Home Archive by category Polecane

Polecane

IRAŃSKI SPISEK – MORDERSTWO AMBASADORA USA W RPA?

Według ostatnich raportów amerykańskiego wywiadu Iran rozważa przeprowadzenie zamachu na amerykańskiego ambasadora w Republice Południowej Afryki.

Wiadomości o spisku pojawiały się, w czasie, gdy Iran szuka sposobów na odwet za decyzję prezydenta Donalda Trumpa dot. zabicia potężnego irańskiego generała na początku tego roku. Jeśli zamach zostanie przeprowadzony, może on dramatycznie zwiększyć napięcie między USA a Iranem i wywrzeć ogromną presję na Trumpa, aby się wycofał.

Amerykańscy urzędnicy wiedzą o zwiększonym zagrożeniu bezpieczeństwa ambasadora. Jednak w ostatnich tygodniach informacje wywiadowcze dot. poziomu zagrożenia stały się bardziej szczegółowe. W spisek rzekomo jest zaangażowana ambasada Iranu w Pretorii.

„Duty to Warn” wymaga od amerykańskich agencji szpiegowskich powiadomienia potencjalnej ofiary, jeśli dane wywiadowcze wskazują, że jej życie może być w niebezpieczeństwie. Marks została poinformowana o zagrożeniu, powiedział urzędnik rządowy USA. Informacje zostały również włączony do World Intelligence Review, znanego jako WIRe, tajnego „produktu” dostępnego dla wysokich rangą urzędników ds. polityki i bezpieczeństwa w całym rządzie USA, a także niektórych ustawodawców i ich pracowników.

Marks, została zaprzysiężona jako ambasador USA w październiku ubiegłego roku. Jest zaufaną osobą obecnego prezydenta od ponad dwóch dekad. Jest również członkiem jego klubu Mar-a-Lago na Florydzie. Krytycy Trumpa wyśmiewali ją jako “projektantkę torebek”, ale jej zwolennicy ripostowali, że jest odnoszącą sukcesy bizneswoman – jej torebki kosztują aż 40 000 dolarów. Urodziła się również w RPA i posługuje się kilkoma kluczowymi dla tego kraju językami, w tym afrikaans i Xhosa.

Społeczność wywiadowcza nie jest do końca pewna, dlaczego Irańczycy mieliby atakować Marks, który ma niewiele, jeśli w ogóle, znanych powiązań z Iranem. Możliwe, że Irańczycy wzięli pod uwagę jej długą przyjaźń z Trumpem, powiedział urzędnik rządu USA.

Rząd irański prowadzi również tajne siatki wywiadowcze w RPA, jak zauważyli urzędnicy. W 2015 r. Al Jazeera i The Guardian poinformowały o wyciekach dokumentów wywiadowczych, które szczegółowo opisują rozległą tajną sieć irańskich agentów w RPA.

Co ważne, Iran ma za sobą długą historię przeprowadzania zamachów poza granicami swojego kraju. W ostatnich dziesięcioleciach jednak państwo to na ogół unikało bezpośrednich ataków na amerykańskich dyplomatów, chociaż wspierane przez Iran bojówki od dawna atakowały amerykańskie placówki dyplomatyczne i personel w Iraku.

Iran i Republika Południowej Afryki współpracowały w ostatnich dziesięcioleciach na wielu frontach, w tym w USA, gdzie Republika Południowej Afryki czasami opowiadała się za Iranem. Uważa się, że południowoafrykańskie złoża uranu były głównym przedmiotem zainteresowania Iranu, ponieważ rozwijał on swój program jądrowy.

Źródło: Politico
Fot. Pixabay

TRUMP I BIDEN NA CELOWNIKU ZAGRANICZNYCH HAKERÓW

Microsoft w ostatnim czasie wskazał, że hakerzy związani z Rosją, Chinami i Iranem szpiegują ludzi zaangażowanych w kampanię prezydencką w USA.

Jak informuje Microsoft rosyjscy hakerzy, którzy naruszyli przebieg kampanii w 2016 roku ponownie podejmują działania. Według technologicznego giganta Microsoft „jasne jest, że zagraniczne grupy zwiększyły swoje wysiłki nacelowane na zakłócenie wyborów w USA”.

Rosyjscy hakerzy z Fancy Bear na celownik wzięli ponad 200 organizacji, z których wiele jest powiązanych z amerykańskimi partiami politycznymi – zarówno republikanami, jak i demokratami, powiedział w oświadczeniu Microsoft. Ci sami napastnicy celowali również w brytyjskie partie polityczne. Dla przypomnienia Fancy Bear to jednostka do cyberataków rzekomo powiązana z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU.

Zarówno Rosja jak i Chiny zaprzeczyły doniesieniom Microsoft. W piątek Dmitrij Peskow, rzecznik prezydenta Władimira Putina, powiedział, że Kreml nigdy nie próbował ingerować w wybory w innych krajach. Chiński rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Zhao Lijian powiedział zaś, że Microsoft „nie powinien wysuwać oskarżeń przeciwko Chinom nie mając jasnych dowodów”.

Według Microsoftu większość ataków cybernetycznych nie zakończyła się sukcesem. „To, co zaobserwowaliśmy, jest zgodne z poprzednimi wzorcami ataków, które nie tylko są skierowane do kandydatów i pracowników kampanii, ale również do tych, którzy konsultują w kluczowych kwestiach” – powiedział Tom Burt. “Działania te podkreślają potrzebę korzystania przez osoby i organizacje zaangażowane w proces polityczny z narzędzi bezpieczeństwa”.

Co więcej, wyróżniające się osoby w społeczności międzynarodowej, instytucjach akademickich i organizacjach politycznych również zostały uznane za cel ataku chińskiej grupy hakerów znanej jako Zirconium. Irańska grupa znana jako Phosphorus również podejmowała próby uzyskania dostępu do kont urzędników Białego Domu i pracowników kampanii pana Trumpa w okresie od maja do czerwca tego roku.

Źródło: BBC
Fot. Pixabay

IZRAELSKI SZPIEG PRZED SĄDEM W LIBANIE

Libańska działaczka, Kinda el-Khatib, została w środę oskarżona przez libański sąd wojskowy o rzekome szpiegostwo na rzecz Izraela.

Sędzia śledczy sądu wojskowego Najat Abu Shakra oskarżył Khatib o komunikowanie się z izraelskimi oficerami wywiadu. Zarzuty dot. rzekomego “dążenia” Chatiba do otwarcia granicy między Izraelem a Libanem oraz pomocy w poprawieniu wizerunku Izraela w kraju. Jest wskazują libańskie media nie są to jedyne zarzuty. Oskarżona miała również dostarczać informacji o bezpieczeństwie Libanu kuwejckiemu oficerowi wywiadu, którego spotkała nad Morzem Martwym.

Khatib, która brała czynny udział w protestach antykorupcyjnych rozpoczętych w Libanie we wrześniu ubiegłego roku, została aresztowana w czerwcu w swoim rodzinnym mieście Akkar na północy kraju. Jej rodzina zdecydowanie zaprzecza zarzutom – wielu uważa, że została aresztowana z powodu krytyki prezydenta Michela Aouna. Służby bezpieczeństwa utrzymywały w tym czasie, że jej aresztowanie opierało się na podejrzeniach, że rzekomo wjechała na okupowane przez Izrael od 1967 r. terytoria palestyńskie.

W chwili aresztowania zwolennicy Hezbollahu rozpoczęli kampanię w mediach społecznościowych, oskarżając ją o bycie izraelskim agentem. Rodzina jest przekonana, że “jej akta były gotowe przed aresztowaniem” i twierdzi, że konto Kindy na Twitterze zostało zhakowane, a jej sprzeciw wobec Hezbollahu również sfabrykowany.

Źródło: The New Arab
Fot. Pixabay

KOLEJNY CHIŃSKI NAUKOWIEC ZATRZYMANY W USA

Chiński naukowiec z Uniwersytetu z Californi został oskarżony o zniszczenie dowodów w celu utrudnienia śledztwa FBI w sprawie potencjalnego szpiegostwa.

Jak wskazuje Departament Sprawiedliwości 29-letni Guan Lei został aresztowany po tym jak wrzucił uszkodzony twardy dysk do śmietnika na zewnątrz swojego mieszkania.

Prokuratorzy twierdzą, że Guan, który przebywał w USA na wizie nieimigracyjnej, wrzucił uszkodzony dysk twardy do kosza na śmieci w pobliżu swojej rezydencji pod koniec lipca. Działanie nastąpiło po tym, jak Guan został zatrzymany przed wejście na pokład samolotu zmierzającego do Chin i nie wyraził zgody na zbadanie zawartości swojego komputera.

FBI oświadczyło, że dysk twardy “został nieodwracalnie uszkodzony i że wszystkie poprzednie dane związane z dyskiem twardym zostały usunięte celowo”.

Guan jest obecnie przesłuchiwany w sprawie przeniesienie wrażliwego amerykańskiego oprogramowania lub danych technicznych do Narodowego Uniwersytetu Technologii Obronnych Chin (NUDT) i złożenia fałszywych zeznań dot. jego związku z chińską armią.

“Guan brał udział w szkoleniu wojskowym NUDT…, który jest podejrzewany o zamawianie produktów pochodzenia amerykańskiego w celu stworzenia superkomputerów z zastosowaniem materiałów wybuchowych” – wskazują przedstawiciele Departamentu Sprawiedliwości.

Źródło: Justthenews
Fot. Pixabay

NIEMCZYK: KRÓTKI KURS SZPIEGOWANIA #12

Piotr Niemczyk, były oficer wywiadu komentuje kwestie związane m.in. działalnością służb specjalnych na Białorusi.

Piotr Niemczyk: były działacz opozycyjny i więzień polityczny. Od 1990 do 1994 r. Dyrektor Biura Analiz i Informacji i Zastępca Dyrektora Zarządu Wywiadu UOP. W latach 2000-2001 doradca Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji – organizator Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej. Wieloletni ekspert Sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych. Obecnie wykładowca w Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas w Warszawie. Kieruje też redakcją Obywatele.News. Autor książek: „Szósta rano kto puka? O tym jak ojczyzna Solidarności zmienia się w państwo policyjne”, “Krótki kurs szpiegowania”, “Pogarda. Dlaczego w Polsce rośnie liczba przestępstw z nienawiści?”.

2 TYGODNIE PO WYBUCHU W BEJRUCIE – SALETRA AMONOWA, HEZBOLLAH W PORCIE I FASADOWE SPÓŁKI

     Od niszczycielskiego wybuchu w Bejrucie minęło już niespełna dwa tygodnie, ale wciąż niewiele wiemy o jego przyczynach. Wersja o przypadkowym zaprószeniu ognia w newralgicznym magazynie wydaje się dość wątpliwa, ale na razie musimy ją przyjąć jako podstawową. Być może finalnie okaże się, że nie będzie innej, bo skala zniszczeń znacznie utrudni, o ile nie uniemożliwi zebranie dowodów. Poza tym wszystkie zainteresowane strony, może z wyjątkiem rodzin ofiar, nie wykazują na razie determinacji w wyjaśnianiu sprawy. Może tak jest wygodniej? Ja jednak chciałbym zwrócić Państwa uwagę na kilka elementów, które nie do końca pasują do oficjalnej wersji.

     Przywódca Hezbollah – Hassan Nasrallah, bardzo szybko zaprezentował stanowisko organizacji w sprawie wybuchu. Po pierwsze, zaprzeczył jakiejkolwiek formie aktywności Partii Boga w porcie w Bejrucie, po drugie dodał, że Hezbollah w żaden sposób nie korzystał ze składu niebezpiecznych chemikaliów, odnosząc się tym samym do pojawiających się spekulacji, że to właśnie terroryści zorganizowali sobie magazyn saletry amonowej na własne potrzeby. Znawców Hezbollahu zdziwiła szybkość z jaką zareagowała organizacja i wyjątkowo koncyliacyjny ton wypowiedzi.

     Tymczasem, jeszcze całkiem niedawno, liderzy Hezbollah informowali, że podobny skład materiałów zgromadzony jest w porcie, w Hajfie, a jego niekontrolowane zniszczenie wywołałoby skutki porównywalne do eksplozji małej bomby atomowej. O czym to świadczy? O niczym szczególnym, no może poza tym, że Hezbollah doskonale zna właściwości saletry amonowej i jej zabójczy potencjał. W konsekwencji materiały przeniesiono z Hajfy, w obawie przed terrorystami.

     Czy Hezbollah rzeczywiście nie miał nic wspólnego z portem w Bejrucie? Nie do końca. Z dokumentów Departamentu Skarbu, datowanych na 7 październik 2014 r. wynika, że na celowniku amerykańskich służb znalazła się organizacja biznesowa o nazwie Stars Group Holding. To konglomerat spółek założonych przez braci Kamela i Issama Mohamada Amhazów. Czym bracia narazili się Amerykanom? Otóż stwierdzono, że spółki należące do Libańczyków odgrywają kluczową rolę w łańcuchu dostaw dla Hezbollah – przede wszystkim sprzętu łączności, choć nie tylko. Spółki należące do aliansu Stars Group Holding bezpośrednio rozwijały zdolności wojskowe Hezbollah, w tym rozwój bezzałogowych statków powietrznych (UAV), które ostatnio były wykorzystywane do wspierania działań wojskowych organizacji w Syrii oraz do prowadzenia operacji obserwacyjnych w Izraelu.

     Holding Stars Group, z siedzibą w Bejrucie, jest zarządzany przez prezesa i dyrektora generalnego Kamela Mohamada Amhaza oraz prezesa firmy Issama Mohamada Amhaza. Holding posiada też spółki zależne w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA), Unique Stars Mobile Phones LLC oraz w Guangzhou w Chinach.

     W ciągu ostatnich lat Stars Group Holding, Kamel Mohamad Amhaz, Issam Mohamad Amhaz, Ayman Ibrahim i Ali Zeaiter korzystali ze spółek zależnych z siedzibą w Chinach i Zjednoczonych Emiratach Arabskich w celu zaopatrywania się w silniki, urządzenia komunikacyjne, elektroniczne i nawigacyjne od firm w Stanach Zjednoczonych, Azji, Kanadzie i Europie. Były one stosowane przez Hezbollah w UAV i w innych projektach. Co ważne, osoby te wykorzystywały w dużej mierze fałszywe certyfikaty użytkownika końcowego, błędnie oznaczone lotnicze listy przewozowe i inne oszukańcze metody. W ten sposób udało się ominąć ograniczenia eksportowe i ukryć Hezbollah jako ostatecznego użytkownika końcowego i rzeczywistego beneficjenta tych towarów.

   Wśród podmiotów zależnych możemy również znaleźć Stars Communications Ltd, której biura znajdowały się na terenie portu. Firma prowadzi sieć sklepów i magazynów importowych w strefie wolnocłowej lotniska oraz w strefie bezcłowego portu morskiego w Bejrucie.

     Na koniec ciekawostka, eksplozja nastąpiła 4 sierpnia 2020 roku. Główny udziałowiec Stars Group Holding – Kamel Mohamad Amhaz właśnie wtedy obchodził swoje urodziny… Zapewne zbieg okoliczności, ale interesujący.

     Czy możliwe jest zatem, że gdzieś zapadła decyzja o zniszczeniu składu niebezpiecznych chemikaliów? Być może chodziło jedynie o wywołanie niegroźnego pożaru, aby sprowokować tym incydentem władze libańskie do działania i usunięcia feralnych chemikaliów ze słabo zabezpieczonego portu pamiętając o przypadku Hajfy, gdzie izraelskie służby szybko wyciągnęły wnioski, poznając potencjał składowanych tam substancji.

     Trudno będzie znaleźć odpowiedzi na te i inne pytania, ale skala napięcia w regionie i zaostrzające się relacje z Iranem skłaniają mnie do konstatacji, że ta sprawa jeszcze nie raz nas zaskoczy.

     Warto przy tej okazji dodać, że pojawienie się ładunku w Bejrucie było dość charakterystyczne dla sytuacji, kiedy nadawca próbuje dostarczyć broń w inne miejsce niż wynika to z certyfikatu końcowego użytkownika. Rosyjski biznesmen wysyła statek z saletrą amonową do afrykańskiego Mozambiku. Jednostka płynie z Gruzji, z Batumi, ale po drodze zdarza się awaria. Statek przerywa podróż w Bejrucie. Załoga (rosyjsko – ukraińska) schodzi na ląd i porzuca statek wobec bankructwa spółki organizującej rejs. Kłopotliwy ładunek najpierw trzymany jest na statku, potem zaś zostaje przeniesiony do portowego magazynu. Sprawa od 6 lat nie może znaleźć swojego finału.

     I tu dotykamy sedna. A może tak właśnie miało być. Może transport miał finalnie trafić do Bejrutu? Może był potrzebny, aby systematycznie korzystać z niego mogło zbrojne skrzydło Hezbollah?

Fot. Pixabay

IRAN PRĘŻY MUSKUŁY – W MANEWRACH UŻYTO POCISKI BALISTYCZNE

Pod koniec lipca Irańska Gwardia Rewolucyjna, podczas ćwiczeń wojskowych, wystrzeliła podziemne pociski balistyczne. Nagranie z drona pokazało dwa pociski wystrzelone z zakrytych miejsc na pustynnym płaskowyżu w środkowym Iranie.

W ramach irańskich ćwiczeń Payambar-e Azam 14 (Wielki Prorok) w państwowej telewizji wyemitowano krótki filmik, pokazujący wystrzelenie pocisków w kierunki repliki amerykańskiego okrętu USS Nimitz. Inne nagrania z ćwiczeń pokazywały łodzie motorowe okrążające replikę, komandosów zjeżdżających na linie na pokładzie statku oraz nurków operujących pod wodą.

Powszechnie uważa się, że większość irańskiego arsenału ukryta jest w podziemnych silosach. W przypadku zakończonych manewrów wojskowych udało się jednak wstępnie ustalić, że lokalizacja baterii znajduje się w pobliżu miasta portowego Bandar Abbas. Niestety, nie udało się jednak zidentyfikowano pocisków używanych w ćwiczeniach wojskowych Iranu.

Marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych potępiła „nieodpowiedzialne i lekkomyślne zachowanie Iranu”, nazywając je próbą „zastraszenia i przymusu”. Ostrzał wywołał bowiem alarm wojskowy w dwóch kwaterach centralnych CENTCOM – w bazie lotniczej Al-Dhafra w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i bazie lotniczej Al-Udeid w Katarze. „Incydent trwał kilka minut” – powiedziała rzeczniczka Centralnego Dowództwa Beth Riordan.

Irańska agencja informacyjna opublikowała grafikę przedstawiającą amerykańskiego lotniskowca w kształcie trumny z namalowanym zestawem celowników i podpisem, w którym cytuje się Ajatollaha Chamenei’ego, który obiecał pomścić amerykański atak, w których zabity został Sulejmani.

Źródło: Debka
Fot. Pixabay

SOJUSZ PIĘCIORGA OCZU INTENSYFIKUJE SWOJE DZIAŁANIA

Sojusz Pięciorga Oczu („Five Eyes”) analizuje możliwości: włączenia Japonii w swoje działania oraz rozszerzenia w postaci nawiązywania stosunków gospodarczych wśród państw, które gromadzą kluczowe rezerwy strategiczne.

Kryzys związany z epidemią COVID-19 ujawnił kluczowe strategiczne zależności Zachodu od Chin. W celu zmniejszenia stopnia uzależnienia już w najbliższym czasie mają zostać ogłoszone plany znacznego zwiększenia produkcji rzadkich i półrzadkich metali w Australii, Kanadzie i Ameryce. Surowce krytyczne są bowiem kluczowymi składnikami szerokiej gamy produktów konsumenckich, w tym telefonów komórkowych, laptopów i telewizorów, i mają szerokie zastosowania obronne (np. w silnikach odrzutowych, satelitach, laserach i pociskach). Według US Geological Survey, w ciągu ostatniej dekady Chiny odpowiadały średnio za ponad 90% światowej produkcji i dostaw metali ziem rzadkich.

Potencjał do poszerzenia roli Sojuszu utworzonego w 1941 r., jest częścią rosnącego zainteresowania brytyjskich oraz australijskich konserwatystów utworzeniem spójnego politycznego i gospodarczego tworu, który będzie bezpośrednio konkurował z Chinami.

Pomysł utworzenia swoistego „bloku wolnego handlu” uzyskał poparcie Andrew Hastiego, przewodniczącego wspólnej komisji wywiadu australijskiego parlamentu i wieloletniego krytyka Chin. Na jednym z seminariów dot. uniezależnienia się od produkcji z Chin, podkreślał, że: „Po dokonaniu przeglądu łańcuchów dostaw i ustaleniu słabych punktów, zrozumiemy, gdzie możemy pokonać nasze słabości. Istnieje potencjał do zbudowania bloku wolnego handlu. Powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby zbudować tego rodzaju twór”.

Równolegle, jedną z rozpatrywanych propozycji jest włączenie Japonii i stworzenie z niej szóstego partnera w zakresie wymiany danych wywiadowczych. Propozycja ta została złożona przez japońskiego ministra obrony Tarō Kōno i została przyjęta z zadowoleniem przez  przewodniczącego specjalnej komisji do spraw zagranicznych. Minister ten w swoim przemówieniu ostrzegał, że rozwój chińskiej gospodarki umożliwił Chinom kupowanie zagranicznych firm technologicznych, dodając, że są to: „Działania, które musimy uważnie monitorować. Partnerstwa technologiczne z krajami takimi jak Wielka Brytania będą miały kluczowe znaczenie dla przeciwdziałania aktywności Chin”. Dodał, że Chiny próbują uniezależnić się od gospodarki amerykańskiej poprzez szybkie usługi przesyłania pieniędzy, wprowadzenie własnego Internetu i wprowadzenie chińskiego porządku międzynarodowego.

Źródło: The Guardian
Fot. Pixabay

SABRE – TAJNE NARZĘDZIE NADZORU FBI

Mało znana, ale bardzo wpływowa teksańska firma posłużyła FBI do nadzorowania podróżników na całym świecie. Jako największa z trzech firm, które przechowują ogromną ilość informacji o podróżach wielu ludzi – od miejsc w samolotach po rezerwacje hoteli – Sabre została wezwana do przekazania gromadzonych przez siebie danych podróżnych i dzięki temu umożliwiła FBI śledzenie figurantów w czasie rzeczywistym.

Aby zrozumieć, w jaki sposób Sabre, firma notowana na giełdzie NASDAQ z kapitałem przekraczającym 2 miliardy dolarów, zgromadziła tak ogromną ilość danych, trzeba cofnąć się do połowy lat pięćdziesiątych XX wieku, czyli do samych początków boom’u w branży turystycznej. W biurach American Airlines personel rezerwujący odbierał telefony siedząc przy dużych okrągłych stołach pełnych różnego rodzaju schowków. W każdym z nich znajdowały się fiszki – małe zapiski każdej oddzielnej rezerwacji podróży. Cały system zaprojektowany do śledzenia, kto i kiedy zarezerwował jakie miejsce. System ten jednak okazał się bardzo wadliwy…

Aby uczynić go bardziej wydajnym i dokładnym, firma American Airlines zwróciła się do szybko rozwijających się koncernów komputerowych wzywając naukowców IBM i MIT do stworzenia pierwszego w branży „rekordu pasażera”, obszernej bazy danych rezerwacji podróży, które można aktualizować i śledzić z dużo większą wydajnością. W ten właśnie sposób narodził się Sabre, który został uruchomiony na dwóch komputerach IBM w 1964 roku.

System działał tak dobrze, że z Sabre postanowiono zrobić sprawnie działające przedsiębiorstwo i rozszerzyć działalność na inne linie lotnicze. Firma w kolejnych latach rozwijała się dalej, stając się jeszcze bardziej istotna dla branży dzięki śledzeniu nie tylko rezerwacji lotniczych, ale prawie wszystkiego, co ma związek z podróżami – od hotelu po wypożyczony samochód.

Firma obecnie przetwarza ponad jedną trzecią wszystkich rezerwacji na podróże lotnicze na świecie, co stanowi ponad 260 miliardów dolarów światowych wydatków na podróże rocznie. Dziś zatrudnia ok. 9 000 pracowników. To największy z zaledwie trzech graczy – pozostali dwaj to Amadeus z siedzibą w Madrycie i brytyjski Travelport. Razem posiadają gigantyczne sieci i bazy danych pełne informacji o planach podróży na całym świecie: są tam plany podróży, taryfy, rezerwacje, loty łączone i koszty biletów, podobnie jak rozkłady załóg i inne informacje logistyczne.

Zaangażowanie amerykańskiego rządu w działalność Sabre jest widoczne już od dłuższego czasu. Stany przy wielu okazjach potajemnie zwracały się do firmy o aktywne śledzenie ruchów podejrzanych, zarówno w poważnych, jak i mniejszych sprawach karnych. Jednak w przypadku Sabre ma to wyjątkowo strategiczne znaczenie – firma pomogła bowiem w śledzeniu ruchów porywaczy z 11 września. Tu jednak chcielibyśmy rzucić trochę światła na najświeższe wydarzenia…

W jednym z ostatnich raportów dot. cyberbezpieczeństwa oraz bezpieczeństwa danych osobowych jasno wskazano, że Sabre może zostać zmuszony do aktywnego obserwowania i zgłaszania miejsca pobytu osób wskazanych przez amerykańskie służb osób bez względu na swoje opory.

Już rok temu FBI zwróciło się do firmy o dostarczenie aktualnych informacji o podróżach podejrzanego o hakerstwo, indyjskiego zbiega o imieniu Deepanshu Kher. Sabre miał dostarczać „kompletne” informacje o aktywności na koncie podróżnego w czasie rzeczywistym przez sześć kolejnych miesięcy.

„Prośba” FBI jest jedną z co najmniej czterech, w których Sabre „zgodził” się przekazać takie informacje o podróżnym. W 2015 r. FBI ścigało Aleksieja Juriewicza Burkowa, który według śledczych prowadził Cardplanet, internetowy bazar o wartości ok. 20 milionów dolarów, na którym można było dokonać kupna i sprzedaży skradzionych danych kart kredytowych.

Coraz więcej ekspertów ostrzega, że dalsze funkcjonowanie firmy w ten sposób grozi przekształceniem w swoistego „agenta” organów ścigania. W swoich analizach opierają się na porządku prawnym USA, w którym służby chcąc otrzymać dane od podmiotów prywatnych muszą wykazać, że strona trzecia jest potrzebna i wystarczająco bliska prowadzonej sprawie. W przypadku Sabre, biorąc pod uwagę, że istniały inne sposoby uzyskania informacji o podróżach np. za pośrednictwem baz danych służb celnych i granicznych, konieczność ta była wątpliwa.

Źródło: Forbes
Fot. Pixabay

ANALIZA: CZY NA BLISKIM WSCHODZIE WYBUCHNIE WOJNA?

Ostatnie tygodnie to seria „trudnych do wytłumaczenia” zdarzeń w Iranie. Pożary, wybuchy gazu i inne niedogodności paraliżują pracę obiektów o charakterze strategicznym. To nie tylko placówki stricte wojskowe, ale również zakłady przemysłowe związane z przemysłem obronnym i obiekty kojarzone z programem jądrowym.

Bliskowschodnie źródła wywiadowcze informują, że sam Teheran nie ma pewności co jest rzeczywistym wypadkiem a co działaniem obcych służb. Wyczuwalna jest duża nerwowość, potęgowana bezsilnością. Tym bardziej, że do incydentów dochodzi w całym kraju. To stawia pod znakiem zapytania skuteczność służb kontrwywiadowczych. Mimo, że Vavak (tajna służba irańska) wprowadza co chwilę nowe procedury bezpieczeństwa to wciąż pojawiają się kolejne problemy.

Przypomnijmy tylko te ostatnie incydenty, o których wiemy:

  • 25 czerwca doszło do wybuchu gazu w zakładach produkujących rakiety na przedmieściach Teheranu,
  • 2 lipca pożar w Nantaz – największym ośrodku wzbogacania uranu.
  • 15 lipca pożar w stoczni w Buszer – spłonęło co najmniej 7 statków.

Ale to nie wszystko. Irańskie władze odnotowały także pożar fabryki aluminium w przemysłowym mieście Lamard, w prowincji Fars. W ostatnią niedzielę wybuchł także pożar w zakładzie petrochemicznym w prowincji Khuzestan. Doszło również do mniejszych wybuchów w dwóch elektrowniach oraz wycieku chloru w zakładzie chemicznym.

Czy to wygląda na pechową, przypadkową serię? Raczej nie… Czy potrzebne są podpowiedzi w celu identyfikacji głównego zainteresowanego destabilizacją sytuacji w Iranie? Chyba nie.

To część szerszej, dobrze zaplanowanej kampanii, która ma dwa zasadnicze cele. Z jednej strony chodzi o podważenie morale irańskich służb i wywołanie wewnętrznego konfliktu na linii władze państwa – służby specjalne. To także wiadomość do irańskiej opozycji, która brzmi: „jeszcze nic poważnego nie zrobiliśmy a Vavak już nie panuje nad sytuacją. Pomyślcie co się stanie, jak weźmiemy się za to na poważnie”. Ale to jedna strona medalu. A druga? Chodzi też o sprowokowanie reakcji Teheranu i to najlepiej w krótkim czasie. Warto podkreślić, że po zabiciu generała Sulejmaniego irańska odpowiedź militarna była nie tylko wyjątkowo stonowana, ale także poprzedzona sygnałami dyplomatycznymi (wysyłanymi za pośrednictwem Szwajcarów) tak, aby żadnemu żołnierzowi amerykańskiemu włos z głowy nie spadł. To był spory zawód dla Izraelczyków, którzy liczyli na coś więcej.

Dlaczego kryterium czasu jest tak istotne?

Bo Izrael, który stoi za tymi działaniami kalkuluje, że jeżeli listopadowe wybory w USA wygra Joe Biden, to może dojść do próby normalizacji stosunków z Iranem – to w wersji max. A w wersji minimum administracja w Waszyngtonie będzie potrzebowała co najmniej kilku miesięcy, aby na spokojnie dokonać analizy bieżącej sytuacji. I wcale nie ma pewności, że jej wyniki byłyby zadawalające z punktu widzenia interesów TelAvivu.

Stąd intensyfikacja ostatnich działań. A skąd pewność, że to Izraelski wywiad działa na terytorium wroga? Wystarczy przytoczyć wypowiedź szefa izraelskiej dyplomacji z 5 lipca. Pytany przez dziennikarzy czy izraelskie służby działają w Iranie Minister Gabi Ashkenazi odparł (z rysującym się, dyskretnym uśmiechem) powiedział, że „w odniesieniu do Iranu podejmujemy działania, o których lepiej nie mówić”.

Co dalej?

Według naszych źródeł ataki będą się nasilać, a Izrael liczy, że komuś w Teheranie w końcu puszczą nerwy i zareaguje w sposób, który jednoznacznie będzie można uznać za akt agresji.

Ale jest jeszcze jeden bardzo istotny element układanki, który powoduje, że i Amerykanie czują potrzebę zaangażowania w problem Iranu. Otóż w ostatnich miesiącach jeszcze bardziej intensywne niż zwykle były relacje irańsko chińskie. Rządy obydwu państw umówiły się na podjęcie szerokiej współpracy. Podpisano szereg bardzo istotnych umów, ale najważniejszy dokument ramowy, precyzuje na 18 stronach kluczowe kierunki współpracy, których kształt można streścić w kilku punktach:

  1. W ciągu kolejnych 25 lat Chiny zainwestują w Iranie 400 mld $.
  2. Potężne inwestycje chińskie w infrastrukturę naftowo gazową (wydobywczą, rafineryjną i przesyłową) w zamian za gwarantowany, wieloletni dostęp do surowców po preferencyjnych cenach.
  3. Inwestycje w infrastrukturę portową i zaangażowanie Chin w pomoc przy sprzedaży irańskiej ropy na rynkach państw trzecich w zamian za obecność militarną Chin w strategicznych irańskich portach.
  4. Współpraca militarna we wszystkich jej aspektach.
  5. Budowa infrastruktury telekomunikacyjnej (w tym sieci 5G).
  6. Rozliczenia w juanie, z pominięciem USD.

Paradoksalnie, poszerzenie współpracy strategicznej między obydwoma państwami może tylko przyspieszyć decyzję o jakiejś formie ataku na Iran (który de facto już trwa). Dlaczego? Bo pełnowymiarowa obecność Chin w Iranie tylko skomplikuje sytuację – stworzy bowiem wrażenie, że potencjalny konflikt nabierze wymiaru globalnego.

Dlatego nie jest moim zdaniem wykluczone, że jeszcze przed listopadowymi wyborami w USA, sytuacja wokół Iranu mocno się zagęści.

Fot. Pixabay