Home Archive by category Polecane

Polecane

Hakerzy powiązani z rosyjskim wywiadem wojskowym dokonali skutecznych ataków na 104 konta pracowników kluczowych europejskich think-tanków zajmujących się polityką zagraniczną i bezpieczeństwem. Na liście znajdują się także podmioty działające w Polsce.

Informacje Microsoft na temat zdarzenia

Firma Microsoft poinformowała w specjalnym komunikacie, że w ramach współpracy z Threat Intelligence Center (MSTIC) i Digital Crimes Unit (DCU) prowadzi codzienne działania zmierzające do ochrony swoich klientów. Według koncernu wykryte ataki hakerskie często obejmują think-tanki i organizacje non-profit zajmujące się tematami związanymi z demokracją, transparentnością wyborczą i polityką publiczną, które mają kontakt z urzędnikami państwowymi.

Microsoft w ramach stosowanej prewencji wykrył niedawno ataki wymierzone w pracowników Niemieckiej Rady ds. Stosunków Zagranicznych, Instytut Aspen i German Marshall Fund. Amerykański koncern za zgodą wspomnianych organizacji poinformował, że zhakowano 104 konta należące do ICH pracowników w Belgii, Francji, Niemczech, Polsce, Rumunii i Serbii.

Nadal badane są źródła tych ataków, ale według Microsoft wiele z nich pochodzi z grupy, którą nazwano Strontium. Ataki miały miejsce w okresie od września do grudnia 2018 r.

Atakujący w większości przypadków tworzyli złośliwe adresy URL i fałszywe adresy e-mail. Tym sposobem próbowano uzyskać dostęp do danych uwierzytelniających pracowników i zaimplementować na ich urządzeniach złośliwe oprogramowanie.

Według Microsoft wspomniane ataki są ostrzeżeniem dla europejskich przywódców w przededniu wyborów odbywających się w Europie.

Komentarz

Grupa Strontium znana jest także jako jednostka APT28, Fancy Bear czy Sofacy. Zdaniem kluczowych spółek związanych z sektorem cyberbezpieczeństwa (Microsoft, Trend Micro) z dużym prawdopodobieństwem są to hakerzy pracujący na rzecz rosyjskiego wywiadu wojskowego, którzy zasłynęli m.in. atakami na parlament Niemiec, Biały Dom, Komisję Europejską, Bank Światowy, NATO, czy amerykańską Partię Demokratyczną. Ostatnia kwestia jest obecnie wnikliwie badana w związku z rosyjską ingerencją w amerykańskie wybory prezydenckie. Prokurator specjalny Robert Mueller ma zaprezentować wyniki swojego śledztwa w najbliższych dniach – co może być wstrząsem dla opinii publicznej w USA.

Atak na kluczowe think-tanki polityczne w Europie ma bardzo istotne znaczenie. To ośrodki, które bardzo często nadają ton polityce zagranicznej kluczowych krajów UE, dysponującą dużą wiedzą ze względu na międzynarodową wymianę informacji (oficjalnych, plotek, a czasem nawet nieoficjalnych), a także związki z kluczowymi instytucjami państwowymi. Takie podmioty stanowią także obszar działania służb. Dlatego wydarzenie nakreślone przez Microsoft należy uznać za bardzo groźne, choć jak poinformował np. German Marshall Fund nie doszło do infiltracji serwera należącego do think-tanku.

Nie zmienia to jednak faktu, że już same informacje pojawiające się w korespondencji oficjalnej mogą być bardzo cenne. Nie wiemy również czy grupie Fancy Bear nie udało się zainfekować urządzeń należących do analityków złośliwym oprogramowaniem. Bardzo często służbowa poczta jest pobierana na urządzeniach prywatnych z powodu zwykłego lenistwa – w takim wypadku mogły wyciec także informacje osobowe pracowników zaatakowanych think-tanków. Rzecz bezcenna np. w kontekście werbunkowym.

Głównym celem uderzenia w kluczowe think-tanki europejskie jak wskazuje Microsoft był kontekst wyborczy. Komunikat firmy wprost precyzuje, że należy spodziewać się dalszych działań wymierzonych w transparentność wyborów w Europie. Ponieważ w całej sprawie pojawia/ją się pracownik/pracownicy zhakowanych instytucji pracujący na terenie Polski rodzi to pytania o przygotowanie rodzimych służb do zabezpieczenia procesu wyborczego w naszym kraju.

Jest to istotne pytanie z przynajmniej kilku powodów. Mam tu na myśli z jednej strony duże ryzyko zwiększonej reprezentacji skrajnych partii politycznych finansowanych przez Rosję w Parlamencie Europejskim (np. ugrupowanie Matteo Salviniego, które stara się konsolidować środowiska określane czasem jako „Putintern”). Z drugiej strony w Polsce również zauważalny jest proces konsolidacji takich grup w przededniu wyborów europejskich.

W kontekście działań Fancy Bear należy zadać ważne pytania dotyczące Polski. Wspomniałem już o zabezpieczeniu procesu wyborczego, ale należy odnieść się do jeszcze jednej rzeczy. Tym razem atak hakerski spadł na German Marshall Fund, a właściwie pracownika/pracowników warszawskiego biura tej organizacji (być może również analityków dwóch pozostałych fundacji wymienionych przez Microsoft). Co się wydarzy jeśli następnym razem takimi działaniami zostaną objęte PISM czy OSW? Czy są na to gotowe?

Fot. Pixabay

Od momentu zaprzysiężenia amerykański prezydent Donald Trump spotkał się ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Władimirem Putinem aż pięć razy. Jednak szczegóły tych rozmów pozostają nieznane.

Biały Dom robi wszystko, aby informacje na ten temat nie wypłynęły na zewnątrz. Mało tego, większość wyższych urzędników Departamentu Stanu także nie może liczyć na dostęp do treści rozmów. Taki stan rzeczy niepokoi Demokratów, którzy podejrzewają, że Trump może ukrywać prawdziwą naturę swoich relacji z Putinem. Zapowiadają przy tym, że wystąpią (korzystając z faktu uzyskania większości w Izbie Reprezentantów) o szereg dodatkowych dokumentów, które rzucą trochę więcej światła nie tylko na relacje obydwu prezydentów, ale także ich zaplecza i współpracowników.

Steven Pifer, były amerykański ambasador na Ukrainie, a także członek rady Bezpieczeństwa Narodowego (za czasów Clintona), zajmujący się Rosją i Ukrainą pyta wprost na łamach The Wall Street Journal: „Jak bardzo wrażliwe problemy musiały być przedmiotem dyskusji przywódców obydwu państw, skoro prezydent USA nie chce się nimi z nikim podzielić”?

Co ciekawe nikt nie dysponuje także notatkami z rozmów, choć przepisy federalne są w tej sprawie jasne – nie ma czegoś takiego jak prywatne notatki. Tymczasem są one za każdym razem zabierane przez Trumpa – tak było zarówno podczas spotkań w Helsinkach jak i w Hamburgu. Zakaz notowania dotyczy także…tłumaczy. To tylko podsyca spekulacje o „nienaturalnym charakterze” relacji Trumpa z Putinem.

Nieprzypadkowy wydaje się w tym kontekście opór prezydenta Trumpa w sprawie wprowadzenia sankcji przeciwko Rosji w 2016 roku. Tu jednak zdecydowana postawa Kongresu przeważyła. Ale Prezydent USA opierał się także wprowadzeniu nowych sankcji po atakach z użyciem broni chemicznej w Syrii, która mogła liczyć na wsparcie Kremla.

Prezydent bagatelizował także ostrzeżenia, płynące z amerykańskich służb, dotyczące potencjalnych możliwości wpływania przez Rosjan na przebieg wyborów w Stanach Zjednoczonych. Szef Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, Admirał Mike Rogers, zeznał przed Kongresem w ubiegłym roku, że administracja nie robi wystarczająco dużo, aby utrudnić przeprowadzanie rosyjskich cyberataków w przyszłości. Po części dlatego, że prezydent nie traktował tej kwestii priorytetowo. Mało tego, podczas szczytu w Helsinkach Trump powiedział wprost, że w jego opinii nie może być mowy o rosyjskiej ingerencji w proces wyborczy, co spotkało się rzecz jasna z bardzo ciepłym przyjęciem ze strony Putina. Amerykańska społeczność wywiadowcza uznała te słowa za niezwykle szkodliwe, ale także odebrała je jako dowód całkowitego braku zaufania.

W tej sprawie jest zdecydowanie za dużo zaskakujących przypadków. O co może więc chodzić?

Były prawnik Trumpa, Michael Cohen zeznając przed komisją ds. wywiadu Izby Reprezentantów, przedstawił szereg nowych dokumentów, które rzucają więcej światła na relacje Trumpa i jego najbliższego otoczenia z Rosjanami. Przede wszystkim w sprawie negocjacji towarzyszących planom budowy Trump Tower w Moskwie. Przypomnijmy, współpracownicy Trumpa mieli pozyskać przychylność Putina dla tego projektu w zamian za nieodpłatne przekazanie apartamentu w budynku o wartości 50 mln $.

Cohen, który został skazany na trzy lata więzienia, powiedział, że otrzymał poufne zlecenie od Trumpa – miał w tej sprawie okłamywać Kongres. Prezydent oczywiście zaprzecza. Jednak były prawnik prezydenta zeznał również, że był świadkiem rozmów Ivanki Trump i jej męża na temat przebiegu moskiewskich negocjacji, choć obydwoje utrzymywali, że ich wiedza w tym obszarze jest żadna. Zapowiedział przedstawienie twardych dowodów w postaci korespondencji. Demokraci będą chcieli w najbliższym czasie przesłuchać wieloletniego współpracownika Trumpa – Felixa Satera, który odpowiedzialny był za negocjacje w Rosji.

Demokraci twierdzą także, że należy zbadać czy relacje otoczenia Trumpa z ludźmi Kremla nie miały wpływu na linię polityczną ówczesnego kandydata na prezydenta USA Donalda Trumpa, który nie szczędził pochwał Putinowi i opowiadał się za poprawą stosunków USA-Rosja. Działo się to w czasie, kiedy projekt budowy Trump Tower był cały czas poważnie rozważany – innymi słowy, kiedy ludzie Trumpa zabiegali o możliwość jego wybudowania. Pytanie, które pozostawiamy na razie bez odpowiedzi brzmi nie czy, ale jak rosyjskie służby specjalne, wykorzystały tę okazję do zdobycia materiałów obciążających prezydenta Trumpa i jego najbliższych współpracowników.

Fot. Kremlin.ru

Marcin Siuda, podpułkownik rezerwy ABW, przedstawia na łamach portalu O służbach swoje przemyślenia na temat idei kontrwywiadu UE. To kolejny głos w dyskusji jaką zapoczątkował swoim tekstem płk Paweł Białek.

W czasie mojej ponad 20 letniej służby w UOP i ABW niejednokrotnie brałem udział w przedsięwzięciach realizowanych w ramach współpracy z zagranicznymi służbami partnerskimi. Tego typu działania są zawsze okazją do dyskusji na temat roli i wagi współpracy pomiędzy służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo państwa. Po przystąpieniu Polski do UE współpraca ta nabrała głębszego wymiaru. Staliśmy się pełnoprawnym członkiem wspólnoty europejskiej. Służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa i jego porządek konstytucyjny musiały przygotować się na przeciwdziałanie nowym zagrożeniom, jak wspomniany w artykule przez płk. Pawła Białka międzynarodowy terroryzm, czy rozprzestrzenianie broni masowego rażenia.

Czytając jawne raporty publikowane przez większość europejskich służb kontrwywiadowczych (w latach 2008-2014 ABW również publikowała raporty roczne ze swojej działalności. W 2016 r. wszystkie zniknęły ze stron internetowych Agencji) dowiadujemy się, że obok terroryzmu i proliferacji broni masowego rażenia służby te rozpoznają także wymierzone przeciw własnym państwom UE wrogie działania służb rosyjskich.

W zgodnej opinii decydentów i podległych im służb nie sposób skutecznie zwalczać powyższych zjawisk bez współpracy ze służbami partnerskimi. Czy zatem w świetle nowych zagrożeń bezpieczeństwa Unii, wspomnianych w liście Prezydenta Macrona, kolejnym etapem zacieśniania tej współpracy mogłoby być powołanie nowej paneuropejskiej służby kontrwywiadu?

Moje dotychczasowe doświadczenie każe pozostać sceptycznym wobec wszelkich prób nadmiernej instytucjonalizacji współdziałania służb w obrębie danej organizacji/grupy państw. Państwa członkowskie UE zawsze zastrzegały sobie prawo do samodzielności w zakresie zapewniania bezpieczeństwa i ochrony swoich własnych interesów. Do dziś pamiętam gorączkowe zabiegi jednej ze służb, usiłującej na wszelkie sposoby przekonać swoich partnerów, a za ich pośrednictwem decydentów politycznych, do utrzymania tego status quo w Traktacie Lizbońskim. Dlatego też zgadzam się w płk. Białkiem, który pisze o swoistym egoizmie narodowym, który uniemożliwia skuteczne tworzenie struktur pogłębiających unijną integrację.

Na podstawie własnych doświadczeń mogę natomiast stwierdzić, że rozwiązania formalne nie zawsze są skutecznym lekarstwem na dobrą, czyli efektywną współpracę służb.

Podstawowym elementem takiej współpracy jest przede wszystkim interes służby rozumiany jako właściwa realizacja zadań ustawowych prowadząca do pozytywnej oceny służby przez decydentów, a co za tym idzie wzrostu nakładów budżetowych na jej działania, wzrost prestiżu etc. W tym kontekście, w odniesieniu do zwalczania niektórych zagrożeń, interes służb wymaga współpracy. I tak, identyfikacja i aresztowanie w 2008r. jednego z najgroźniejszych rosyjskich szpiegów działających na szkodę NATO była możliwa jedynie dzięki współpracy kontrwywiadów kilku krajów, z których każdy załatwiał de facto własny interes – likwidował zagrożenie rosyjskie na własnym terenie.

Innym czynnikiem warunkującym efektywną współpracę służb jest zaufanie, które w przypadku tak delikatnej materii jak kontrwywiad buduje się latami. Czynnik o tyle ważny, co niewymierny a tym bardziej niemożliwy do ujęcia w ramy przepisów.

Kolejny element to wzajemność. Niewiele służb na świecie, w tym kilka w Europie stać na dzielenie się własnymi informacjami nie oczekując nic w zamian (mam na myśli wymianę informacji).

W mojej opinii zorganizowane przeciwdziałanie nowym zagrożeniom dla państw UE jest możliwe przy wykorzystaniu istniejących mechanizmów współpracy służb, które wymagają jedynie rewizji i dostosowania do zmieniającego się horyzontu bezpieczeństwa (security landscape).

W proces ten należy również, a może przede wszystkim, włączyć decydentów, a więc uzmysłowić politykom, że służby są po to żeby służyć państwu, czyli wspomagać tych którzy posiadając demokratyczny mandat wyborców sprawują władzę.

Najistotniejszym elementem tego procesu powinno być opracowanie wspólnej i uzgodnionej oceny zagrożeń, która byłaby przedmiotem akceptacji np. Rady Europejskiej, czyli najwyższego ciała politycznego Unii. Dokument taki stanowić może punkt wyjściowy do dalszych prac realizowanych przez służby przy wykorzystaniu istniejących platform współpracy np. rozszerzenie mandatu Unijnego Koordynatora ds. Terroryzmu uplasowanego w Sekretariacie Generalnym Rady poprzez utworzenie jednostki produkującej uzgodnione i nieuzgodnione (agreed/non-agreed) analizy i informacje. Innym rozwiązaniem mogłoby być dostosowanie do nowych wyzwań mandatu Counter Terrorism Group.
Można również rozważyć sformułowanie nowych zadań dla innych działających platform współpracy służb europejskich, tak aby po Brexicie, można było nadal korzystać z doświadczeń służb brytyjskich.

Biorąc pod uwagę procesy decyzyjne Unii postulaty prezydenta Macrona raczej nie doczekają się realizacji przed nadchodzącymi wyborami do PE. Pozostanie tylko liczyć na wolę i możliwość doraźnej współpracy eksperckiej kontrwywiadów w zakresie rozpoznawania i przeciwdziałania próbom wrogich ingerencji w procesy wyborcze.

W dalszej perspektywie zacieśniania współpracy w zakresie bezpieczeństwa i obrony UE dyskusja na temat zasygnalizowanego przez płk. Pawła Białka problemu wydaje się nieunikniona. Pozostaje mieć nadzieję, że narodowe partykularyzmy nie przeważą na rzecz wzmacniania kolektywnych zdolności obronnych w tym przed działaniem wrogich wywiadów.

Marcin Siuda: podpułkownik rezerwy ABW: Absolwent Arabistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego (1991). Od 1991 do 2016 oficer Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Od 2007 roku zastępca Dyrektora Centrum Analiz ABW. Od 2011 Doradca Szefa Agencji. W latach 2011 – 2014 analityk w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli. Od 2014 – 2016 oficer łącznikowy ABW przy NATO. W roku akademickim 2017/2018 wykładowca na kierunku Bezpieczeństwo Narodowe w Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej. Ekspert Fundacji Polskie Centrum Analityczne.

Publikacje:
− „Proliferacja towarów i technologii podwójnego zastosowania. Rola ABW w zakresie przeciwdziałania tego typu zagrożeniom” (wspólnie z Michałem Stężyckim i Pauliną Dudzik): Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego (1)2009.
− „Belgijska Służba Bezpieczeństwa Państwa” – wybrane aspekty działań w ramach profilaktyki kontrwywiadowczej: Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego 9(5)2013.

Fot. Materiały własne.

Były wiceminister spraw wewnętrznych odpowiedzialny m.in. za ochronę granic, Antoni Podolski, przedstawia swoje refleksje dot. idei utworzenia europejskiego kontrwywiadu.

Zachęcony przez Pawła Białka i jego tekst w sprawie ewentualności utworzenia europejskiego kontrwywiadu, powstałego na tle propozycji francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona, chciałbym podzielić się z czytelnikami portalu kilkoma refleksjami.

Po pierwsze chciałbym wskazać skąd moim zdaniem wywodzi się pomysł utworzenia Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, zawarty w liście francuskiego prezydenta do Obywateli Europy. Aby uniknąć nieporozumień warto zacytować fragment, do którego się odnosimy:

„Obrona naszej wolności: Model europejski opiera się na wolności człowieka, różnorodności opinii i tworzeniu. Naszą fundamentalną wolnością jest demokratyczna wolność wyboru naszych przywódców i to wtedy, podczas każdego głosowania, obce mocarstwa próbują wpływać na nasze głosy. Proponuję utworzenie Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, która zapewni każdemu Państwu członkowskiemu europejskich ekspertów dla ochrony procesu wyborczego przed cyberprzestępczością i manipulacjami. W tym duchu niezależności, musimy również zabronić finansowania europejskich partii politycznych przez obce mocarstwa. Musimy usunąć z Internetu, zgodnie z przepisami europejskimi, wszelkie przejawy mowy nienawiści i przemocy, ponieważ poszanowanie jednostki jest podstawą naszej cywilizacji godności.”

Jak widać proponowana Agencja unijna ma służyć pomocą ekspercką ściśle w zakresie ochrony procesu wyborczego przed cyber i zwykłą manipulacją. Co więcej, propozycja francuska wypływa z innych inicjatyw francuskich w tej dziedzinie, tak na forum europejskim jak i przede wszystkim wewnątrzkrajowym.

Przypomnijmy, że w ubiegłym roku francuski, rządowy think-tank IRSEM opublikował raport na temat manipulacji i fake newsów, a wcześniej Macron osobiście wskazał rosyjskie Russia Today i Sputnik jako „organy kłamliwej propagandy”. Prezydent próbował nawet wprowadzić ustawowo dość drakońskie penalizowanie dezinformacji i manipulacji informacją, ale został zablokowany przez Senat i skrytykowany przez lewicowe media. Wspomniany raport IRSEM zawiera liczne rekomendacje, które miały by zostać realizowane przez Francję i jej partnerów w następnych latach. Szczególnie Paryż może tu liczyć na poparcie Berlina. Warto zresztą, aby portal Osluzbach, zapoznał polskiego czytelnika z tym raportem.

W skrócie jego najciekawsze rekomendacje to m.in. wskazanie czterech trendów w zakresie dezinformacji i manipulacji: kinetyzacji (ataki fizyczne na infrastrukturę), personalizacji (z wykorzystaniem mediów społecznościowych w dotarciu do indywidualnego odbiorcy, co zastosowano m.in. w kampanii za Brexitem), mainstrymizacji (z wykorzystaniem głównych mediów, nie związanych oficjalnie np. z Rosją) i proxymityzacji (wykorzystania pośredników z państw trzecich do zaatakowania właściwego celu).

Dodam, że choć moim zdaniem francuskiemu prezydentowi jeszcze nie o europejski kontrwywiad chodzi, a raczej o działania eksperckie i prawne, to jeśli projekt „Odbudowy” Europy ma się udać, to zgadzam się z płk Białkiem, iż nie da się takiego kierunku uniknąć, zwłaszcza w kontekście innej propozycji Macrona z tego samego listu, powołania Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Co więcej nie będzie to propozycja nowa, bowiem już w 2004 roku, po szoku bezbronności Europy wobec fali islamskiego terroryzmu, pojawiła się propozycja powołania europejskiej „CIA”, czyli wspólnotowej Agencji Wywiadu. Wtedy pomysł wspierały małe państwa, duże były przeciwko, głównie ze względu na ryzyko utraty dwustronnych mechanizmów wymiany informacji z USA. Teraz, gdy z UE wypada Wielka Brytania, a relacje Paryża i Berlina z Waszyngtonem przypominają zimną wojnę temat zapewne może powrócić. I akurat polskie zdanie w tej sprawie będzie najmniej ważne z dwóch powodów.

Po pierwsze Polska tradycyjnie, od lat, niezależnie od ekip rządzących jest przeciwna tego typu inicjatywom. Byliśmy przeciwko Europejskiej Straży Granicznej, Europejskiej Agencji Informacyjnej (Wywiadowczej), wyłączyliśmy się z mechanizmu Prokuratury Europejskiej, wycofaliśmy z Eurokorpusu. Przyczynami są zawsze ignorancja i arogancja doradzających politykom środowisk służb „tajnych, jawnych i dwupłciowych”, cytując poetę.

Ignorancja, bo jak słusznie zauważył płk Białek, polska niechęć do tego typu inicjatyw wynika z błędnego poglądu o elitarności i ekskluzywności naszych służb, które deklarują, że jakoby mogłyby na tej europejskiej wymianie informacji wywiadu i kontrwywiadu tylko stracić. Tymczasem raczej okazałoby się że król jest nagi i nie ma nie tylko nic do ukrycia ale i do pokazania.

Arogancja, bo od lat nasze służby i eksperci są przekonani o wielkiej kompetencji, wiedzy i doświadczeniu na tematy b. ZSRR. Rzeczywiście, tak było jeszcze kilkanaście lat temu, zwłaszcza gdy był to temat zapomniany przez państwa „starego” Zachodu. Zresztą kolejne Białe Księgi oraz raporty rozmaitych komisji śledczych i weryfikacyjnych skutecznie skompromitowały polskie służby jako atrakcyjnego i wiarygodnego partnera czy operatora na Wschodzie.

I tutaj przechodzimy do drugiej przyczyny braku znaczenia polskiego stanowiska w tej sprawie. Polskie służby w ciągu ostatnich czterech lat zatraciły jakiekolwiek zaufanie, wiarygodność i zdolności kooperacyjne. Dość wspomnieć dosłownie siłowe, rozwalenie przez MON wspólnego, polsko-słowackiego Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO i zastąpienie w nim oficera politykiem. Dość wspomnieć sprawę wpisania przez Szefa ABW Ludmiły Kozłowskiej do Systemu Informacyjnego Schengen jako osoby niepożądanej w UE i swoiste, bezprecedensowe „olanie” tegoż zapisu przez kluczowe państwa unijne (a więc i ich wywiady i kontrwywiady), ukoronowane ostatnim przyznaniem tej osobie prawa pobytu w Belgii.

Można jeszcze przypomnieć dialog polskiego wysokiego urzędnika z martwym kontem na Twitterze w sprawie polsko-brytyjskiej współpracy wywiadowczej dotyczącej zamachu na rodzinę Skripalów, czy też pomysł zaproponowania na kierownicze stanowisko w wywiadzie NATO prawicowego publicysty. I tę negatywną opinię nie będzie możliwe ani łatwo, ani szybko zmienić. Tak więc możemy co najwyżej kibicować europejskiej ofensywie francusko-niemieckiej i czekać, aż pomyślniejsze warunki polityczne w Polsce pozwolą nam do nich dołączyć, także w dziedzinie bezpieczeństwa i wywiadu.

Antoni Podolski: Mgr historii Uniwersytetu Warszawskiego, były oficer UOP, stypendysta NATO, od ponad 25 lat zajmuje się praktycznie i analitycznie problematyką bezpieczeństwa narodowego ze szczególnym uwzględnieniem problematyki wschodniej, europejskiej i energetycznej. Były urzędnik państwowy, m.in. dwukrotny wiceminister spraw wewnętrznych i administracji odpowiedzialny za zarządzanie kryzysowe, migrację i ochronę granic i przygotowania do SIS UE; twórca i pierwszy dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Były Sekretarz Programu dla Zagranicy Polskiego Radia; były Dyrektor Programowy i członek Zarządu Centrum Stosunków Międzynarodowych; były wiceprezes zarządu Polskiego LNG SA. W latach 2010-2015 członek Rady Konsultacyjnej COS ABW i redakcji Przeglądu Bezpieczeństwa Wewnętrznego ABW.

Fot. Pixabay

Trwa przeciąganie liny pomiędzy Pekinem a Waszyngtonem. Zamiast porozumienia kończącego wojnę handlową mamy nową odsłonę wojny o Huawei. W ramach odwetu za zatrzymanie w Kanadzie wiceprezes koncernu, Pekin oskarżył dwóch jej obywateli o szpiegostwo. A wszystko to w cieniu obrad Komunistycznej Partii Chin.

Śledztwa, w których podejrzanymi są Michael Kovrig i Michael Spavor zostały połączone w jedno postępowanie a chiński kontrwywiad twierdzi, że dysponuje twardymi dowodami na współpracę obydwu mężczyzn z obcym wywiadem. Informacje o zarzutach pojawiły się w szczególnym z politycznego punktu widzenia momencie, a więc podczas obradującego właśnie kongresu Komunistycznej Partii Chin.

Co to oznacza?

Zdaniem ekspertów obydwaj Kanadyjczycy, zagrożeni karą wieloletniego, ciężkiego więzienia, staną się zakładnikami sprawy Huawei. Przypomnijmy, władze kanadyjskie, odpowiadając na amerykański wniosek, dokonały zatrzymania Pani Meng Wanzhou, która w Huawei pełni funkcję wiceprezesa a prywatnie jest córką założyciela koncernu.

SPRAWA CÓRKI ZAŁOŻYCIELA HUAWEI NABIERA TEMPA

To oczywista forma presji na kanadyjski rząd, aby ten interweniował ws. wniosku o ekstradycję Pani Meng do USA. Innymi słowy – zgoda na ekstradycję oznaczać będzie skazanie Kanadyjczyków za szpiegostwo.

O powadze sytuacji świadczy fakt, że pierwsze informacje na temat rzekomej szpiegowskiej aktywności Kovriga i Spavora opublikował serwis prasowy KPCh. Eksperci twierdzą, że część delegatów na kongres partii domagało się zdecydowanych działań w obronie chińskiego koncernu. W związku z trwającymi negocjacjami dotyczącymi prób zakończenia wojny handlowej, bezpośrednie działania przeciwko aktywom wywiadowczym USA nie wchodziły w grę. Pekinowi szczególnie zależy na zakończeniu wojny ekonomicznej wobec słabnącej gospodarki. Chiński PKB spadł najbardziej od blisko 30 lat a władze poszukują nowych impulsów prowzrostowych. Dlatego uderzenie w Kanadyjczyków było zdecydowanie bardziej racjonalne. Dodajmy, że mężczyźni zostali aresztowani 10 grudnia, w dwóch różnych miastach, niedługo po zatrzymaniu Pani Meng (1 grudnia). Pekin nawet nie próbował ukryć, że sprawy te są ze sobą związane. To zresztą nie pierwsza tego typu historia.

W 2016 roku Chińczycy oskarżyli o działalność szpiegowską innego obywatela Kanady – Kevina Garratta. Po kilku miesiącach mężczyzna został zwolniony z aresztu i wrócił do Kanady. Co ciekawe do zatrzymania doszło niedługo po tym, jak kanadyjski kontrwywiad aresztował Pana Su Bin, który wykradał tajemnice koncernu Boeing.

Czy Kanadyjczycy rzeczywiście są szpiegami?

Zacznijmy od tego, że obydwaj panowie znają się i łączy ich wspólne, bardzo oryginalne zainteresowanie Koreą Północną.

Kovrig, pracuje jako analityk Międzynarodowej Grupy Kryzysowej (ICG), której siedziba znajduje się w Hong Kongu. Często podróżował do Chin, także w celach badawczych dotyczących Korei Północnej. Zawsze jednak posługiwał się zwykłym paszportem (nie dyplomatycznym). Był zresztą w trakcie sporządzania kolejnego raportu na ten temat. International Crisis Group określił chińskie zarzuty mianem absurdalnych i bezpodstawnych podkreślając, że cała dotychczasowa aktywność Kovriga była nacechowana maksymalnym stopniem transparentności.

Z koli Spavor jest założycielem pozarządowej organizacji Paektu Cultural Exchange, która zajmuje się między innymi ograniczaniem izolacjonizmu poprzez realizację wspólnych z Koreą Północną projektów w dziedzinie kultury, sportu, turystyki, ale i biznesu. Spavor zna biegle koreański, organizował jeden z wyjazdów Dennisa Rodmana, znanego amerykańskiego koszykarza, do Pjongjangu. Udało mu się nawet uczestniczyć w spotkaniu z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem.
Obydwaj prowadzili dotychczas swoje działania w sposób bardzo przejrzysty. Zdobywali wprawdzie informacje, ale przede wszystkim te oficjalne, nie objęte klauzulami tajności. Współpracujący z nimi dyplomaci podkreślają, że nie powinno być zatem mowy o szpiegostwie.

Eksperci podkreślają, że to co się wydarzyło, jest absolutnie charakterystyczne dla chińskich służb. Trzeba też zauważyć jeszcze jedną koincydencję. Otóż najpierw chiński MSZ (ustami rzecznika prasowego) w ostrych słowach zaprotestował przeciwko wnioskowi ekstradycyjnemu ws. Pani Meng, a już kilka godzin potem organ prasowy KPCh informował
o rzekomym szpiegostwie Kanadyjczyków.

Również koncern Huawei przeszedł do bardziej ofensywnych działań. Prawnicy reprezentujący firmę złożyli pozew w Teksasie przeciwko rządowi USA i siedmiu urzędnikom administracji. Huawei twierdzi, że, Kongres naruszył konstytucję amerykańską, przyjmując ustawę zakazującą agencjom federalnym zakupu sprzętu marki Huawei oraz zakazującą relacji gospodarczych z kontrahentami, którzy używają sprzętu produkcji chińskiej firmy. Z kolei prezes Huawei, podczas spotkania kadry kierowniczej koncernu oświadczył, że jego firma „jest w stanie wojny” z rządem USA. To zupełnie odmienny, bardziej konfrontacyjny ton, który musi wynikać z konsultacji z władzami w Pekinie.

Fot. Pixabay

Ciekawy obraz wyłania się z raportu Apple na temat zagranicznych żądań dotyczących informacji o klientach amerykańskiej firmy technologicznej. Dokument odnosi się do pierwszej połowy 2018 r. i pokazuje w jaki sposób koncern z Cupertino przekazuje dane krajom takim jak Polska.

Produkty Apple stanowią w Polsce pierwszy wybór dla wielu polityków, dziennikarzy czy biznesmenów w odniesieniu do bezpieczeństwa w sieci. Zwraca się uwagę na częste aktualizacje oprogramowania komputerów czy smartfonów amerykańskiej firmy, zamknięty charakter ekosystemu i restrykcyjną politykę prywatności. Czy tak jest w istocie?

Raport firmy dotyczący pierwszej połowy 2018 r. prezentuje bardzo ciekawe dane. Chodzi np. o zestawienie wniosków zewnętrznych (a więc potencjalnie ze strony polskich służb specjalnych choć nie tylko) skierowanych do Apple w związku z żądaniami dotyczącymi udostępnienia informacji dotyczących kont klientów.

Ze strony Polski wnioski dotyczyły w omawianym okresie 15 kont. Tylko w przypadku jednego Apple przekazało wszystkie dane takie jak nazwa i adres klienta, treści z iCloud w tym zdjęcia, e-maile, szczegóły kalendarza, kontakty czy kopie zapasowe. W przypadku 6 kont przekazano stronie polskiej dane nie będące treścią takie jak powiązania konta z innymi usługami czy informacje transakcyjne.

Raport prezentuje również w jaki sposób koncern z Cupertino reaguje na żądania dostępu do danych dotyczących urządzeń (a więc np. numerów IMEI) wystosowywanych przy okazji ich zgubienia czy kradzieży oraz wniosków prawnych (spory dotyczące majątku etc.). Są one generalnie akceptowane przez amerykańską firmę. W pierwszej połowie 2018 r. zapytania dotyczyły 14060 przypadków z czego w 81% zostały one przekazane stronie polskiej.

Fot. Pixabay

Płk Paweł Białek zastanawia się na łamach Osluzbach.pl czy idea europejskiego kontrwywiadu ma sens.

W przededniu wyborów do Parlamentu Europejskiego w mediach szeroko kolportowany był list Prezydenta Francji Emmanuela Macrona, w którym wezwał on obywateli UE do zaangażowania na rzecz odnowy wartości, które legły u podstaw wspólnoty oraz do działań na rzecz ich umocnienia i ochrony. List, pomimo iż porusza wiele kwestii społecznych (np. minimalne wynagrodzenie w UE) nie spotkał się z szeroką debatą publiczną w Polsce. Zapewne jest to związane z niechęcią środowiska PiS do samego E. Macrona, a z drugiej strony obawą opozycji do angażowania się w dyskusję inicjowaną przez kontrowersyjną (po protestach we Francji) osobę Prezydenta Francji.

List a właściwie manifest zawiera kilka ciekawych propozycji, które dotyczą wspólnej polityki bezpieczeństwa i zasługują na szerszą debatę. Emmanuel Macron proponuje utworzenie Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, która zapewni każdemu Państwu członkowskiemu europejskich ekspertów dla ochrony procesu wyborczego przed cyberprzestępczością i manipulacjami oraz uniemożliwi finansowanie europejskich partii politycznych przez obce mocarstwa. W ten sposób Emmanuel Macron proponuje de facto powołanie europejskiego kontrwywiadu.

O wspólnej polityce bezpieczeństwa w UE dyskutuje się od dłuższego czasu i dotychczas udało się wdrożyć wiele projektów i rozwiązań instytucjonalnych, które w pewnym zakresie już dobrze działają. Wszyscy mają jednak świadomość, że to niewystarczające w obliczu zagrożeń dla jedności UE. W moim przekonaniu nie uda się stworzyć faktycznej ochrony dla kluczowych interesów UE bez instytucjonalnego udziału w tym przedsięwzięciu służb specjalnych krajów członkowskich. W tym zakresie, kluczowym elementem wspólnej polityki bezpieczeństwa UE, musi być współpraca cywilnych służb specjalnych poszczególnych państw członkowskich. Unijne regulacje, w odróżnieniu od zagadnień dotyczących ścigania przestępczości kryminalnej, kwestie działalności służb specjalnych pozostają w gestii krajów członkowskich. Współpraca i współdziałanie służb specjalnych w UE oparte są na multi i bilateralnych porozumieniach zawieranych pomiędzy poszczególnymi służbami. Porozumienia te nie mają jednak rangi wiążących dokumentów wspólnotowych (poza kwestiami ochrony informacji niejawnych). Głównym obszarem współpracy służb specjalnych krajów UE są kwestie działań antyterrorystycznych i nieproliferacji. Niestety inne, kluczowe dla bezpieczeństwa UE kwestie, o których w swoim liście pisze Emmanuel Macron (np. manipulacje wyborcze) są przedmiotem sporadycznej i kurtuazyjnej współpracy. Dobrym przykładem, na konieczność takiej współpracy, może być kwestia potencjalnej ingerencji Rosji w procesy wyborcze w poszczególnych krajach członkowskich. Media wielokrotnie już zwracały na to uwagę i publikowały informacje, które z całą pewnością powinny być przedmiotem zainteresowania i współpracy służb specjalnych UE. Trudno jednak obecnie sobie wyobrazić sytuację, w której np. polskie służby dzielą się wiedzą na temat rosyjskiej ingerencji w wybory w Polsce z innymi krajami UE i współpracują w celu jej wyjaśnienia. Wynika to z głęboko zakorzenionego wśród polityków, a często i wśród funkcjonariuszy błędnego przekonania o pewnej elitarności i ekskluzywności pracy służb, a ponadto kraje członkowskie niechętnie dzielą się wiedzą, która z ich perspektywy (lub perspektywy partii sprawujących władzę) może zaszkodzić ich partykularnym interesom. Właśnie ta krajowa perspektywa, ten swoisty narodowy egoizm uniemożliwia dzisiaj stworzenie efektywnej Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, a w zasadzie Służby Europejskiego Kontrwywiadu.

Czy w świetle przytoczonych powyżej argumentów pomysł Prezydenta Emmanuela Macrona jest nierealny? Już sam przegląd potencjalnych interesariuszy tego projektu może przyprawić o ból głowy i zniechęcić do jego realizacji. Jednak fakt, iż dzisiaj ten projekt jest trudny do zrealizowania nie oznacza, że należy go pozostawić bez dyskusji. Jeżeli UE ma przetrwać, to musi w jakiejś perspektywie stworzyć europejską strukturę kontrwywiadowczą, która będzie mieć stosowne prawne umocowanie i będzie mieć możliwości takiego działania, aby skutecznie chronić nasze wspólne interesy i wartości przed zagrożeniami, które często z perspektywy pojedynczego kraju są nieistotne lub niezauważalne. Warunkiem do efektywnej pracy tej europejskiej służby (Agencji) jest dostęp do informacji służb krajów członkowskich, prawo do wnioskowania o wszczęcie postepowań karnych lub administracyjnych przez odpowiednie urzędy w danym państwie, oraz prawo a w zasadzie obowiązek do przekazywania analiz i informacji dla określonych odbiorców. Stworzenie tylko instytucji biurokratycznej, która będzie kolekcjonować dokumenty, to strata czasu i tworzenie niepotrzebnych kosztów. Z drugiej strony, poprzez odpowiednie instrumenty kontroli, należy zadbać o to, aby sama Agencja nie stała się obiektem manipulacji i nie była wykorzystywana do realizacji innych celów.

W tym miejscu pragnę zachęcić wszystkich ekspertów, którzy posiadają odpowiednie doświadczenia lub przemyślenia w tym zakresie do publicznej dyskusji na ten temat.

Paweł Białek: Oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w randze pułkownika, w latach 2007-2012 zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Od 1991 roku pełnił służbę w Urzędzie Ochrony Państwa, a następnie w ABW. 4 grudnia 2007 roku został mianowany na stanowisko zastępcy szefa ABW. Po odejściu z ABW na początku kwietnia 2012 został wysokim urzędnikiem w Ministerstwie Skarbu i zasiada w radach nadzorczych spółek skarbu państwa: KGHM-ie i Orlenie. W latach 2013-2016 był dyrektorem Biura Inwestycji w PERN SA, odpowiedzialnym min. za budowę Terminalu Naftowego w Gdańsku.

Fot. Materiały własne

Według litewskiego kontrwywiadu Rosja znalazła sposób na spenetrowanie rynków energetycznych Polski i krajów bałtyckich.

Nowy raport litewskiej kontry

Litewski kontrwywiad VSD (Lietuvos Respublikos Valstybės Saugumo Departamentas) opublikował nowy raport dotyczący zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa w 2019 r. Wśród zagrożeń energetycznych i ekonomicznych służba wymienia budowaną przez rosyjski Rosatom elektrownię atomową w białoruskim Ostrowcu. Sprawa ma istotne znaczenie dla Polski.

Jak podkreśla VSD: siłownia w Ostrowcu powstaje z pogwałceniem wszelkich norm bezpieczeństwa. Budowę wspiera Białoruś i Rosja koncentrując się na kształtowaniu pozytywnego wizerunku inwestycji zagranicą.

Według raportu: nowa elektrownia atomowa wzmocni wpływ Kremla na reżim Aleksandra Łukaszenki. Powiązany z rosyjskimi władzami koncern Rosatom będzie miał wpływ na eksploatację obiektu, dostawy paliwa jądrowego, a w końcu także likwidację siłowni po przekroczeniu przez nią resursu.

Równie istotny jest według VSD aspekt regionalny. Rosja za pomocą Ostrowca chce mocniej zaznaczyć swoją obecność na lokalnych rynkach energetycznych i uzależnić je od siebie. Nieprzypadkowo lokalizacja nowej elektrowni to tereny przygraniczne, a elektrownia ma produkować energię na eksport (jest celowo przewymiarowana). Białorusini chcieliby dostarczać prąd z Ostrowca m.in. do krajów bałtyckich i Polski.

Rosjanie i Białorusini ominą litewską blokadę energetyczną?

Litwa nie przejawia póki co zainteresowania importem energii z Białorusi. Władze w Wilnie aktywnie zwalczają ten pomysł i legislacyjnie zablokowały możliwość kupna energii z nowej elektrowni atomowej budowanej przez Rosatom. Takie samo stanowisko prezentuje Polska. Jednak jak podkreśla VSD: te działania mogą być niewystarczające. Zdaniem służby Białoruś i Rosja będą próbowały ominąć litewskie ustawodawstwo i eksportować energię z Ostrowca na giełdę.

Chodzi o Nord Pool – największą na świecie giełdę energii elektrycznej. Prowadzi ona działalność na rynkach w krajach skandynawskich, bałtyckich, Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Rozliczanie energii z elektrowni w Ostrowcu w taki sposób spowodowałoby, że nie miałaby ona konkretnej „etykiety pochodzenia”, mimo że fizycznie pochodziłaby z Białorusi. W efekcie cele Rosatomu zostałyby osiągnięte stopniowo uzależniając od energii z jego nowego projektu kraje bałtyckie i Polskę (jest z nimi połączona mostem energetycznym LitPol Link).

W dłuższej perspektywie mogłoby to osłabić chęć wspomnianych państw do budowy własnych źródeł energii, a także umożliwić polityczne naciski np. poprzez ograniczanie eksportu prądu w kluczowych momentach. Warto w tym kontekście podkreślić, że według polskiego operatora PSE najbliższe lata będą charakteryzować się wyjątkowo kruchą równowagą systemu elektroenergetycznego i rosnącym ryzykiem blackoutu (wielkoobszarowej awarii). Jest to związane z rosnącym zapotrzebowaniem na energię w szczytach letnich, wycofywaniem starych elektrowni węglowych etc.

Z powodu dużego zagrożenia napływem taniego prądu z państw autorytarnych, które wykorzystują politycznie energetykę, Polska od dłuższego czasu w nieoficjalnych rozmowach domagała się od Litwy fizycznej likwidacji połączeń energetycznych z Białorusią. Władze w Wilnie zobowiązały się 10 maja 2017 r. zdemontować linię elektroenergetyczną łączącą Ignalinę i Mińsk (750 kW) do 2020 r. Czy dotrzymają słowa? Po drodze wiele może się jeszcze zmienić na litewskiej scenie politycznej.

Szerzej o sprawie pisałem w swojej książce pt. „Stawka większa niż gaz” wydanej nakładem Arbitrora.

Fot. Litgrid

Nadpisanie nagrań z Pałacu Prezydenckiego, które mogły być dowodem w sprawie Stefana W. po zaledwie miesiącu świadczy o nie najlepszej analizie ryzyka i dopasowaniu do niej urządzeń rejestracyjnych we wspomnianym obiekcie.

Gazeta Wyborcza w dniu 24 stycznia 2019 roku w artykule pt. „Nie ma zapisów z kamer Pałacu Prezydenckiego, które miały nagrać Stefana W. Dane zostały nadpisane”, donosi, że śledczy próbują zweryfikować, czy zabójca prezydenta Gdańska, Stefan W., próbował wedrzeć się na teren Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. Materiał z kamer został jednak nadpisany, bo jest przechowywany jedynie przez miesiąc” – stwierdzono w artykule. Cała sytuacja została poprzedzona informacjami podanymi przez PAP z których wynikało, że Stefan W. miał zamiar pozbawienia życia Prezydenta RP. Była to informacja tyleż ciekawa co niesprawdzona. Jak się okazuje prokuratura dopiero teraz próbuje ją zweryfikować m.in. w oparciu o monitoring wizyjny miejski i Pałacu Prezydenckiego. Bo jak się wydaje nie dała wiary wyjaśnieniom SOP, że żadnego incydentu bezpieczeństwa nie odnotowano. SOP nie wyjaśnił również opinii publicznej dlaczego dane rejestrowane przez kamery są przechowywane jedynie przez miesiąc. Nawet Kodeks pracy umożliwia każdemu pracodawcy przechowywanie utrwalonych w ten sposób danych przez trzy miesiące. Miesiąc to stanowczo za krótko dla tego typu obiektu. Świadczy to o nie najlepszej analizie ryzyka i dopasowaniu do niej urządzeń rejestracyjnych. To nieprofesjonalne. Powstaje też naturalnie pytanie dlaczego nie były tworzone kopie zapasowe z rejestratorów, co stanowi rudyment ochrony informacji?

Nagrania z kamer nie są jednak jedynym źródłem informacji, po które powinna sięgnąć prokuratura w celu sprawdzenia czy Stefan W. mówi prawdę. Przypominamy o tym prokuraturze, bo nie chcemy aby utrwaliło się przekonanie, że skoro brak jest nagrań wideo, to tym gorzej dla faktów, bo coś mogło być na rzeczy.

System ochrony obiektu powinien być dostosowany do wszystkich typów zidentyfikowanych zagrożeń́, tak naturalnych, jak i intencjonalnych oraz technicznych. Mamy nadzieję, że właśnie tak zorganizowana została ochrona Pałacu Prezydenckiego.

Na tym obiekcie powinno funkcjonować centrum dowodzenia i koordynacji ochrony fizycznej, wyposażone w zintegrowany system informowania (telewizja przemysłowa, System Sygnalizacji Włamania i Napadu, System Kontroli Dostępu) o wszelkich stanach anormalnych zaistniałych w strefach ochrony. SSWiN stosuje się̨ w celu wykrycia i rejestracji prób nielegalnego wejścia do stref ochrony, wybranych obszarów. Oparte są na urządzeniach: wykrywających ruch w strefie objętej ich działaniem, sygnalizujących otwarcie drzwi, sygnalizujących wypełnienie otworów budowlanych, sygnalizujących uszkodzenie powierzchni szklanych, ostrzegających o zagrożeniach (przyciski alarmowe). Na obiekcie chronionym ogrodzenia powinny współpracować nie tylko z systemami telewizji przemysłowej, pozwalającymi na obserwację ogrodzenia zewnętrznego oraz wszystkich wejść i wyjść ze stref ochrony, ale również z systemami wykrywania i sygnalizacji włamania, pozwalającymi na jak najwcześniejsze wykrycie prób sforsowania ogrodzenia zewnętrznego obiektu oraz z oświetleniem.

Zintegrowany system ochrony, który niewątpliwie powinien istnieć w tak ważnym obiekcie pozwala nie tylko na podejmowanie szybkich decyzji i działań́ zmierzających do neutralizacji ewentualnych zagrożeń, ale także na rejestrację oraz magazynowanie – dla celów dowodowych i analitycznych, negatywnych zdarzeń z wymienionych systemów, niezależnie od materiału wideo utrwalonego przy pomocy telewizji przemysłowej.

Fot. Wikipedia

Piotr Niemczyk na łamach portalu O służbach porusza kwestię zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Morderstwo Pawła Adamowicza pokazuje jak błędna była dotychczasowa polityka zapobiegania terroryzmowi w Polsce. Wyznaczone były fałszywe priorytety, które zamiast identyfikować zagrożenie ze strony grup skrajnie ksenofobicznych i zradykalizowanych mową nienawiści przestępców, kazały szukać terrorystów wśród uchodźców z Syrii. I chociaż rządowa propaganda chciałaby zrobić ze Stefana W. zwykłego wariata, porównanie jego charakterystyki i zachowania z przypadkami terroryzmu w Europie i na świecie, przekonuje że to jednak terrorysta.

Cofnijmy się o 3-4 lata. Walid Salihi w styczniu 2016 zaatakował z nożem rzeźnickim komisariat policji w Paryżu. Omar Mateen, pięć miesięcy później, ostrzelał uczestników imprezy, zabijając 49 osób w gejowskim klubie w Orlando. Dzień później, 13 czerwca 2016 roku, Larossi Abdalla zamordował nożem francuskiego policjanta i jego partnerkę na oczach 3 letniego dziecka. Omar Abdel Hamid El-Hussein rok wcześniej, w lutym 2015 roku, w Kopenhadze ostrzelał z karabinu kawiarnię w której odbywała się konferencja z udziałem autora karykatur Mahometa.

Ani media, ani żaden poważny ośrodek zajmujący się terroryzmem, nie miały wątpliwości, że sprawcy tych zamachów i napadów to ewidentni terroryści. W wersji, której wówczas świat najbardziej się obawiał: „samotnych wilków” – bo tak, obrażając trochę wilki, nazywano samotnie działających terrorystów. Wszyscy byli podejrzewani o kontakty z ISIS (Państwo Islamskie przypisywało sobie zresztą ich zbrodnie), lub podobne wspierające terrorystów organizacje, ale podejrzenia te nie potwierdziły się. Swój fanatyzm i radykalizm budowali w samotności. Podobnie jak samodzielnie dokonywali zamachów i przygotowywali się do nich.

Wszyscy oni, podobnie jak Amedy Coulibaly, który wziął zakładników w koszernym sklepie w Paryżu po tym jak jego wspólnicy, bracia Kouachi mordercy pracowników redakcji „Charlie Hebdo”, mieli także przeszłość kryminalną. Siedzieli w więzieniach i aresztach, albo co najmniej byli objęci śledztwem związanym z używaniem przemocy. Coulibali, bracia Kouachi, a także członkowie grupy Salaha Abdelslama (który w listopadzie 2015 roku współorganizował zamachy na paryską dyskotekę klub Bataclan, okoliczne restauracje i stadion, na którym odbywał się mecz Francja-Niemcy) byli wielokrotnie karani za rozboje i handel narkotykami.

Podobnie Anis Amri, który ciągnikiem siodłowym taranował 19 grudnia 2016 roku, jarmark świąteczny w Berlinie zabijając 12 osób, był wcześniej ścigany i skazany na 4 lata więzienia, za napady, kradzieże i podpalenia.

Co więcej, specjaliści od więziennictwa, a za nimi media, od ok. 2015 roku zaczęły ostrzegać, że coś bardzo niedobrego dzieje się we francuskich i innych europejskich więzieniach. Skazani za przestępstwa pospolite, młodzi mężczyźni, najczęściej pochodzenia bliskowschodniego, lub z Afryki Północnej, przechodzili na Islam w jego najbardziej radykalnej, fanatycznej wręcz formie. Zaniedbania w programach resocjalizacji powodowały, że aby oprzeć się presji otoczenia, osoby te szukały „odnowy” w argumentacji, która pozwalała im uwierzyć, że za ich nieudane życie odpowiadają wszyscy, w szczególności system w którym żyją, a nie oni sami.

I chociaż skuteczne formy przeciwdziałania podjęto zdecydowanie za późno, po efektach widać (w latach 2017-2018, oprócz jednego zamachu w Strasbourgu 11 grudnia 2018, którego sprawca był wcześniej 27 razy skazywany za przestępstwa pospolite), że programy zapobiegania radykalizacji więźniów i typowania tych najbardziej niebezpiecznych, zaczęły działać.

Czy wszyscy wymieni wcześniej mężczyźni różnili się bardzo od Stefana W., mordercy Prezydenta Gdańska? Niewątpliwie religią. Byli wyznawcami najbardziej radykalnych odłamów islamu. Ale już to, że byli fanatykami i nie mieli żadnych problemów z użyciem śmiercionośnej broni przeciwko innym osobom, raczej ich ze Stefanem W. łączy nie dzieli. Te same cechy mieli także Anders Breivik, zabójca z Norwegii, który zamordował jednego dnia, 22 lipca 2011 roku, 77 osób i „trójka z Zwickau”, która sama siebie nazywała „narodowosocjalistycznym podziemiem”, a w latach 1998-2007 zamordowała dziewięciu tureckich i greckich imigrantów, i przeprowadziła dwa zamachy bombowe.

Morderców z Zwickau łączy zresztą ze Stefanem W. coś jeszcze: upodobanie do napadów na banki. Tyle że oni mieli ich na sumieniu 15, podczas gdy 27 letni pasjonat sztuk walki „tylko” cztery.

Z kolei z Andersem Breivikiem łączy go podejrzenie o chorobę psychiczną. U Norwega też początkowo zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną. Jak się później okazało – niesłusznie. Ale warto sobie przypomnieć, że wielu zamachowców, wykorzystywanych na Bliskim Wschodzie do zamachów samobójczych, to były osoby niepełnosprawne, najczęściej opóźnione umysłowo.

We współczesnym terroryzmie, granica pomiędzy tą formą przestępstw z nienawiści, a zwykłym bandytyzmem, prawie się zatarła. Jedno i drugie łączy pogarda wobec znienawidzonych polityków, urzędników, policjantów, duchownych, a nawet – i to szczególnie często – zwykłych ludzi. Łączy też brak zahamowania przed użyciem przemocy i nierzadko kompleks Herostratesa (czyli przymus zdobycia sławy za wszelką cenę).

Niestety polskie służby tego w porę nie dostrzegły. Przyjęta w czerwcu 2016 roku ustawa antyterrorystyczna widzi zagrożenie właściwie tylko w cudzoziemcach. Według niej przekraczanie granicy ma być głównym sitem do wyszukiwania terrorystów. To kolor skóry lub sposób ubierania się może być przyczyną podjęcia działań przewidzianych przez ustawę: pobrania odcisków palców, danych biometrycznych, a nawet wymazu ze śluzówki do identyfikacji kodu DNA. W przypadku poważniejszych podejrzeń dopuszczalna jest czasowa kontrola operacyjna cudzoziemca bez zgody sądu. Także rozpoznawanie radykalizacji i indoktrynacji dotyczy przede wszystkim propagandy islamskiej.

A to, że mowa nienawiści na polskich portalach społecznościowych coraz bardziej przypomina przekaz związanej z ISIS agencji propagandowej Amaq, i to że aby przeprowadzić najbardziej zaawansowany zamach trzeba najpierw zdobyć na czarnym rynku broń lub materiały wybuchowe, tak jakby umknęło uwagi ustawodawcy. Zresztą statystyki CBŚP potwierdzają, że pomimo rozszerzenia uprawnień policji, przypadków terroru kryminalnego w Polsce wcale nie zaczęło ubywać. A nawet wręcz przeciwnie.

Nazywanie przeciwników politycznych „zdrajcami” czy „Targowicą”, „komunistami i złodziejami” może wywoływać u osób mniej stabilnych emocjonalnie podobny efekt, jak oskarżanie Europejczyków o zbrodnie w czasie wypraw krzyżowych (w propagandzie dżihadu ofiary zamachów nazywa się „crusaders” czyli „krzyżowcami”) i twierdzenie, że człowiek może się prawidłowo rozwijać wyłącznie pod rządami prawa szariatu. Dlatego jeden z najważniejszych punktów programu walki z terroryzmem w Niemczech, ogłoszonego w lipcu 2016 roku przez Angelę Merkel, dotyczy uruchomienia programów mających na celu powstrzymywanie radykalizacji.

Niestety zbyt mało zostało wyciągniętych w Polsce wniosków z zabójstwa Marka Rosiaka, pracownika biura poselskiego PiS w Łodzi. Jego sprawca, taksówkarz z Częstochowy deklarował nienawiść wobec całej klasy politycznej. Już wtedy należało założyć, że cechą identyfikacyjną zagrożenia terrorystycznego nie musi być potrzeba manifestowania własnych poglądów na wielkiej imprezie. Wystarczy fanatyzm, pogarda i skłonność do stosowania przemocy.

Piotr Niemczyk: były działacz opozycyjny i więzień polityczny. Od 1990 do 1994 r. Dyrektor Biura Analiz i Informacji i Zastępca Dyrektora Zarządu Wywiadu UOP. W latach 2000-2001 doradca Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji – organizator Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej. Wieloletni ekspert Sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych. Obecnie wykładowca w Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas w Warszawie. Autor książki o reformie służb policyjnych i specjalnych w Polsce po 2015 roku: „Szósta rano kto puka? O tym jak ojczyzna Solidarności zmienia się w państwo policyjne”.