Home Archive by category Najważniejsze

Najważniejsze

Czeski kontrwywiad rozbił sieć rosyjskich szpiegów. Chodzi o hakerów, wśród których były osoby z czeskim obywatelstwem. Działali oni pod przykrywką prywatnych firm informatycznych.

Czasopismo „Respekt” opublikowało dziś artykuł, który zawiera szczegóły na temat udanej operacji wywiadowczej przeprowadzonej przez krajową służbę kontrwywiadowczą BIS. Agencja jest krytykowana przez prezydenta Miloša Zemana za niekompetencję. Tygodnik twierdzi, że BIS zatrzymał na początku 2018 r. grupę rosyjskich hakerów, którzy byli częścią szerszej sieci międzynarodowej.

Kilka miesięcy temu prezydent Miloš Zeman zaatakował czeską służbę BiS mówiąc, że jest ona niekompetentna i nie ujawniła ani jednego rosyjskiego ani chińskiego szpiega w ciągu ostatnich sześciu lat. Spowodowało to reakcję nie tylko z mediów, ale także kontrwywiadu.

Szef BIS, Michal Koudelka, poinformował za pośrednictwem strony internetowej agencji, że służba zatrzymała dziesiątki rosyjskich i chińskich oficerów wywiadu, jednak nie można przekazać opinii publicznej szczegółów tych operacji.

Tymczasem czeski tygodnik „Respekt” twierdzi, że ma pewne informacje o tym, co się wydarzyło, po przeprowadzeniu własnego śledztwa dziennikarskiego w Czechach i Rosji.

Redaktor Ondřej Kundra, który specjalizuje się w sprawach wywiadowczych, poinformował, że BIS zatrzymał grupę rosyjskich hakerów działających w Czechach. Wydaje się, iż była ona częścią szerszej komórki międzynarodowej, która koordynowała swoje ataki.

„Nadal nie mamy wszystkich informacji na ten temat, ale nasze informacje i nasze źródła mówią nam, że to naprawdę była sieć międzynarodowa, z podobnymi grupami rosyjskich szpiegów z krajów UE. Nie wiemy jednak w ramach, których operacji prowadzili swoje działania” – pisze Kundra na łamach „Respektu”.

Grupa działała pod przykrywką dwóch prywatnych firm informatycznych w Czechach, prowadząc operacje hakerskie z komputerów firm. Według publikacji wśród hakerów byli Rosjanie posiadający obywatelstwo czeskie.

Źródło: Respekt

Hakerzy powiązani z rosyjskim wywiadem wojskowym dokonali skutecznych ataków na 104 konta pracowników kluczowych europejskich think-tanków zajmujących się polityką zagraniczną i bezpieczeństwem. Na liście znajdują się także podmioty działające w Polsce.

Informacje Microsoft na temat zdarzenia

Firma Microsoft poinformowała w specjalnym komunikacie, że w ramach współpracy z Threat Intelligence Center (MSTIC) i Digital Crimes Unit (DCU) prowadzi codzienne działania zmierzające do ochrony swoich klientów. Według koncernu wykryte ataki hakerskie często obejmują think-tanki i organizacje non-profit zajmujące się tematami związanymi z demokracją, transparentnością wyborczą i polityką publiczną, które mają kontakt z urzędnikami państwowymi.

Microsoft w ramach stosowanej prewencji wykrył niedawno ataki wymierzone w pracowników Niemieckiej Rady ds. Stosunków Zagranicznych, Instytut Aspen i German Marshall Fund. Amerykański koncern za zgodą wspomnianych organizacji poinformował, że zhakowano 104 konta należące do ICH pracowników w Belgii, Francji, Niemczech, Polsce, Rumunii i Serbii.

Nadal badane są źródła tych ataków, ale według Microsoft wiele z nich pochodzi z grupy, którą nazwano Strontium. Ataki miały miejsce w okresie od września do grudnia 2018 r.

Atakujący w większości przypadków tworzyli złośliwe adresy URL i fałszywe adresy e-mail. Tym sposobem próbowano uzyskać dostęp do danych uwierzytelniających pracowników i zaimplementować na ich urządzeniach złośliwe oprogramowanie.

Według Microsoft wspomniane ataki są ostrzeżeniem dla europejskich przywódców w przededniu wyborów odbywających się w Europie.

Komentarz

Grupa Strontium znana jest także jako jednostka APT28, Fancy Bear czy Sofacy. Zdaniem kluczowych spółek związanych z sektorem cyberbezpieczeństwa (Microsoft, Trend Micro) z dużym prawdopodobieństwem są to hakerzy pracujący na rzecz rosyjskiego wywiadu wojskowego, którzy zasłynęli m.in. atakami na parlament Niemiec, Biały Dom, Komisję Europejską, Bank Światowy, NATO, czy amerykańską Partię Demokratyczną. Ostatnia kwestia jest obecnie wnikliwie badana w związku z rosyjską ingerencją w amerykańskie wybory prezydenckie. Prokurator specjalny Robert Mueller ma zaprezentować wyniki swojego śledztwa w najbliższych dniach – co może być wstrząsem dla opinii publicznej w USA.

Atak na kluczowe think-tanki polityczne w Europie ma bardzo istotne znaczenie. To ośrodki, które bardzo często nadają ton polityce zagranicznej kluczowych krajów UE, dysponującą dużą wiedzą ze względu na międzynarodową wymianę informacji (oficjalnych, plotek, a czasem nawet nieoficjalnych), a także związki z kluczowymi instytucjami państwowymi. Takie podmioty stanowią także obszar działania służb. Dlatego wydarzenie nakreślone przez Microsoft należy uznać za bardzo groźne, choć jak poinformował np. German Marshall Fund nie doszło do infiltracji serwera należącego do think-tanku.

Nie zmienia to jednak faktu, że już same informacje pojawiające się w korespondencji oficjalnej mogą być bardzo cenne. Nie wiemy również czy grupie Fancy Bear nie udało się zainfekować urządzeń należących do analityków złośliwym oprogramowaniem. Bardzo często służbowa poczta jest pobierana na urządzeniach prywatnych z powodu zwykłego lenistwa – w takim wypadku mogły wyciec także informacje osobowe pracowników zaatakowanych think-tanków. Rzecz bezcenna np. w kontekście werbunkowym.

Głównym celem uderzenia w kluczowe think-tanki europejskie jak wskazuje Microsoft był kontekst wyborczy. Komunikat firmy wprost precyzuje, że należy spodziewać się dalszych działań wymierzonych w transparentność wyborów w Europie. Ponieważ w całej sprawie pojawia/ją się pracownik/pracownicy zhakowanych instytucji pracujący na terenie Polski rodzi to pytania o przygotowanie rodzimych służb do zabezpieczenia procesu wyborczego w naszym kraju.

Jest to istotne pytanie z przynajmniej kilku powodów. Mam tu na myśli z jednej strony duże ryzyko zwiększonej reprezentacji skrajnych partii politycznych finansowanych przez Rosję w Parlamencie Europejskim (np. ugrupowanie Matteo Salviniego, które stara się konsolidować środowiska określane czasem jako „Putintern”). Z drugiej strony w Polsce również zauważalny jest proces konsolidacji takich grup w przededniu wyborów europejskich.

W kontekście działań Fancy Bear należy zadać ważne pytania dotyczące Polski. Wspomniałem już o zabezpieczeniu procesu wyborczego, ale należy odnieść się do jeszcze jednej rzeczy. Tym razem atak hakerski spadł na German Marshall Fund, a właściwie pracownika/pracowników warszawskiego biura tej organizacji (być może również analityków dwóch pozostałych fundacji wymienionych przez Microsoft). Co się wydarzy jeśli następnym razem takimi działaniami zostaną objęte PISM czy OSW? Czy są na to gotowe?

Fot. Pixabay

Szwedzki Ericsson zajmie miejsce chińskiego Huawei i we współpracy z największą, duńską spółką telekomunikacyjną TDC będzie wdrażać sieć 5G do Danii.

Rezygnacja z kooperacji z gigantem technologicznym z Państwa Środka następuje po ostatnich miesiącach dyskusji na temat tego, czy stanowi on zagrożenie dla zachodniego bezpieczeństwa cybernetycznego.

W miejsce Huawei wejdzie szwedzki Ericsson, który zapewnił, że TDC dostarczy błyskawiczną sieć komórkową 5G dla Duńczyków pod koniec 2020 roku.

„W ubiegłym roku TDC negocjowało z kilkoma dostawcami wdrożenie 5G. Ostatecznie wybrało Ericsson do wdrożenia sieci 5G, a tym samym wprowadzenie nowego, ekscytującego rozdziału w rozwoju rynku telekomunikacyjnego w Danii i szerszej całej Skandynawii” – stwierdziła Allison Kirkby, CEO TDC Group.

Decyzja TDC jest spektakularna, ponieważ firma od dawna negocjowała z Huawei wdrożenie 5G. Od 2017 trwały związane z tym testy, które okazały się wielkim sukcesem według słów szefa strategii TDC Lasse Pilgaarda.

Ericsson przejmuje rolę głównego dostawcy 5G od 1 kwietnia. Szwedzka firma była wcześniej głównym dostawcą TDC, dopóki Huawei nie zajął jej miejsca w 2014 r.

Zmiana dostawcy usług 5G w Danii następuje po ostatnich miesiącach dyskusji na temat współpracy Huawei z chińskimi służbami.

Źródło: Politiken

Fot. Pixabay

Szwedzki kontrwywiad z powodzeniem zatrzymał agenta rosyjskiego wywiadu zagranicznego na terenie Sztokholmu.

26 lutego br. Säpo (szwedzki kontrwywiad – przyp. red.) w restauracji położonej w centrum Sztokholmu dokonało zatrzymania jednego z dwóch mężczyzn siedzących przy stole. Aresztowanym mężczyzną był 45-letni Szwed, ojciec wielodzietnej rodziny, który pracował jako konsultant techniczny.

Drugim z mężczyzn siedzącym przy stole był rosyjski dyplomata, radca ambasady Jewgienij Umerenko. Według Säpo to pracownik rosyjskiej służby wywiadowczej SVR i jeden z najbliższych pracowników ambasadora Wiktora Tatarintsewa. Umerenko teraz, nieco po ponad dwóch tygodniach od opisywanego wydarzenia, pozostaje w Szwecji, co irytuje tamtejsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które wezwało rosyjskiego ambasadora Wiktora Tatarintsewa i zażądało, aby dyplomata opuścił kraj.

Prokurator Chamberlain Mats Ljungqvist, który prowadzi wstępne dochodzenie przeciwko zatrzymanemu Szwedowi, poinformował że sprawa jest bardzo wrażliwa. Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło spotkanie z Tatarintsewem, ale potem nie chciało informować o jego przebiegu. Jednocześnie Säpo poinformowało, że nie jest zaangażowane w decyzję Ministerstwa Spraw Zagranicznych – ale potwierdza, że rosyjski dyplomata jest nią związany. Mamy sprawę, z którą związany jest oficer wywiadu, jako podejrzany w tej sprawie. Ma immunitet dyplomatyczny, więc nie można go ścigać zgodnie z zasadami prawa karnego obowiązującymi w Szwecji, mówi Sofia Hellqvist, sekretarz prasowy w Säpo. Prawdopodobnie Umerenko nie będzie mógł zostać akredytowany w żadnym kraju zachodnioeuropejskim.

Jeśli nie opuści Szwecji do 30 kwietnia, może zostać aresztowany, ponieważ jego akredytacja wygasa w tym czasie. Byłoby nierozsądne, gdyby został tam po 30 kwietnia – mówi źródło Expressen.

Szef Säpo Klas Friberg twierdzi, że ze względu na charakter dochodzenia nie może komentować tej sprawy, ale zaskoczył go fakt, że Umerenko nadal jest w Szwecji. Jestem zaskoczony, że osoba, którą uważamy za zaangażowaną w tę sprawę nie opuściła kraju.

Expressen nawiązał kontakt z przedstawicielami ambasady rosyjskiej, a także minister spraw zagranicznych Margot Wallström za pośrednictwem swojego sekretarza prasowego, ale strony odmawiają komentarza w tej sprawie.

Źródło: Expressen.se

Fot. Pixabay

Raport udostępniony przez estońskie służby wywiadu zagranicznego (Foreign Intelligence Service) stwierdza, że wpływy Chin rosną i ostrzega przed możliwymi zagrożeniami stwarzanymi przez urządzenia chińskiego pochodzenia.

W ostatnich latach Unia Europejska, podobnie jak Stany Zjednoczone i wiele innych krajów, przyjęła bardziej ostrożne stanowisko w sprawie chińskich inwestycji zagranicznych i technologii – czytamy w opublikowanym we wtorek raporcie FIS.

Chińskie inwestycje w Europie znacznie wzrosły w ostatnich latach. Zostały one poczynione we wszystkie sektorach gospodarki, ale w obszarach: transportowym i nowych technologii są szczególnie godne uwagi. Państwo Środka coraz częściej wykorzystuje inwestycje zagraniczne do realizacji swoich celów politycznych – czytamy w raporcie.

Ważnym aspektem jest to, że chińskie prawo nie chroni prywatnych firm przed ingerencją władz. Oznacza to, że jeśli jest to konieczne, rząd chiński będzie miał dostęp do najnowocześniejszych technologii lub poufnych informacji nabytych przez prywatną firmę – jak zauważyła estońska FIS.

Agencja wskazała również, że operacje cybernetyczne służące narodowym interesom Chin zyskały szeroki zasięg na całym świecie. Wykryto naruszenia bezpieczeństwa lub tzw. „backdoory” na chińskich urządzeniach IT, złośliwe oprogramowanie zostało znalezione na urządzeniach mobilnych, komputerach i bardziej zaawansowanych urządzeniach sieciowych – zauważył FIS.

Stwierdzono, że chińskie operacje cybernetyczne wspierają wysiłki partii komunistycznej i wojska oraz angażują się w szpiegostwo przemysłowe na rzecz chińskich firm technologicznych.

Kilka krajów – Stany Zjednoczone, Australia, Nowa Zelandia etc. – ograniczają stosowanie chińskiej technologii w krajowych rozwiązaniach telekomunikacyjnych z powodu podejrzeń, że może być ona wykorzystywana do celów wywiadowczych w interesie Chin lub strony trzeciej.

Chińskie krajowe prawo wywiadowcze stanowi, że każda organizacja i obywatel, zgodnie z prawem, wspierają, udzielają pomocy i współpracują w krajowych pracach wywiadowczych oraz strzegą tajemnicy wszelkich krajowych prac wywiadowczych, o których wiedzą. W ocenie estońskiej służby wywiadu zagrożenia te muszą być dokładnie przeanalizowane, aby uniknąć zależności, która mogłaby potencjalnie stanowić zagrożenie bezpieczeństwa zarówno dla sektora publicznego, jak i prywatnego.

Co do zasady, Chiny, w przeciwieństwie do Rosji, nie chcą dzielić społeczeństw zachodnich ani destabilizować swoich głównych partnerów handlowych, a chińska propaganda i lobbing koncentrują się głównie na wspieraniu jej interesów politycznych i gospodarczych – twierdzi FIS.

Chińska ludność mieszkająca w innych krajach jest również wykorzystywana do celów chińskiej propagandy. Chiny są coraz bardziej aktywne w operacjach propagandowych, nawiązywaniu kontaktów i intensyfikacji komunikacji z urzędnikami rządowymi, przedstawicielami samorządów lokalnych i politykami w innych krajach, a także we wzmacnianiu ich wpływu na nich – czytamy w raporcie rocznym.

Źródło: The Baltic Times

Fot. Pixabay

Od momentu zaprzysiężenia amerykański prezydent Donald Trump spotkał się ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Władimirem Putinem aż pięć razy. Jednak szczegóły tych rozmów pozostają nieznane.

Biały Dom robi wszystko, aby informacje na ten temat nie wypłynęły na zewnątrz. Mało tego, większość wyższych urzędników Departamentu Stanu także nie może liczyć na dostęp do treści rozmów. Taki stan rzeczy niepokoi Demokratów, którzy podejrzewają, że Trump może ukrywać prawdziwą naturę swoich relacji z Putinem. Zapowiadają przy tym, że wystąpią (korzystając z faktu uzyskania większości w Izbie Reprezentantów) o szereg dodatkowych dokumentów, które rzucą trochę więcej światła nie tylko na relacje obydwu prezydentów, ale także ich zaplecza i współpracowników.

Steven Pifer, były amerykański ambasador na Ukrainie, a także członek rady Bezpieczeństwa Narodowego (za czasów Clintona), zajmujący się Rosją i Ukrainą pyta wprost na łamach The Wall Street Journal: „Jak bardzo wrażliwe problemy musiały być przedmiotem dyskusji przywódców obydwu państw, skoro prezydent USA nie chce się nimi z nikim podzielić”?

Co ciekawe nikt nie dysponuje także notatkami z rozmów, choć przepisy federalne są w tej sprawie jasne – nie ma czegoś takiego jak prywatne notatki. Tymczasem są one za każdym razem zabierane przez Trumpa – tak było zarówno podczas spotkań w Helsinkach jak i w Hamburgu. Zakaz notowania dotyczy także…tłumaczy. To tylko podsyca spekulacje o „nienaturalnym charakterze” relacji Trumpa z Putinem.

Nieprzypadkowy wydaje się w tym kontekście opór prezydenta Trumpa w sprawie wprowadzenia sankcji przeciwko Rosji w 2016 roku. Tu jednak zdecydowana postawa Kongresu przeważyła. Ale Prezydent USA opierał się także wprowadzeniu nowych sankcji po atakach z użyciem broni chemicznej w Syrii, która mogła liczyć na wsparcie Kremla.

Prezydent bagatelizował także ostrzeżenia, płynące z amerykańskich służb, dotyczące potencjalnych możliwości wpływania przez Rosjan na przebieg wyborów w Stanach Zjednoczonych. Szef Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, Admirał Mike Rogers, zeznał przed Kongresem w ubiegłym roku, że administracja nie robi wystarczająco dużo, aby utrudnić przeprowadzanie rosyjskich cyberataków w przyszłości. Po części dlatego, że prezydent nie traktował tej kwestii priorytetowo. Mało tego, podczas szczytu w Helsinkach Trump powiedział wprost, że w jego opinii nie może być mowy o rosyjskiej ingerencji w proces wyborczy, co spotkało się rzecz jasna z bardzo ciepłym przyjęciem ze strony Putina. Amerykańska społeczność wywiadowcza uznała te słowa za niezwykle szkodliwe, ale także odebrała je jako dowód całkowitego braku zaufania.

W tej sprawie jest zdecydowanie za dużo zaskakujących przypadków. O co może więc chodzić?

Były prawnik Trumpa, Michael Cohen zeznając przed komisją ds. wywiadu Izby Reprezentantów, przedstawił szereg nowych dokumentów, które rzucają więcej światła na relacje Trumpa i jego najbliższego otoczenia z Rosjanami. Przede wszystkim w sprawie negocjacji towarzyszących planom budowy Trump Tower w Moskwie. Przypomnijmy, współpracownicy Trumpa mieli pozyskać przychylność Putina dla tego projektu w zamian za nieodpłatne przekazanie apartamentu w budynku o wartości 50 mln $.

Cohen, który został skazany na trzy lata więzienia, powiedział, że otrzymał poufne zlecenie od Trumpa – miał w tej sprawie okłamywać Kongres. Prezydent oczywiście zaprzecza. Jednak były prawnik prezydenta zeznał również, że był świadkiem rozmów Ivanki Trump i jej męża na temat przebiegu moskiewskich negocjacji, choć obydwoje utrzymywali, że ich wiedza w tym obszarze jest żadna. Zapowiedział przedstawienie twardych dowodów w postaci korespondencji. Demokraci będą chcieli w najbliższym czasie przesłuchać wieloletniego współpracownika Trumpa – Felixa Satera, który odpowiedzialny był za negocjacje w Rosji.

Demokraci twierdzą także, że należy zbadać czy relacje otoczenia Trumpa z ludźmi Kremla nie miały wpływu na linię polityczną ówczesnego kandydata na prezydenta USA Donalda Trumpa, który nie szczędził pochwał Putinowi i opowiadał się za poprawą stosunków USA-Rosja. Działo się to w czasie, kiedy projekt budowy Trump Tower był cały czas poważnie rozważany – innymi słowy, kiedy ludzie Trumpa zabiegali o możliwość jego wybudowania. Pytanie, które pozostawiamy na razie bez odpowiedzi brzmi nie czy, ale jak rosyjskie służby specjalne, wykorzystały tę okazję do zdobycia materiałów obciążających prezydenta Trumpa i jego najbliższych współpracowników.

Fot. Kremlin.ru

Marcin Siuda, podpułkownik rezerwy ABW, przedstawia na łamach portalu O służbach swoje przemyślenia na temat idei kontrwywiadu UE. To kolejny głos w dyskusji jaką zapoczątkował swoim tekstem płk Paweł Białek.

W czasie mojej ponad 20 letniej służby w UOP i ABW niejednokrotnie brałem udział w przedsięwzięciach realizowanych w ramach współpracy z zagranicznymi służbami partnerskimi. Tego typu działania są zawsze okazją do dyskusji na temat roli i wagi współpracy pomiędzy służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo państwa. Po przystąpieniu Polski do UE współpraca ta nabrała głębszego wymiaru. Staliśmy się pełnoprawnym członkiem wspólnoty europejskiej. Służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa i jego porządek konstytucyjny musiały przygotować się na przeciwdziałanie nowym zagrożeniom, jak wspomniany w artykule przez płk. Pawła Białka międzynarodowy terroryzm, czy rozprzestrzenianie broni masowego rażenia.

Czytając jawne raporty publikowane przez większość europejskich służb kontrwywiadowczych (w latach 2008-2014 ABW również publikowała raporty roczne ze swojej działalności. W 2016 r. wszystkie zniknęły ze stron internetowych Agencji) dowiadujemy się, że obok terroryzmu i proliferacji broni masowego rażenia służby te rozpoznają także wymierzone przeciw własnym państwom UE wrogie działania służb rosyjskich.

W zgodnej opinii decydentów i podległych im służb nie sposób skutecznie zwalczać powyższych zjawisk bez współpracy ze służbami partnerskimi. Czy zatem w świetle nowych zagrożeń bezpieczeństwa Unii, wspomnianych w liście Prezydenta Macrona, kolejnym etapem zacieśniania tej współpracy mogłoby być powołanie nowej paneuropejskiej służby kontrwywiadu?

Moje dotychczasowe doświadczenie każe pozostać sceptycznym wobec wszelkich prób nadmiernej instytucjonalizacji współdziałania służb w obrębie danej organizacji/grupy państw. Państwa członkowskie UE zawsze zastrzegały sobie prawo do samodzielności w zakresie zapewniania bezpieczeństwa i ochrony swoich własnych interesów. Do dziś pamiętam gorączkowe zabiegi jednej ze służb, usiłującej na wszelkie sposoby przekonać swoich partnerów, a za ich pośrednictwem decydentów politycznych, do utrzymania tego status quo w Traktacie Lizbońskim. Dlatego też zgadzam się w płk. Białkiem, który pisze o swoistym egoizmie narodowym, który uniemożliwia skuteczne tworzenie struktur pogłębiających unijną integrację.

Na podstawie własnych doświadczeń mogę natomiast stwierdzić, że rozwiązania formalne nie zawsze są skutecznym lekarstwem na dobrą, czyli efektywną współpracę służb.

Podstawowym elementem takiej współpracy jest przede wszystkim interes służby rozumiany jako właściwa realizacja zadań ustawowych prowadząca do pozytywnej oceny służby przez decydentów, a co za tym idzie wzrostu nakładów budżetowych na jej działania, wzrost prestiżu etc. W tym kontekście, w odniesieniu do zwalczania niektórych zagrożeń, interes służb wymaga współpracy. I tak, identyfikacja i aresztowanie w 2008r. jednego z najgroźniejszych rosyjskich szpiegów działających na szkodę NATO była możliwa jedynie dzięki współpracy kontrwywiadów kilku krajów, z których każdy załatwiał de facto własny interes – likwidował zagrożenie rosyjskie na własnym terenie.

Innym czynnikiem warunkującym efektywną współpracę służb jest zaufanie, które w przypadku tak delikatnej materii jak kontrwywiad buduje się latami. Czynnik o tyle ważny, co niewymierny a tym bardziej niemożliwy do ujęcia w ramy przepisów.

Kolejny element to wzajemność. Niewiele służb na świecie, w tym kilka w Europie stać na dzielenie się własnymi informacjami nie oczekując nic w zamian (mam na myśli wymianę informacji).

W mojej opinii zorganizowane przeciwdziałanie nowym zagrożeniom dla państw UE jest możliwe przy wykorzystaniu istniejących mechanizmów współpracy służb, które wymagają jedynie rewizji i dostosowania do zmieniającego się horyzontu bezpieczeństwa (security landscape).

W proces ten należy również, a może przede wszystkim, włączyć decydentów, a więc uzmysłowić politykom, że służby są po to żeby służyć państwu, czyli wspomagać tych którzy posiadając demokratyczny mandat wyborców sprawują władzę.

Najistotniejszym elementem tego procesu powinno być opracowanie wspólnej i uzgodnionej oceny zagrożeń, która byłaby przedmiotem akceptacji np. Rady Europejskiej, czyli najwyższego ciała politycznego Unii. Dokument taki stanowić może punkt wyjściowy do dalszych prac realizowanych przez służby przy wykorzystaniu istniejących platform współpracy np. rozszerzenie mandatu Unijnego Koordynatora ds. Terroryzmu uplasowanego w Sekretariacie Generalnym Rady poprzez utworzenie jednostki produkującej uzgodnione i nieuzgodnione (agreed/non-agreed) analizy i informacje. Innym rozwiązaniem mogłoby być dostosowanie do nowych wyzwań mandatu Counter Terrorism Group.
Można również rozważyć sformułowanie nowych zadań dla innych działających platform współpracy służb europejskich, tak aby po Brexicie, można było nadal korzystać z doświadczeń służb brytyjskich.

Biorąc pod uwagę procesy decyzyjne Unii postulaty prezydenta Macrona raczej nie doczekają się realizacji przed nadchodzącymi wyborami do PE. Pozostanie tylko liczyć na wolę i możliwość doraźnej współpracy eksperckiej kontrwywiadów w zakresie rozpoznawania i przeciwdziałania próbom wrogich ingerencji w procesy wyborcze.

W dalszej perspektywie zacieśniania współpracy w zakresie bezpieczeństwa i obrony UE dyskusja na temat zasygnalizowanego przez płk. Pawła Białka problemu wydaje się nieunikniona. Pozostaje mieć nadzieję, że narodowe partykularyzmy nie przeważą na rzecz wzmacniania kolektywnych zdolności obronnych w tym przed działaniem wrogich wywiadów.

Marcin Siuda: podpułkownik rezerwy ABW: Absolwent Arabistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego (1991). Od 1991 do 2016 oficer Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Od 2007 roku zastępca Dyrektora Centrum Analiz ABW. Od 2011 Doradca Szefa Agencji. W latach 2011 – 2014 analityk w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli. Od 2014 – 2016 oficer łącznikowy ABW przy NATO. W roku akademickim 2017/2018 wykładowca na kierunku Bezpieczeństwo Narodowe w Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej. Ekspert Fundacji Polskie Centrum Analityczne.

Publikacje:
− „Proliferacja towarów i technologii podwójnego zastosowania. Rola ABW w zakresie przeciwdziałania tego typu zagrożeniom” (wspólnie z Michałem Stężyckim i Pauliną Dudzik): Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego (1)2009.
− „Belgijska Służba Bezpieczeństwa Państwa” – wybrane aspekty działań w ramach profilaktyki kontrwywiadowczej: Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego 9(5)2013.

Fot. Materiały własne.

Polskie służby nie dostrzegają dziś pozytywnego wpływu jaki daje prowadzenie przemyślanej polityki komunikacyjnej. To wbrew światowym trendom.

Estoński wywiad opublikował kolejny doroczny raport ze swojej działalności. Nie zdradza on wielu szczegółów z działalności służby, ale pokazuje główne kierunki zagrożeń dla interesów państwa.

Dokument skupia się na wskazaniu:

  • przeciwników (Rosja, Chiny),
  • ich strategii (polityka zagraniczna, doktryny wojskowe),
  • głównych obszarów działalności międzynarodowej przy szczególnym uwzględnieniu ich wpływu na Estonię (Białoruś),
  • zagrożeń wewnętrznych dla kraju (cyberbezpieczeństwo, rosyjskie grupy hakerskie, stacje nasłuchowe).

Dzięki materiałom tego typu rośnie więc zaufanie do służb specjalnych wśród obywateli, a tym samym poparcie dla tego typu instytucji, co jest niezwykle istotne dla skuteczności ich działania.

Taki jest zresztą obecnie trend światowy. Czołowe agencje zdają sobie sprawę z tego, że większa otwartość nie zagraża w żaden sposób tajemnicom, a znacznie ułatwia zdobywanie lepszego finansowania (nacisk społeczny na polityków) czy rekrutację. To rzecz bardzo istotna np. w kontekście konieczności pozyskiwania informatyków do służby w dobie cyfryzacji wszystkich dziedzin życia, mimo, że nie można zapewnić im poziomu uposażenia z firm prywatnych.

Drugim elementem poza budowaniem transparentności i zaufania do agencji jest edukacyjny charakter materiałów takich jak raport estońskiego kontrwywiadu. Dokumenty tego typu są fragmentarycznie kolportowane przez media i docierają szeroko do społeczeństwa np. poprzez portale horyzontalne. Można dzięki temu zwiększyć świadomość społeczną przed zagrożeniami, od których roi się współczesny świat.

Cyberhigiena związana z koniecznością budowania skomplikowanych haseł do usług cyfrowych oraz ich regularnej zmiany, „furtki” jakie w produkowanych przez siebie sprzętach pozostawiają koncerny  – to tylko niektóre z przykładów. Są i bardziej przyziemne – jak opis ryzykownych zachowań w kontaktach z cudzoziemcami. Dla wielu specjalistów są to błahostki, ale dla zwykłych obywateli bardzo ciekawe informacje, które łącznie składają się na istotne wzmocnienie bezpieczeństwa państwa.

Niestety polskie służby nie dostrzegają dziś pozytywnego wpływu jaki daje większe otwarcie komunikacyjne na świat i prowadzenie przemyślanej polityki wizerunkowej. ABW ostatni jawny raport roczny wydało w 2014 r. Od tego momentu zapanowała cisza. Obecny rzecznik ministra koordynatora ds. służb, Stanisław Żaryn, skupia się raczej na publikowaniu kolejnych felietonów historycznych na łamach gazet i portali, aniżeli nad zmianą jakościową w obszarze komunikacji. Nic nie zapowiada zmiany tego stanu rzeczy. Póki co szczytem działań PR polskich służb specjalnych pozostaje prowadzone przez Agencję Wywiadu konto w serwisie Twitter.

To bardzo smutne. Może w końcu ktoś pójdzie po rozum do głowy?

Fot. Pixabay

Wojciech Brochwicz w swoim felietonie dla portalu O służbach pisze o obecnej kondycji SOP. Zdaniem eksperta dalece odbiega ona od poziomu prezentowanego niegdyś przez BOR.

„Po >Bodyguardzie< zaczęłam brać narkotyki”

Whitney Huston

Dawno, dawno temu, za czasów premiera Jerzego Buzka, miałem zaszczyt nadzorować pewną formację. Była ona znakomicie dowodzona. Jej Szef , choć generał (wiem, trudno w to dzisiaj uwierzyć), znał się na tym, co robił, bo całą swoją karierę zawodową, wieloletnią, przebył w tej służbie.

Oficerowie należeli do światowej elity i wzbudzali podziw wszędzie, gdzie się pojawiali.

Operacje przygotowywano z pedanterią, czasami przez wiele miesięcy. Najtrudniejsze z trudnych: pielgrzymki papieskie, wizyty prezydentów i monarchów, opieka nad szczególnie zagrożonymi przez obce mocarstwa lub wrogie organizacje osobami. I nigdy nie rozbijano samochodów!

Znałem Biuro Ochrony Rządu i z podziwem obserwowałem jego pracę. Świetni ludzie. Ogromny, latami gromadzony dorobek. Przekazywany z pokolenia na pokolenie. Służba w tej formacji, to było ogromne wyróżnienie, tylko dla najlepszych. No ale jak to mówią, zły pieniądz wypiera dobry pieniądz.

Nie ma Biura Ochrony Rządu. Jest SOP i nie muszę już nic więcej pisać. Nie śmieszą mnie już kolejne rozbijane, rządowe limuzyny. Raczej chce mi się płakać. Po wspaniale działającej, przynoszącej Polsce splendor, instytucji. Generalnie z wiekiem robię się coraz bardziej płaczliwy. Płaczę i płaczę. Po (…..), i po (….), jeszcze po(….) oraz po(…).

No i po koniach arabskich.

Wojciech Brochwicz: W 1990 współtworzył specjalną jednostkę „Grom”. Był doradcą ministra spraw wewnętrznych, prezesa Rady Ministrów, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Pełnił funkcje dyrektora w Urzędzie Ochrony Państwa, zastępcy Komendanta Głównego Straży Granicznej oraz Wiceministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w Radzie Ministrów Jerzego Buzka, gdzie odpowiadał za przygotowanie ustawodawstwa antyterrorystycznego. Po 2001 był członkiem komitetu konsultacyjnego przy szefie ABW Andrzeju Barcikowskim. Po odejściu z administracji państwowej został partnerem w firmie prawniczej R. Smoktunowicz & L. Falandysz. Obecnie prowadzi własną kancelarię prawniczą.

Fot. Materiały własne

Były wiceminister spraw wewnętrznych odpowiedzialny m.in. za ochronę granic, Antoni Podolski, przedstawia swoje refleksje dot. idei utworzenia europejskiego kontrwywiadu.

Zachęcony przez Pawła Białka i jego tekst w sprawie ewentualności utworzenia europejskiego kontrwywiadu, powstałego na tle propozycji francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona, chciałbym podzielić się z czytelnikami portalu kilkoma refleksjami.

Po pierwsze chciałbym wskazać skąd moim zdaniem wywodzi się pomysł utworzenia Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, zawarty w liście francuskiego prezydenta do Obywateli Europy. Aby uniknąć nieporozumień warto zacytować fragment, do którego się odnosimy:

„Obrona naszej wolności: Model europejski opiera się na wolności człowieka, różnorodności opinii i tworzeniu. Naszą fundamentalną wolnością jest demokratyczna wolność wyboru naszych przywódców i to wtedy, podczas każdego głosowania, obce mocarstwa próbują wpływać na nasze głosy. Proponuję utworzenie Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, która zapewni każdemu Państwu członkowskiemu europejskich ekspertów dla ochrony procesu wyborczego przed cyberprzestępczością i manipulacjami. W tym duchu niezależności, musimy również zabronić finansowania europejskich partii politycznych przez obce mocarstwa. Musimy usunąć z Internetu, zgodnie z przepisami europejskimi, wszelkie przejawy mowy nienawiści i przemocy, ponieważ poszanowanie jednostki jest podstawą naszej cywilizacji godności.”

Jak widać proponowana Agencja unijna ma służyć pomocą ekspercką ściśle w zakresie ochrony procesu wyborczego przed cyber i zwykłą manipulacją. Co więcej, propozycja francuska wypływa z innych inicjatyw francuskich w tej dziedzinie, tak na forum europejskim jak i przede wszystkim wewnątrzkrajowym.

Przypomnijmy, że w ubiegłym roku francuski, rządowy think-tank IRSEM opublikował raport na temat manipulacji i fake newsów, a wcześniej Macron osobiście wskazał rosyjskie Russia Today i Sputnik jako „organy kłamliwej propagandy”. Prezydent próbował nawet wprowadzić ustawowo dość drakońskie penalizowanie dezinformacji i manipulacji informacją, ale został zablokowany przez Senat i skrytykowany przez lewicowe media. Wspomniany raport IRSEM zawiera liczne rekomendacje, które miały by zostać realizowane przez Francję i jej partnerów w następnych latach. Szczególnie Paryż może tu liczyć na poparcie Berlina. Warto zresztą, aby portal Osluzbach, zapoznał polskiego czytelnika z tym raportem.

W skrócie jego najciekawsze rekomendacje to m.in. wskazanie czterech trendów w zakresie dezinformacji i manipulacji: kinetyzacji (ataki fizyczne na infrastrukturę), personalizacji (z wykorzystaniem mediów społecznościowych w dotarciu do indywidualnego odbiorcy, co zastosowano m.in. w kampanii za Brexitem), mainstrymizacji (z wykorzystaniem głównych mediów, nie związanych oficjalnie np. z Rosją) i proxymityzacji (wykorzystania pośredników z państw trzecich do zaatakowania właściwego celu).

Dodam, że choć moim zdaniem francuskiemu prezydentowi jeszcze nie o europejski kontrwywiad chodzi, a raczej o działania eksperckie i prawne, to jeśli projekt „Odbudowy” Europy ma się udać, to zgadzam się z płk Białkiem, iż nie da się takiego kierunku uniknąć, zwłaszcza w kontekście innej propozycji Macrona z tego samego listu, powołania Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Co więcej nie będzie to propozycja nowa, bowiem już w 2004 roku, po szoku bezbronności Europy wobec fali islamskiego terroryzmu, pojawiła się propozycja powołania europejskiej „CIA”, czyli wspólnotowej Agencji Wywiadu. Wtedy pomysł wspierały małe państwa, duże były przeciwko, głównie ze względu na ryzyko utraty dwustronnych mechanizmów wymiany informacji z USA. Teraz, gdy z UE wypada Wielka Brytania, a relacje Paryża i Berlina z Waszyngtonem przypominają zimną wojnę temat zapewne może powrócić. I akurat polskie zdanie w tej sprawie będzie najmniej ważne z dwóch powodów.

Po pierwsze Polska tradycyjnie, od lat, niezależnie od ekip rządzących jest przeciwna tego typu inicjatywom. Byliśmy przeciwko Europejskiej Straży Granicznej, Europejskiej Agencji Informacyjnej (Wywiadowczej), wyłączyliśmy się z mechanizmu Prokuratury Europejskiej, wycofaliśmy z Eurokorpusu. Przyczynami są zawsze ignorancja i arogancja doradzających politykom środowisk służb „tajnych, jawnych i dwupłciowych”, cytując poetę.

Ignorancja, bo jak słusznie zauważył płk Białek, polska niechęć do tego typu inicjatyw wynika z błędnego poglądu o elitarności i ekskluzywności naszych służb, które deklarują, że jakoby mogłyby na tej europejskiej wymianie informacji wywiadu i kontrwywiadu tylko stracić. Tymczasem raczej okazałoby się że król jest nagi i nie ma nie tylko nic do ukrycia ale i do pokazania.

Arogancja, bo od lat nasze służby i eksperci są przekonani o wielkiej kompetencji, wiedzy i doświadczeniu na tematy b. ZSRR. Rzeczywiście, tak było jeszcze kilkanaście lat temu, zwłaszcza gdy był to temat zapomniany przez państwa „starego” Zachodu. Zresztą kolejne Białe Księgi oraz raporty rozmaitych komisji śledczych i weryfikacyjnych skutecznie skompromitowały polskie służby jako atrakcyjnego i wiarygodnego partnera czy operatora na Wschodzie.

I tutaj przechodzimy do drugiej przyczyny braku znaczenia polskiego stanowiska w tej sprawie. Polskie służby w ciągu ostatnich czterech lat zatraciły jakiekolwiek zaufanie, wiarygodność i zdolności kooperacyjne. Dość wspomnieć dosłownie siłowe, rozwalenie przez MON wspólnego, polsko-słowackiego Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO i zastąpienie w nim oficera politykiem. Dość wspomnieć sprawę wpisania przez Szefa ABW Ludmiły Kozłowskiej do Systemu Informacyjnego Schengen jako osoby niepożądanej w UE i swoiste, bezprecedensowe „olanie” tegoż zapisu przez kluczowe państwa unijne (a więc i ich wywiady i kontrwywiady), ukoronowane ostatnim przyznaniem tej osobie prawa pobytu w Belgii.

Można jeszcze przypomnieć dialog polskiego wysokiego urzędnika z martwym kontem na Twitterze w sprawie polsko-brytyjskiej współpracy wywiadowczej dotyczącej zamachu na rodzinę Skripalów, czy też pomysł zaproponowania na kierownicze stanowisko w wywiadzie NATO prawicowego publicysty. I tę negatywną opinię nie będzie możliwe ani łatwo, ani szybko zmienić. Tak więc możemy co najwyżej kibicować europejskiej ofensywie francusko-niemieckiej i czekać, aż pomyślniejsze warunki polityczne w Polsce pozwolą nam do nich dołączyć, także w dziedzinie bezpieczeństwa i wywiadu.

Antoni Podolski: Mgr historii Uniwersytetu Warszawskiego, były oficer UOP, stypendysta NATO, od ponad 25 lat zajmuje się praktycznie i analitycznie problematyką bezpieczeństwa narodowego ze szczególnym uwzględnieniem problematyki wschodniej, europejskiej i energetycznej. Były urzędnik państwowy, m.in. dwukrotny wiceminister spraw wewnętrznych i administracji odpowiedzialny za zarządzanie kryzysowe, migrację i ochronę granic i przygotowania do SIS UE; twórca i pierwszy dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Były Sekretarz Programu dla Zagranicy Polskiego Radia; były Dyrektor Programowy i członek Zarządu Centrum Stosunków Międzynarodowych; były wiceprezes zarządu Polskiego LNG SA. W latach 2010-2015 członek Rady Konsultacyjnej COS ABW i redakcji Przeglądu Bezpieczeństwa Wewnętrznego ABW.

Fot. Pixabay