiem legendarnego ukraińskiego oficera wywiadu, zauważa agencja, dodając, że jest „genialnym analitykiem, który w chwili rosyjskiej agresji zgłosił się na ochotnika do służby.

Wcześniej ukazały się fałszywy raport FIS pierwotnie opublikowany przez „Antikor” zawierający niejawne dane dotyczące personelu FIS. W związku z tym jednostka bezpieczeństwa wewnętrznego agencji rozpoczęła już dochodzenie – czytamy w oświadczeniu. Ujawnienie takich informacji pociąga za sobą odpowiedzialność karną, zgodnie z ukraińskim ustawodawstwem – stwierdza służba prasowa.

Źródło: Unian

Fot. Piotr Maciążek/Osluzbach.pl

Belgijska służba bezpieczeństwa (VSSE) poinformowała w swoim raporcie, że w Europie Zachodniej ultraprawica w ostatnich latach bardzo się zmieniła. „Powracają stare formy prawicowego ekstremizmu takie jak radykalny nazizm czy kultura skinheadów”.

Wnioski z 2018 roku oparte na analizach służb

Tajne służby belgijskie twierdzą, że od czasu europejskiego kryzysu uchodźczego w latach 2015–2016 działania antymuzułmańskie i skierowane przeciw uchodźcom stały się kluczowymi kwestiami w ultraprawicowych kręgach.

Raport wskazuje jednak, że nie zawsze tak było: 10 lat temu skrajne grupy prawicowe grały bardziej na uczuciach nacjonalistycznych niż na resentymentach ksenofobicznych.

Według VSSE nowe ruchy pojawiają się w różnych regionach, ale ich starsze odpowiedniki ultraprawicowe również skupiły się „nowych” tematach. Jedną z tych starszych grup jest fiński ruch prawicowy Żołnierze Odyna, który stał się znany dzięki patrolom ulicznym po tym, jak w 2015 roku 30 000 uchodźców złożyło wniosek o azyl w tym kraju.

Są inne grupy prawicowe, które jak wspomniano w raporcie służby, „przyciągają więcej zamożnych studentów niż skinheadzi z wytatuowanymi ramionami”. Dzięki głośnym działaniom medialnym grupy te, takie jak Pokolenie Tożsamości we Francji lub Ruch Tożsamości Niemiec w Niemczech, wiedzą jak zwrócić uwagę prasy i opinii publicznej na ich sprawy.

Wzrost wyposażenia w broń wśród prawicowych grup

Według belgijskich służb skrajna prawica zaczyna się zbroić. Przywódcy grup zachęcają swoich działaczy do odbywania lekcji strzelania oraz do zdobywania broni, legalnie lub w inny sposób. Raport opisuje ich światopogląd jako: „nieuniknioną społeczną konfrontację między islamem, a resztą chrześcijańskiej Europy, na którą trzeba się przygotować ”.

Wreszcie VSSE zauważa, że internet i media społecznościowe przyczyniły się do przyspieszenia rozpowszechniania informacji i stały się cennymi narzędziami propagandy i rekrutacji aktywistów.

Zgodnie z raportem nie należy lekceważyć rzeczywistego wpływu tych ruchów w internecie. Rasistowska, antymuzułmańska lub ksenofobiczna wiadomość ze skrajnie prawicowej strony na Facebooku, która otrzymuje dużą liczbę polubień, jest oznaką niebezpieczeństwa w przyszłości. Może to spowodować mobilizację wśród członków skrajnie prawicowych sieci grupowych i doprowadzić do przemocy na dużą skalę.

Źródło: trtword

Fot. Pixabay

W najnowszym felietonie dla portalu O służbach Wojciech Brochwicz stawia pytania o przyszłość ABW, które jest dziś traktowane „jak śmietnik, do którego wrzuca się sprawy, z którymi nikt nie wie co robić”. Ekspert podkreśla, że dopóki nie zreformujemy tej instytucji nie ma mowy o partycypacji Polski w projektach takich jak kontrwywiad UE.

„Kukliński: Czołem, Majorze! Jak kontrwywiad ocenia nastrój szefa?
Putek: Kontrwywiad operacyjnie nie rozpracowuje Ministra Obrony Narodowej.
Kukliński: To był żart.
Putek: Żarty kontrwywiadu kończą się na podpułkownikach.”

„Jack Strong”

Z dużym entuzjazmem śledzę dyskusję dotyczącą ewentualnego powołania kontrwywiadu Unii Europejskiej. Też dostrzegam taką potrzebę, zwłaszcza jak popatrzę przez pryzmat mojego rachunku bankowego. Powiem więcej: wizja powstania takiej organizacji, a zwłaszcza wyobrażenie mojego w niej udziału, pobudza we mnie niezwykle pozytywne uczucia. Marzenia o wysokich zarobkach wolnych od podatków. I o prestiżu lepszym niż w kancelarii adwokackiej.

Zaraz potem jednak daje o sobie znać ta cholerna paranoja, którą zaraziłem się w Zarządzie II UOP, nieuleczalna na resztę życia. Wracam na ziemię. No i są pytania…

Na przykład, jak mamy dzielić się wiedzą operacyjną z partnerami z UE skoro nie potrafimy bez bólu oddać podstawowych informacji innej, własnej, krajowej służbie, z którą powinniśmy współdziałać w sposób najbardziej naturalny? Pamiętacie jaki jazgot wywołała próba odtworzenia koordynacji w 1998 roku? Kto nie pamięta, nie ma czego żałować.

Największy problem jest na naszym podwórku. No bo z czym mielibyśmy wmaszerować do tej unijnej służby kontrwywiadu? Z tym molochem pod nazwą ABW, który przez lata upychał w swoich kompetencjach absolutnie wszystko, co tylko się dało, nie bacząc na dublowanie się z innymi służbami, na niewydolność organizacyjną i na braki w merytorycznym przygotowaniu ludzi? I nie wynikało to bynajmniej z ambicji kolejnych szefów tej instytucji, a z przyzwyczajenia polityków. Agencję traktowano jak śmietnik, do którego wrzucano sprawy, z którymi nikt nie wiedział co robić. Dziś kontrwywiad tonie w morzu innych tematów. Jest częścią ogromnej służby odpowiedzialnej i za operacje, i za realizacje. Za narkotyki, za terroryzm, za ekonomię państwa, za mafie i za ekstremizmy polityczne. Za zatrzymania, przesłuchania, podsłuchiwania. Za ochronę informacji niejawnych i za proliferację . I tak dalej…

A powinien odpowiadać wyłącznie za informacje. Za zdobywanie najbardziej wartościowych danych. Tylko wtedy będzie wolny od medialnych i politycznych obciążeń kiedy przestanie istnieć politycznie. Nie do tego powinien służyć kontrwywiad, jeśli chcemy jeszcze marzyć o stawianiu czoła najsilniejszym agencjom wywiadowczym świata. I jeśli chcemy być partnerem w jakichś międzynarodowych strukturach dla profesjonalistów.

No tak, ale tak jak w PRL dążyli do komunizmu, tak my dążymy dzisiaj do profesjonalizmu. Tylko ważne, aby dążeń nie pomylić z rojeniami…

Fot. Materiały własne

Szwedzki kontrwywiad z powodzeniem zatrzymał agenta rosyjskiego wywiadu zagranicznego na terenie Sztokholmu.

26 lutego br. Säpo (szwedzki kontrwywiad – przyp. red.) w restauracji położonej w centrum Sztokholmu dokonało zatrzymania jednego z dwóch mężczyzn siedzących przy stole. Aresztowanym mężczyzną był 45-letni Szwed, ojciec wielodzietnej rodziny, który pracował jako konsultant techniczny.

Drugim z mężczyzn siedzącym przy stole był rosyjski dyplomata, radca ambasady Jewgienij Umerenko. Według Säpo to pracownik rosyjskiej służby wywiadowczej SVR i jeden z najbliższych pracowników ambasadora Wiktora Tatarintsewa. Umerenko teraz, nieco po ponad dwóch tygodniach od opisywanego wydarzenia, pozostaje w Szwecji, co irytuje tamtejsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które wezwało rosyjskiego ambasadora Wiktora Tatarintsewa i zażądało, aby dyplomata opuścił kraj.

Prokurator Chamberlain Mats Ljungqvist, który prowadzi wstępne dochodzenie przeciwko zatrzymanemu Szwedowi, poinformował że sprawa jest bardzo wrażliwa. Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło spotkanie z Tatarintsewem, ale potem nie chciało informować o jego przebiegu. Jednocześnie Säpo poinformowało, że nie jest zaangażowane w decyzję Ministerstwa Spraw Zagranicznych – ale potwierdza, że rosyjski dyplomata jest nią związany. Mamy sprawę, z którą związany jest oficer wywiadu, jako podejrzany w tej sprawie. Ma immunitet dyplomatyczny, więc nie można go ścigać zgodnie z zasadami prawa karnego obowiązującymi w Szwecji, mówi Sofia Hellqvist, sekretarz prasowy w Säpo. Prawdopodobnie Umerenko nie będzie mógł zostać akredytowany w żadnym kraju zachodnioeuropejskim.

Jeśli nie opuści Szwecji do 30 kwietnia, może zostać aresztowany, ponieważ jego akredytacja wygasa w tym czasie. Byłoby nierozsądne, gdyby został tam po 30 kwietnia – mówi źródło Expressen.

Szef Säpo Klas Friberg twierdzi, że ze względu na charakter dochodzenia nie może komentować tej sprawy, ale zaskoczył go fakt, że Umerenko nadal jest w Szwecji. Jestem zaskoczony, że osoba, którą uważamy za zaangażowaną w tę sprawę nie opuściła kraju.

Expressen nawiązał kontakt z przedstawicielami ambasady rosyjskiej, a także minister spraw zagranicznych Margot Wallström za pośrednictwem swojego sekretarza prasowego, ale strony odmawiają komentarza w tej sprawie.

Źródło: Expressen.se

Fot. Pixabay

Były oficer amerykańskiego wywiadu wojskowego przyznał się do współpracy z chińskim wywiadem.

58-letni Ron Rockwell Hansen to mieszkaniec Syracuse w stanie Utah oraz były oficer amerykańskiego wywiadu wojskowego (Defense Intelligence Agency), który przyznał się do próby przekazania informacji dotyczącej obronności USA wywiadowi Chińskiej Republiki Ludowej. Wyrok zostanie ogłoszony 24 września 2019 roku.

Asystent prokuratora generalnego ds. bezpieczeństwa narodowego John C. Demers, amerykański prokurator John Huber z okręgu Utah i agent Paul Haertel z biura terenowego FBI w Salt Lake City odczytali zarzuty pod adresem Rona Hansena.

Hansen odszedł na emeryturę z armii amerykańskiej jako chorąży z doświadczeniem w wywiadzie elektronicznym i pracy z osobowymi źródłami informacji. Zna biegle język mandaryński i rosyjski. DIA zatrudniło Hansena jako cywilnego oficera prowadzącego w 2006 roku.

Hansen przez wiele lat posiadał uprawnienia do zajmowania stanowisk z dostępem do informacji ściśle tajnych i podczas swojej pracy w DIA podpisał szereg poufnych umów. Jak przyznał Hansen w porozumieniu o zawarciu ugody, na początku 2014 roku agenci chińskiego wywiadu wytypowali go jako potencjalny cel werbunku i zaczęli się z nim regularnie spotykać w Chinach. Chińscy agenci określili zakres informacji które mogłyby zainteresować chińską służbę wywiadowczą. Hansen otrzymał setki tysięcy dolarów za informacje, które im przekazał, w tym zebrane podczas różnych konferencji branżowych.

Między 24 maja 2016 roku, a 2 czerwca 2018 roku Hansen poprosił oficera prowadzącego pracującego dla DIA o informacje związane z obroną narodową, o których wiedział, że dla chińskiej służby wywiadu będą cenne. Hansen zgodził się działać jako pośrednik w sprzedaży tych informacji Chińczykom. Doradzał też oficerowi DIA, jak rejestrować i przesyłać informacje niejawne bez wykrycia tego faktu, oraz wyjaśnił, jak ukrywać i legalizować środki płatnicze otrzymane za przekazane informacje. Oficer ten jednak poinformował DIA o zachowaniu Hansena, a następnie współpracował z FBI w charakterze osobowego źródła informacji.

Jak przyznał Hansen w porozumieniu o zawarciu ugody sądowej, w dniu 2 czerwca 2018 roku spotkał się z oficerem DIA i otrzymał osobiście dokumenty zawierające informacje o które wcześniej zabiegał.

Dokumenty, które otrzymał Hansen, zawierały informacje klasyfikowane, dotyczące gotowości obronnej armii USA w konkretnym regionie powiązanym ściśle ze Stanami Zjednoczonymi.

Hansen przejrzał dokumenty, zapytał oficera DIA o opinię co do ich zawartości i sporządził pisemne notatki na ten temat.

Hansen poinformował oficera prowadzącego DIA, że zapamięta większość szczegółów dotyczących dokumentów, które otrzymał tego dnia od niego, ale będzie roztropniej jak ukryje kilka uwag na temat materiału w tekście dokumentu elektronicznego, który przygotuje na lotnisku przed wyjazdem do Chin.

Hansen zamierzał dostarczyć te informacje, agentom chińskiej służby wywiadowczej wiedząc, że ich ujawnienie jest działaniem na korzyść obcego wywiadu i ze szkodą dla interesów Stanów Zjednoczonych.

Hansen przyznał się do zebrania i próby dostarczenia informacji na temat obrony USA w celu udzielenia pomocy zagranicznemu rządowi. Zawarcie ugody w tej sprawie wymagało zgody na wyrok w wymiarze 15 lat pozbawienia wolności.

W dochodzenie zaangażowani byli specjalni agenci FBI, IRS, amerykańskiego Departamentu Handlu, Departamentu Obrony, kontrwywiadu amerykańskiej armii i DIA.

Źródło: www.justice.gov

Fot. Pixabay

Raport udostępniony przez estońskie służby wywiadu zagranicznego (Foreign Intelligence Service) stwierdza, że wpływy Chin rosną i ostrzega przed możliwymi zagrożeniami stwarzanymi przez urządzenia chińskiego pochodzenia.

W ostatnich latach Unia Europejska, podobnie jak Stany Zjednoczone i wiele innych krajów, przyjęła bardziej ostrożne stanowisko w sprawie chińskich inwestycji zagranicznych i technologii – czytamy w opublikowanym we wtorek raporcie FIS.

Chińskie inwestycje w Europie znacznie wzrosły w ostatnich latach. Zostały one poczynione we wszystkie sektorach gospodarki, ale w obszarach: transportowym i nowych technologii są szczególnie godne uwagi. Państwo Środka coraz częściej wykorzystuje inwestycje zagraniczne do realizacji swoich celów politycznych – czytamy w raporcie.

Ważnym aspektem jest to, że chińskie prawo nie chroni prywatnych firm przed ingerencją władz. Oznacza to, że jeśli jest to konieczne, rząd chiński będzie miał dostęp do najnowocześniejszych technologii lub poufnych informacji nabytych przez prywatną firmę – jak zauważyła estońska FIS.

Agencja wskazała również, że operacje cybernetyczne służące narodowym interesom Chin zyskały szeroki zasięg na całym świecie. Wykryto naruszenia bezpieczeństwa lub tzw. „backdoory” na chińskich urządzeniach IT, złośliwe oprogramowanie zostało znalezione na urządzeniach mobilnych, komputerach i bardziej zaawansowanych urządzeniach sieciowych – zauważył FIS.

Stwierdzono, że chińskie operacje cybernetyczne wspierają wysiłki partii komunistycznej i wojska oraz angażują się w szpiegostwo przemysłowe na rzecz chińskich firm technologicznych.

Kilka krajów – Stany Zjednoczone, Australia, Nowa Zelandia etc. – ograniczają stosowanie chińskiej technologii w krajowych rozwiązaniach telekomunikacyjnych z powodu podejrzeń, że może być ona wykorzystywana do celów wywiadowczych w interesie Chin lub strony trzeciej.

Chińskie krajowe prawo wywiadowcze stanowi, że każda organizacja i obywatel, zgodnie z prawem, wspierają, udzielają pomocy i współpracują w krajowych pracach wywiadowczych oraz strzegą tajemnicy wszelkich krajowych prac wywiadowczych, o których wiedzą. W ocenie estońskiej służby wywiadu zagrożenia te muszą być dokładnie przeanalizowane, aby uniknąć zależności, która mogłaby potencjalnie stanowić zagrożenie bezpieczeństwa zarówno dla sektora publicznego, jak i prywatnego.

Co do zasady, Chiny, w przeciwieństwie do Rosji, nie chcą dzielić społeczeństw zachodnich ani destabilizować swoich głównych partnerów handlowych, a chińska propaganda i lobbing koncentrują się głównie na wspieraniu jej interesów politycznych i gospodarczych – twierdzi FIS.

Chińska ludność mieszkająca w innych krajach jest również wykorzystywana do celów chińskiej propagandy. Chiny są coraz bardziej aktywne w operacjach propagandowych, nawiązywaniu kontaktów i intensyfikacji komunikacji z urzędnikami rządowymi, przedstawicielami samorządów lokalnych i politykami w innych krajach, a także we wzmacnianiu ich wpływu na nich – czytamy w raporcie rocznym.

Źródło: The Baltic Times

Fot. Pixabay

MSW przedstawiło projekt regulujący zasady ochrony danych obywateli w sektorze bezpieczeństwa. Ochrona prywatności stanie się tam wyjątkiem, a nie regułą.

Reforma ochrony danych osobowych to także dyrektywa policyjna, czyli tzw. brzydsza siostra RODO. Podczas gdy firmy i organizacje gorączkowo przygotowują się do wdrożenia nowego rozporządzenia, te organy państwa, które gromadzą dane o obywatelach w niejawny sposób, nierzadko posługując się kontrowersyjnymi metodami, mogą spać spokojnie. W ich świecie niewiele się zmieni, a jeśli się zmieni – to w kierunku jeszcze większej swobody działania i jeszcze mniejszej przejrzystości. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przedstawiło wreszcie projekt regulujący zasady ochrony naszych danych w sektorze bezpieczeństwa. Niestety, jest on tak dziurawy, że ochrona prywatności stanie się tam wyjątkiem, a nie regułą. Jak do tego doszło i czym to grozi? – zadaje pytanie Panoptykon na swoim portalu.

Wyjęci spod prawa

Na podstawie dyrektywy państwa członkowskie zobowiązane są przyjąć przepisy, zgodnie z którymi policja i inne podmioty zajmujące się przeciwdziałaniem przestępczości mogą pobierać tylko te dane, które są niezbędne do realizacji ich zadań. Żadnych danych na zapas, dla wygody i na wszelki wypadek. Prawo unijne pozostawia jednak furtkę w postaci „bezpieczeństwa narodowego” – ci, którzy się nim zajmują, nie podlegają ograniczeniom wynikającym z dyrektywy. Zgodnie z definicją bezpieczeństwa narodowego jest nim nie tylko praca kontrwywiadowcza prowadzona przez kontrwywiad wojskowy czy zapobieganie terroryzmowi przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ale nawet przeciwdziałanie korupcji w sporcie.

Efekt: pięć służb specjalnych jest wyjętych spod zakresu obowiązywania nowych przepisów i w konsekwencji nie będzie miało żadnych ograniczeń związanych z pozyskiwaniem danych osobowych.

Przykład: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego może pozyskiwać od Policji nagrania uczestników antyrządowych demonstracji, mimo że nie jest to niezbędne do realizacji jej ustawowych działań. Żadna ustawa tego nie zabroni, a Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nie skontroluje.

Dyrektywa minus

Nawet po wyłączeniu spod ustawy służb specjalnych zobowiązane do jej przestrzegania będą m.in. Policja i Straż Graniczna. Mogłoby się więc wydawać, że będziemy mieli – jako osoby, których dane te formacje wykorzystują – pewne uprawnienia. Fundamentalnym z nich jest prawo do uzyskania informacji, czy i jakie dane na nasz temat są przetwarzane i co się z nimi dzieje. Dyrektywa dopuszcza oczywiście wyjątki (np. związane z dobrem prowadzonego śledztwa), jednak autorzy ministerialnego projektu zdecydowanie wykroczyli poza inwencję twórców dyrektywy i dodali nowe ograniczenia. Jednym z nich jest propozycja, by nie można było ujawniać informacji pochodzących z tzw. czynności operacyjno-rozpoznawczych. Problem w tym, że takie czynności to worek bez dna obejmujący lwią część działań podejmowanych przez służby mundurowe: od podsłuchów, przez pobieranie danych telekomunikacyjnych, po obserwacje. A autorzy nie dodają, że ograniczenie to dotyczy wyłącznie sytuacji, w której cały czas prowadzone są działania, a ujawnienie informacji wywoła jakąś szkodę. Nawet jeśli śledztwo dawno jest zamknięte, bo np. Policja stwierdzi, że nie doszło do przestępstwa, to dostęp do tego, czy pobierano nasze informacje, będzie zamknięty raz na zawsze. Innym przykładem inwencji twórców projektu jest konieczność wykazania „żywotnego interesu”.

Przykład: Chcesz się dowiedzieć, czy przy okazji kradzieży roweru, którą zgłosiłeś na Policji wiele lat temu, funkcjonariusze nie pobierali twoich billingów – tak się bowiem składa, że jesteś adwokatem i nie życzysz sobie, by Policja miała informacje na temat tego, z kim rozmawiasz. Nie wiesz, czy Policja ma te dane, ale pytając o to, musisz wykazać, że uzyskanie tej informacji jest niezbędne do ochrony Twoich żywotnych interesów. Trudne? Właśnie takie ma być!

Artykuł ukazał się pierwotnie na panoptykon.org.

Fot. Pixabay

Izba Gmin Zjednoczonego Królestwa zagłosowała we wtorek wieczorem, za uznaniem wszystkich skrzydeł Hezbollahu, za organizację terrorystyczną ze względu na jego destabilizujący wpływ na Bliskim Wschodzie. Chociaż członkowie Partii Konserwatywnej pogratulowali decyzji o uznaniu wspieranego przez Iran Hezbollahu za grupę terrorystyczną, laburzyści przyrzekli ją zablokować.

Brytyjska Partia Pracy pozwoliła swym parlamentarzystom na swobodę głosowania zgodnie ze swoim sumieniem stwierdzając, że “nie ma wystarczających dowodów”, na to, że organizacja spełnia wszystkie kryteria kwalifikujące ją jako organizacje terrorystyczną. Oznacza to, że nie ma wiążącej instrukcji, jak głosować, a obecność podczas głosowania nie jest obowiązkowa.

Podczas debaty Louise Ellman powiedziała, że Hezbollah nie był i nie jest przyjacielem Wielkiej Brytanii. “Hezbollah jest organizacją terrorystyczną działającą na całym świecie” – powiedziała. “Flaga terrorystyczna Hezbollahu powiewała na ulicach Londynu” i sytuacja ta się nie zmieni, chyba że takowe przepisy zostaną uchwalone.

Niezależny poseł Mike Gapes, poinformował, że w Wielkiej Brytanii nie ma miejsca dla terrorystów lub terrorystów apologetów. Co więcej, brytyjski Minister Pracy, Wes Streeting, stwierdził, że popiera ustawę, ponieważ “kiedy wraca wieczorem do domu, musi potrafić spojrzeć sobie w oczy”. Dodał, że Hezbollah wewnętrznie nie dzieli własnych członków na polityczne i wojskowe skrzydło. Był on również, jednym z wielu polityków, którzy także sprzeciwiali się antysemickim oświadczeniom Hezbollahu. “Niektórzy z nas nie będą świadkami nienawiści do Żydów. Nie ulega wątpliwości, że Hezbollah jest barbarzyńską morderczą sektą.”

W poniedziałek brytyjski minister spraw wewnętrznych Sajid Javid powiedział, że rząd “nie jest już w stanie odróżnić organizacji uznanej za terrorystyczne skrzydło wojskowe od partii politycznej”. Jednak rzecznik Partii Pracy stwierdził w odpowiedzi na podjętą decyzję, że brytyjskie ministerstwo już wcześniej informowało, że “nie było wystarczających dowodów na to, że polityczne skrzydło Hezbollahu spełnia wszystkie kryteria klasyfikujące je jako organizację terrorystyczną”. Ministrowie nie dostarczyli żadnych wyraźnych dowodów wskazujących, że ten stan się zmienił”.

Zastępca sekretarza generalnego Hezbollahu, Naim Qassem powiedział, że “Hezbollah ma jedno kierownictwo. Wszelkie działania polityczne, społeczne, a także dżihad związane są z decyzjami tego kierownictwa. To samo kierownictwo, które kieruje pracami parlamentarnymi i rządowymi, prowadzi także dżihad przeciwko Izraelowi.” Sekretarz generalny Hezbollahu, Hassan Nasrallah podkreśla, że “historia skrzydła militarnego i skrzydła politycznego jest dziełem Brytyjczyków”.

W swoim oświadczeniu Partia Pracy stwierdziła jednak, że uznanie za organizację terrorystyczną “politycznego skrzydła Hezbollahu utrudniłoby stosunki z Libanem, ponieważ Hezbollah jest członkiem libańskiego rządu koalicyjnego”.

Minister spraw wewnętrznych musi więc teraz wykazać, że ta decyzja została podjęta w obiektywny i bezstronny sposób, a jej motywy były jasne i poparte dowodami, a nie ambicjami przywódczymi.

Źródło: The Jerusalem Post

Fot. Pixabay

Ministerstwo Cyfryzacji udostępniło Fundacji Panoptykon statystyki, które pokazują, ile razy w latach 2016–2017 ABW pobierała zdjęcia paszportowe z bazy prowadzonej przez resort.

To efekt naszej grudniowej wygranej przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie. Okazuje się, że nie wszystko, co dotyczy służb, musi być tajne!

Perypetie sukcesu

Początek sprawy sięga sierpnia 2017 r. – to wtedy wysłaliśmy do Ministerstwa Cyfryzacji wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej tego, ile razy w latach 2016–2017 ABW pobierała zdjęcia paszportowe zgromadzone w prowadzonej przez MC centralnej ewidencji dokumentów paszportowych. Nasze pytanie zainspirował opublikowany w lipcu 2017 r. materiał Gazety Wyborczej, która twierdziła, że ABW tworzyła listy uczestników protestów w obronie niezawisłości sądów poprzez porównywanie policyjnych nagrań z manifestacji ze zdjęciami zgromadzonymi w centralnej ewidencji.

Przypomnijmy: ABW może uzyskiwać dostęp do wszystkich państwowych rejestrów, w tym do centralnej ewidencji dokumentów paszportowych, w drodze tzw. teletransmisji, czyli bez konieczności każdorazowego występowania z wnioskiem o dostęp do danych konkretnej osoby. Nad tym, jak ABW wykorzystuje stałe łącze, nie ma żadnej kontroli, a sama Agencja wielokrotnie odmawiała nam dostępu do informacji o tym, jak często korzysta ze swoich uprawnień. To dlatego tym razem zwróciliśmy się do resortu cyfryzacji, którego system rejestruje zapytania Agencji.

Zapytania przechowywane w logach systemu dotyczą realizacji ustawowych zadać ABW.

Ministerstwo Cyfryzacji stwierdziło jednak, że logi, w których przechowywane są zapytania ABW, mają charakter techniczny i nie są informacją publiczną. Po bezowocnej próbie przekonania Ministerstwa do naszej interpretacji w marcu 2018 r. złożyliśmy skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

W grudniowym wyroku sąd przyznał nam rację i nakazał Ministerstwu ponownie rozpatrzyć nasz wniosek. W uzasadnieniu sąd podkreślił, że nasza prośba dotyczy nie czysto technicznego wykazu logowań do systemu, ale zbiorczej liczby zapytań, poprzez które ABW realizuje swoje ustawowe zadania, a więc informacji publicznej. Przez ponad miesiąc w napięciu czekaliśmy na uprawomocnienie się wyroku – gdyby MC złożyło skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, na ewentualne statystyki poczekalibyśmy kolejne kilka lat. Na szczęście MC nie poszło tą drogą, tylko udostępniło nam dane, o które wnioskowaliśmy. Co dostaliśmy i dlaczego to ważne?

Wiedza kontra bezpieczeństwo

Zbiorcze dane, które udostępniło nam Ministerstwo Cyfryzacji, pokazują duże wahania częstotliwości zapytań: od zera w grudniu 2016 r. do 557 zapytań w październiku 2017 r., bez wyraźnego trendu malejącego lub rosnącego. Na przestrzeni dwóch lat (2016–2017) ABW skierowała do centralnej ewidencji dokumentów paszportowych łącznie 3732 zapytania, co daje średnio 155,5 zapytań na miesiąc. Trudno jednak wyciągnąć z tego daleko idące wnioski, ponieważ „zapytanie” nie jest zdefiniowane – nie wiadomo nawet, ilu osób jednorazowo dotyczy.

Zestawienie liczby zapytań, które w latach 2016–2017 ABW skierowała do centralnej ewidencji dokumentów paszportowych

Mimo trudności z wyciąganiem kategorycznych wniosków dostęp do statystyk jest przydatny i stanowi choć szczątkową kontrolę nad służbami. Statystyki pokazują tendencje i umożliwiają zadawanie pytań, np. co oznacza gwałtowny wzrost liczby zapytań w październiku i listopadzie 2017 r.?

Służby, w tym ABW, wielokrotnie odmawiały nam dostępu do statystyk, nawet tych archiwalnych, twierdząc, że ich ujawnienie spowoduje zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Coraz częściej wtórują im w tym niestety sądy. Teraz, ze świeżymi statystykami przed oczami, możemy zadać sobie pytanie: czy naprawdę ujawnienie tych danych tak bardzo zagroziło bezpieczeństwu naszego kraju?

Teraz, ze świeżymi statystykami przed oczami, możemy zadać sobie pytanie: czy naprawdę ujawnienie tych danych tak bardzo zagroziło bezpieczeństwu naszego kraju?

W wyroku z 2012 r. NSA pisał, że w demokratycznym państwie prawnym niezwykle istotne jest to, by działalność służb specjalnych „podlegała społecznej kontroli w obszarach, które nie ograniczają możliwości ich skutecznego działania i nie dotyczą konkretnych prowadzonych postępowań czy też stosowanych metod operacyjnych”. Dane, jakie uzyskaliśmy od MC, w naszej opinii w żaden sposób nie wykraczają poza zakreślone przez NSA granice społecznej kontroli.

Od statystyk do realnej kontroli nad służbami jeszcze kawałek drogi. Docelowo każda osoba powinna móc dowiedzieć się, czy służby miały dostęp do jej danych, i poprzez Urząd Ochrony Danych Osobowych zweryfikować, czy było to zasadne.Taką możliwość przewidywała unijna dyrektywa policyjna, jednak w Polsce nie będzie to miało miejsca – nasz ustawodawca w implementującej dyrektywę ustawie (tzw. DODO) wyłączył z zakresu jej obowiązywania wszystkie służby specjalne.

Nie wszystko musi być tajne

Od jakiegoś czasu obserwujemy tendencję, którą ochrzciliśmy mianem „kultury najwyższej tajności”. Dotychczas sądy w sprawach dotyczących statystyk wykorzystywania uprawnień służb stawały po stronie jawności, teraz coraz powszechniejsza staje się retoryka strachu przed „wojną terroryzmu z całym światem demokratycznym”, niepoparta merytorycznymi argumentami. Nawet dane, które kiedyś były w oczywisty sposób jawne (chociażby statystyki dostępu do billingów), są dziś zasnute mgłą tajemnicy. Dużym problemem jest też brak realnej weryfikacji nakładania klauzul tajności przez służby. A konsekwencje nie są błahe – w praktyce wszystkie dane osobowe uznane przez służby za informacje niejawne będą wyłączone spod reżimu przepisów o ochronie danych osobowych i objęte pozbawioną realnych gwarancji i niezgodną z prawem unijnym ustawą DODO.

W tym kontekście udostępnienie statystyk przez Ministerstwo Cyfryzacji, niewpisujące się w ten negatywny trend, szczególnie nas cieszy. Pokazuje, że nie wszystko, co dotyczy służb, musi być z automatu „tajne, bo tak”. Zmotywowani tym sukcesem będziemy dalej walczyć o kontrolę nad działaniami służb.

Karolina Iwańska

Współpraca: Wojciech Klicki

Tekst ukazał się pierwotnie na stronie Fundacji Panoptykon.

Fot. Pixabay

Marcin Siuda, podpułkownik rezerwy ABW, przedstawia na łamach portalu O służbach swoje przemyślenia na temat idei kontrwywiadu UE. To kolejny głos w dyskusji jaką zapoczątkował swoim tekstem płk Paweł Białek.

W czasie mojej ponad 20 letniej służby w UOP i ABW niejednokrotnie brałem udział w przedsięwzięciach realizowanych w ramach współpracy z zagranicznymi służbami partnerskimi. Tego typu działania są zawsze okazją do dyskusji na temat roli i wagi współpracy pomiędzy służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo państwa. Po przystąpieniu Polski do UE współpraca ta nabrała głębszego wymiaru. Staliśmy się pełnoprawnym członkiem wspólnoty europejskiej. Służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa i jego porządek konstytucyjny musiały przygotować się na przeciwdziałanie nowym zagrożeniom, jak wspomniany w artykule przez płk. Pawła Białka międzynarodowy terroryzm, czy rozprzestrzenianie broni masowego rażenia.

Czytając jawne raporty publikowane przez większość europejskich służb kontrwywiadowczych (w latach 2008-2014 ABW również publikowała raporty roczne ze swojej działalności. W 2016 r. wszystkie zniknęły ze stron internetowych Agencji) dowiadujemy się, że obok terroryzmu i proliferacji broni masowego rażenia służby te rozpoznają także wymierzone przeciw własnym państwom UE wrogie działania służb rosyjskich.

W zgodnej opinii decydentów i podległych im służb nie sposób skutecznie zwalczać powyższych zjawisk bez współpracy ze służbami partnerskimi. Czy zatem w świetle nowych zagrożeń bezpieczeństwa Unii, wspomnianych w liście Prezydenta Macrona, kolejnym etapem zacieśniania tej współpracy mogłoby być powołanie nowej paneuropejskiej służby kontrwywiadu?

Moje dotychczasowe doświadczenie każe pozostać sceptycznym wobec wszelkich prób nadmiernej instytucjonalizacji współdziałania służb w obrębie danej organizacji/grupy państw. Państwa członkowskie UE zawsze zastrzegały sobie prawo do samodzielności w zakresie zapewniania bezpieczeństwa i ochrony swoich własnych interesów. Do dziś pamiętam gorączkowe zabiegi jednej ze służb, usiłującej na wszelkie sposoby przekonać swoich partnerów, a za ich pośrednictwem decydentów politycznych, do utrzymania tego status quo w Traktacie Lizbońskim. Dlatego też zgadzam się w płk. Białkiem, który pisze o swoistym egoizmie narodowym, który uniemożliwia skuteczne tworzenie struktur pogłębiających unijną integrację.

Na podstawie własnych doświadczeń mogę natomiast stwierdzić, że rozwiązania formalne nie zawsze są skutecznym lekarstwem na dobrą, czyli efektywną współpracę służb.

Podstawowym elementem takiej współpracy jest przede wszystkim interes służby rozumiany jako właściwa realizacja zadań ustawowych prowadząca do pozytywnej oceny służby przez decydentów, a co za tym idzie wzrostu nakładów budżetowych na jej działania, wzrost prestiżu etc. W tym kontekście, w odniesieniu do zwalczania niektórych zagrożeń, interes służb wymaga współpracy. I tak, identyfikacja i aresztowanie w 2008r. jednego z najgroźniejszych rosyjskich szpiegów działających na szkodę NATO była możliwa jedynie dzięki współpracy kontrwywiadów kilku krajów, z których każdy załatwiał de facto własny interes – likwidował zagrożenie rosyjskie na własnym terenie.

Innym czynnikiem warunkującym efektywną współpracę służb jest zaufanie, które w przypadku tak delikatnej materii jak kontrwywiad buduje się latami. Czynnik o tyle ważny, co niewymierny a tym bardziej niemożliwy do ujęcia w ramy przepisów.

Kolejny element to wzajemność. Niewiele służb na świecie, w tym kilka w Europie stać na dzielenie się własnymi informacjami nie oczekując nic w zamian (mam na myśli wymianę informacji).

W mojej opinii zorganizowane przeciwdziałanie nowym zagrożeniom dla państw UE jest możliwe przy wykorzystaniu istniejących mechanizmów współpracy służb, które wymagają jedynie rewizji i dostosowania do zmieniającego się horyzontu bezpieczeństwa (security landscape).

W proces ten należy również, a może przede wszystkim, włączyć decydentów, a więc uzmysłowić politykom, że służby są po to żeby służyć państwu, czyli wspomagać tych którzy posiadając demokratyczny mandat wyborców sprawują władzę.

Najistotniejszym elementem tego procesu powinno być opracowanie wspólnej i uzgodnionej oceny zagrożeń, która byłaby przedmiotem akceptacji np. Rady Europejskiej, czyli najwyższego ciała politycznego Unii. Dokument taki stanowić może punkt wyjściowy do dalszych prac realizowanych przez służby przy wykorzystaniu istniejących platform współpracy np. rozszerzenie mandatu Unijnego Koordynatora ds. Terroryzmu uplasowanego w Sekretariacie Generalnym Rady poprzez utworzenie jednostki produkującej uzgodnione i nieuzgodnione (agreed/non-agreed) analizy i informacje. Innym rozwiązaniem mogłoby być dostosowanie do nowych wyzwań mandatu Counter Terrorism Group.
Można również rozważyć sformułowanie nowych zadań dla innych działających platform współpracy służb europejskich, tak aby po Brexicie, można było nadal korzystać z doświadczeń służb brytyjskich.

Biorąc pod uwagę procesy decyzyjne Unii postulaty prezydenta Macrona raczej nie doczekają się realizacji przed nadchodzącymi wyborami do PE. Pozostanie tylko liczyć na wolę i możliwość doraźnej współpracy eksperckiej kontrwywiadów w zakresie rozpoznawania i przeciwdziałania próbom wrogich ingerencji w procesy wyborcze.

W dalszej perspektywie zacieśniania współpracy w zakresie bezpieczeństwa i obrony UE dyskusja na temat zasygnalizowanego przez płk. Pawła Białka problemu wydaje się nieunikniona. Pozostaje mieć nadzieję, że narodowe partykularyzmy nie przeważą na rzecz wzmacniania kolektywnych zdolności obronnych w tym przed działaniem wrogich wywiadów.

Marcin Siuda: podpułkownik rezerwy ABW: Absolwent Arabistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego (1991). Od 1991 do 2016 oficer Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Od 2007 roku zastępca Dyrektora Centrum Analiz ABW. Od 2011 Doradca Szefa Agencji. W latach 2011 – 2014 analityk w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli. Od 2014 – 2016 oficer łącznikowy ABW przy NATO. W roku akademickim 2017/2018 wykładowca na kierunku Bezpieczeństwo Narodowe w Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej. Ekspert Fundacji Polskie Centrum Analityczne.

Publikacje:
− „Proliferacja towarów i technologii podwójnego zastosowania. Rola ABW w zakresie przeciwdziałania tego typu zagrożeniom” (wspólnie z Michałem Stężyckim i Pauliną Dudzik): Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego (1)2009.
− „Belgijska Służba Bezpieczeństwa Państwa” – wybrane aspekty działań w ramach profilaktyki kontrwywiadowczej: Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego 9(5)2013.

Fot. Materiały własne.