Home Archive by category Loża ekspertów (Page 2)

Loża ekspertów

W swoim felietonie dla portalu O służbach Wojciech Brochwicz podnosi kwestię braku ciągłości w polskich służbach specjalnych. Zdaniem eksperta bez zmian w tym zakresie nie zbudujemy nowoczesnych oczu i uszu państwa.

„Jestem taki, jak mnie Pan Bóg stworzył
No – trochem świństwa od siebie dołożył.“
Jan Sztaudynger

Wiele lat temu byłem w Moskwie, w tajnej rezydencji KGB. Dodam, KGB Rosji, bo właśnie skończył się ZSRR.

Dom musiał powstać w XIX wieku. Był wypełniony starymi meblami, kominkami, bibliotecznymi regałami. W sali bilardowej, nad pięknym, wielkim stołem, wisiała stylowa lampa. Obiekt ten należał nieprzerwanie do rosyjskich służb tajnych od czasów carskiej Ochrany, aż do współczesności. Mimo krwawej rewolucji, politycznych czystek, zmian, przewrotów, egzekucji, wojen.

Ten budynek to dla mnie symbol stabilności służby. Zmieniały się nazwy i polityczne reżimy, a tajna trwała. Trwała też i przechodziła z pokolenia na pokolenie wiedza o przeciwnikach Imperium. O nas.

Nikt niczego nie ujawniał, ani nie odtajniał. Wiedza o agentach rosyjskich, czy sowieckich służb, jest do dzisiaj pilnie strzeżona. Mimo upływu ponad stu lat. Stąd respekt, jakim się te służby cieszą w świecie.

Recepta na sukces w branży szpiegowskiej to zatem: wiedza plus doświadczenie pokoleń plus trzeźwość w ocenie sytuacji.

Tak samo postępują Brytyjczycy, Chińczycy, Francuzi, Izraelczycy. Odtajnianie nie istnieje w ich słowniku.

Zmiany kadrowe odbywają się w tajemnicy, a w skrajnych przypadkach dowiadujemy się o nich przy okazji….pogrzebów osób odwołanych, raz a dobrze, ze stanowisk.

Opublikowanie przez kogoś tajnego zbioru danych o oficerach służb wywiadowczych własnego kraju, z podaniem ich nazwisk legalizacyjnych, pod którymi kilka czy kilkanaście lat wcześniej działali za granicą, nie mogłoby się zdarzyć. Zdekonspirowanie agentury cudzoziemskiej tych oficerów byłoby ocenione jako akt zdrady. A pozbawienie ludzi uczciwie wypracowanych w służbach tajnych oraz policyjnych emerytur, oceniono by, w cywilizowanych krajach, jako łamanie praw obywatelskich.

Nikomu też nie przyszłoby do głowy bezpodstawnie i publicznie oskarżać o zdradę oraz o współpracę z przeciwnikiem, własnych oficerów, generałów, którzy całym swoim życiem wiernie służyli Ojczyźnie.

Trochę ponarzekałem. Abstrakcyjnie. Nikt przecież na świecie takich rzeczy nie robi samemu sobie. To się nie może zdarzyć, zwłaszcza w kraju należącym do NATO, będącym członkiem międzynarodowej wspólnoty wywiadowczej.

W kraju, którego służby nie tak dawno temu, z sukcesem, przeprowadziły operacje MOST, Sammum, które śmiało stawiły czoła rozpanoszonym na jego terytorium obcym wywiadom. Które okiełznały rządzące na ulicach i granicach gangi, które umożliwiły budowanie demokracji.

Nie, to się nigdzie nie mogło zdarzyć….

Wojciech Brochwicz: W 1990 współtworzył specjalną jednostkę „Grom”. Był doradcą ministra spraw wewnętrznych, prezesa Rady Ministrów, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Pełnił funkcje dyrektora w Urzędzie Ochrony Państwa, zastępcy Komendanta Głównego Straży Granicznej oraz Wiceministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w Radzie Ministrów Jerzego Buzka, gdzie odpowiadał za przygotowanie ustawodawstwa antyterrorystycznego. Po 2001 był członkiem komitetu konsultacyjnego przy szefie ABW Andrzeju Barcikowskim. Po odejściu z administracji państwowej został partnerem w firmie prawniczej R. Smoktunowicz & L. Falandysz. Obecnie prowadzi własną kancelarię prawniczą.

Służby specjalne IV RP są dziś bardzo upolitycznione  – pisze w specjalnym komentarzu dla Osluzbach.pl Wojciech Brochwicz. Ekspert zastanawia się również nad tym czy czerpią one z tradycji PRL?

Ostatnia „afera taśmowa” dotykająca szefa partii rządzącej spowodowała siłą rzeczy rozmaite pytania polityków opozycji oraz komentarze świata dziennikarskiego. Wywołała też, gdzieniegdzie oczekiwania wobec służb państwa. Tym bardziej, że jak wyśledzili dziennikarze, niektórzy szefowie tych służb mają za sobą aktywność polityczną w PiS oraz pracę w spółce Srebrna, tonącej dziś w oparach rozmaitych podejrzeń.

Cóż. Zarówno ABW, jak i CBA, wyraziły całkowite desinteressement całą tą sytuacją. ABW, jak twierdzi jej Szef, nie zajmuje się spółkami prywatnymi. A CBA nie stwierdza podstaw do badania oświadczenia majątkowego Prezesa PiS.

Tu, drogi Czytelniku osobista dygresja.

Rozmawiając o instytucjach wywiadowczych nie znoszę, gdy ktoś używa określenia „służby specjalne”. Wyobraźnia podrzuca mi wtedy widok wielkiej, cuchnącej śmieciary, blokującej jednokierunkową ulicę w godzinach szczytu. Jako miłośnik książek Josepha Conrada i Johna LeCarre zdecydowanie wolę „służby tajne”. I takim mianem posługiwałem się zazwyczaj wobec firmy, w której lata temu służyłem. Tajna służba. Przez większość mojego dorosłego życia albo pracuję w służbach, albo „jestem kojarzony” ze służbami, albo komentuję działania służb, albo służby zajmują się mną. Jestem do nich zatem przywiązany. Jak alkoholik do sklepu monopolowego. Do dziś, kiedy mijam na mieście znane sobie adresy mieszkań konspiracyjnych, to wzruszenie ściska mi gardło. Że nie wspomnę o przejażdżce przez ulicę Rakowiecką…

Jednak ta bierność dzisiejszych służb wobec podejrzeń ciążących na osobach rządzących nie pozostawia możliwości użycia innej nazwy niż „specjalne”.

W zamierzchłych czasach PRL-u Służba Bezpieczeństwa nie werbowała partyjnych oficjeli. Dlaczego? Ano dlatego, że to była Służba ich Bezpieczeństwa. Czy służby specjalne IV RP czerpią z tej tradycji ? Bardzo bym tego nie chciał, choć, niestety, wiele na to wskazuje. Czy zatem służby tajne zastąpione zostały przez służby…specjalne?

Jak się ma taką paranoiczną historię, jak ja, to człowiek chciałby, aby służby były i trwały wiecznie. Niech się w ich mroku ogrzewa moja osobista pomroczność… Jednak ostatnie wypadki (jakieś trzy lata) przyprawiają mnie o trwogę. Jako uważny obserwator strefy cienia łapię się na tym, że widzę (już tylko) ciemność. I czuję odór blokującej ulicę śmieciary…

Wojciech Brochwicz

W 1990 współtworzył specjalną jednostkę „Grom”. Był doradcą ministra spraw wewnętrznych, prezesa Rady Ministrów, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Pełnił funkcje dyrektora w Urzędzie Ochrony Państwa, zastępcy Komendanta Głównego Straży Granicznej oraz Wiceministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w Radzie Ministrów Jerzego Buzka, gdzie odpowiadał za przygotowanie ustawodawstwa antyterrorystycznego. Po 2001 był członkiem komitetu konsultacyjnego przy szefie ABW Andrzeju Barcikowskim. Po odejściu z administracji państwowej został partnerem w firmie prawniczej R. Smoktunowicz & L. Falandysz. Obecnie prowadzi własną kancelarię prawniczą.

Fot. materiały własne autora

„Ocena wszystkiego jest oceną niczego”
Płk Sławek Górka

Sporo lat temu wydarzyła się taka historia: pewien N, podejrzewany o dokonanie poważnych przestępstw, znalazł się w szpitalu psychiatrycznym w Tworkach. Prawdopodobnie był zdrowym człowiekiem, ale symulował chorobę aby uniknąć odpowiedzialności karnej.

I wtedy przyszła pierwsza dobra zmiana. W służbach znaleźli się wreszcie prawdziwi fachowcy. Przejęli poszukiwania i pojechali odwiedzić pacjenta.

Tymczasem w Tworkach zapanowała prawdziwa konsternacja, bo N zniknął. Bez śladu. Jak kamień w wodę. Definitywnie. Nikt nie wiedział, co się z nim stało.

Gdzie jest N, pytali wszyscy, od ordynatora do salową.

Na szczęście grupa operacyjna złożona z nowych, patriotycznych funkcjonariuszy, rozwikłała tę zagadkę w trymiga. Zwerbowali miejscowego informatora. Informator opowiedział, że był świadkiem, jak któregoś dnia do Tworek przyleciał helikopter. Wysiadło z niego trzech wysokich oficerów WSI. Odlecieli po dwóch kwadransach, zabierając ze sobą, ma się rozumieć, naszego N.

Sporządzono stosowny raport. Wynagrodzono źródło. Funkcjonariusze z grupy operacyjnej awansowali, każdy od razu po trzy stopnie w górę. Nie szukano dalej…

Źródło było biednym, ciężko chorym na umyśle pacjentem.

Dlaczego przypominam tę rzewną historię? Bo o ile N, jak sądzę, skończył gdzieś marnie (może na przykład helikopter WSI porwał go na Syberię), o tyle informator-pensjonariusz wydaje się robić zawrotną karierę. Od kilku lat rozpoznaję jego myśl sprawczą przy wielu ambitnych, zadziwiających swoim rozmachem projektach. Ciekawe, czy jesienią przyjadą karetki…

Wojciech Brochwicz: W 1990 współtworzył specjalną jednostkę „Grom”. Był doradcą ministra spraw wewnętrznych, prezesa Rady Ministrów, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Pełnił funkcje dyrektora w Urzędzie Ochrony Państwa, zastępcy Komendanta Głównego Straży Granicznej oraz Wiceministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w Radzie Ministrów Jerzego Buzka, gdzie odpowiadał za przygotowanie ustawodawstwa antyterrorystycznego. Po 2001 był członkiem komitetu konsultacyjnego przy szefie ABW Andrzeju Barcikowskim. Po odejściu z administracji państwowej został partnerem w firmie prawniczej R. Smoktunowicz & L. Falandysz. Obecnie prowadzi własną kancelarię prawniczą.

Trudno jest uwierzyć, że fakt współpracy pana Kazimierza Kujdy z SB był zaskoczeniem dla środowiska PiS – pisze w komentarzu dla portalu Osluzbach.pl płk Paweł Białek.

Na kanwie publicznej dyskusji o lustracji pana Kazimierza Kujdy w związku z jego ewentualną współpracą ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, warto zwrócić uwagę na formalno-prawny aspekt tej sytuacji. W pierwszej kolejności należy ustalić jaka była pozycja formalna pana Kazimierza Kujdy, jako Prezesa Zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Funkcję Prezesa NFOŚiGW Kazimierz Kujda pełnił w latach 2000-2002, 2006-2007 i 2015-2019. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej jest państwową osobą prawną w rozumieniu art. 9 pkt 14 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych. Podstawy funkcjonowania działalności NFOŚiGW są określone w ustawie z dnia 27 kwietnia 2001 r. – Prawo ochrony środowiska. Wobec powyższego, pan Kazimierz Kujda był funkcjonariuszem publicznym oraz osobą pełniącą funkcje publiczne w rozumieniu przepisów kodeksu karnego. Natomiast osobami pełniącymi funkcje publiczne i podlegające lustracji w rozumieniu ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990 oraz treści tych dokumentów, są osoby wymienione w art. 4 tej ustawy. Interpretacja tych przepisów może być skomplikowana, jednak wydaje się, że wśród nich nie znajduje się Prezes NFOŚiGW. Potwierdził to rzecznik IPN, w odpowiedzi na zapytanie mediów, który stwierdził, że Prezes NFOŚiGW nie podlega obowiązkowi złożenia oświadczenia lustracyjnego. Warto jednak zwrócić uwagę, że w pierwotnym brzmieniu tej ustawy, uchwalonej w okresie pierwszego rządu PiS, Prezes NFOŚ był wymieniony w katalogu osób znajdujących się w tzw. państwowym zasobie kadrowym, który podlegał lustracji z wyłączeniem niektórych osób. Dziwnym zbiegiem okoliczności wyłączenie to dotyczyło m.in. Prezesa NFOŚiGW.

Trudno jest uwierzyć, że fakt współpracy pana Kazimierza Kujdy z SB był zaskoczeniem dla środowiska PiS.

Płk Paweł Białek

Z drugiej strony Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej jest jednostką organizacyjną, w której przetwarza się informacje niejawne, a stojący na jej czele Prezes Zarządu jest jej kierownikiem i powinien był poddać się poszerzonemu postępowaniu sprawdzającemu, które prowadzi Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W części IV ankiety bezpieczeństwa osobowego, którą osoba sprawdzana musi wypełnić, ustawodawca zamieścił pytanie dotyczące pracy lub współpracy osoby sprawdzanej z organami bezpieczeństwa PRL. Prawdziwość odpowiedzi udzielonej przez osobę sprawdzaną ABW powinna zweryfikować. Udzielenie odpowiedzi potwierdzającej fakt współpracy nie wyklucza uzyskania poświadczenia bezpieczeństwa osobowego. Poświadczenia nie może uzyskać osoba, która fakt współpracy z organami bezpieczeństwa PRL starałaby się zataić.

W żadnym przypadku takiej weryfikacji nie mógł ograniczać fakt, że dokumenty dotyczące Kazimierza Kujdy znajdowały się w tzw. zbiorze zastrzeżonym IPN, który funkcjonował do połowy 2016r. Do zbioru tego mieli pełny dostęp prokuratorzy IPN, w ramach prowadzonych śledztw dotyczących zbrodni bądź postępowań lustracyjnych oraz Służby Specjalne, w tym ABW m.in. w ramach prowadzonych postępowań sprawdzających. Wobec powyższego jeśli pan Kazimierz Kujda otrzymał poświadczenie bezpieczeństwa osobowego, na co wskazuje fakt pełnienia przez niego funkcji Prezesa NFOŚiGW, to w ankiecie musiał przyznać się do współpracy z SB. W innej sytuacji ABW nie mogła by wydać takiego poświadczenia. W kontekście faktu, że materiały dotyczące Pana Kazimierza Kujdy znajdowały się w tzw. zbiorze zastrzeżonym, pewnym zaskoczeniem jest informacja medialna, ze posiadał on kserokopie tych materiałów. W korespondencji z dziennikarzami pan Kazimierz Kujda napisał cyt.: ”że jest w posiadaniu dokumentacji skopiowanej z zasobów archiwalnych IPN, którą otrzymał kilka lat temu, po złożeniu stosownego wniosku o udostępnienie”.

W świetle powyższych rozważań, kierując się doświadczeniem życiowym, trudno jest uwierzyć, że fakt współpracy pana Kazimierza Kujdy z SB był zaskoczeniem dla środowiska PiS.

Niezależnie od powyższego, osoby które w okresie PRL potrafiły „wyplątać się” ze współpracy z SB, nie zasługują na potępienie, szczególnie ze strony osób, które nigdy w życiu nie musiały stanąć w obliczu werbunku SB. Odrębną kwestia jest natomiast fakt ukrywania obecnie przez te osoby okoliczności takiej współpracy.

Paweł Białek: Oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w randze pułkownika, w latach 2007-2012 zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Od 1991 roku pełnił służbę w Urzędzie Ochrony Państwa, a następnie w ABW. 4 grudnia 2007 roku został mianowany na stanowisko zastępcy szefa ABW. Po odejściu z ABW na początku kwietnia 2012 został wysokim urzędnikiem w Ministerstwie Skarbu i zasiada w radach nadzorczych spółek skarbu państwa: KGHM-ie i Orlenie. W latach 2013-2016 był dyrektorem Biura Inwestycji w PERN SA, odpowiedzialnym min. za budowę Terminalu Naftowego w Gdańsku.

Były wiceszef ABW dla Osluzbach.pl: ABW powinno ostrzec premiera przed nominacją Andruszkiewicza

Powołanie na stanowisko wiceministra cyfryzacji pana posła Adama Andruszkiewicza, poza szeroko komentowaną w mediach kwestią odpowiedzialności politycznej każe postawić pytanie o obecną kondycję służb specjalnych – pisze dla Osluzbach.pl były wiceszef ABW płk Paweł Białek.

Dotychczasową, dobrą praktyką było dokonywanie przez ABW wcześniejszej oceny kandydata na ważne stanowisko. Nie chodzi tu o procedury opisane w rozdziale 5 ustawy o ochronie informacji niejawnych z dnia 5 sierpnia 2010 r. (bezpieczeństwo osobowe), ale o wcześniejszą weryfikację osoby kandydata z uwagi na bezpieczeństwo Państwa. Niezależnie od faktu, że każdy poseł posiada z urzędu dostęp do informacji o klauzuli „tajne” (ale już nie do informacji o klauzuli „ściśle tajne”, który może uzyskać dopiero po przeprowadzam przez ABW lub SKW postępowaniu sprawdzającym), Szef ABW ma prawo i obowiązek przekazać Premierowi w trybie art. 18 ustawy o ABW i AW z dnia 24 maja 2002 r. informacje mogące mieć istotne znaczenie dla bezpieczeństwa i międzynarodowej pozycji Rzeczypospolitej Polskiej.

W przypadku pana posła Adama Andruszkiewicza, z dużą dozą prawdopodobieństwa należy przyjąć, że ABW takie informacje posiadała. Wynika to faktu, iż kontrowersyjna, często sprzeczna z prowadzoną przez rząd polityką zagraniczną, aktywność posła Adama Andruszkiewicza była szeroko komentowana w mediach, co nie mogło ujść uwadze analitykom ABW. Co więcej ABW prowadzi śledztwo przeciwko panu Mateuszowi Piskorskiemu, podejrzanemu o szpiegostwo, a jak wynika z interpelacji pana posła Janusza Sanockiego z dnia 21 .10. 2017 r., ABW w związku z tym śledztwem interesuje się pośrednio środowiskiem koła poselskiego Wolni i Solidarni do którego należy poseł A. Andruszkiewicz.

Wobec powyższego Szef ABW powinien poinformować Premiera o zagrożeniach dla interesów RP w związku z nominacja pana posła Adama Andruszkiewicza na stanowisko wiceministra. Brak takiej informacji ze strony Szefa ABW można wytłumaczyć tylko tym, że nie wiedział o tej planowanej nominacji, co świadczy o braku zaufania ze strony Premiera do Szefa ABW, albo że Szef ABW świadomie, z bliżej niezrozumiałych względów nie ostrzegł Premiera o ryzykach związanych z tą nominacją. Oba przypadki świadczą o pogłębiającej się entropii ABW, co zostało już dostrzeżone przez niektórych analityków i ekspertów zajmujących się służbami specjalnymi. Niestety przykład nominacji posła Adam Andruszkiewicza jest kolejnym potwierdzeniem tych opinii.

Płk Paweł Białek, w latach 2007-2012 zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Fot. Materiały własne/Paweł Białek