Home Archive by category Świat (Page 2)

Świat

Marcin Siuda, podpułkownik rezerwy ABW, przedstawia na łamach portalu O służbach swoje przemyślenia na temat idei kontrwywiadu UE. To kolejny głos w dyskusji jaką zapoczątkował swoim tekstem płk Paweł Białek.

W czasie mojej ponad 20 letniej służby w UOP i ABW niejednokrotnie brałem udział w przedsięwzięciach realizowanych w ramach współpracy z zagranicznymi służbami partnerskimi. Tego typu działania są zawsze okazją do dyskusji na temat roli i wagi współpracy pomiędzy służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo państwa. Po przystąpieniu Polski do UE współpraca ta nabrała głębszego wymiaru. Staliśmy się pełnoprawnym członkiem wspólnoty europejskiej. Służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa i jego porządek konstytucyjny musiały przygotować się na przeciwdziałanie nowym zagrożeniom, jak wspomniany w artykule przez płk. Pawła Białka międzynarodowy terroryzm, czy rozprzestrzenianie broni masowego rażenia.

Czytając jawne raporty publikowane przez większość europejskich służb kontrwywiadowczych (w latach 2008-2014 ABW również publikowała raporty roczne ze swojej działalności. W 2016 r. wszystkie zniknęły ze stron internetowych Agencji) dowiadujemy się, że obok terroryzmu i proliferacji broni masowego rażenia służby te rozpoznają także wymierzone przeciw własnym państwom UE wrogie działania służb rosyjskich.

W zgodnej opinii decydentów i podległych im służb nie sposób skutecznie zwalczać powyższych zjawisk bez współpracy ze służbami partnerskimi. Czy zatem w świetle nowych zagrożeń bezpieczeństwa Unii, wspomnianych w liście Prezydenta Macrona, kolejnym etapem zacieśniania tej współpracy mogłoby być powołanie nowej paneuropejskiej służby kontrwywiadu?

Moje dotychczasowe doświadczenie każe pozostać sceptycznym wobec wszelkich prób nadmiernej instytucjonalizacji współdziałania służb w obrębie danej organizacji/grupy państw. Państwa członkowskie UE zawsze zastrzegały sobie prawo do samodzielności w zakresie zapewniania bezpieczeństwa i ochrony swoich własnych interesów. Do dziś pamiętam gorączkowe zabiegi jednej ze służb, usiłującej na wszelkie sposoby przekonać swoich partnerów, a za ich pośrednictwem decydentów politycznych, do utrzymania tego status quo w Traktacie Lizbońskim. Dlatego też zgadzam się w płk. Białkiem, który pisze o swoistym egoizmie narodowym, który uniemożliwia skuteczne tworzenie struktur pogłębiających unijną integrację.

Na podstawie własnych doświadczeń mogę natomiast stwierdzić, że rozwiązania formalne nie zawsze są skutecznym lekarstwem na dobrą, czyli efektywną współpracę służb.

Podstawowym elementem takiej współpracy jest przede wszystkim interes służby rozumiany jako właściwa realizacja zadań ustawowych prowadząca do pozytywnej oceny służby przez decydentów, a co za tym idzie wzrostu nakładów budżetowych na jej działania, wzrost prestiżu etc. W tym kontekście, w odniesieniu do zwalczania niektórych zagrożeń, interes służb wymaga współpracy. I tak, identyfikacja i aresztowanie w 2008r. jednego z najgroźniejszych rosyjskich szpiegów działających na szkodę NATO była możliwa jedynie dzięki współpracy kontrwywiadów kilku krajów, z których każdy załatwiał de facto własny interes – likwidował zagrożenie rosyjskie na własnym terenie.

Innym czynnikiem warunkującym efektywną współpracę służb jest zaufanie, które w przypadku tak delikatnej materii jak kontrwywiad buduje się latami. Czynnik o tyle ważny, co niewymierny a tym bardziej niemożliwy do ujęcia w ramy przepisów.

Kolejny element to wzajemność. Niewiele służb na świecie, w tym kilka w Europie stać na dzielenie się własnymi informacjami nie oczekując nic w zamian (mam na myśli wymianę informacji).

W mojej opinii zorganizowane przeciwdziałanie nowym zagrożeniom dla państw UE jest możliwe przy wykorzystaniu istniejących mechanizmów współpracy służb, które wymagają jedynie rewizji i dostosowania do zmieniającego się horyzontu bezpieczeństwa (security landscape).

W proces ten należy również, a może przede wszystkim, włączyć decydentów, a więc uzmysłowić politykom, że służby są po to żeby służyć państwu, czyli wspomagać tych którzy posiadając demokratyczny mandat wyborców sprawują władzę.

Najistotniejszym elementem tego procesu powinno być opracowanie wspólnej i uzgodnionej oceny zagrożeń, która byłaby przedmiotem akceptacji np. Rady Europejskiej, czyli najwyższego ciała politycznego Unii. Dokument taki stanowić może punkt wyjściowy do dalszych prac realizowanych przez służby przy wykorzystaniu istniejących platform współpracy np. rozszerzenie mandatu Unijnego Koordynatora ds. Terroryzmu uplasowanego w Sekretariacie Generalnym Rady poprzez utworzenie jednostki produkującej uzgodnione i nieuzgodnione (agreed/non-agreed) analizy i informacje. Innym rozwiązaniem mogłoby być dostosowanie do nowych wyzwań mandatu Counter Terrorism Group.
Można również rozważyć sformułowanie nowych zadań dla innych działających platform współpracy służb europejskich, tak aby po Brexicie, można było nadal korzystać z doświadczeń służb brytyjskich.

Biorąc pod uwagę procesy decyzyjne Unii postulaty prezydenta Macrona raczej nie doczekają się realizacji przed nadchodzącymi wyborami do PE. Pozostanie tylko liczyć na wolę i możliwość doraźnej współpracy eksperckiej kontrwywiadów w zakresie rozpoznawania i przeciwdziałania próbom wrogich ingerencji w procesy wyborcze.

W dalszej perspektywie zacieśniania współpracy w zakresie bezpieczeństwa i obrony UE dyskusja na temat zasygnalizowanego przez płk. Pawła Białka problemu wydaje się nieunikniona. Pozostaje mieć nadzieję, że narodowe partykularyzmy nie przeważą na rzecz wzmacniania kolektywnych zdolności obronnych w tym przed działaniem wrogich wywiadów.

Marcin Siuda: podpułkownik rezerwy ABW: Absolwent Arabistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego (1991). Od 1991 do 2016 oficer Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Od 2007 roku zastępca Dyrektora Centrum Analiz ABW. Od 2011 Doradca Szefa Agencji. W latach 2011 – 2014 analityk w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli. Od 2014 – 2016 oficer łącznikowy ABW przy NATO. W roku akademickim 2017/2018 wykładowca na kierunku Bezpieczeństwo Narodowe w Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej. Ekspert Fundacji Polskie Centrum Analityczne.

Publikacje:
− „Proliferacja towarów i technologii podwójnego zastosowania. Rola ABW w zakresie przeciwdziałania tego typu zagrożeniom” (wspólnie z Michałem Stężyckim i Pauliną Dudzik): Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego (1)2009.
− „Belgijska Służba Bezpieczeństwa Państwa” – wybrane aspekty działań w ramach profilaktyki kontrwywiadowczej: Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego 9(5)2013.

Fot. Materiały własne.

Bośnia przygotowuje się do odzyskania swoich dwóch obywateli, podejrzanych o udział w walce o Państwo Islamskie. Jak informuje Ministerstwo Bezpieczeństwa Bośni są oni obecnie przetrzymywania w kurdyjskim obozie na północy Syrii.

Uważa się, że setki ludzi opuściły Europę, by walczyć o Państwo Islamskie w Syrii i Iraku, aby razem z islamskimi ugrupowaniami bojowymi walczyć o każdy centymetr terytorium. Jednak obecnie coraz bardziej widoczny jest trend ukazujący chęci tych ludzi z powrotem do Europy.

Prezydent USA Donald Trump poprosił europejskich sojuszników o przejęcie i postawienie przed sądem ponad 800 bojowników IS, którzy zostali schwytani. Jednak wiele krajów, powołując się na względy bezpieczeństwa, nie chce pozwolić na ich powrót. Dragan Mektic, Minister Bezpieczeństwa Bośni poinformował, że służby bezpieczeństwa zweryfikowały tożsamość niektórych schwytanych w Syrii – dwóch z nich zostało zidentyfikowanych jako obywatele Bośni.

Portal informacyjny Klix.ba z Sarajewa poinformował, że zidentyfikowani mężczyźni to prawdopodobnie; Ibro Cefurovic, lat 24, z północno-zachodniego miasta Velika Kladusa i Armin Curt, 22 lata, z Sarajewa. Zostali oni zatrzymani przez kurdyjską milicję ponad rok temu. „Pracujemy teraz nad szczegółami technicznymi związanymi z ich transferem”, powiedział Mektic, dodał, że mogą oni zostać przewiezieni do Bośni do końca marca i natychmiast przekazani prokuratorom.

Zgodnie z bośniackim kodeksem karnym z 2014 roku, wszyscy obywatele, którzy wyjeżdżają z kraju, aby brać udział w obcych działaniach wojennych, muszą być traktowani jak podejrzani o terroryzm. Na tej podstawie, w ciągu ostatnich kilku lat sądzono w Bośni i skazano 46 osób, które powróciły z Syrii lub Iraku.

Według bośniackiego wywiadu 241 dorosłych i 80 dzieci opuściło Bośnię lub bośniacką diasporę w latach 2012-2016 i pojechało do Syrii i Iraku. Około 100 dorosłych, w tym 49 kobiet zostało tam na stałe, a co najmniej 88 zostało zabitych lub zmarło. Kilka kobiet z dziećmi poprosiło władze bośniackie o pozwolenie na powrót do domu, ale nadal nie ma jasnej polityki dotyczącej postępowania z nimi, ponieważ ich dzieci nie posiadają obywatelstwa bośniackiego.

Źródło: Reuters

Fot. Pixabay

W październiku 2017 roku w krajowej ocenie ryzyka prania pieniędzy i finansowania terroryzmu (NRA) Wielkiej Brytanii, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Ministerstwo Skarbu uznały, że pranie pieniędzy na rynkach kapitałowych (rynki, na których pozyskuje się kapitał i obraca papierami, a także instrumentami finansowymi, walutami oraz towarami) było nowym znaczącym ryzykiem.

Financial Conduct Authority (FCA), jako organ regulujący rynki kapitałowe w Wielkiej Brytanii potwierdziło tę tezę. Pogląd sformułowany jest w oparciu o głośny przypadek Deutsche Banku, który w styczniu 2017 roku otrzymał największą karę, jaka kiedykolwiek została nałożona w Wielkiej Brytanii za naruszenia w obszarze przeciwdziałaniu praniu pieniędzy (AML). W ostatecznej decyzji FCA opisuje, w jaki sposób bank pozwolił klientowi z Moskwy na konwersję rubli o wartości co najmniej 6 miliardów dolarów na dolary amerykańskie przy użyciu “transakcji lustrzanych” (ang. mirror trades). Środki te zostały następnie przekazane na konta zagraniczne w krajach takich jak Cypr, Estonia i Łotwa.

Takie przypadki w sposób naturalny dotykają Wielką Brytanię. Londyn bowiem jest światowym hubem dla rynku kapitałowego. Pranie pieniędzy na taką skalę naraża na kolejną wielomiliardową dziurę w brytyjskim systemie przeciwdziałania praniu pieniędzy, zagrażając integralności i skuteczności zarówno krajowych, jak i międzynarodowych systemów finansowych. Z tego względu, w latach 2018/19 FCA koncentrowała się na tej kwestii.

Budujące jest postrzeganie tego jako nieodłącznego elementu dążenia rządu Wielkiej Brytanii do zajęcia się skutkami bezpieczeństwa miasta w wielkiej korupcji. System przeciwdziałania praniu pieniędzy i sankcje finansowe, które ograniczały dostęp rosyjskich instytucji państwowych do rynków kapitałowych Unii Europejskiej, pojawiły się obok siebie w informacji FCA w grudniu 2017 roku w sprawie systemów i środków kontroli. W raporcie opublikowanym w maju 2018 roku Komisja Spraw Zagranicznych Izby Gmin opowiedziała się za wykluczeniem z brytyjskich rynków kapitałowych „kleptokratów” z Kremla w ramach skoordynowanej reakcji na rosyjską agresywną politykę.

Jednak jest to zjawisko trudne do zwalczenia. Raporty na ten temat od Międzynarodowej Organizacji Komisji Papierów Wartościowych i Financial Action Task Force (FATF) zauważają między innymi zagrożenia płynące z rynków kapitałowych, jeśli chodzi o maskowanie i legitymizację środków pochodzących z poważnych przestępstw i korupcji (innymi słowy, ukrywanie ich źródeł pochodzenia i powiązania z legalnymi wartościami majątkowymi). Odnotowują również, że oprócz możliwości prania pieniędzy, rynki kapitałowe zapewniają środki (poprzez nadużycia na rynku, wykorzystywanie poufnych informacji i oszustwa związane z papierami wartościowymi) do dalszego generowania nielegalnych środków finansowych. Obecnie, pomimo pracy wykonanej przez te organizacje i niepotwierdzonych informacji o praniu pieniędzy na londyńskiej giełdzie już pod koniec lat 90., rynki kapitałowe nawet nie zasługiwały na wzmiankę w pierwszej brytyjskiej krajowej ocenie ryzyka, opublikowanej w 2015 roku.

Organy nadzoru, analitycy oraz śledczy walczą by poradzić sobie z tego rodzaju przestępczością. Klasyczny paradygmat prania pieniędzy — środków pieniężnych pochodzących z nielegalnej działalności (takiej jak handel narkotykami) wpłacanych do banku i przemieszczanych w systemie finansowym przed ich wypłatą oraz spożytkowaniem na dobra luksusowe, nie dotyczy rynków kapitałowych. Większość brokerów nie akceptuje gotówki, więc nie są zaangażowani we wprowadzanie środków pochodzących z przestępstw do systemu finansowego. Z drugiej strony tego procesu, rezultat prania pieniędzy na rynkach kapitałowych wygląda zupełnie inaczej niż, na przykład zakup posiadłości w Knightsbridge. Wartości tak niematerialne jak egzotyczne instrumenty finansowe z rajów podatkowych, dla organów ścigania są trudne do ustalenia lub zajęcia.

W rzeczywistości środki, które rozpływają się na rynkach kapitałowych, mogą stać się wręcz niemożliwe do wyśledzenia bez pomocy eksperta z branży. Produkty i usługi oferowane na rynkach kapitałowych są różnorodne, liczne i często bardzo złożone. Są również ciągle tworzone od nowa, w odpowiedzi na zapotrzebowanie inwestorów, warunki rynkowe i postęp technologiczny. Rynki kapitałowe oferują przestępcom dodatkową anonimowość przy transakcjach transgranicznych realizowanych natychmiastowo, elektronicznie i/lub o ogromnych wolumenach.

W nawiązaniu do krajowej oceny ryzyka z 2017 roku, rynki kapitałowe mają relatywnie słabe mechanizmy kontrolne oraz niski poziom raportowania o transakcjach podejrzanych. Jednym z powodów tego stanu rzeczy, jak wskazuje FATF, jest brak świadomości AML-owej wśród specjalistów rynku kapitałowego, w połączeniu z ograniczoną liczbą „wskaźników i studiów przypadków dotyczących papierów wartościowych”. Te obiegowe przykłady są zwykle związane z innymi formami przestępstw finansowych, a zatem są mało szczegółowe. Te z kolei mogą być typologiami prania pieniędzy, z którymi konkretna instytucja raczej się nie spotka (na przykład niewłaściwe wykorzystanie niezarejestrowanych papierów wartościowych w Wielkiej Brytanii, gdzie akcje na okaziciela nie są już legalne).

„Luka w percepcji” skali i charakteru prania pieniędzy na rynkach kapitałowych nie pomaga. FCA ma nadzieję uzupełnić tę lukę, bowiem nie jest przypadkiem, że zrozumienie prania pieniędzy na rynkach kapitałowych zostało dodane do priorytetów operacyjnych brytyjskiej wspólnej grupy zadaniowej ds. prania pieniędzy. Jednak pewne cechy rynków kapitałowych utrudniają stosowanie takich procedur jak AML, zwykle wykorzystywanych w bankach, które są przede wszystkim istotne w przypadku wprowadzania środków do systemu finansowego — momentu, w którym przestępcy są najbardziej narażeni na wykrycie. W większości przypadków na rachunkach papierów wartościowych znajdują się środki pochodzące od innych instytucji finansowych. Jako takie, są uzależnione od środków bezpieczeństwa finansowego stosowanego przez daną instytucję finansową.

.

Również nieczęsto zdarza się, żeby uczestnicy rynku kapitałowego mieli wgląd do transakcji dotyczącej papierów wartościowych, niezbędnych do wykrycia sygnałów ostrzegawczych związanych z wprowadzaniem środków pochodzących z przestępstw do systemu finansowego i ich legitymizacją. Takie transakcje zwykle obejmują kilku pośredników, pełniących różne role, w sektorze obejmującym szeroki wachlarz firm, produktów, usług, typów inwestorów, platform transakcyjnych i metod płatności. Ogólnie rzecz biorąc, niezależnie od międzynarodowego charakteru tej branży, nie ma wspólnych definicji, nie mówiąc już o normach regulacyjnych, dotyczących papierów wartościowych lub rynków kapitałowych, co nieuchronnie komplikuje transgraniczną współpracę między organami regulacyjnymi i instytucjami.

Biorąc pod uwagę te kwestie, trudno się dziwić, że FCA chce wspierać brytyjskie firmy działające na rynku kapitałowym, które teraz muszą martwić się praniem pieniędzy, a nie innymi, przeważającymi, przestępstwami finansowymi na rynku kapitałowym. FCA spodziewa się opublikować wyniki swoich inspekcji diagnozujących pranie pieniędzy na rynkach kapitałowych w czerwcu 2019 roku. W międzyczasie zaktualizowany przewodnik FCA dotyczący przestępczości finansowej, rekomenduje technologię jako sposób na usprawnienie ich działalności w obszarach AML i zapewnienia o reasekuracji w związku z wszczęciem śledztw dot. potencjalnych kryminalnych naruszeń pod reżimem nowych przepisów dotyczących prania pieniędzy. W dłuższej perspektywie okaże się, jakie rozwiązania problemu prania pieniędzy na brytyjskich rynkach kapitałowych zostaną zaproponowane. Uznając, że pranie pieniędzy jest znaczącą problemem, Wielka Brytania może nie pozwolić sobie na pozostawienie tej sprawy bez nadzoru.

Komentarz Redakcji

Przy tej okazji dla naszych czytelników podjęliśmy wysiłek intelektualny aby zobaczyć jak mają się sprawy w Polsce. Wnioski dedykujemy również licznym służbom w tym specjalnym i “niespecjalnym”, bowiem naszym zdaniem jest ciekawie. Temat jest złożony i dlatego dla zobrazowania sytuacji posłużyliśmy się konkretnym przykładem.

Polski rynek kapitałowy jest znacznie mniejszy od brytyjskiego – zarówno jeśli chodzi o obrót na warszawskiej GPW, rynek regulowany, czy obrót pozagiełdowy, jak i jego złożoność. W Polsce, działalność instytucji funkcjonujących na rynku kapitałowym (m.in. firm inwestycyjnych, towarzystw funduszy inwestycyjnych i domów maklerskich, a także podmiotów infrastruktury rynku kapitałowego), nadzoruje Komisja Nadzoru Finansowego.

W ramach nadzoru, od lat podmioty takie poddawane są corocznemu procesowi BION, którego celem jest identyfikacja zagrożeń dla stabilności danego podmiotu poprzez określenie poziomu i charakteru ryzyk, na jakie narażony jest dany podmiot, ocenę jakości procesów zarządczych (w tym systemu zarządzania ryzykiem), ocenę adekwatności kapitałowej, oraz ocenę modelu biznesowego. Procesowi BION poddawane są również podmioty z sektora bankowego. KNF publikuje metodyki BION dla poszczególnych sektorów, wskazując, że problem prania pieniędzy jest adresowany—i jako jedyny blok jest adresowany tylko w trybie inspekcji. W całym 2017 roku, KNF przeprowadziła czynności kontrolne tylko w 3 domach (biurach) maklerskich i 3 TFI. Jednocześnie wskazano, że prawie wszystkie kontrole (niezależnie od sektora) ujawniły nieprawidłowości i uchybienia.

Kontrole KNF w podmiotach funkcjonujących na rynku kapitałowym odbywają się często. Rzadko jednak dotyczą problemu prania pieniędzy. Zdarza się, że KNF identyfikuje podejrzaną aktywność na rynku akcji,  stwierdza nieprawidłowości w funkcjonowaniu instytucji bądź identyfikuje podmioty działające bez wymaganych zezwoleń, i w ślad za tym składa zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa („czarna lista” KNF jest na bieżąco aktualizowana).

Zdarza się też, że nie pociąga to za sobą refleksję organu nadzoru oraz organów ścigania, że czyny takie mogą przynosić korzyści konkretnemu podmiotowi, a korzyści pochodzące z tego rodzaju przestępstw nie są wolne od problemu prania pieniędzy. Można przypuszczać, że naświetlona przez Brytyjczyków “luka w percepcji zjawiska prania pieniędzy” na rynkach kapitałowych, dotyczy również polskich organów nadzoru.

Kolejną instytucją, która mogłaby zająć się problemem prania pieniędzy na polskim rynku kapitałowym, jest Generalny Inspektor Informacji Finansowej (GIIF). Podmioty takie jak domy maklerskie oraz fundusze inwestycyjne są instytucjami obowiązanymi. Podlegają tym samym przepisom związanym z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy, co m.in. banki. Dotyczą ich więc procedury związane z identyfikacją klienta, stosowaniem środków bezpieczeństwa finansowego, monitorowaniem transakcji, raportowaniem transakcji ponadprogowych i podejrzanych. Jednak podmioty takie jak domy maklerskie, stanowią marginalne źródło w transakcjach podejrzanych. Trudno natomiast domniemywać, że polskiego rynku kapitałowego problem prania pieniędzy nie dotyczy. Jednak KNF oraz organy ścigania, myśląc o przestępczości na rynku kapitałowym zauważają przede wszystkim insider trading, piramidy finansowe, podmioty działające bez zezwolenia (głównie na tzw. rynku forex) oraz problemy związane z papierami dłużnymi. Problem prania pieniędzy za pośrednictwem warszawskiej GPW oraz poza rynkiem regulowanym w Polsce, pozostaje niezaadresowany przez kompetentne instytucje.

W marcu 2012 roku, na spółkę T.S.A. z Warszawy, prowadzącą działalność maklerską od 2005 roku, nałożona została kara pieniężna w wysokości 625 tys. zł, co stanowiło niewiele ponad 1,15% dochodu spółki po opodatkowaniu z lat 2009 i 2010, podczas gdy maksymalny wymiar kary wynosił wówczas 750 tys. zł, za niedopełnienie obowiązku rejestracji transakcji. Naruszenia dotyczyły okresu jednego roku (od kwietnia 2010 roku do kwietnia 2011 roku), i miały polegać na braku rejestracji i nieprzekazywaniu do GIIF informacji o transakcjach dokonywanych w imieniu klientów instytucji obowiązanej na rynku nieregulowanym (OTC)—kontraktów opcyjnych bądź na różnicę, w których instytucja była drugą stroną transakcji.

Kontrola KNF wykazała, że instytucja finansowa nie zarejestrowała i nie przekazała informacji na temat 1849 transakcji dotyczących pozycji otwieranych i zamykanych na instrumentach CFD i opcyjnych. Jak wskazano, okoliczność, iż niedopełnienie obowiązku nastąpiło z powodu błędnego przekonania, że tego typu transakcje nie podlegają rejestracji, oraz że nie mogło narazić Skarbu Państwa na jakiekolwiek niebezpieczeństwo lub uszczerbek, pozostaje bez znaczenia. Co więcej, spółka T.S.A. wskazała, że stwierdzone naruszenia nie spowodowały żadnych negatywnych skutków, a żadna wewnętrzna transakcja nie może powodować „wyprania brudnych pieniędzy”. Ponadto, ukarany podmiot w tym samym okresie przekazał do GIIF informacje o 56.838 – z tym, że dotyczyło to każdej wpłaty i wypłaty ponadprogowej, oraz argumentował, że posiadał pełną wiedzę o każdej dokonanej transakcji.

Instytucje takie jak T.S.A., poza rachunkiem, na którym zapisywane są m.in. papiery wartościowe i instrumenty finansowe, powinny prowadzić osobny rachunek – tzw. rachunek pieniężny, na którym rejestrowane są środki pieniężne powierzone przez klienta, który służy do dokonywania rozliczeń w następstwie czynności mających za przedmiot instrumenty finansowe lub związanych z prawami wynikającymi z instrumentów finansowych. Oznacza to w uproszczeniu, że za każdą transakcją zawartą przez klienta (otwarcia lub zamknięcia pozycji), powinien znajdować się zapis również na rachunku pieniężnym klienta. Co więcej, niektóre transakcje, m.in. transakcje zawierane na rynku regulowanym giełdowym, rozliczane są poza domami maklerskimi — w Polsce obsługą tego procesu zajmuje się Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych. Ponadto, firmy takie jak T.S.A., jako instytucje zobowiązane z ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, od lat mają obowiązek rejestracji przeprowadzenia transakcji — wykonania zlecenia lub dyspozycji klienta, czyli nie tylko wpłat i wypłat w formie gotówkowej lub bezgotówkowej, ale też przeniesienie własności lub posiadania wartości majątkowych, którymi są nie tylko środki płatnicze, ale również papiery wartościowe i instrumenty finansowe, jak w przypadku T.S.A.

Monitorowaniem przepływów pieniężnych innych niż “zwykłe” przelewy, nie przejmowały się również banki brytyjskie. W 2010 roku brytyjski regulator ukarał grupę bankową Royal Bank of Scotland rekordową wtedy karą ponad 5 milionów funtów brytyjskich za naruszanie sankcji. Wskazano, że RBS jako podmiot przetwarzający największy wolumen transakcji zagranicznych w Wielkiej Brytanii, nie monitorował transakcji zarówno przychodzących do klientów RBS, jak i wychodzących od klientów banków z grupy RBS. Wyjaśniono szczegółowo, że w przypadku transakcji transgranicznych, nie monitorowano żadnych transakcji przychodzących, transakcji wychodzących w funtach (za wyjątkiem tych wychodzących do instytucji w Stanach Zjednoczonych) ani żadnych transakcji w euro. Poza problemami związanymi z dopasowywaniem nazw (tzw. fuzzy matching), brytyjski organ nadzoru ustalił, że RBS sprawdzał pod kontem list sankcyjnym niewiele ponad 20% transakcji, które dotyczyły handlu międzynarodowego, w tym akredytyw. Według regulatora brytyjskiego, RBS nie monitorował pod kątem list sankcyjnych około 75% transakcji przychodzących i wychodzących, co spowodowało nieakceptowalne ryzyko możliwości procesowania transakcji dla osób i podmiotów objętych sankcjami, włączając w to podmioty podejrzewane o finansowanie terroryzmu.

Wracając do T.S.A.— podmiot zapewniał również, że wcześniejsza kontrola GIIF z 2007 roku, nie wykazała nieprawidłowości w tym zakresie, pomimo że sposób rejestracji transakcji był identyczny co w kwestionowanym okresie. Okazało się jednak, że kontrolerzy nie sprawdzają tego, jakie transakcje przeprowadzane są przez dany podmiot i czy powinny być rejestrowane, tylko odnoszą się do sposobu wypełniania poszczególnych pól rejestru transakcji.

Przypadek T.S.A. nie jest odosobniony. Inspekcje w zakresie przeciwdziałania prania pieniędzy w Polsce od lat wyglądają podobnie—kontrolowane są te obszary, które łatwo sprawdzić, czyli na przykład sposób uzupełniania pól w rejestrze transakcji, zamiast skupiać się na kwestiach merytorycznych. Kontrolerzy rzadko zastanawiają się, jakie transakcje nie są wprowadzane do rejestru oraz jakie informacje nie są przekazywane do GIIF. Jednak nawet w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości w tym zakresie, trudno było poprawić jakość danych wprowadzanych do rejestru i przekazywanych do GIIF, ponieważ KNF przez lata stała na stanowisku—na przykład w kwestii transakcji przychodzących z zagranicy—że instytucje obowiązane nie miały obowiązku rejestracji transakcji przychodzących z zagranicy, a nawet jeśli je rejestrowały, nie musiały wykazywać rachunków bankowych biorących udział w transakcji. Co więcej, również problem dostosowania polskich instytucji procesujących transakcje międzynarodowe do polityki sankcyjnej Unii Europejskiej oraz ONZ, nadal pozostaje niezaadresowany.

Przekazywanie do GIIF istotnych danych o transakcjach, które były niepełne, wprowadzające w błąd lub po prostu nieprawdziwe, nie było sankcjonowane przez lata. Inne, poważne naruszenia w obszarach rejestracji transakcji i ich monitorowania, dotyczące największych banków w Polsce, sankcjonowane były rzadko. Być może właśnie dzięki temu z taką łatwością w Polsce można było prać pieniądze pochodzące z przestępstw i transferować je do Chin, nie narażając się przez lata na żadne negatywne konsekwencje prawne.

W kolejnym artykule opiszemy ten proceder i jego skutki, na przykładzie prania pieniędzy pochodzących z przestępstw popełnianych w Polsce oraz poza jej granicami, gdzie korzyści pochodzące z przestępstw transferowane były między innymi do Chin za pośrednictwem dużych i bardzo dużych banków w Polsce—to jest sytuacji, na którą administracja amerykańska otwarcie wskazywała już wiele lat temu, a który w Polsce nadal pozostaje nie do końca rozwiązany.

Źródło: RUSI/własne

Fot. Pixabay

Czy Arabii Saudyjskiej grozi wewnętrzna destabilizacja? Trwa cicha wojna między Królem i następcą tronu. USA są poważnie zaniepokojone rozwojem wydarzeń.

Arabia Saudyjska to najbliższy sojusznik USA pośród państw arabskich. Jego potencjalne osłabienie lub (nawet chwilowe) wyłączenie z bliskowschodniej gry byłoby natychmiast wykorzystane przez wrogów – tak po sunnickiej jak i szyickiej stronie.

Istnieje coraz więcej oznak świadczących o wzroście napięcia na dworze królewskim w Rijadzie. Służby wywiadowcze USA i Wielkiej Brytanii sugerują, że scenariusz zakładający potencjalną destabilizację jest bardzo prawdopodobny. Wskazują przy tym „postępujący rozłam między Królem Arabii Saudyjskiej i jego młodym następcą”.

Król Salman bin Abdulaziz Al Saud i książę Mohammed bin Salman od dłuższego czasu nie są w stanie dojść do porozumienia w wielu znaczących kwestiach politycznych. Kością niezgody, która zaogniła konflikt była m.in. wojna w Jemenie. Obydwaj politycy mieli skrajnie odmienne koncepcje rozwiązania konfliktu. Król sprzeciwiał się zaangażowaniu militarnemu, do którego z kolei dążył książę. W tle sporu pojawił się także ogromny kontrakt na zakup brytyjskiej broni, która dziś używana jest w Jemenie.

Jednak prawdziwa „zimna wojna” wybuchła w konsekwencji morderstwa saudyjskiego dysydenta, dziennikarza Jamala Khashoggiego, zamordowanego na terenie konsulatu saudyjskiego w Stambule. Tureckie służby specjalne dostarczyły w tej sprawie liczne dowody, świadczące o tym, że morderstwa dokonali Saudyjczycy. Z kolei CIA uzyskało wieloźródłowe potwierdzenie, że pomysłodawcą akcji był sam książę Mohammed bin Salman. Już wówczas Król miał „czuć się bezsilny wobec narastającej samowoli Księcia”. Z pomocą przyszli Amerykanie. USA zagroziły Saudom sankcjami pokazując, że nie może być przyzwolenia dla tego typu działań.

Nowe napięcia pojawiły się wraz z wizytą saudyjskiego Króla w Egipcie, która miała miejsce pod koniec lutego. Władca został ostrzeżony przez swoich doradców, którzy powoływali się przy tym między innymi na ustalenia izraelskich służb wywiadowczych, że istnieje realne ryzyko potencjalnego zamachu na życie władcy. Otoczenie Króla było na tyle zaniepokojone tymi informacjami, że jeszcze w trakcie trwania wizyty dokonano zmiany całego korpusu ochraniającego Głowę Państwa. W tym celu wyselekcjonowano 30 funkcjonariuszy MSW, którzy zostali pilnie przerzuceni do Egiptu i zastąpili dotychczasową ochronę. Obawiano się bowiem, że niektórzy ochroniarze mogą być lojalni wobec Księcia i może dojść do zamachu lub próby ubezwłasnowolnienia 83 letniego władcy. Co więcej, zrezygnowano także z egipskiej ochrony, starając się doprowadzić do sytuacji, w której w otoczeniu Króla będą jedynie stuprocentowo sprawdzeni ludzie. Czyżby zatem Król obawiał się, że egipski Prezydent Sisi może być w zmowie z Księciem?

O tym, że relacje na linii ojciec – syn nie są dobre świadczy również inny fakt. Otóż zgodnie z saudyjskim protokołem, ale i praktykowanym zwyczajem, Książe zawsze witał Króla na lotnisku, podczas ceremonii powitania po powrocie z wizyt zagranicznych. Tym razem Księcia zabrakło, co wywołało lawinę nerwowych komentarzy wśród dostojników państwowych i funkcjonariuszy służb specjalnych.

Okazuje się, że podczas nieobecności Króla w Rijadzie doszło także do istotnych ruchów personalnych. Otóż następca tronu, który został wyznaczony „zastępcą króla” na czas podróży do Egiptu, podjął dwie niezwykle istotne decyzje personalne. Obejmowały one powołanie na stanowisko Ambasadora Arabii Saudyjskiej w USA – Księżniczki Reema bint Bandar bin Sultan, oraz brata Księcia – Khalida bin Salmana na stanowisko Ministra Obrony.

Mimo, że decyzje te były przedmiotem wielotygodniowych dyskusji, ich ogłoszenie dokonało się bez wiedzy i udziału Króla, który był szczególnie oburzony przedwczesnym awansem Księcia Khalida na eksponowane i bardzo trudne stanowisko – nie tylko w kontekście współpracy międzynarodowej, ale i trwającej wojny w Jemenie.

Obydwa Dekrety zostały podpisane 23 lutego w imieniu Króla przez „zastępcę Króla”. Eksperci zwracają uwagę, że tytuł „zastępcy króla” nie był w praktyce wykorzystywany od dziesięcioleci a Król miał się o tych decyzjach dowiedzieć z mediów, co spotęgowało irytację.

Zdaniem jednego z byłych funkcjonariuszy CIA, który doskonale zna uwarunkowania panujące na dworze królewskim w Rijadzie: „Są to subtelne, ale ważne oznaki czegoś złego, co dzieje się w królewskim pałacu i co może mieć poważne konsekwencje w najbliższej przyszłości”.

Destabilizacja sytuacji w Arabii Saudyjskiej związana z nagłą zmianą władzy wiązałaby się z istotnym przemodelowaniem dworu – także w obszarze służb specjalnych. Książe charakteryzuje się bardzo dużą pewnością siebie i zdecydowaniem w działaniu, które jak dotąd nie spotkało się z żadnym poważniejszym oporem. Co ważne, Książe nie przywykł też do konieczności zawierania kompromisów. Dlatego dotychczasowe stopniowe przejmowanie przez niego władzy było procesem długotrwałym, ale zapewniającym ciągłość w polityce zagranicznej KAS. Przerwanie tego procesu mogłoby stanowić potencjalnie dodatkowe zagrożenie dla i tak napiętej sytuacji w regionie. Szczególnie w kontekście wojny w Jemenie, który stał się areną niebezpośrednich starć sił rywalizujących ze sobą sunnickiej Arabii Saudyjskiej i szyickiego Iranu.

Fot. Wikipedia/materiały prasowe Białego Domu

Brytyjskie służby doprowadziły do aresztowania 33-letniego mężczyzny o ekstremalnie prawicowych poglądach (prawdopodobnie Polaka, Pawła Gołaszewskiego – przypis redakcji). Śledczy twierdzą, że mężczyzna został aresztowany pod zarzutem popełnienia przestępstwa, przygotowania i podżegania do aktów terrorystycznych.

Policja z jednostki antyterrorystycznej przeszukała jego dom w Leeds. Zatrzymanie nastąpiło po tym jak szef brytyjskiej policji antyterrorystycznej ostrzegał o wzroście zagrożenia skrajnie prawicową działalnością.

Komisarz policji Metropolitalnej, Neil Basu powiedział The Independent: “Mamy do czynienia z rekordową liczbą operacji i potencjałem rosnącego ekstremalnego zagrożenia ze strony skrajnie prawicowej społeczności z różnych powodów – nie tylko z powodu zagrożenia islamistycznego, ale też Brexitu i skrajnie prawicowej retoryki politycznej”. Przemawiając w zeszłym miesiącu, zachęcał społeczeństwo do zachowania czujności i ostrzegał przed “podstępną taktyką” polegającą na rekrutowaniu w Internecie.

Grupa Hope Not Hate, której celem było przeciwdziałanie ekstremizmowi, odkryła, że dzieci w wieku 13 lat zaangażowały się w działania nowej fali neonazistowskich grup, które zbierają poparcie w Internecie. “Tendencja wobec młodszych, bardziej brutalnych nazistów jest prawdziwym problemem i musi być ściśle monitorowana” – stwierdzają naukowcy. “Zagrożenie terroryzmem skrajnie prawicowym pochodzi od zorganizowanych grup, takich jak Akcja Narodowa, ale coraz częściej od samotnych aktorów, którzy radykalizują się w Internecie.”

Służby bezpieczeństwa twierdzą, że dominujące zagrożenie terrorystyczne dla Wielkiej Brytanii pochodzi z ISIS i innych grup islamistycznych, ale ostrzegł przed rosnącym zagrożeniem ze strony skrajnej prawicy po ataku w Finsbury Park i morderstwie Jo Coxa. Neo-nazistowska grupa Akcja Narodowa stała się pierwszą prawicową grupą , której działalności zakazano w Wielkiej Brytanii w 2016 roku.

Do byłych jej członków zaliczyć należy: człowieka, który planował zamordowanie laburzystowskiego parlamentarzysty, innego, który próbował ściąć głowę Azjaty w Tesco, nastolatka, który próbował zrobić bombę rurową i ekstremistę, który zaplanował masakrę podczas imprezy LGBT.

W Wielkiej Brytanii wzrósł odsetek skrajnie prawicowych osób podejrzanych o terroryzm, a liczba osób, o których mowa w programie Prevent w związku z podejrzeniem o skrajnie prawicowy ekstremizmu, wzrosła o 36 procent w ciągu roku. W ciągu ubiegłego roku do września: 40 procent aresztowanych podejrzanych o terroryzm było białych, 33 procent to Azjaci, 12 procent było czarnoskórych, a 14 procent osób było rejestrowanych jako inne.

Policja twierdzi, że od ataku na Westminster w marcu 2017 roku zostało udaremnionych 14 aktów terrorystycznych przygotowanych przez osoby wyznania islamskiego i czterech przez osoby zaliczane do skrajnie prawicowych ekstremistów.

Źródło: Independent

Fot. Pixabay

Były wiceminister spraw wewnętrznych odpowiedzialny m.in. za ochronę granic, Antoni Podolski, przedstawia swoje refleksje dot. idei utworzenia europejskiego kontrwywiadu.

Zachęcony przez Pawła Białka i jego tekst w sprawie ewentualności utworzenia europejskiego kontrwywiadu, powstałego na tle propozycji francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona, chciałbym podzielić się z czytelnikami portalu kilkoma refleksjami.

Po pierwsze chciałbym wskazać skąd moim zdaniem wywodzi się pomysł utworzenia Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, zawarty w liście francuskiego prezydenta do Obywateli Europy. Aby uniknąć nieporozumień warto zacytować fragment, do którego się odnosimy:

„Obrona naszej wolności: Model europejski opiera się na wolności człowieka, różnorodności opinii i tworzeniu. Naszą fundamentalną wolnością jest demokratyczna wolność wyboru naszych przywódców i to wtedy, podczas każdego głosowania, obce mocarstwa próbują wpływać na nasze głosy. Proponuję utworzenie Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, która zapewni każdemu Państwu członkowskiemu europejskich ekspertów dla ochrony procesu wyborczego przed cyberprzestępczością i manipulacjami. W tym duchu niezależności, musimy również zabronić finansowania europejskich partii politycznych przez obce mocarstwa. Musimy usunąć z Internetu, zgodnie z przepisami europejskimi, wszelkie przejawy mowy nienawiści i przemocy, ponieważ poszanowanie jednostki jest podstawą naszej cywilizacji godności.”

Jak widać proponowana Agencja unijna ma służyć pomocą ekspercką ściśle w zakresie ochrony procesu wyborczego przed cyber i zwykłą manipulacją. Co więcej, propozycja francuska wypływa z innych inicjatyw francuskich w tej dziedzinie, tak na forum europejskim jak i przede wszystkim wewnątrzkrajowym.

Przypomnijmy, że w ubiegłym roku francuski, rządowy think-tank IRSEM opublikował raport na temat manipulacji i fake newsów, a wcześniej Macron osobiście wskazał rosyjskie Russia Today i Sputnik jako „organy kłamliwej propagandy”. Prezydent próbował nawet wprowadzić ustawowo dość drakońskie penalizowanie dezinformacji i manipulacji informacją, ale został zablokowany przez Senat i skrytykowany przez lewicowe media. Wspomniany raport IRSEM zawiera liczne rekomendacje, które miały by zostać realizowane przez Francję i jej partnerów w następnych latach. Szczególnie Paryż może tu liczyć na poparcie Berlina. Warto zresztą, aby portal Osluzbach, zapoznał polskiego czytelnika z tym raportem.

W skrócie jego najciekawsze rekomendacje to m.in. wskazanie czterech trendów w zakresie dezinformacji i manipulacji: kinetyzacji (ataki fizyczne na infrastrukturę), personalizacji (z wykorzystaniem mediów społecznościowych w dotarciu do indywidualnego odbiorcy, co zastosowano m.in. w kampanii za Brexitem), mainstrymizacji (z wykorzystaniem głównych mediów, nie związanych oficjalnie np. z Rosją) i proxymityzacji (wykorzystania pośredników z państw trzecich do zaatakowania właściwego celu).

Dodam, że choć moim zdaniem francuskiemu prezydentowi jeszcze nie o europejski kontrwywiad chodzi, a raczej o działania eksperckie i prawne, to jeśli projekt „Odbudowy” Europy ma się udać, to zgadzam się z płk Białkiem, iż nie da się takiego kierunku uniknąć, zwłaszcza w kontekście innej propozycji Macrona z tego samego listu, powołania Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Co więcej nie będzie to propozycja nowa, bowiem już w 2004 roku, po szoku bezbronności Europy wobec fali islamskiego terroryzmu, pojawiła się propozycja powołania europejskiej „CIA”, czyli wspólnotowej Agencji Wywiadu. Wtedy pomysł wspierały małe państwa, duże były przeciwko, głównie ze względu na ryzyko utraty dwustronnych mechanizmów wymiany informacji z USA. Teraz, gdy z UE wypada Wielka Brytania, a relacje Paryża i Berlina z Waszyngtonem przypominają zimną wojnę temat zapewne może powrócić. I akurat polskie zdanie w tej sprawie będzie najmniej ważne z dwóch powodów.

Po pierwsze Polska tradycyjnie, od lat, niezależnie od ekip rządzących jest przeciwna tego typu inicjatywom. Byliśmy przeciwko Europejskiej Straży Granicznej, Europejskiej Agencji Informacyjnej (Wywiadowczej), wyłączyliśmy się z mechanizmu Prokuratury Europejskiej, wycofaliśmy z Eurokorpusu. Przyczynami są zawsze ignorancja i arogancja doradzających politykom środowisk służb „tajnych, jawnych i dwupłciowych”, cytując poetę.

Ignorancja, bo jak słusznie zauważył płk Białek, polska niechęć do tego typu inicjatyw wynika z błędnego poglądu o elitarności i ekskluzywności naszych służb, które deklarują, że jakoby mogłyby na tej europejskiej wymianie informacji wywiadu i kontrwywiadu tylko stracić. Tymczasem raczej okazałoby się że król jest nagi i nie ma nie tylko nic do ukrycia ale i do pokazania.

Arogancja, bo od lat nasze służby i eksperci są przekonani o wielkiej kompetencji, wiedzy i doświadczeniu na tematy b. ZSRR. Rzeczywiście, tak było jeszcze kilkanaście lat temu, zwłaszcza gdy był to temat zapomniany przez państwa „starego” Zachodu. Zresztą kolejne Białe Księgi oraz raporty rozmaitych komisji śledczych i weryfikacyjnych skutecznie skompromitowały polskie służby jako atrakcyjnego i wiarygodnego partnera czy operatora na Wschodzie.

I tutaj przechodzimy do drugiej przyczyny braku znaczenia polskiego stanowiska w tej sprawie. Polskie służby w ciągu ostatnich czterech lat zatraciły jakiekolwiek zaufanie, wiarygodność i zdolności kooperacyjne. Dość wspomnieć dosłownie siłowe, rozwalenie przez MON wspólnego, polsko-słowackiego Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO i zastąpienie w nim oficera politykiem. Dość wspomnieć sprawę wpisania przez Szefa ABW Ludmiły Kozłowskiej do Systemu Informacyjnego Schengen jako osoby niepożądanej w UE i swoiste, bezprecedensowe „olanie” tegoż zapisu przez kluczowe państwa unijne (a więc i ich wywiady i kontrwywiady), ukoronowane ostatnim przyznaniem tej osobie prawa pobytu w Belgii.

Można jeszcze przypomnieć dialog polskiego wysokiego urzędnika z martwym kontem na Twitterze w sprawie polsko-brytyjskiej współpracy wywiadowczej dotyczącej zamachu na rodzinę Skripalów, czy też pomysł zaproponowania na kierownicze stanowisko w wywiadzie NATO prawicowego publicysty. I tę negatywną opinię nie będzie możliwe ani łatwo, ani szybko zmienić. Tak więc możemy co najwyżej kibicować europejskiej ofensywie francusko-niemieckiej i czekać, aż pomyślniejsze warunki polityczne w Polsce pozwolą nam do nich dołączyć, także w dziedzinie bezpieczeństwa i wywiadu.

Antoni Podolski: Mgr historii Uniwersytetu Warszawskiego, były oficer UOP, stypendysta NATO, od ponad 25 lat zajmuje się praktycznie i analitycznie problematyką bezpieczeństwa narodowego ze szczególnym uwzględnieniem problematyki wschodniej, europejskiej i energetycznej. Były urzędnik państwowy, m.in. dwukrotny wiceminister spraw wewnętrznych i administracji odpowiedzialny za zarządzanie kryzysowe, migrację i ochronę granic i przygotowania do SIS UE; twórca i pierwszy dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Były Sekretarz Programu dla Zagranicy Polskiego Radia; były Dyrektor Programowy i członek Zarządu Centrum Stosunków Międzynarodowych; były wiceprezes zarządu Polskiego LNG SA. W latach 2010-2015 członek Rady Konsultacyjnej COS ABW i redakcji Przeglądu Bezpieczeństwa Wewnętrznego ABW.

Fot. Pixabay

Trwa przeciąganie liny pomiędzy Pekinem a Waszyngtonem. Zamiast porozumienia kończącego wojnę handlową mamy nową odsłonę wojny o Huawei. W ramach odwetu za zatrzymanie w Kanadzie wiceprezes koncernu, Pekin oskarżył dwóch jej obywateli o szpiegostwo. A wszystko to w cieniu obrad Komunistycznej Partii Chin.

Śledztwa, w których podejrzanymi są Michael Kovrig i Michael Spavor zostały połączone w jedno postępowanie a chiński kontrwywiad twierdzi, że dysponuje twardymi dowodami na współpracę obydwu mężczyzn z obcym wywiadem. Informacje o zarzutach pojawiły się w szczególnym z politycznego punktu widzenia momencie, a więc podczas obradującego właśnie kongresu Komunistycznej Partii Chin.

Co to oznacza?

Zdaniem ekspertów obydwaj Kanadyjczycy, zagrożeni karą wieloletniego, ciężkiego więzienia, staną się zakładnikami sprawy Huawei. Przypomnijmy, władze kanadyjskie, odpowiadając na amerykański wniosek, dokonały zatrzymania Pani Meng Wanzhou, która w Huawei pełni funkcję wiceprezesa a prywatnie jest córką założyciela koncernu.

SPRAWA CÓRKI ZAŁOŻYCIELA HUAWEI NABIERA TEMPA

To oczywista forma presji na kanadyjski rząd, aby ten interweniował ws. wniosku o ekstradycję Pani Meng do USA. Innymi słowy – zgoda na ekstradycję oznaczać będzie skazanie Kanadyjczyków za szpiegostwo.

O powadze sytuacji świadczy fakt, że pierwsze informacje na temat rzekomej szpiegowskiej aktywności Kovriga i Spavora opublikował serwis prasowy KPCh. Eksperci twierdzą, że część delegatów na kongres partii domagało się zdecydowanych działań w obronie chińskiego koncernu. W związku z trwającymi negocjacjami dotyczącymi prób zakończenia wojny handlowej, bezpośrednie działania przeciwko aktywom wywiadowczym USA nie wchodziły w grę. Pekinowi szczególnie zależy na zakończeniu wojny ekonomicznej wobec słabnącej gospodarki. Chiński PKB spadł najbardziej od blisko 30 lat a władze poszukują nowych impulsów prowzrostowych. Dlatego uderzenie w Kanadyjczyków było zdecydowanie bardziej racjonalne. Dodajmy, że mężczyźni zostali aresztowani 10 grudnia, w dwóch różnych miastach, niedługo po zatrzymaniu Pani Meng (1 grudnia). Pekin nawet nie próbował ukryć, że sprawy te są ze sobą związane. To zresztą nie pierwsza tego typu historia.

W 2016 roku Chińczycy oskarżyli o działalność szpiegowską innego obywatela Kanady – Kevina Garratta. Po kilku miesiącach mężczyzna został zwolniony z aresztu i wrócił do Kanady. Co ciekawe do zatrzymania doszło niedługo po tym, jak kanadyjski kontrwywiad aresztował Pana Su Bin, który wykradał tajemnice koncernu Boeing.

Czy Kanadyjczycy rzeczywiście są szpiegami?

Zacznijmy od tego, że obydwaj panowie znają się i łączy ich wspólne, bardzo oryginalne zainteresowanie Koreą Północną.

Kovrig, pracuje jako analityk Międzynarodowej Grupy Kryzysowej (ICG), której siedziba znajduje się w Hong Kongu. Często podróżował do Chin, także w celach badawczych dotyczących Korei Północnej. Zawsze jednak posługiwał się zwykłym paszportem (nie dyplomatycznym). Był zresztą w trakcie sporządzania kolejnego raportu na ten temat. International Crisis Group określił chińskie zarzuty mianem absurdalnych i bezpodstawnych podkreślając, że cała dotychczasowa aktywność Kovriga była nacechowana maksymalnym stopniem transparentności.

Z koli Spavor jest założycielem pozarządowej organizacji Paektu Cultural Exchange, która zajmuje się między innymi ograniczaniem izolacjonizmu poprzez realizację wspólnych z Koreą Północną projektów w dziedzinie kultury, sportu, turystyki, ale i biznesu. Spavor zna biegle koreański, organizował jeden z wyjazdów Dennisa Rodmana, znanego amerykańskiego koszykarza, do Pjongjangu. Udało mu się nawet uczestniczyć w spotkaniu z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem.
Obydwaj prowadzili dotychczas swoje działania w sposób bardzo przejrzysty. Zdobywali wprawdzie informacje, ale przede wszystkim te oficjalne, nie objęte klauzulami tajności. Współpracujący z nimi dyplomaci podkreślają, że nie powinno być zatem mowy o szpiegostwie.

Eksperci podkreślają, że to co się wydarzyło, jest absolutnie charakterystyczne dla chińskich służb. Trzeba też zauważyć jeszcze jedną koincydencję. Otóż najpierw chiński MSZ (ustami rzecznika prasowego) w ostrych słowach zaprotestował przeciwko wnioskowi ekstradycyjnemu ws. Pani Meng, a już kilka godzin potem organ prasowy KPCh informował
o rzekomym szpiegostwie Kanadyjczyków.

Również koncern Huawei przeszedł do bardziej ofensywnych działań. Prawnicy reprezentujący firmę złożyli pozew w Teksasie przeciwko rządowi USA i siedmiu urzędnikom administracji. Huawei twierdzi, że, Kongres naruszył konstytucję amerykańską, przyjmując ustawę zakazującą agencjom federalnym zakupu sprzętu marki Huawei oraz zakazującą relacji gospodarczych z kontrahentami, którzy używają sprzętu produkcji chińskiej firmy. Z kolei prezes Huawei, podczas spotkania kadry kierowniczej koncernu oświadczył, że jego firma „jest w stanie wojny” z rządem USA. To zupełnie odmienny, bardziej konfrontacyjny ton, który musi wynikać z konsultacji z władzami w Pekinie.

Fot. Pixabay

Ciekawy obraz wyłania się z raportu Apple na temat zagranicznych żądań dotyczących informacji o klientach amerykańskiej firmy technologicznej. Dokument odnosi się do pierwszej połowy 2018 r. i pokazuje w jaki sposób koncern z Cupertino przekazuje dane krajom takim jak Polska.

Produkty Apple stanowią w Polsce pierwszy wybór dla wielu polityków, dziennikarzy czy biznesmenów w odniesieniu do bezpieczeństwa w sieci. Zwraca się uwagę na częste aktualizacje oprogramowania komputerów czy smartfonów amerykańskiej firmy, zamknięty charakter ekosystemu i restrykcyjną politykę prywatności. Czy tak jest w istocie?

Raport firmy dotyczący pierwszej połowy 2018 r. prezentuje bardzo ciekawe dane. Chodzi np. o zestawienie wniosków zewnętrznych (a więc potencjalnie ze strony polskich służb specjalnych choć nie tylko) skierowanych do Apple w związku z żądaniami dotyczącymi udostępnienia informacji dotyczących kont klientów.

Ze strony Polski wnioski dotyczyły w omawianym okresie 15 kont. Tylko w przypadku jednego Apple przekazało wszystkie dane takie jak nazwa i adres klienta, treści z iCloud w tym zdjęcia, e-maile, szczegóły kalendarza, kontakty czy kopie zapasowe. W przypadku 6 kont przekazano stronie polskiej dane nie będące treścią takie jak powiązania konta z innymi usługami czy informacje transakcyjne.

Raport prezentuje również w jaki sposób koncern z Cupertino reaguje na żądania dostępu do danych dotyczących urządzeń (a więc np. numerów IMEI) wystosowywanych przy okazji ich zgubienia czy kradzieży oraz wniosków prawnych (spory dotyczące majątku etc.). Są one generalnie akceptowane przez amerykańską firmę. W pierwszej połowie 2018 r. zapytania dotyczyły 14060 przypadków z czego w 81% zostały one przekazane stronie polskiej.

Fot. Pixabay

Płk Paweł Białek zastanawia się na łamach Osluzbach.pl czy idea europejskiego kontrwywiadu ma sens.

W przededniu wyborów do Parlamentu Europejskiego w mediach szeroko kolportowany był list Prezydenta Francji Emmanuela Macrona, w którym wezwał on obywateli UE do zaangażowania na rzecz odnowy wartości, które legły u podstaw wspólnoty oraz do działań na rzecz ich umocnienia i ochrony. List, pomimo iż porusza wiele kwestii społecznych (np. minimalne wynagrodzenie w UE) nie spotkał się z szeroką debatą publiczną w Polsce. Zapewne jest to związane z niechęcią środowiska PiS do samego E. Macrona, a z drugiej strony obawą opozycji do angażowania się w dyskusję inicjowaną przez kontrowersyjną (po protestach we Francji) osobę Prezydenta Francji.

List a właściwie manifest zawiera kilka ciekawych propozycji, które dotyczą wspólnej polityki bezpieczeństwa i zasługują na szerszą debatę. Emmanuel Macron proponuje utworzenie Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, która zapewni każdemu Państwu członkowskiemu europejskich ekspertów dla ochrony procesu wyborczego przed cyberprzestępczością i manipulacjami oraz uniemożliwi finansowanie europejskich partii politycznych przez obce mocarstwa. W ten sposób Emmanuel Macron proponuje de facto powołanie europejskiego kontrwywiadu.

O wspólnej polityce bezpieczeństwa w UE dyskutuje się od dłuższego czasu i dotychczas udało się wdrożyć wiele projektów i rozwiązań instytucjonalnych, które w pewnym zakresie już dobrze działają. Wszyscy mają jednak świadomość, że to niewystarczające w obliczu zagrożeń dla jedności UE. W moim przekonaniu nie uda się stworzyć faktycznej ochrony dla kluczowych interesów UE bez instytucjonalnego udziału w tym przedsięwzięciu służb specjalnych krajów członkowskich. W tym zakresie, kluczowym elementem wspólnej polityki bezpieczeństwa UE, musi być współpraca cywilnych służb specjalnych poszczególnych państw członkowskich. Unijne regulacje, w odróżnieniu od zagadnień dotyczących ścigania przestępczości kryminalnej, kwestie działalności służb specjalnych pozostają w gestii krajów członkowskich. Współpraca i współdziałanie służb specjalnych w UE oparte są na multi i bilateralnych porozumieniach zawieranych pomiędzy poszczególnymi służbami. Porozumienia te nie mają jednak rangi wiążących dokumentów wspólnotowych (poza kwestiami ochrony informacji niejawnych). Głównym obszarem współpracy służb specjalnych krajów UE są kwestie działań antyterrorystycznych i nieproliferacji. Niestety inne, kluczowe dla bezpieczeństwa UE kwestie, o których w swoim liście pisze Emmanuel Macron (np. manipulacje wyborcze) są przedmiotem sporadycznej i kurtuazyjnej współpracy. Dobrym przykładem, na konieczność takiej współpracy, może być kwestia potencjalnej ingerencji Rosji w procesy wyborcze w poszczególnych krajach członkowskich. Media wielokrotnie już zwracały na to uwagę i publikowały informacje, które z całą pewnością powinny być przedmiotem zainteresowania i współpracy służb specjalnych UE. Trudno jednak obecnie sobie wyobrazić sytuację, w której np. polskie służby dzielą się wiedzą na temat rosyjskiej ingerencji w wybory w Polsce z innymi krajami UE i współpracują w celu jej wyjaśnienia. Wynika to z głęboko zakorzenionego wśród polityków, a często i wśród funkcjonariuszy błędnego przekonania o pewnej elitarności i ekskluzywności pracy służb, a ponadto kraje członkowskie niechętnie dzielą się wiedzą, która z ich perspektywy (lub perspektywy partii sprawujących władzę) może zaszkodzić ich partykularnym interesom. Właśnie ta krajowa perspektywa, ten swoisty narodowy egoizm uniemożliwia dzisiaj stworzenie efektywnej Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, a w zasadzie Służby Europejskiego Kontrwywiadu.

Czy w świetle przytoczonych powyżej argumentów pomysł Prezydenta Emmanuela Macrona jest nierealny? Już sam przegląd potencjalnych interesariuszy tego projektu może przyprawić o ból głowy i zniechęcić do jego realizacji. Jednak fakt, iż dzisiaj ten projekt jest trudny do zrealizowania nie oznacza, że należy go pozostawić bez dyskusji. Jeżeli UE ma przetrwać, to musi w jakiejś perspektywie stworzyć europejską strukturę kontrwywiadowczą, która będzie mieć stosowne prawne umocowanie i będzie mieć możliwości takiego działania, aby skutecznie chronić nasze wspólne interesy i wartości przed zagrożeniami, które często z perspektywy pojedynczego kraju są nieistotne lub niezauważalne. Warunkiem do efektywnej pracy tej europejskiej służby (Agencji) jest dostęp do informacji służb krajów członkowskich, prawo do wnioskowania o wszczęcie postepowań karnych lub administracyjnych przez odpowiednie urzędy w danym państwie, oraz prawo a w zasadzie obowiązek do przekazywania analiz i informacji dla określonych odbiorców. Stworzenie tylko instytucji biurokratycznej, która będzie kolekcjonować dokumenty, to strata czasu i tworzenie niepotrzebnych kosztów. Z drugiej strony, poprzez odpowiednie instrumenty kontroli, należy zadbać o to, aby sama Agencja nie stała się obiektem manipulacji i nie była wykorzystywana do realizacji innych celów.

W tym miejscu pragnę zachęcić wszystkich ekspertów, którzy posiadają odpowiednie doświadczenia lub przemyślenia w tym zakresie do publicznej dyskusji na ten temat.

Paweł Białek: Oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w randze pułkownika, w latach 2007-2012 zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Od 1991 roku pełnił służbę w Urzędzie Ochrony Państwa, a następnie w ABW. 4 grudnia 2007 roku został mianowany na stanowisko zastępcy szefa ABW. Po odejściu z ABW na początku kwietnia 2012 został wysokim urzędnikiem w Ministerstwie Skarbu i zasiada w radach nadzorczych spółek skarbu państwa: KGHM-ie i Orlenie. W latach 2013-2016 był dyrektorem Biura Inwestycji w PERN SA, odpowiedzialnym min. za budowę Terminalu Naftowego w Gdańsku.

Fot. Materiały własne

Pracownicy jednostki ds. cyberbezpieczeństwa rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa zostali skazani za nielegalną współpracę oraz przekazywanie danych zachodnim służbom wywiadowczym. Jest to największy od wielu lat skandal uderzający w potężną FSB.

Jednostka, znana jako Centrum Bezpieczeństwa Informacji, współpracowała z FBI i innymi zachodnimi agencjami przy rozwiązywaniu problemów takich jak kwestie spamerów, pornografii dziecięcej, wymuszeń itp. Zastępca dyrektora Centrum, pułkownik Siergiej Michajłow, zdobył powszechne uznanie jako osoba która przyczyniła się do uniemożliwienia prowadzenia szkodliwej operacji przez cyberprzestępców pod koniec lat 2000.

26 lutego br., w procesie za zamkniętymi drzwiami, moskiewski sąd wojskowy skazał pułkownika Michajłowa na 22 lata więzienia, za zdradę stanu i przekazywanie tajnych informacji zachodnim wywiadom. Co więcej do grona skazanych dołączył również Rusłan Stojanow, pracownik naukowy, zatrudniony w Kaspersky Lab, moskiewskiej firmie zajmującej się bezpieczeństwem cybernetycznym (skazany na 14 lat pozbawienia wolności). Wyroki w dużej mierze opierały się na zeznaniach, które prokuratura wykorzystała też po to aby oskarżyć byłego zastępcę Michajłowa, Dmitra Dokuczajewa, który przed zaciągnięciem się do FSB prowadził działalność hakerską. Gazeta Kommersant powiedziała, że dwaj skazani mężczyźni, w swoich ostatnich słowach na rozprawie, nie przyznali się do popełnienia przestępstw.

Do 2016 roku jednostka ds. cyberbezpieczeństwa FSB współpracowała z organami ścigania w USA, regularnie spotykając się z urzędnikami Departamentu Sprawiedliwości i wymieniając informacje na temat cyberprzestępczości i innych spraw. Na początku grudnia 2016 roku Michajłow został aresztowany w Moskwie, podczas narady pracowników. Prasa już wtedy informowała, że miał włożony na głowę worek, gdy był eskortowany z miejsca narady. Pozostali mężczyźni zostali aresztowani w tym samym czasie. Wiadomość o aresztowaniach pojawiła się w mediach dopiero miesiąc później. Szef jednostki ds. cyberbezpieczeństwa FSB, Andrei Gerasimow, jak podają media, ze względu na wagę całej sprawy został zmuszony do przejścia na wcześniejszą emeryturę.

Rosyjski spamer

W serii wycieków do rosyjskich gazet, w kolejnych miesiącach, które nastąpiły po aresztowaniach, pojawiła się narracja, mówiąca, że Michajłow i Dokuczajew zostali aresztowani za przekazywanie tajnych informacji zachodnim wywiadom. Według ubiegłorocznych danych, które pojawiły się w rosyjskich mediach, prokuratura koncentrowała się na tych informacjach, które miały być zostały przekazane zachodnim agencjom o Pawle Wróblewskim (rosyjski przedsiębiorca, znany ze swojego udziału w globalnej operacji spamerskiej).

W 2013 roku Wróblewski został skazany za atak spamerski, który zablokował system płatności wykorzystywany przez rosyjskie linie lotnicze Aeroflot. Za swoje czyny spędził półtora roku w więzieniu. W procesie Wróblewskiego, Michajłow zeznawał na niekorzyść oskarżonego.

I tu cała sprawa układa się w całość ponieważ to właśnie rosyjska prokuratura oskarżyła Michajłowa i Stojanowa o przekazywanie FBI tajnych informacji o Wróblewskim. Jak podawały rosyjskie media, powołujące się na anonimowych urzędników, Michajłowowi zapłacono 10 milionów dolarów za te informacje. Co istotne, Wróblewski, który nie ukrywał swojej pogardy dla Michajłowa i Stojanowa, jasno wyraził zadowolenie z wyroku z 26 lutego (przez trzy godziny zeznawał w procesie przeciwko nim).

“Ci ludzie są bezpośrednio odpowiedzialni za cyberhisterię i jestem szczęśliwy, że to już koniec” – powiedział w oświadczeniu dla RFE/RL. “Jeśli chodzi o oskarżenia przeciwko mnie, uważam, że są to bajki w, które ci co je wymyślili sami uwierzyli” – powiedział.

Ataki spamerskie Wróblewskiego zostały opisane przez amerykańskiego specjalistę od cyberbezpieczeństwa Briana Krebsa w książce z 2014 roku. Stwierdził, że Wróblewski spowodował wyciek ogromnej ilości plików, a także spotykał się z anonimowymi oficerami FSB.

Sprzeczne narracje

Od początku sprawy pojawiały się sprzeczne narracje oraz wyniki prac konkurujących między sobą rosyjskich agencji bezpieczeństwa. Niezależny kanał telewizyjny Drozd poinformował, że Michajłow przekazał informacje dotyczące Romana Selezniowa, Rosjanina aresztowanego przez władze USA na Malediwach w związku z handlem kradzionymi numerami kart kredytowych. Syn rosyjskiego członka parlamentu, Selezniow został skazany na 14 lat więzienia w 2017 roku.

W grudniu 2017 roku publikacja internetowa The Bell, powołująca się na anonimowe rosyjskie źródła, podała, że GRU badała cybersystem FSB i odkryła ich współpracę z wywiadem USA. Wśród rosyjskich agencji bezpieczeństwa, GRU uważana jest za głównego rywala FSB.

Zgodnie z tą publikacją agenci FSB mieli ujawnić amerykańskim służbom wywiadu, że rosyjscy hakerzy byli zaangażowani w hakowanie amerykańskich partii politycznych w 2016 roku. To stwierdzenie nie zostało zweryfikowane, ale akt oskarżenia Departamentu Sprawiedliwości wydany w marcu 2017 roku – cztery miesiące po aresztowaniu Michajłowa – zawiera dowód potwierdzający.

Akt oskarżenie koncentrował się na zhakowaniu i kradzieży milionów kont e-mail od Yahoo w 2014 roku. W tym kontekście zostało wymienione nazwisko zastępcy Michajłowa, Dokuczajewa. Michajłow nie został wspomniany choć kilka szczegółów zawartych w aktach oskarżenia zdecydowanie sugeruje, że “oficer FSB 3” to właśnie Michajłow. Według Departamentu Sprawiedliwości, Dokuczajew nadzorował także pracę rosyjskiego hakera Aleksieja Belana.

Belan, który był jednym z najbardziej poszukiwanych przez FBI cyberprzestępców, został wskazany jako cel przez prezydenta USA, Baracka Obamę w grudniu 2016 roku kiedy ten ogłosił nowe sankcje przeciwko Rosji. To właśnie wtedy dokonano aresztowania Michajłowa, Dokuczajewa i innych. Nowe sankcje były odpowiedzią na domniemaną ingerencje Rosji w kampanię wyborczą w 2016 roku. Kilku funkcjonariuszy GRU i FSB zostało również nimi objętych.

Jednakże, gdy w 2018 roku specjalny prokurator Robert Mueller ogłosił akt oskarżenia rosyjskich agentów podejrzewanych o domniemaną ingerencję w wybory w USA, wymieniono tylko oficerów GRU. Obecnie uważa się, że Belan mieszka w Rosji i prawdopodobnie nie zostanie wydalony do Stanów Zjednoczonych. Natomiast inna osoba, Karim Baratow, został aresztowany w Kanadzie, a po ekstradycji do Stanów Zjednoczonych przyznał się do winy. Zaangażowanie Belana i Baratowa w działania na rzecz rosyjskich agencji bezpieczeństwa zwróciło nową uwagę na długotrwały trend w Rosji: hakerzy i cyberprzestępcy są rekrutowani i wykorzystywani do podejmowania niejawnych działań, finansowanych przez państwo.

Podobna sytuacja miała miejsce w odniesieniu do Dokuczajewa, który przed wstąpieniem do FSB zyskał sławę jako haker działający pod pseudonimem “Forb”, zajmujący się skradzionymi numerami kart kredytowych.

Tajemnicze wiadomości

W ciągu 14 miesięcy, w tajemniczych wiadomościach wysłanych z własnego konta na Facebooku, Stojanow ostrzegał przed tym, że agencje rządowe będą werbowały hakerów i cyberprzestępców. “Istotą umowy jest to, że państwo uzyskuje dostęp do technologii i informacji o „cyberprzestępcach” w zamian za pozwolenie na bezkarną kradzieży za granicą” – powiedział Stojanow w jednym z postów opublikowanym w kwietniu 2017 roku i przedrukowanym przez TV Drozd .

Jedno z najbardziej intrygujących pytań w tej sprawie dotyczy roli amerykańskiej cyberanalityczki, która mieszkała w Moskwie: Kimberly Zenz. Zenz mieszkała w rosyjskiej stolicy przez prawie dziesięć lat, pracując jako analityczka w firmie badawczej iDefense. Ta amerykańskiej firma technologiczna, została przejęta przez firmę Verisign, a następnie była kupiona przez inną dużą amerykańską firmę doradczą Accenture.

W blogu opublikowanym w 2017 roku, Krebs, amerykański cyberanalityk, zauważył, że jeden z e-maili, które wyciekły w 2010 roku, pokazał, że Wróblewski podejrzewał, że Michajłow i Stojanow przekazali FBI informacje niejawne za pośrednictwem Zenz. Ten zarzut znajduje odbicie w oskarżeniu przeciwko Michajłowowi i Stojanowowi. Zenz była bowiem bliską przyjaciółką Stojanowa i według doniesień, wierzyła, że to prokuratorzy są odpowiedzialni za przekazywanie tajnych informacji do amerykańskich agencji wywiadowczych.

W grudniu 2016 roku, w tym samym miesiącu, w którym Michajłow i inni zostali aresztowani, Zenz uciekła z Rosji, a jej mieszkanie w Moskwie zostało przeszukane przez agentów rosyjskich. Zapytana o komentarz do moskiewskiego wyroku sądowego lub innych szczegółów sprawy, Zenz odmówiła komentarza. “Nie mam nic do powiedzenia poza tym, że jest to smutne” – powiedziała w oświadczeniu dla RFE/RL.

Źródło: RFE/RL

Fot. Kremlin.ru