Home Archive by category Energetyka (Page 2)

Energetyka

Duński operator sieci gazowych, spółka Energinet, uczciwie informuje w swoim komunikacie, że w odniesieniu do Baltic Pipe „ istnieje naturalna niepewność co do daty jego operacyjności”. Jednocześnie Duńczycy przedstawiają „plan B” na wypadek opóźnień tej inwestycji. Polsce daleko do skandynawskich standardów – u nas w tej sprawie nie dzieje się nic.

Baltic Pipe to planowany gazociąg łączący norweskie złoża gazu na Morzu Północnym z Danią i Polską o przepustowości 10 mld m3 gazu rocznie, który według harmonogramu inwestycji ma być operacyjny w 2022 r. Ta data ma kluczowe znaczenie ponieważ wiąże się ona z potencjalnym końcem dostaw rosyjskiego błękitnego paliwa dostarczanego do Polski przez Gazprom. W związku z tym jakiekolwiek opóźnienie Baltic Pipe może być bardzo groźne dla odbiorców.

O potencjalnych problemach z dotrzymaniem harmonogramu Baltic Pipe pisałem już kilkukrotnie m.in. w swojej książce „Stawka większa niż gaz” oraz licznych publikacjach na portalu O służbach. Próbowałem tym samym wypełnić istotną lukę jaką jest niepodnoszenie w branżowym dyskursie ryzyk wspomnianego projektu. W ostatnich miesiącach jedynie Jerzy Kurella, były prezes PGNiG, podkreślał, że „dla nikogo w sektorze gazowym nie jest tajemnicą, że harmonogram projektu jest niesłychanie napięty i praktycznie przebiega na ścieżce krytycznej”. Większość komentatorów omija jednak temat potencjalnych problemów Baltic Pipe szerokim łukiem, co jest zrozumiałe, ponieważ w związku z „polonizacją” sektora energetyczno-paliwowego w Polsce spółki skarbu państwa są dziś właściwie jedynym obszarem ich zarobkowania. Można wręcz mówić o pewnym tabu w opisie najważniejszego projektu gazowego realizowanego przez III Rzeczpospolitą.

Zupełnie inaczej wygląda to w Danii, która partycypuje w Baltic Pipe. Tamtejszy operator, spółka Energinet, uczciwie informuje w swoim komunikacie, że w odniesieniu do wspomnianej inwestycji „wciąż istnieje naturalna niepewność co do daty jego operacyjności, ponieważ – jak zawsze w przypadku dużych projektów – mogą na nią mieć wpływ nieprzewidziane zdarzenia”. W tej samej depeszy firma informuje również o „planie B” na wypadek, gdyby Baltic Pipe się opóźnił. Świadczy to o jej profesjonalizmie ponieważ Dania w 2022 będzie w podobnej sytuacji jak Polska. Duńczycy prowadzą prace na gigantycznym złożu Tyr, które do połowy 2022 r. nie będzie operacyjne i bez nowego połączenia z Norwegią dostawy gazu dla odbiorców mogą być zagrożone. Dlatego Energinet opracował alternatywną strategię, w ramach której, będzie zabezpieczać swoje bezpieczeństwo zapasami w magazynach i importem surowca z Niemiec (a więc de facto z Nord Stream).

W Polsce, w przeciwieństwie do Danii, nikt nie informuje o „planie B” na wypadek problemów z harmonogramem Baltic Pipe i łączników gazowych z krajami wyszehradzkimi. Prezes PGNiG Piotr Woźniak stwierdził wręcz beztrosko: „nie mamy planu B, liczymy, że inwestycja się powiedzie”. Był to zapewne po prostu przypływ szczerości. W końcu polski rząd deklaruje, że do 2022 r. z rosyjskiego gazu zrezygnujemy, Baltic Pipe na pewno się uda, a import gazu z Niemiec jest niebezpieczny bo pochodzi z Nord Stream. Poza tym część niemieckiej infrastruktury strategicznej należy tam do Gazpromu. Bezsprzecznie jest w takiej optyce sporo racji, ale profesjonalne podejście do tematu wymaga jednak nakreślenia negatywnego scenariusza tak by zminimalizować potencjalne straty odbiorców. Tak się jednak nie dzieje…

Fot. Pixabay

Rosyjskie LNG groźne dla Europy. W listopadzie Rosjanie drugim największym dostawcą

Według danych ICIS w listopadzie 2018 r. dostawy rosyjskiego LNG były drugim największym wolumenem tego surowca dostarczanym do Europy. Prym wiedzie Katar. We wrześniu gaz skroplony z Rosji również stanowił istotny element w strukturze zaopatrywania Starego Kontynentu przy czym były to mniejsze ilości aniżeli dostarczone przez dostawcę katarskiego, Nigerię i Algierę.

Powyższa sytuacja rodzi kilka konkluzji:

• Dane ICIS z pewnością zostaną wykorzystane propagandowo przez Rosję. Rosjanie będą chcieli uwypuklić szczątkowe dane z listopada i hiperbolizować swoją pozycję rynkową.
• Znaczenie rosyjskich dostaw LNG do Europy w zimie (bo tylko wtedy są realizowane z terminalu Jamał LNG) mogą być kluczowe jeśli sytuacja pogodowa na Starym Kontynencie będzie zła (przedłuży się okres niskich temperatur).
• Po rozbudowie jamalskiego gazoportu (tzw. trzeci etap inwestycji) udział LNG z Rosji w zimowych dostawach do Europy może jeszcze bardziej wzrosnąć.

Ryzyka:

W br. mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której przedłużające się chłody na przełomie lutego i marca spowodowały duże problemy z zaopatrzeniem w gaz Francji, Niemiec i Beneluksu. 11 marca łączne zapasy gazu ziemnego w tych państwach wyniosły 7,1 mld m3 z czego około 4 mld zmagazynowano w niemieckim Reden. Sytuacja była niezwykle poważne, a uratował ją…Gazprom. To na ten okres notuje się rekordowy eksport gazu ziemnego z Rosji. Oczywiście Kreml może takie sytuacje próbować wykorzystywać politycznie. Jamał LNG bardzo to ułatwi ograniczając aktywność innych dostawców gazu skroplonego.

Fot. ICIS

Rosja uderza w polski gazoport. Otwiera duży terminal w Kaliningradzie

Rosja otwiera swój własny terminal LNG o dużej mocy w obwodzie kaliningradzkim. To olbrzymie zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Agencja Interfax poinformowała dziś (3 grudnia), że pływający terminal LNG (jednostka FSRU) dotrze w połowie grudnia w okolice Kaliningradu. Został on zbudowany przez stocznię Hyundai Heavy Industries Co. Ltd (tę samą, która zbudowała litewski gazoport Independent), a wartość kontraktu wyniosła 294,77 mln USD. Jednostka nosząca nazwę „Marszałek Wasilewski” (właściwie Aleksandr Wasilewski, szef sztabu generalnego ZSRS w okresie II wojny światowej) została wykonana dla spółek zależnych Gazpromu. Jej moc regazyfikacyjna wyniesie około 2,5 mld m3 rocznie (dla porównania polski gazoport ma moc 5 mld m3). Nowa infrastruktura będzie operacyjna już w styczniu i ma oficjalnie uniezależnić obwód kaliningradzki od dostaw gazu z Litwy.

Otwarcie terminalu LNG o stosunkowo dużych możliwościach w rosyjskiej eksklawie może zmienić sytuację na polskim rynku gazu, co stanowi bardzo duże zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa energetycznego. Do tej pory Gazprom sprzedawał prywatnym spółkom w Polsce niewielkie ilości LNG ze swoich skromnych instalacji w obwodzie kaliningradzkim (przewoził je cysternami). Od stycznia 2019 r. będzie mógł wykorzystać postępujący proces liberalizacji rynku gazowego w naszym kraju oraz wypracowane mechanizmy biznesowe i kontakty do zwiększenia dostaw tego paliwa na rynek nad Wisłą. 

WIĘCEJ O SPRAWIE GAZOPORTU W OBWODZIE KALININGRADZKIM W KSIĄŻCE: STAWKA WIĘKSZA NIŻ GAZ

Z tego względu należy spodziewać się zaskarżenia przez lokalnych partnerów Gazpromu ustawy o zapasach w Komisji Europejskiej – ponieważ blokuje ona działalność prywatnych podmiotów wzmacniając monopol PGNiG. Ze względów geograficznych nasilająca się w Polsce sprzedaż rosyjskiego LNG uderzy w gazoport w Świnoujściu, a także w gazoport w litewskiej Kłajpedzie. Gazprom prawdopodobnie użyje dumpingowych cen surowca by zdobyć udziały w naszym rynku, a gdy osiągnie ten stan uzyska nowe możliwości politycznego oddziaływania na Polskę.

Otwarcie w grudniu terminalu LNG w obwodzie kaliningradzkim o stosunkowo dużych mocach może zmienić sytuację na polskim rynku gazu. Click To Tweet

Operacyjność kaliningradzkiego terminalu LNG zbiegnie się w czasie z koniecznością wypracowania decyzji przez polski rząd czy kontynuować współpracę w ramach kontraktu jamalskiego z Gazpromem. Ewentualna renegocjacja tej umowy, jeśli władze w Warszawie będą nią zainteresowane (to zależy od dotrzymania harmonogramu Baltic Pipe) musi zakończyć się do 2022 r. Niewykluczone, że rosyjski koncern przedstawi Polsce atrakcyjną cenowo ofertę w formule częściowej indeksacji cen gazu do cen ropy, a częściowej do giełdy (casus chorwacki), a także hybrydowe dostawy rurociągowe i LNG. W zamian Rosjanie mogą zażądać wieloletniej umowy i zmiany punktu odbioru gazu z granicy z Ukrainy na granicę z Niemcami, co de facto oznaczałoby przyłączenie się naszego kraju do projektu Nord Stream 2.

Operacyjność kaliningradzkiego terminalu LNG zbiegnie się w czasie z koniecznością wypracowania decyzji przez polski rząd czy kontynuować kontrakt jamalski. Click To Tweet

O tym, że Gazprom może używać nowego terminalu LNG do nacisków politycznych na rynkach, w których utrzyma bądź wzmocni swoją pozycję, świadczą dwie rzeczy. Przede wszystkim dotychczasowa praktyka tego koncernu. Przypomnijmy, że ostatnie problemy z dostawami rosyjskiego gazu do Polski miały miejsce podczas wizyty amerykańskiego prezydenta, Donalda Trumpa, w Warszawie oraz podczas szczytu NATO w polskiej stolicy. Po drugie już sama nazwa nowego gazoportu należącego do Gazpromu nie pozostawia wątpliwości, że mamy tu do czynienia z wojenną retoryką w przeciwieństwie do niepodległościowej narracji jaka towarzyszyła otwarciu terminala LNG na Litwie.

Do sprawy będziemy się odnosić w kolejnych tekstach na portalu O służbach.

Fot. Klaipedos Nafta

Tchórzewski przed COP jak gospodarz serwujący wegetariańskim gościom dania mięsne

Wszystkie oczy energetycznego świata zwrócone będą w najbliższych dniach na Katowice, gdzie odbywać się będzie kolejny szczyt klimatyczny. Polska jest jego gospodarzem – dodajmy dość nietypowym. Przypomina bowiem człowieka, który zaprosił do swojego domu gości, którzy są wegetarianami. Mimo to na kolację serwuje im tylko dania mięsne.

24. COP, który rozpocznie się 3 grudnia, zgromadzi w jednym miejscu ponad 50 kluczowych światowych polityków, którzy będą debatować nad tym jak zatrzymać zmiany klimatyczne. Po podpisaniu porozumień paryskich osiągnięto konsensus w kontekście konieczności ratowania naszej planety przed globalnym ociepleniem, które z powodu emisji gazów cieplarnianych, zagraża stabilności politycznej i gospodarczej świata. Polska i Unia Europejska poznała przedsmak tych zagrożeń gdy w 2015 r. w południowe granice Starego Kontynentu uderzył kryzys migracyjny.

Mimo powagi sytuacji jaki spoczywa na gospodarzu COP, Polska, postanowiła rzucić na szalę własny autorytet i podjąć ryzykowną grę obliczoną niestety nie na wypracowanie światowego konsensusu klimatycznego, ale raczej utrzymania równowagi politycznej w kraju. Nieprzypadkowo na kilka dni przed szczytem w Katowicach Ministerstwo Energii opublikowało długo oczekiwaną Politykę Energetyczną do 2040 r., która mocno wspiera lobby węglowe. Jak inaczej tłumaczyć bowiem odsunięcie wszelkich decyzji mogących ograniczyć rolę tego surowca poza horyzont 2030 r.?

Ministerstwo Energii na kilka dni przed szczytem COP w Katowicach opublikowało długo oczekiwaną Politykę Energetyczną do 2040 r., która mocno wspiera lobby węglowe. Click To Tweet

Taka strategia naraża Polskę na utratę wiarygodności w przededniu COP i wcale nie służy naszemu państwu. Nawet na górniczym Śląsku wydobycie węgla spada a utrzymanie stabilności krajowej energetyki spoczywa na eksporterach rosyjskiego węgla.

Jeśli przyjrzeć się wnikliwie przedstawionemu przez Ministerstwo Energii miksowi energetycznemu to okaże się, że większość jego założeń uderza w Unię Europejską i sprzyja kapitałowi rosyjskiemu. Przykłady?

Minister Krzysztof Tchórzewski zakłada powstanie elektrowni atomowej w 2033 roku, co biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia, wydaje się raczej nierealne. Tymczasem obietnica realizacji tego projektu padła w Brukseli w zamian za zgodę Komisji Europejskiej na rynek mocy. Przesuwanie inwestycji poza 2030 r. to jasny sygnał, że Polska nic nie robi sobie z konieczności walki z emisją CO2 – przypomnijmy w przededniu COP. Oczywiście w zamian utrzymamy do końca trzeciej dekady XXI w. 60% udziału węgla w wytwarzaniu energii, co biorąc pod uwagę wzrastające tempo jego importu z Rosji musi cieszyć firmy z Zagłębia Kuzbaskiego.

Jeśli przyjrzeć się wnikliwie przedstawionemu przez Ministerstwo Energii miksowi energetycznemu to okaże się, że większość jego założeń uderza w Unię Europejską i sprzyja kapitałowi rosyjskiemu. Click To Tweet

Na domiar złego, Tchórzewski regularnie „angażuje” spółki giełdowe (Orlen, PGE) w realizację projektu jądrowego, co każdorazowo powoduje spore spadki kursów. Oczywiście bez konsekwencji dla wypowiadającego te słowa za to wpływając negatywnie na obsługę długów przez te podmioty. Kluczowe firmy były więc sukcesywnie osłabiane przez resort energii i to w momencie gdy Orlen prawdopodobnie rozpoczyna kluczowe negocjacje odnośnie nowych kontraktów na dostawy ropy, a PGE „walczy o życie”.

Tchórzewski regularnie angażuje spółki giełdowe (Orlen, PGE) w realizację projektu jądrowego, co każdorazowo powoduje spore spadki kursów. Oczywiście bez konsekwencji dla wypowiadającego te słowa. Click To Tweet

Ministerstwo Energii stawia również w zaskakującym wymiarze na farmy fotowoltaiczne, które począwszy od 2022 roku miałyby w dużej mierze zastąpić likwidowane farmy wiatrowe. Co ciekawe, dwa dni po ogłoszeniu PEP 2040 swoje plany względem fotowoltaiki ujawnił ZE PAK (którego właścicielem jest Zygmunt Solorz). Firma planuje inwestycje o wartości ponad 200 mln zł… Przypadek? Tego nie wiemy, ale jasne jest to, że panele będziemy importować z Chin co w przededniu COP budzi kolejne kontrowersje w Unii Europejskiej.

Co ciekawe, dwa dni po ogłoszeniu PEP 2040 z dużym udziałem fotowoltaiki swoje plany względem fotowoltaiki ujawnił ZE PAK. Przypadek? Click To Tweet

Krajowy System Elektroenergetyczny ma wspomóc także morska energetyka wiatrowa, której udział w KSE przewidziano począwszy od 2026 roku. A co z lądowymi farmami wiatrakowymi? Zdaniem ministra Tchórzewskiego – są szkodliwe ze społecznego punktu widzenia. Mówiąc wprost – przeszkadzają ludziom i zwierzętom gospodarskim no i szpecą krajobraz. A wszystko to, mimo, że w ostatnim czasie ceny energii produkowanej z wiatraków są niższe niż od energii z bloków węglowych. Znacząca zmiana, niedostrzegana przez rząd. A może dostrzegana, ale ignorowana z powodu lobby węglowego? To kolejna nitka prowadząca nas do rosyjskiego kłębka na Zagłębiu Kuzbaskim.

W swojej nowej strategii Ministerstwo Energii zakłada, że moc zainstalowana wzrośnie z obecnie istniejących 40 GW do 72,6 GW w 2040 roku co oznacza konieczność przeprowadzenia inwestycji o wartości 400 mld zł! Dokument sprawia wrażenie nieco oderwanego od rynkowej rzeczywistości w wymiarze ekonomicznym i tym politycznym. Brakuje bowiem perspektywy przełożenia tych planów na warunki cenowe i koszty zakupu uprawnień do emisji CO2. Tymczasem ceny energii konwencjonalnej już dziś biją ostro w odbiorców przemysłowych, co odbije się na wynikach finansowych tych podmiotów.

Pozostając, nieco bezrefleksyjnie, w uściskach lobby węglowego narażamy się na bardzo poważne konsekwencje. Doprecyzowując, nie chodzi nawet o to, aby rezygnować z węgla już dziś, ale by choćby w sferze deklaratywnej, w której tak dobrze czuje się minister energii, zapewnić naszych europejskich partnerów o tym, że jesteśmy zdecydowani na stopniowe odchodzenie od tego źródła. A przede wszystkim być wiarygodnym w tym przekazie. Tymczasem w przededniu COP24 sytuacja wygląda tak, jakby rząd specjalnie szedł na zwarcie z Brukselą. Po co? Czy to element szerszego planu i czy w ogóle jest jakichś plan?

Maciej Sankowski, Piotr Maciążek

Fot. Pixabay

Rosja i Chiny sparaliżują amerykańską energetykę? DARPA przygotowuje się na taki scenariusz

Amerykańska DARPA opracowuje scenariusz reakcji na ataki cybernetyczne dotykające sektor energetyczny.

Zwolennicy teorii spiskowych doskonale znają Plum Island, wyspę należącą do stanu New York. Mieści się tam Centrum Chorób Zwierząt, które według plotek, jest rządowym centrum badań nad bronią biologiczną. Prawda nie jest jednak aż tak dramatyczna: w rzeczywistości jest to centrum szkoleniowe DARPA (Defence Projects Research Agency), gdzie ćwiczy się odparcie ataku na amerykańską sieć elektroenergetyczną.

W ciągu bieżącego roku administracja prezydenta Trumpa ogłosiła nowe sankcje na rząd rosyjski w reakcji na infiltrację aktywów ulokowanych w narodowej infrastrukturze elektroenergetycznej. Amerykańskie władze twierdzą, że zlokalizowały i całkowicie wyeliminowały oprogramowanie złośliwe oraz luki w zabezpieczeniach, które mogli pozostawić Rosjanie. Natomiast trzeba pamiętać, że USA – jak inne rozwinięte państwa, stały się zależne od energii elektrycznej w dużo większym zakresie, niż tylko w sektorach zapewniających Amerykanom komfort życia. Większość baz wojskowych, agencje wywiadowcze oraz organa ścigania korzystają z komercyjnie dostępnych źródeł energii elektrycznej, umożliwiającej ich codzienne funkcjonowanie i łączność.

Dlatego DARPA przygotowuje się na „czarny scenariusz”. Zespół ekspertów w zakresie wojny cybernetycznej oraz operatorzy sieci elektroenergetycznych  wykorzystują najnowocześniejsze techniki i sprzęt by przekierować przepływ prądu elektrycznego z działających generatorów do aktywów o kluczowym znaczeniu, które mogą być potencjalnym celem ataku.

Listopadowe testy w Plum Island były największymi, jakie do tej pory przeprowadzono. DARPA chce powtarzać takie ćwiczenia co sześć miesięcy. Plany te sięgają, ze względu na ograniczone fundusze, do 2020 r.

Źródło: thenewsrep.com

Fot. Pixabay

ORP Ślązak nie pomoże na powtórkę kryzysu kerczeńskiego w pobliżu Polski

Kryzys kerczeński to dowód na to, że Rosja może blokować morskie szlaki handlowe dla celów politycznych. Polska uzależnia się od Bałtyku, a nasza marynarka nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej osłony kluczowym projektom energetycznym zlokalizowanym w pobliżu tego akwenu, bądź na jego wodach.

Ostrzelanie przez rosyjską marynarkę ukraińskich okrętów, a w konsekwencji blokada Cieśniny Kerczeńskiej będącej wrotami do Morza Azowskiego, na nowo przypomniały Polakom o toczącej się od 2014 r. wojnie na Ukrainie. Kreml jest zdecydowany by za pomocą środków militarnych blokować szlaki handlowe i destabilizować gospodarczo swojego sąsiada. To niepokojące zjawisko, które możemy odnieść również do naszego lokalnego „podwórka”.

Kreml jest zdecydowany by za pomocą środków militarnych blokować szlaki handlowe i destabilizować gospodarczo swoich sąsiadów. Click To Tweet

Polska gospodarka w coraz większym stopniu jest zależna od dostępu do morza. Bezpieczeństwo gazowe, kluczowe dla naszego przemysłu, zapewnia nam Bałtyk. To przez jego wody dostarczany jest do Świnoujścia gaz skroplony, a po dnie tego akwenu będziemy niebawem kłaść gazociąg Baltic Pipe, który połączy nas z Danią i dalej złożami na Morzu Północnym.

Również bezpieczeństwo paliwowe jest dziś uzależnione od morza. Tankowce z dostawami ropy naftowej regularnie przybijają do Gdańska.

Nie inaczej rzecz ma się w przypadku energii. W momentach szczytowego zapotrzebowania na prąd Polska ratuje się importem świadczonym przez podmorskie kable ze Szwecji (posiadamy bezpośrednie połączenie oraz pośrednie przez Nord Balt). Władze w Warszawie planują także rozwój farm wiatrowych na Bałtyku oraz budowę elektrowni atomowej u jego wybrzeży.

Polskie bezpieczeństwo energetyczne jest zależne od Bałtyku. Mimo to nie inwestujemy w marynarkę wojenną. Click To Tweet

To wszystko rodzi duże wyzwania ponieważ Polska nie posiada dziś efektywnej i nowoczesnej marynarki wojennej. Krytycy porównywania sytuacji z jaką mamy do czynienia w Cieśninie Kerczeńskiej powiedzą – Rzeczpospolita jest w NATO, a Ukraina nie. Odpowiem na to: Litwa również jest członkiem Paktu Północnoatlantyckiego, a rosyjska flota mimo to blokowała na Bałtyku budowę szwedzko-litewskiego połączenia energetycznego Nord Balt, opóźniając inwestycję. A jeśli tak samo będzie z Baltic Pipe, który charakteryzuje się napiętym harmonogramem? Każdy tydzień jego niedotrzymania będzie oznaczać olbrzymie straty dla polskiego przemysłu.

Rosyjska flota blokuje dziś ukraińskie porty. Niedawno blokowała także budowę podmorskiego połączenia energetycznego na Litwę, która jest członkiem NATO. Click To Tweet

Porównanie sytuacji związanej z blokadą ukraińskich portów przez rosyjską flotę jest sensowne z jeszcze jednego powodu. Podczas jednej z organizowanych przez NATO konferencji byłem świadkiem poważnej dyskusji o zagrożeniach związanych z coraz większym znaczeniem Bałtyku dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Rozważano podczas niej m.in wykorzystanie organizacji ekologicznych do blokady projektów infrastrukturalnych, aranżowanie katastrof ekologicznych w pobliżu kluczowej infrastruktury odbierającej dostawy gazu i ropy, a nawet sabotaż.

Centrum bezpieczeństwa energetycznego NATO uwzględnia w swoich ćwiczeniach rosyjskie prowokacje na Bałtyku. Polska jest zagrożona. Click To Tweet

Można by jeszcze wiele na ten temat powiedzieć. Zagrożenia analogiczne do wyżej wymienionych są regularnymi elementami ćwiczeń Centrum Bezpieczeństwa Energetycznego NATO, a skoro tak to kluczowe spółki i polscy oficjele zdają sobie sprawę z ryzyk. Dziś, w wyniku napięcia na Morzu Azowskim, są one jeszcze bardziej realne. Pytaniem otwartym jest jednak to czy zadziałają otrzeźwiająco na rząd?

Największa motorówka świata, jak ochrzczono patrolowiec Ślązak, który miał być pierwotnie nieźle uzbrojoną korwetą, nie pomoże nam jeśli w pobliżu polskiego wybrzeża dojdzie do powtórki kryzysu kerczeńskiego.

Największa motorówka świata, ORP Ślązak, nie ochroni Polski przed kryzysem kerczeńskim u jej granic. Click To Tweet

Fot. Wikipedia

Tylko krowa nie zmienia poglądów. Dziś projekt Ostrołęka jest szkodliwy dla Polski

Projekt Ostrołęka jest dziś skrajnie nierentowny i będzie sprzyjał importowi rosyjskiego węgla. Jeszcze kilka lat temu inwestycja wydawała się jednak sensowna.

Od zawsze zwracaliśmy uwagę na to, że Polska północno-wschodnia, szczególnie w zakresie wytwarzania energii, jest białą plamą na mapie, a bezpieczeństwo energetyczne wymaga, by tę sytuację zmienić. Szczególnie, wobec rosyjskich nacisków w sprawie budowy połączenia transgranicznego z obwodem kaliningradzkim. Dlatego kilka lat temu uważaliśmy, że projekt budowy elektrowni w Ostrołęce ma głęboki sens. Jednak wówczas sytuacja była nieco odmienna niż dziś. Przypomnijmy zatem:

  1. Rosjanie aktywnie lobbowali za budową połączenia elektroenergetycznego
    z Kaliningradem. W zamierzeniu strony rosyjskiej, Polska miała otrzymać możliwość zakupu (po atrakcyjnych cenach, nieobciążonych kosztami choćby pakietu klimatycznego) energii z budowanej w obwodzie elektrowni atomowej.
  2. Taki projekt byłby groźny, bo obniżałby skłonność do budowy własnych źródeł
    wytwórczych i w dłuższej perspektywie czasowej uzależniał Polskę od zaopatrzenia ze wschodu.
  3. Dodajmy, że wówczas cena uprawnień do emisji CO2 nie przekraczała 5 Euro za tonę, a więc projekt był jak najbardziej rentowny.

Co się zmieniło od tego czasu? Wszystko…

  1. Rosjanie zamrozili swój projekt wiedząc, że ani Polska, ani kraje bałtyckie nie są zainteresowane współpracą ze stroną rosyjską.
  2. Cena uprawnień do emisji wzrosła do poziomu 20 Euro za tonę – a więc osiągnęła „granicę bólu” dla elektroenergetyki węglowej, powyżej której produkcja energii staje się nieopłacalna. Trzeba też brać pod uwagę scenariusz, w którym cena uprawnień do emisji, choćby wedle szacunków Komisji Europejskiej, będzie nadal rosła w kolejnych latach i może osiągnąć cenę nawet dwukrotnie wyższą niż obecnie. Nie trzeba pisać co by to oznaczało dla sektora, ale i przemysłu. Innymi słowy projekt elektrowni Ostrołęka – wart ponad 6 mld zł – jest trwale nierentowny. Stąd wielkie ryzyko – także prawne, dla podejmujących w tej sprawie decyzje.

Projekt wydaje się również dyskusyjny z politycznego punktu widzenia. Istnieje bowiem mechanizm prawny, który pozwoliłby przy wsparciu Brukseli ograniczyć podaż na rynku uprawnień, ale należy do tego dążyć w atmosferze negocjacji, pokazując chociaż trochę dobrą wolę. Polski rząd upiera się tymczasem przy haśle węgiel, odmieniając to słowo przez wszystkie przypadki, przy każdej nadarzającej się okazji.

Sytuacja byłaby bardziej zrozumiała gdyby rzeczywiście węgla było w Polsce pod dostatkiem. Tymczasem spółki węglowe same deklarują konieczność ograniczenia wydobycia. Zresztą dane to potwierdzają. Mówiąc wprost – w naszym kraju zaczęło brakować węgla. Z ostatnich danych, przytaczanych przez byłego wiceministra gospodarki Jerzego Markowskiego wynika, że 40% energii produkowanej w Polsce pochodzi z węgla rosyjskiego. Czy zatem projekt Ostrołęka ma być kolejnym miejscem zbytu dla rosyjskiego surowca?

Z ostatnich danych, przytaczanych przez byłego wiceministra gospodarki Jerzego Markowskiego wynika, że 40% energii produkowanej w Polsce pochodzi z węgla rosyjskiego. Click To Tweet

Oczywiście, łatwo jest krytykować, ale pytanie co w zamian? Jaka jest alternatywa dla Ostrołęki?

Minister Energii kilkakrotnie podczas tej kadencji wspominał o atomie. Temat trudny
i kontrowersyjny, ale nie bardziej niż węgiel. Mamy poczucie, że jasna deklaracja w tej kwestii plus realne działania stworzyłyby przestrzeń do lepszej współpracy z Komisją Europejską. Ale przede wszystkim dałyby Polsce w dłuższej perspektywie stabilne źródło zielonej energii.

Maciej Sankowski, Piotr Maciążek

Fot. Pixabay

Egipski wywiad zarobi na kupnie izraelskiego gazu

East Gas, firma do której trafi większość zysków z importu izraelskiego gazu do Egiptu, a następnie jego odsprzedaży, to prywatny podmiot, w którym większość udziałów ma egipski wywiad.

 W lutym br. egipska firma  Dolphinus Holdings podpisała kontrakt wart 15 miliardów USD na zakup izraelskiego gazu ziemnego, przeznaczonego dla Egiptu. Władze w Kairze odmówiły komentarza w tej sprawie, twierdząc że to transakcja prywatnych podmiotów.

Reuters w swoim materiale na ten temat cytował anonimowego urzędnika egipskiego, który twierdził, że opisana  transakcja nie oznacza, że rząd importuje gaz z Izraela. „Międzynarodowe prywatne firmy będą sprowadzać gaz z zagranicy w ramach realizacji własnego zapotrzebowania” – stwierdził.

Wypowiedzi w podobnym tonie padły po podpisaniu wstępnego porozumienia w zakresie pozyskania udziałów w rurociągu biegnącym między Aszkelonem i Arish, który umożliwi transport gazu z Izraela do Egiptu. Tym razem egipski podmiot zaangażowany w transakcję nazwany został East Gas.

Dziennikarskie śledztwo portalu Mada Masr dotyczące umowy gazowej Egiptu z Izraelem, która ma wejść w fazę realizacji na początku przyszłego roku, ujawniło że nie jest ona w rzeczywistości jedynie prywatnym przedsięwzięciem podmiotów gospodarczych.

Dokumenty pozyskane przez dziennikarzy ujawniły, że East Gas, firma do której trafi większość zysków z importu i odsprzedaży izraelskiego gazu Egiptowi, to prywatny podmiot w którym większość udziałów ma egipski wywiad, do którego trafiać ma 80 procent zysku ze sprzedaży gazu.

East Gas, firma do której trafi większość zysków z importu i odsprzedaży izraelskiego gazu Egiptowi, to prywatny podmiot kontrolowany przez egipski wywiad. Click To Tweet

W zarządzie firmy zasiadają też w większości oficerowie egipskiego wywiadu. Służba powiązana jest również z Dolphinus Holdings, czyli firmą, która podpisała kontrakt na zakup izraelskiego gazu. Egipski wywiad poprzez skomplikowaną sieć firm przykrywkowych i ich spółek-córek obecny jest na wszystkich etapach realizacji kontraktu, aż do momentu odsprzedaży gazu rządowi Egiptu. Zyski z kontraktu nie trafią do budżetu publicznego, lecz do kasy służby wywiadu. Liczne podmioty gospodarcze zaangażowane w realizację tego projektu rozsiane są po całym świecie: od Brytyjskich Wysp Dziewiczych, do Luksemburga, Szwajcarii i Holandii. Żadna z nich nie mieści się jednak w Egipcie, co pozwoli na skuteczne ukrycie Egipcjan zaangażowanych w tą operację.

Należy przy tym dodać, że izraelski gaz jest droższy niż egipski, a cała operacja realizowana jest w okresie poważnych podwyżek cen gazu w Egipcie. Zaledwie rok wcześniej egipski parlament uchwalił ustawę liberalizującą handel gazem i sprowadzającą rolę państwa wyłącznie do roli regulatora. Ustawę tę niezwłocznie ratyfikował prezydent Egiptu, Abdel Fattah al-Sisi.

Źródło: madamasr.com

Fot. Pixabay

Rosyjskie służby pracują nad Polexitem i Ukrreturnem. Pomogą ceny energii i gazu

Energetyka to jedno z najważniejszych narzędzi politycznych jakimi dysponuje Federacja Rosyjska. Dlatego wszelkie zawirowania w tej branży na obszarze uważanym przez Rosjan za swoją strefę wpływów są niezwykle groźne. Tymczasem Polaków czekają niebawem rekordowe podwyżki cen energii, a Ukraińców – gazu ziemnego.

Polexit

Polska jest coraz bardziej narażona na kryzys polityczny związany z rosnącymi cenami energii. Oparte na węglu wytwarzanie prądu zmaga się z wysokim tempem wzrostu uprawnień do emisji CO2 oraz rosnącym kosztem zakupu węgla. W efekcie w 2019 r. ceny energii mogą wzrosnąć według Credit Agricole o 50-70%. Rząd świadomy politycznego znaczenia tego faktu próbuje im doraźnie przeciwdziałać pracując nad systemem dopłat dla dużych firm energochłonnych i odbiorców indywidualnych. Nie obejmą one jednak małych i średnich firm, a także nie rozwiążą strategicznego problemu polskiej energetyki jakim jest węgiel. W ujęciu krótkookresowym sytuacja będzie się zaostrzać, a Rosja przy wykorzystaniu swoich służb wykorzysta to do własnych celów:

  • Oferując energię z obwodu kaliningradzkiego i Białorusi gdzie związana z Kremlem spółka Rosatom buduje elektrownie atomowe. Docelowo prąd z tych źródeł może uzależnić Polskę i stanowić narzędzie nacisku politycznego analogicznie do gazu.
  • Podsycając antyunijne nastroje. Wyjście z Unii, a więc tzw. Polexit, spowodowałoby że węgiel stałby się atrakcyjnym źródłem energii pozbawionym „obciążeń legislacyjnych”. Jednocześnie Polska poza Unią Europejską znalazłaby się w politycznej szarej strefie co otworzyłoby dla Rosji wiele możliwości.

Polska jest coraz bardziej narażona na kryzys polityczny związany z rosnącymi cenami energii. Click To Tweet

Ukrreturn

Jednym z warunków otrzymania pomocy finansowej przez Ukrainę z Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) jest liberalizacja rynku gazowego. Do tej pory władze w Kijowie w sposób polityczny zaniżały ceny „błękitnego paliwa”. Gaz ma kluczowe znaczenie dla gospodarki ukraińskiej. Jest wykorzystywany szeroko przez przemysł, ale także odbiorcę indywidualnego, który ogrzewa nim mieszkania. Ukraina otrzymała piątą transzę pomocy z MFW (około miliarda dolarów) i zgodnie z ustaleniami poczynionymi z tą instytucją musi zacząć uwalniać ceny gazu. Łącznie rachunki dla Ukraińców powinny wzrosnąć o 40% co może zdestabilizować sytuację społeczną nad Dnieprem. Wiosną 2019 r. taryfy zostaną zwiększone o 15%, jesienią nastąpi kolejna podwyżka. Tempo osiągnięcia celu wyznaczonego przez MFW będzie więc z całą pewnością szokiem dla Ukraińców. W ujęciu krótkookresowym sytuacja zaostrzy się, a Rosja przy wykorzystaniu swoich służb wykorzysta to do własnych celów:

Rachunki dla Ukraińców powinny wzrosnąć o 40% co może zdestabilizować sytuację społeczną nad Dnieprem. Click To Tweet

Problemy energetyczne Polski i Ukrainy mają jak widać bardzo duże znaczenie polityczne. Zaczynają bowiem dotykać nie tylko odległych w czasie kwestii strategicznych warunkujących konkurencyjność gospodarczą, ale również bliskie podwyżki cen dla obywateli. Duże podwyżki mają zatem potencjał wymiany rządów, a to jest z perspektywy Rosjan bardzo interesujące.

Duże podwyżki cen prądu dla Polaków i cen gazu dla Ukrainy mają potencjał wymiany rządów. To interesuje Rosjan. Click To Tweet

Fot. Pixabay

 

Zabójstwo saudyjskiego dziennikarza utrudni prywatyzację Saudi Aramco

Zabójstwo saudyjskiego dziennikarza Jamala Khashoggiego będzie miało bardzo poważne konsekwencje nie tylko dla Królestwa Arabii Saudyjskiej, ale także układu sił w całym regionie.

Przedstawiciele amerykańskich służb przekonują w nieoficjalnych rozmowach, że śmierć Jamala Khashoggiego nie mogła być dziełem przypadku. Innymi słowy sugerują, że najwyższe władze w Rijadzie musiały autoryzować działanie podwładnych w stambulskim konsulacie.  Czy właśnie w celu uzyskania twardych dowodów poleciała do Turcji szefowa CIA?

Donald Trump już zapowiedział, że Rijad czekają „bardzo poważne konsekwencje”. Nie można wykluczyć jakiejś formy sankcji. Niemcy już wstrzymali eksport broni do Arabii Saudyjskiej a Turcja wyczuła szanse na poprawę własnej pozycji w regionie – oczywiście kosztem Rijadu. Sytuacja jest więc poważna i nie wydaje się, aby mogła „rozejść się po kościach”. Tym bardziej, że Waszyngton być może zechce wykorzystać obecny kryzys do wymuszenia na Arabii Saudyjskiej istotnej korekty (także personalnej) dotychczas realizowanej polityki.

W związku z zabójstwem saudyjskiego dziennikarza Jamala Khashoggiego Niemcy wstrzymali eksport broni do Arabii Saudyjskiej. Click To Tweet

Spoglądając z tej perspektywy bardzo mało prawdopodobny wydaje się powrót do częściowej prywatyzacji największej firmy naftowej Saudi Aramco. Przypomnijmy, władze saudyjskie zapowiadały sprzedaż na giełdzie do 5% akcji globalnego giganta naftowego. Decyzje odłożono „na półkę” w sierpniu bieżącego roku po tym, jak zachodnie instytucje finansowe zakwestionowały wartość wyceny spółki. Oczekiwano jednak, że sprawa wróci na agendę w najbliższym czasie ponieważ projekt ten miał strategiczne znaczenie – tak finansowe jak i propagandowe, dla władz w Rijadzie. Mohhamed bin Salman – młody następca saudyjskiego tronu, chciał dzięki największemu na świecie IPO, uruchomić ambitny program Wizja 2030. Nadrzędnym jego celem była transformacja gospodarki. Poprzez rozwój innowacji miała zagwarantować stopniowe uniezależnienie się Saudów od przychodów z produkcji ropy naftowej. Fiasko giełdowego debiutu Saudi Aramco oznaczać będzie również odłożenie w czasie realizacji projektu Wizja 2030, a to z kolei podkopie zaufanie do następcy tronu, przede wszystkim wśród zagranicznych partnerów finansowych.

Zabójstwo saudyjskiego dziennikarza Jamala Khashoggiego może utrudnić częściową prywatyzację Saudi Aramco. Click To Tweet

Co zabójstwo Jamala Khashoggiego oznacza dla rynku ropy naftowej?

Ostatni kwartał na rynku ropy i tak miał być trudny za sprawą amerykańskich sankcji wobec Iranu, które zaczną obowiązywać 4 listopada. Sankcje mają także objąć firmy, które nadal zamierzają handlować irańską ropą. Eksport ropy z Iranu już teraz spadł o 700 tysięcy baryłek dziennie a analitycy szacują, że może się skurczyć o kolejne 900 tysięcy baryłek dziennie. To daje łącznie lukę na poziomie 1,6 mln baryłek dziennie. Dlatego dziś to przede wszystkim niepewność stała się głównym czynnikiem kształtującym ceny na rynku ropy naftowej, która wzrosła w ciągu roku o jedna trzecią.

Oczywiście ostateczny efekt cenowy zmniejszenia eksportu irańskiej zależy od zachowania innych dostawców, czyli przede wszystkim Arabii Saudyjskiej i Rosji. Wielu rynkowych graczy widziałoby ceny na znacznie wyższych poziomach. W ostatnim czasie analitycy wspominali nawet o 100 $.

Świat wciąż czeka na odpowiedzi

Arabia Saudyjska zrobiła ważny krok, przyznając się do morderstwa. Król Salman wydał oświadczenie, w którym zobowiązał się do zabicia morderców Khashoggi’ego “bez względu na to, kim oni są”. Pytanie jak głęboka będzie czystka personalna po stronie saudyjskiego dworu oraz kierownictwa służb specjalnych, aby ocalić następcę tronu?

Zabójstwo Jamala Khashoggiego: saudyjskie służby czeka czystka Click To Tweet

Na razie aresztowano 18 osób (trzy z konsulatu i kolejne 15 osób), które uważano za część ekipy, która przyleciał do Stambułu, by dokonać zabójstwa oraz zdymisjonowano Sauda al-Kahtaniego (doradca Mohammeda bin Salmana) i wiceszefa wywiadu, gen. Ahmeda al-Assiriego, może to być jednak niewystarczające.

Z całą pewnością próby mataczenia w wyjaśnianiu przez Saudów sprawy i obwinienie o morderstwo garstki członków bezpieczeństwa oraz wywiadu nie zadowoli społeczności międzynarodowej. Do tego cała ta sytuacja zmusza Trumpa do zdystansowania się od Saudów, bo coraz większym obciążeniem stają się dla niego sugestie, że komercyjna działalność jego holdingu inwestycyjnego wpływa na politykę administracji rządowej względem Rijadu i powoduje konflikt interesów.

Być może to te właśnie interesy i relacja z Trumpem sprawiły, że następca saudyjskiego tronu poczuł się w ostatnim czasie nazbyt niezależny.

Tymczasem  wydarzenia związane z zabójstwem Khashoggiego mogą zmienić stan gry. Arabia Saudyjska jest dziś dla Trumpa kluczowym sojusznikiem na rynku ropy, ale coraz głośniej mówi się, że USA mogą zacząć domagać się zmian w Rijadzie polegających na zastąpieniu Mohammeda bin Salmana kimś, kto lepiej rozumie, i co ważniejsze, realizuje  interesy USA w regionie.

USA mogą zacząć domagać się zmian w Rijadzie polegających na zastąpieniu Mohammeda bin Salmana kimś, kto lepiej rozumie interesy USA w regionie. Click To Tweet

Warto przypomnieć, że Prezydent Donald Trump wybrał właśnie Arabię Saudyjską na cel swojej pierwszej podróży zagranicznej. Dla wszystkich stało się oczywiste, że KAS może liczyć na specjalne relacje z USA, ale coś za coś. Prezydent USA postawił sprawę jasno: ceną za parasol ochronny USA jest taki wzrost produkcji ropy po stronie Saudów, który pokryje niedobory po wprowadzeniu sankcji wobec Iranu. W ostatnim czasie Waszyngton kilkakrotnie wzywał Rijad do zwiększenia produkcji, co frustrowało administrację Trumpa. Dlaczego? Bo oczekiwano, że strategiczny sojusznik będzie rozumiał cele USA bez konieczności publicznego apelowania o podjęcie działań rynkowych.

Prawda jest taka, że obecna sytuacja pozwala Amerykanom na przejście do dyplomatycznej ofensywy, która zapewne zakończy się sukcesem.

Fot. Flickr/The White House