Home Archive by category Wiadomości (Page 2)

Wiadomości

Istnieje 1000 powodów, dla których Mossad, MI6 i CIA mogły przemycić naukowca z Iranu do Wielkiej Brytanii, powiedział były szef Mossadu, Danny Yatom w “Jerusalem Post”, dzień po doniesieniach o takiej operacji.

Choć ani Mosad, CIA ani MI6 publicznie nie potwierdziły tego faktu to brytyjska Daily Mail napisała, że 47-letni irański technik jądrowy został przerzucony w sylwestra do Anglii wraz z 12 migrantami. Z Francji do Anglii miał podróżować z migrantami pontonem przez kanał z La Manche.

Podobno irański defektor był zaangażowany w opracowanie planu zamachu na Mostafa Ahmadi Roshana, naukowca jądrowego, który zginął podczas wybuchu samochodu w Teheranie w 2012 roku.

Mosad został uznany przez zachodnie wywiady i media za sprawcę szeregu zabójstw irańskich naukowców w ciągu ostatnich dwóch dekad, choć nigdy nie przyznał się do tego.

Najbardziej oczywistym powodem przemycenia irańskiego naukowca jądrowego byłoby uzyskanie informacji o programie nuklearnym Republiki Islamskiej, a także wykorzystanie naukowca jako świadka, aby przekonać inne państwa, że Teheran wciąż pracuje nad bronią jądrową.

Yatom zapytany o to jak cenne mogą być te informacje, powiedział: “To zależy od tego, kim jest, jak był wysoko w hierarchii, co wie”, zauważając, że Izrael oraz Zachód, a także przeciwnicy od czasu do czasu pozyskiwali od siebie defektorów.

Innym powodem może być po prostu ocalenie tajnego agenta przed odkryciem przez Iran.

Wyjaśniając, były szef Mossadu powiedział, że „kiedy odwrócisz obcokrajowca, by szpiegował dla ciebie on polega na tobie. Jeśli go nie uratujesz, a oni go znajdą, trudniej będzie zmusić w przyszłości innych ludzi do szpiegowania dla ciebie”.

Powiedział, że czasami agencje wywiadowcze muszą pomóc zarówno agentowi, jak i jego rodzinie w ucieczce.

Pytany o to, jak inni dowiedzieliby się o tym, że agent izraelski został schwytany, gdy wojny szpiegowskie są zwykle utrzymywane w tajemnicy, powiedział, że Iran i inni wrogowie Izraela często nagłaśniają informacje, gdy rzekomo złapią agenta izraelskiego.

Omawiając doniesienie medialne o samej operacji, Yatom powiedział, że “najbardziej złożoną częścią tego rodzaju operacji jest wyprowadzenie naukowca z Iranu, ponieważ mają oni opiekunów”.

Były szef Mosadu podkreślił także, że pozyskanie naukowca z Iranu może być prawdziwą informacją, ale już sposób jego przerzucenia na Zachód niekoniecznie.

Źródło: The Jerusalem Post

Fot. Pixabay

Prezydent Donald Trump ma podpisać rozporządzenie, które zakaże stosowania sprzętu firmy Huawei, do budowy nowoczesnej sieci internetowej 5G na terytorium USA, uzasadniając swoją decyzję bezpieczeństwem narodowym państwa.

To kolejna odsłona coraz ostrzejszej wojny o kształt światowego internetu, a co za tym idzie dostępu do danych, ale i umysłów użytkowników, w przededniu uruchomienia supernowoczesnej technologii 5G. To także starcie dwóch wizji i próba poszerzenia wpływów własnych oraz poszczególnych firm.

Już dziś można zaryzykować twierdzenie, że mamy do czynienia z dwoma sieciami. Jedna wersja – amerykańska, bardziej otwarta i niezależna od państwa, ale z wyraźną dominacją firm – dostawców popularnych aplikacji. Na tyle popularnych, że dziś na bazie nazwy Google powstał nawet czasownik w języku potocznym – googlować – czyli poszukiwać informacji.

Chińska wersja jest lustrzanym odbiciem internetu w wersji anglosaskiej – z tym, że bez potrzeby pobierania wielu aplikacji – wszystko dzieje się w jednym miejscu, za to pod kontrolą państwa. Zwolennicy wersji chińskiej argumentują, że kłopotliwe jest przeskakiwanie między aplikacjami, sklepami i bankami a niektóre strony wciąż nie są dostosowane do wersji mobilnych.

Starcie dwóch wizji przybiera ponadstandardowe formy, bo w obliczu wprowadzenia superszybkiej, nowej generacji technologii mobilnej 5G, dojdzie do nowego podziału światowego rynku. Amerykanie wyraźnie obawiają się, że dostarczając infrastrukturę do budowy sieci, Chińczycy chcą w naturalny sposób poszerzyć swoją strefę wpływów, co ostatnio udaje się w wielu miejscach na świecie. Oczywiście przy okazji Chiny chcą uzyskać dostęp do wielu niezwykle wrażliwych informacji, w tym tych najbardziej intymnych, dających ogromne pole do wszelkiej manipulacji – w tym politycznej.

Postawa Waszygtonu wydaje się nieprzejednana, a sygnał wysyłany do Pekinu jest bardzo czytelny: nie będzie zgody na wejście chińskiej technologii w amerykańską strefę wpływów. Szczególnie ważna jest w tym kontekście Europa Środkowo-Wschodnia. Stąd ostatnia akcja ABW dotycząca Huawei szeroko opisywana przez nasz serwis. Zresztą dyskusja na temat obecności chińskiej technologii na rynku trwa też w Czechach – gdzie tradycyjnie widać zasadniczą różnicę zdań pomiędzy Premierem i Prezydentem – pozostającym zwolennikiem chińskiej obecności oraz na Węgrzech.

O temperaturze sporu niech świadczy treść wywiadu, jakiego udzielił Ambasador USA przy Unii Europejskiej Gordon Sondland. Zapytany przez Politico o oskarżenia chińskiego giganta telekomunikacyjnego Huawei ws. sprzedaży technologii, której można użyć do szpiegowania, powiedział, że działania tej firmy stanowią strategiczne zagrożenie dla interesów USA.

Ambasador sugerował, że Huawei na tyle blisko współpracuje z komunistyczną partia Chin, że nie tylko możliwe jest podsłuchanie dowolnej rozmowy, ale także zdalne spowodowanie śmierci człowieka prowadzącego samochód przyłączony do sieci 5G. Ambasador podkreślił, że w jego opinii Huawei nie ma dziś żadnej możliwości, aby skutecznie przeciwstawić się żądaniom chińskiego rządu.

Tę bardzo mocną wypowiedź Ambasadora natychmiast skomentował przedstawiciel Huawei w Unii – Abraham Liu twierdząc, że wypowiedź Pana Ambasadora ma się nijak do rzeczywistości, a reprezentowana przez niego firma ma wielkie osiągnięcia w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Dodajmy, że dyskusja ta odbywa się w trakcie trudnych rozmów amerykańsko – chińskich, które mają doprowadzić do przełomu we wzajemnych relacjach handlowych, na którym, jak się wydaje, zależy obydwu stronom. Chiny zmagają się ze spowolnieniem gospodarczym, ale są też największym właścicielem amerykańskich obligacji (a więc amerykańskiego długu).

Z kolei Donald Trump obawia się, że globalne spowolnienie dotknie również Stany a wieści o braku porozumienia przyspieszyłyby ten proces. Stąd obustronna presja, ale i skomplikowana gra obliczona na osiągnięcie jakiejś formy porozumienia, którą da się sprzedać jako sukces.

Nie zmienia to jednak faktu, że naszym zdaniem spór wokół sieci 5G będzie miał znacznie większe znaczenie tak z geopolitycznego punktu widzenia, jak i ze względów bezpieczeństwa. Obecny szef amerykańskiej dyplomacji – Mike Pompeo, który wcześniej był szefem CIA, nie ukrywa, że kwestia 5G definiuje kto jest dziś głównym przeciwnikiem USA na światowej scenie. Amerykańskie służby traktują kwestie związane z budową sieci jako sprawę priorytetową i ściśle współpracują w tym obszarze z zachodnimi partnerami, blokując chińskie próby wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Trzeba dodać, że rywalizacja o kształt internetu odbywa się na całym globie (choć nasza uwaga koncentruje się głównie na Europie). Chińczycy przekonują do siebie poszczególne kraje dostępnością i konkurencyjną ceną infrastruktury. W najbliższym czasie będziemy się bliżej przyglądać wojnie o kształt internetu przyszłości, nie tylko przez pryzmat Europy.

Fot. Pixabay

Skrajnie prawicowe niemieckie ugrupowanie tzw. „obywatele Rzeszy” stwarzają coraz większe zagrożenie dla integralności i prawidłowego funkcjonowania Niemiec.

Liczba “obywateli Rzeszy” w RFN znacznie wzrasta

Według informacji berlińskiego rządu, w Niemczech jest znanych już 19 tys. tzw. „obywateli Rzeszy” i innych osób nieuznających państwowości Niemiec. 950 z nich klasyfikowanych jest jako „prawicowi ekstremiści” – jak wynika z odpowiedzi federalnego MSW na interpelację Zielonych w Bundestagu. Jest to dość ogólny szacunek, ponieważ wymieniona liczba skrajnie prawicowych „obywateli Rzeszy” odpowiada dokładnie odsetkowi 5 proc. tej grupy.

„Obywatele Rzeszy” negują prawne podstawy istnienia dzisiejszej Republiki Federalnej, uważając ją za twór obcych mocarstw służący „indywidualnemu uciskowi”, odrzucają konstytucję i odmawiają urzędom i sądom kompetencji i prawnej legitymacji.

Federalny Urząd Ochrony Konstytucji w roku 2017 podał liczbę około 16,5 tys. „obywateli Rzeszy”, rok wcześniej 10 tys. Poważny wzrost ich liczby niemiecki kontrwywiad tłumaczy głębszemu rozpoznaniu i wyjaśnieniu tego zjawiska. Oznacza to, że ludzi tych wcale nie przybywa – po prostu władzom znanych jest coraz więcej takich przypadków.

Ekspertka Zielonych ds. polityki wewnętrznej Irene Mihalic jest innego zdania. Twierdzi ona, że liczba „obywateli Rzeszy” knujących plany politycznego przewrotu wciąż rośnie. Krytykuje ona, że rejestracja dokonywanych przez nich czynów karalnych i rozpoznanie potencjału zagrożenia z ich strony jest jeszcze w powijakach, mimo że ugrupowania te bliżej obserwowane są od dwóch lat.

Prokurator generalny Niemiec ostrzega przed “obywatelami Rzeszy”

Tak zwani Obywatele Rzeszy mogą stwarzać zagrożenie terrorystyczne, twierdzi prokurator generalny Niemiec Peter Frank. Ta ocena nie odnosi się do całego ruchu, lecz do jego części, która może okazać się groźniejsza, niż do tej pory uważano. Skrajne skrzydło tego ugrupowania nie tylko nie uznaje Republiki Federalnej Niemiec, ale także “gotowe jest wystąpić zbrojnie przeciwko państwu niemieckiemu i jego organom”, powiedział Frank w wywiadzie dla “Badische Neusten Nachrichten”. „Mamy na oku pewną grupę “obywateli Rzeszy”, z której, jak sądzimy, może wykluć się komórka terrorystyczna” – powiedział Frank.

W odróżnieniu od klasycznych terrorystów tzw. Reichsbürger, “obywatele Rzeszy”, stoją na stanowisku, że Rzesza Niemiecka istnieje nadal w granicach z 1937 roku, a powojenna Republika Federalna Niemiec jest jedynie spółką prawa handlowego założoną przez aliantów.

Przez długi czas traktowano ich jako mniej lub bardziej nieszkodliwych wariatów. Sytuacja zmieniła, kiedy jeden z członków tego ruchu zastrzelił w Georgensmünd pod Norymbergą policjanta i zranił trzech innych. Z tego względu od listopada 2016 roku “obywatele Rzeszy” są obserwowani przez niemiecki kontrwywiad i inne służby.

„Obywatele Rzeszy” chcieli stworzyć oddziały partyzanckie

Niemieckie władze podejrzewają, że grupa tzw. „obywateli Rzeszy” próbowała zaopatrzyć się w broń i stworzyć oddziały partyzanckie. Według ustaleń dziennikarzy stacji radiowo-telewizyjnej MDR grupa “obywateli Rzeszy” planowała utworzenie magazynów broni i żywności. Powodem rewizji w ich domach była informacja, że organizują większe spotkanie w sprawie utworzenia oddziałów partyzanckich – ustalili dziennikarze MDR. Z uzyskanych przez służby specjalne informacji nie wynikało jednak gdzie dokładnie miałoby się odbyć to tajne spotkanie. Stąd też szeroko zakrojone rewizje w trzech krajach związkowych RFN. Prokuratura Federalna poinformowała, że wobec grupy “obywateli Rzeszy” istnieje podejrzenie, że dążą oni do obalenia konstytucyjnego porządku prawnego RFN i zastąpienia go nową państwową strukturą.

„Obywateli Rzeszy” w RFN z dostępem do broni

Najwięcej „obywateli Rzeszy” mieszka w Bawarii (3500), Badenii-Wirtembergii (2500), Nadrenii Płn.- Westfalii (2200), Dolnej Saksonii (1400) i Saksonii (1300). Jak twierdzi „Focus”, grupa posiadających broń „Obywateli Rzeszy” we wschodnich Niemczech ma nawet zamiar utworzyć własną armię. Służby bezpieczeństwa zadają się potwierdzać te doniesienia.

Władze zaniepokojone są tym, że wielu „obywateli Rzeszy” posiada legalną oraz nielegalną broń. Około tysiąca z nich dysponuje pozwoleniami na posiadanie jednej lub kilku sztuk broni. W Saksonii-Anhalt mieszka np. samozwańczy „król Niemiec”, nazywający się w rzeczywistości Peter Fitzek, panujący we własnym królestwie, z własną walutą. Nie uznając organów państwowych „obywatele Rzeszy” dopuszczają się częstokroć ataków z użyciem siły na przedstawicieli instytucji państwowych. Niektórzy z nich swoje nieruchomości i grunty uważają za własne państwo i zabraniają wstępu tam funkcjonariuszom władzy państwowej.

Bawarska policja w żałobie

W Norymberdze odbyło się nabożeństwo żałobne za 32-letniego policjanta zastrzelonego w pobliskim Georgensgmünd przez 49-letniego członka ruchu “obywateli Rzeszy”, któremu policjanci chcieli odebrać posiadaną przez niego legalnie broń, ponieważ jego postawa polityczna stanowiła, zdaniem władz, przesłankę do odebrania mu pozwolenia.

Szef bawarskiego MSW Joachim Herrmann (CSU) przypomniał zasługi zastrzelonego funkcjonariusza, który był członkiem jednostki specjalnej policji (SEK). Jak powiedział: “śmiertelne strzały oddane w jego kierunku są atakiem na nasze wartości, na państwo prawa, na nas wszystkich”. Powinny być one powodem do “wystąpienia z całą surowością przeciwko tzw. “obywatelom Rzeszy”, którym należy odebrać całą posiadaną przez nich broń”.

“Obywatele Rzeszy” w szeregach niemieckiej policji

Niemieckie media donoszą, że także w szeregach policji są członkowie i sympatycy tego skrajnie prawicowego ruchu. Liczba postępowań dyscyplinarnych przeciwko policjantom podejrzewanym o sprzyjanie skrajnie prawicowej organizacji “obywateli Rzeszy” zwiększyła się wielokrotnie w krótkim czasie na obszarze całych Niemiec. Doniosła o tym monachijska gazeta “Süddeutsche Zeitung”. Jej redakcja zwróciła się z tym zapytaniem do ministrów spraw wewnętrznych niemieckich krajów związkowych. Z udzielonych przez nich informacji wynika, że w tej chwili prowadzi się postępowanie wyjaśniające w 15 przypadkach. Najwięcej w Bawarii, gdzie ujawniono właśnie szóstego policjanta związanego, jak się podejrzewa, z ruchem. Z tego samego powodu zwolniono dyscyplinarnie ze służby innego, 26-letniego policjanta w tym samym landzie.

W Saksonii-Anhalt prowadzi się obecnie cztery postępowania dyscyplinarne przeciwko policjantom podejrzewanym o członkostwo w ruchu. Trzech z nich zwolniono już ze służby. W Nadrenii Północnej-Westfalii trwa śledztwo w dwóch nowych przypadkach, obok dwóch innych ujawnionych wcześniej. Jednego policjanta zwolniono ze służby w Berlinie, a policja federalna prowadzi w tej chwili dwa postępowania dyscyplinarne w sprawie o przynależność lub sympatyzowanie jej dwóch funkcjonariuszy z ruchem.

Jak pisze “Süddeutsche Zeitung”, zdaniem niemieckiego kontrwywiadu tylko kilkaset osób z ruchu “Obywateli Rzeszy” ma być aktywna w organizacjach neonazistowskich. Dotyczy to zwłaszcza działaczy tzw. “Emigracyjnego Rządu Rzeszy”. Trudno jest ocenić prawdziwość tych danych. Z ankiety przeprowadzonej przez agencję prasową DPA w landowych ministerstwach spraw wewnętrznych oraz organach bezpieczeństwa wynika, że w ruchu “Obywateli Rzeszy” aktywnie uczestniczy w całych Niemczech przynajmniej 1100 osób. Ale i ta liczba nie jest pewna, bo oparto ją na informacjach pochodzących tylko z dziewięciu landów, a jest ich w RFN szesnaście.

Zaostrzyć procedury zatrudniania w Policji

Pięciu funkcjonariuszom policji we Frankfurcie nad Menem postawiono zarzut podżegania do nienawiści. Dziennik „Frankfurter Rundschau” pisze: „W przeszłości niemiecka policja wywoływała raz po raz podobne skandale, które trafiały na nagłówki gazet. Jak miało to miejsce w przypadku morderstw NSU, kiedy prowadzono śledztwo wyłącznie przeciwko rodzinom ofiar. Albo w Saksonii, kiedy logo specjalnych służb ministerstwa spraw wewnętrznych przypominało symbolikę nazistowską. Nie da się pominąć niewygodnych pytań, jak dalece (…) policja popiera autorytarne postawy, ducha korporacyjnego i rasizm. Dlatego pilnie w kształceniu policjantów trzeba skoncentrować się na umiejętności samorefleksji, krytyki i sprzeciwu. Policja potrzebuje też neutralnych pełnomocników, do których może się zwrócić z pełnym zaufaniem każdy funkcjonariusz, który zauważył sytuacje budzące wątpliwości”.

Dziennik „Hessische Niedersaechsische Allgemeine” z Kassel jest zdania, że „pojawia się teraz pytanie, czy ci funkcjonariusze byli już neonazistami, zanim przyjęto ich do służb policyjnych, czy ulegli radykalizacji w trakcie służby. Obie sytuacje są możliwe i obie fatalne. W ten sposób zajście z Frankfurtu, którego zasięg oraz skutki długo jeszcze trudno będzie oszacować, pokazuje że trzeba zaostrzyć procedury zatrudniania w policji, więcej zainwestować w kształcenie, a ksenofobia, rasizm i prawicowy ekstremizm nie mogą być tematami tabu”.

„Policjanci podczas służby stykają się regularnie z grupami zmarginalizowanymi, wśród których nierzadko znajdują się migranci – pisze „Mitteldeutsche Zeitung” z Halle. „Jeśli doświadczenia te nie zostaną przerobione, mogą zamienić się w ksenofobię. Przy tym stróże porządku publicznego są raczej wrogo postrzegani przez środowiska lewicowe. W konsekwencji tego wielu policjantów czuje się lepiej wśród prawicy. Zastanawiający trend. Co zatem można zrobić? Władze powinny dokładniej przyglądać się kandydatom pod kątem poglądów politycznych. Przełożeni muszą zatroszczyć się o to, by funkcjonariusze mogli odpowiednio uporać się z udziałem w akcjach. A przy niewłaściwym zachowaniu nie może być mowy o duchu korporacyjnym”.

Z kolei „Koelner Stadt-Anzeiger” stwierdza, że „otwartą jest kwestia, dokąd dokładnie prowadzi dochodzenie przeciwko pięciu frankfurckim policjantom. Pewne jest, że nie jest to pierwszy przypadek tego typu. Jeśli służby bezpieczeństwa podatne są na ekstremizm, to na ten prawicowy (…) Demokratyczne państwo prawa potrzebuje stróży, którzy wyznają jego wartości”.

Dziennik „Suedkurier” z Konstancji komentuje: „Szokujące. Akurat ci funkcjonariusze, którzy w przypadku zagrożenia przemocą powinni chronić obywateli, sami stają się sprawcami i schodzą na neonazistowskie manowce. Gwaranci państwa prawa stają się jego przeciwnikami. Problem ten ujawniły już podobne przypadki w Saksonii. Stało się teraz jasne, że nie jest to problem czysto wschodni, lecz może on wystąpić także w wielokulturowym mieście, takim jak Frankfurt. Teraz jest to sprawa pracodawcy – heskiego ministerstwa spraw wewnętrznych prowadzonego przez CDU. A że rządzą z nimi Zieloni, presja jest jeszcze większa”.

„Obywatel Rzeszy” w Bundeswehrze – prawdziwe zagrożenie

W ostatnim czasie wybuchł nowy skandal wokół elitarnej jednostki Bundeswehry. Chodzi o przenikanie armii przez skrajną prawicę. Bundeswehra zawiesiła w obowiązkach podpułkownika elitarnej jednostki KSK. Jest on podejrzany o szerzenie w mediach społecznościowych treści skrajnie prawicowych – powiedziała rzeczniczka armii. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi niemiecki kontrwywiad wojskowy MAD. Okazuje się, że kontrwywiad już wcześniej zwrócił uwagę na podejrzanego podpułkownika. – Jego przełożony zdecydował o podjęciu środków dyscyplinarnych – powiedział rzecznik MAD. Podejrzany został zawieszony w obowiązkach służbowych i ma zakaz noszenia munduru.

Jak donosi magazyn „Der Spiegel” podpułkownik zwrócił na siebie uwagę postami, jakie zamieszczał w zamkniętej grupie na Facebooku, a które odzwierciedlały ideologię „Obywateli Rzeszy”. W ubiegłym roku w Bundeswehrze zostało zdemaskowanych czterech prawicowych ekstremistów. Kontrwywiad wojskowy MAD zaklasyfikował ponadto trzech żołnierzy jako islamistów – powiedział rzecznik MAD. We wszystkich przypadkach wszczęto postępowania dyscyplinarne lub personalne, a „znaczna większość” tych osób opuściła już armię – poinformował rzecznik, potwierdzając doniesienia gazet grupy medialnej Funke.

„Obywatele Rzeszy” w Bundeswehrze to prawdziwe zagrożenie – mówi polityk Zielonych i ekspertka ds. obronności Agnieszka Brugger. – Ludzie, którzy zaprzeczają istnieniu Republiki Federalnej, nie mogą mieć dostępu do broni i szkolenia wojskowego – dodała. „Obywatele Rzeszy” nie mogą zasilać szeregów Bundeswehry, a tym bardziej jej elitarnej jednostki – skomentowała polityk Zielonych.

W ubiegłym rok MAD odnotował 270 przypadków podejrzenia o prawicowy ekstremizm. W 2017 roku. tych przypadków było aż 379. Ponadto w 20 z nich podejrzewano żołnierzy o upowszechnianie ideologii „Obywateli Rzeszy” (w 2017 roku – 36 przypadków).

Według danych MAD lekko wzrosła za to liczba przypadków żołnierzy podejrzanych o islamizm – z 46 w 2017 r. do 50 z 2018. Liczba przypadków dotyczących cudzoziemskich organizacji ekstremistycznych wzrosła z 22 do 35, a lewicowego ekstremizmu zmalała z 12 do 2.

Źródło: DW

Fot. Pixabay

Oficerowie GRU, którzy włamali się do Narodowego Komitetu Demokratycznego, a także komitetu kampanii Hillary Clinton wykorzystywali do swoich działań Bitcoina.

Blockchain jest zdecentralizowaną bazą danych w modelu open source służącą do księgowania poszczególnych transakcji jakie kiedykolwiek wykonano dla danej krypto waluty. Bitcoin wciąż dominuje w głównym nurcie użytkowania, a jego transakcje można prześledzić. Chociaż wiele osób wykorzystuje wirtualne waluty do celów zgodnych z prawem, technologia ta jest atrakcyjnym narzędziem dla tych którzy pragną obejść sankcje i przepisy finansowe lub chcą chronić swoją tożsamość podczas przeprowadzania transakcji. Nie są oni jednak całkowicie anonimowi, ponieważ blockchain ogranicza anonimowość w odniesieniu do korzystania z kryptowalut.

W ostatnich latach kryptowaluty, takie jak Bitcoin, były wykorzystywane przez terrorystów do prowadzenia kampanii finansujących rządy autorytarne w celu łamania praw swoich obywateli. Pełniły także ważną rolę w działaniach oficerów GRU, którzy włamali się do Narodowego Komitetu Demokratycznego, a także komitetu kampanii Clinton.

W tym ostatnim przypadku ustalono, że kryptowaluta pozwoliła na sfinansowanie infrastruktury, z której korzystali w swoich działaniach. Akt ich oskarżenia przygotowany przez prokuratora specjalnego Roberta Muellera stwierdza: ”Pozwani spiskowali i wyprali równowartość ponad 95 000 USD za pośrednictwem sieci transakcji, skonstruowanych tak aby czerpać korzyści z anonimowości kryptowalut, takich jak Bitcoin”.

Agenci GRU używali także dolarów amerykańskich i innych walut gotówkowych. Jednakże, jak wskazuje akt oskarżenia: „konspiratorzy używali głównie Bitcoina przy zakupie serwerów, rejestrowaniu domen i innych płatnościach “.

„Wykorzystanie Bitcoina pozwoliło konspiratorom uniknąć bezpośrednich związków z tradycyjnymi instytucjami finansowymi, w tym dokładniejszej kontroli ich tożsamości i źródeł funduszy” – mówi akt oskarżenia.

Rosyjscy oficerowie wykorzystywali te same komputery do działań hakerskich, a także do przeprowadzania transakcji płatności Bitcoin. W efekcie sfinansowali swoje operacje hakerskie za pomocą różnych mechanizmów obejmujących kryptowaluty, w tym „wydobycie” Bitcoin. Akt oskarżenia stwierdza:

„Oprócz wydobywania Bitcoin konspiratorzy nabywali go  również za pomocą różnych środków mających na celu ukrycie źródła funduszy. Obejmowało to kupowanie Bitcoin przez giełdy peer-to-peer, przenoszenie środków za pośrednictwem innych walut cyfrowych i korzystanie z kart przedpłaconych. Zwerbowali także do pomocy jednego lub więcej niezależnych rzeczników, którzy ułatwiali transakcje warstwowe za pośrednictwem platform wymiany walut, zapewniających zwiększoną anonimowość”.

Zgodnie z aktem oskarżenia konspiratorzy wykorzystali Bitcoin generowany z „wydobycia”, aby zapłacić rumuńskiej firmie za zarejestrowanie domeny dcleaks.com za pośrednictwem firmy przetwarzającej płatności z siedzibą w Stanach Zjednoczonych.

Śledczy Bellingcat opublikowali na swoim portalu swoistego rodzaju przewodnik, który pomaga prześledzić transakcję blockchain pod warunkiem, że dysponuje się konkretnym adresem, oraz datą i kwotą transakcji. Do analizy wykorzystane zostało takie narzędzie jak explorer blockchain: Bitcoin Block Explorer Blockchain.com.

Algorytm postępowania zilustrowano na podstawie  aktu oskarżenia 12 rosyjskich oficerów GRU o konspirację oraz ingerencję w wybory prezydenckie w 2016 roku, przygotowanego przez Departament Sprawiedliwości U.S.A.

Więcej o zainteresowaniu Rosji technologią blockchain pisaliśmy tutaj.

Źródło: Bellingcat

Fot. Pixabay

Litewskie agencje wywiadowcze obawiają się, że Rosja w maju będzie ingerować w zbliżające się wybory by zastąpić zagorzałą antyrosyjską prezydent Dalię Grybauskaite.

Państwo bałtyckie, rządzone przez Moskwę przez większość XX wieku, a obecnie będące członkiem zarówno Unii Europejskiej, jak i NATO, było wstrząśnięte aneksją Krymu przez Rosję. Władze w Wilnie prowadzą od tego czasu międzynarodową batalię przeciwko agresywnej polityce Rosji. Na Litwie odbędą się w tym roku wybory samorządowe, prezydenckie, europejskie oraz wybory parlamentarne w 2020 roku.

“Rosyjski wywiad zwiększy swoją aktywność podczas cyklu wyborczego w latach 2019-2020” – twierdzą służby specjalne Litwy we wspólnej corocznej ocenie zagrożeń opublikowanej we wtorek. “Możliwe, że Rosja będzie starała się wpłynąć na przebieg wyborów środkami informacyjnymi i cybernetycznymi” – dodały. Moskwa będzie “rozpowszechniać propagandę i dezinformację w litewskich mediach społecznościowych” – twierdzi upubliczniony raport litewskich służb.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział, że taka sugestia jest “absolutnym nonsensem”, dodając: “Rosja nie ingeruje w wybory w innych krajach”.

Rosja jest również podejrzewana o przeprowadzenie szeregu znaczących cyberataków, w tym zorganizowanego na systemy informacyjne innego państwa bałtyckiego – Estonii, w 2007 roku oraz ataku na ukraińską w 2016 roku. Ponadto prokurator specjalny Robert Mueller prowadzi dochodzenie w sprawie zmowy między Kremlem, a Donaldem Trumpem mającej na celu pomoc dla tego kandydata w wygraniu wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku.

W raporcie litewskim czytamy, że Rosja gromadzi coraz więcej czołgów i bombowców w enklawie kaliningradzkiej, która graniczy z Litwą i Polską oraz modernizuje tam swoje bazy, aby móc rozmieścić w nich dodatkowe wyrzutnie pocisków balistycznych.

W raporcie napisano również, że istnieje rosnące ryzyko “niezamierzonych incydentów” wynikających ze zwiększonej aktywności wojskowej po stronie rosyjskiej granicy z Litwą.

Służby twierdzą, że obserwują aktywność rosyjskiego wywiadu ukierunkowaną na pracowników litewskiego sektora energetycznego i próby włamań do systemów kontroli, aby uzyskać możliwość zakłócenia dostaw energii elektrycznej na Litwę.

“Jest to dalekie od naszego priorytetu” – powiedział Kreml. Niedawno w Kaliningradzie Putin otworzył pływający terminal LNG, który gwarantuje samowystarczalność obwodu w zakresie dostaw gazu.

Źródło: The Jerusalem Post

Fot. Własne

W 2014 roku, dwa tygodnie po odejściu ze stanowiska analityka wywiadu amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego Lori Stroud była na Bliskim Wschodzie pracując jako haker dla Arabii Saudyjskiej. Dołączyła do projektu „Raven” i tajnego zespołu, w skład którego weszło ponad tuzin byłych amerykańskich agentów wywiadu, zatrudnionych by pomagać Zjednoczonym Emiratom w inwigilacji innych rządów, bojowników i działaczy praw człowieka krytycznych wobec monarchii.

Stroud i jej zespół, działający w przekształconej rezydencji w Abu Zabi, nazywanej wewnętrznie jako “Willa”, używali metod wypracowanych w społeczności wywiadowczej USA, aby pomóc ZAE włamać się do telefonów i komputerów swoich wrogów.Stroud została zwerbowana przez niewielką firmę zajmującą się cyberbezpieczeństwem z Maryland, by pomóc Emiratom w programie cyber operacji szpiegowskich „Raven”. W 2016 roku przeniesiono projekt do firmy o nazwie DarkMatter w ZEA. Wkrótce Stroud i inni Amerykanie zaangażowani w niego stwierdzili, że misja przekroczyła czerwoną linię: bo jej celem jest obserwowanie Amerykanów.

Historia projektu „Raven” pokazuje, w jaki sposób byli pracownicy amerykańskiej instytucji rządowej wykorzystują najnowocześniejsze narzędzia hackerskie w imieniu zagranicznego wywiadu, który szpieguje działaczy na rzecz praw człowieka, dziennikarzy i rywali politycznych.

Techniki inwigilacyjne wykorzystywane przez NSA były kluczowe dla ZEA w zakresie monitorowania przeciwników. Celem wywiadu nie byli obywatele Emiratów. Wykorzystano arsenał narzędzi cybernetycznych, w tym najnowocześniejsze  szpiegowskie znane jako „Karma”. Uczestnicy programu „Raven” twierdzili, że włamali się za pomocą tego oprogramowania do iPhone’ów setek działaczy, przywódców politycznych i podejrzanych o terroryzm.

“Karma” jest narzędziem, które może zdalnie przyznać dostęp do iPhone’ów, po prostu przesyłając numery telefonów lub konta e-mail do automatycznego systemu kierowania. Narzędzie ma ograniczenia – nie działa na urządzeniach z Androidem i nie przechwytuje połączeń telefonicznych. Jest to jednak niezwykle silne narzędzie, ponieważ, w odróżnieniu od wielu exploitów, “Karma” nie wymaga od celu kliknięcia łącza przesłanego do iPhone’a.

W latach 2016 i 2017 “Karma” była używana do uzyskiwania zdjęć, wiadomości e-mail, wiadomości tekstowych i informacji o lokalizacji z iPhone’ów .  Technika ta pomogła również hakerom zbierać zapisane hasła, które można wykorzystać do innych włamań.

Nie jest jasne, czy hak “Karmy” pozostaje w użyciu. Byli operatorzy powiedzieli, że do końca 2017 roku aktualizacje zabezpieczeń oprogramowania iPhone’a firmy Apple spowodowały, że Karma była znacznie mniej skuteczna. 

Jednak uważa się, że tylko około 10 krajów, takich jak Rosja, Chiny i Stany Zjednoczone oraz ich najbliżsi sojusznicy, są w stanie rozwinąć taką broń – powiedział Michael Daniel, odpowiedzialny w przeszłości za bezpieczeństwo w Białym Domu za prezydentury Obamy.

“Karma” i podobne narzędzia sprawiają, że urządzenia osobiste, takie jak iPhone’y, są najbardziej pożądanymi celami , powiedział Patrick Wardle, były pracownik Agencji Bezpieczeństwa Narodowego i ekspert od bezpieczeństwa Apple.

Rząd ZEA zakupił Karmę od dostawcy spoza kraju. Karma opiera się, przynajmniej częściowo, na lukach systemu komunikacyjnego Apple, iMessage. Luka pozwalała na wszczepienie złośliwego oprogramowania w telefonie przez iMessage umożliwiając hakerom nawiązanie połączenia z urządzeniem. Nawet jeśli właściciel telefonu nie użył programu iMessage.

Różne doniesienia podkreślają trwający wyścig zbrojeń cybernetycznych na Bliskim Wschodzie, ponieważ Emiraty i inne kraje próbują zgarnąć broń i personel szybciej niż ich rywale. Historia „Raven” pokazuje w nowym świetle rolę dawnych amerykańskich funkcjonariuszy w zagranicznych operacjach hackerskich. W amerykańskiej społeczności wywiadowczej, podjęcie pracy w innym kraju w charakterze funkcjonariusza jest postrzegane przez niektórych jak zdrada. “Istnieje obowiązek moralny, jeśli jesteś byłym oficerem wywiadu, który staje się faktycznie najemnikiem dla obcego rządu” – powiedział Bob Anderson, który pełnił funkcję asystenta dyrektora Federalnego Biura Śledczego do 2015 roku.

Chociaż udostępnianie informacji niejawnych jest nielegalne, nie ma konkretnych przepisów, które umożliwiałyby zatrudnionym na kontraktach dzielenia się bardziej ogólną wiedzą o sposobach, na przykład o tym, jak zwabić cel za pomocą zainfekowanego e-maila.

Zasady są jednak oczywiste w przypadku hakowania sieci w Stanach Zjednoczonych lub kradzieży korespondencji Amerykanów “Byłoby to bardzo nielegalne” – powiedziała Rhea Siers, była zastępczyni dyrektora ds. Polityki w NSA. Hackowanie Amerykanów było ściśle utrzymywane w tajemnicy, nawet w „Raven”.

FBI aktualnie bada, czy amerykańscy pracownicy „Ravena” ujawnili amerykańskie techniki inwigilacji i czy nielegalnie atakowali amerykańskie sieci komputerowe – twierdzą byli pracownicy „Raven”, z którymi rozmawiały federalne organy ścigania. Stroud powiedziała, że współpracuje w tym zakresie ze śledczymi. Żadne zarzuty nie zostały postawione i możliwe, że nie zostaną. Rzeczniczka FBI odmówiła komentarza w tej sprawie.

Źródło: Reuters

Fot. Pixabay

Twitter zlikwidował prawie 6000 tweetów podczas wyborów do Kongresu USA w listopadzie ubiegłego roku, z których większość próbowała ograniczać głosowanie poprzez zastraszanie lub dzielenie się fałszywymi informacjami, podała spółka w czwartek.

„Najwięcej dezinformacji wokół wyborów wydarzyło się w Stanach Zjednoczonych”, podała Twitter, który odnotował również “ograniczone operacje”, wpływu na wyborców w Iranie, Wenezueli i Rosji.

Amerykańskie agencje wywiadowcze doszły do wniosku, że Rosja przeprowadziła operację wpływu polegającą na hakowaniu komputerów należących do partii politycznych i korzystaniu z mediów społecznościowych podczas kampanii wyborczej prezydenckiej USA w 2016 roku, w celu podważenia amerykańskiego procesu demokratycznego. Moskwa zaprzecza jakiejkolwiek ingerencji.

Od tego czasu Twitter, Facebook i inne firmy z mediów społecznościowych pozostawały pod globalną presją, aby usuwać propagandę, boty i nielegalne treści. Firmy zintensyfikowały kontrole, ale nadal są krytykowane przez ustawodawców za zbyt wolne zamykanie fałszywych kont.

Twitter poinformował m.in. że obecnie zidentyfikował znacznie mniej prób wywarcia wpływu przez zagraniczne konta niż w 2016 roku. Ponadto ogłosił także, że zawiesił większość agresywnych kont przed wyborami do Senatu USA i Izby Reprezentantów.

Dodatkowe 418 kont zostało zidentyfikowanych przez Twittera, jako powiązane z rosyjską Internet Research Agency (IRA), która według prokuratorów ze Stanów Zjednoczonych stała na czele operacji wpływu w 2016 roku. “Większość wydaje się pochodzić z Rosji bo przypominają aktywnością wcześniej zidentyfikowane konta związane z IRA”, powiedział przedstawiciel firmy, który jednocześnie stwierdził, że nie może „ostatecznie potwierdzić tego związku.”

Według tego samego przedstawiciela firma usunęła w Wenezueli 1196 kont, które “wydają się być zaangażowane w kampanię wpływu skierowaną do odbiorców krajowych” i zawiesiła 2617 złośliwych kont, które miały pochodzić z Iranu. Konta wenezuelskie zostały usunięte w grudniu 2018 roku, czytamy na Twitterze.

Obecnie Twitter analizuje 8 milionów kont tygodniowo pod kątem nadużyć lub dziwnych zachowań, a ostatecznie usuwa około trzech czwartych z tych usług, podali przedstawiciele firmy.

Źródło: Reuters
Fot. Pixabay

Ukraińska Agencja Bezpieczeństwa (SBU) podczas konferencji prasowej w Kijowie ogłosiła, że przejęła manifesty pasażerskie rosyjskich samolotów przewożących najemników pracujących dla Grupy Wagnera. Jest to słynna rosyjska prywatna firma wojskowa (PMC). W manifestach obejmujących loty z Rosji do kilku miejsc w Afryce i na Bliskim Wschodzie w drugiej połowie 2018 roku, jest mowa o łącznie 1012 najemnikach.

Najistotniejszą informacją, na konferencji prasowej SBU było to, że najemnicy PMC Wagnera otrzymywali rosyjskie międzynarodowe paszporty podróżne wydawane w sekwencyjnych partiach przez to samo biuro paszportowe z siedzibą w Moskwie. „Obsługiwało” ono również fałszywe dokumenty tożsamości tajnym funkcjonariuszom GRU zaangażowanym w próbę zabójstwa Siergieja Skripala.

Bellingcat pierwszy po raz pierwszy ujawnił we wrześniu 2018 roku to, że biuro paszportowe, zwane Jednostką 770001 jest rutynowo używane do wydawania paszportów krajowych dla oficerów GRU działających „pod przykryciem”. Wśród nich znaleźli się podejrzani o otrucie w Salisbury czy oskarżeni przez Czarnogórę o rzekomą próbę zamachu stanu w 2016 roku. Ustalono też, że wspomniane biuro paszportowe wydało także rosyjskie paszporty garstce zagranicznych VIP-ów, którym świeżo nadano rosyjskie obywatelstwo, takich jak francuski aktor Gerard Depardieu.

Odkryto również, że to samo biuro wydało paszporty również rosyjskim cywilom, którzy mają powiązania z rosyjskim Ministerstwem Obrony – albo przez bezpośrednie zatrudnienie, albo przez bliskiego członka rodziny. Zarzuty SBU są znaczące, ponieważ, o ile są prawdziwe, sugerują, że rosyjski rząd nie tylko toleruje zagraniczne operacje wojskowe Wagnera (które są nielegalne zgodnie z rosyjskim prawem), ale także aktywnie angażuje się w ich przygotowywanie.

Ponadto fakt, że (poza garstką zagranicznych VIP-ów) Jednostka 770001 wydawała paszporty jedynie osobom związanym z Ministerstwem Obrony i masowo najemnikom PMC, stanowiłby najsilniejszy dowód na powiązania między Rosyjskimi Siłami Zbrojnymi, a prywatną armią realizującą nielegalne działania.

Po konferencji prasowej SBU opublikowała trzy zestawy list rzekomych najemników PMC Wagnera. Pierwsze dwie zawierały nazwiska, daty i miejsca urodzenia, a także numery paszportów krajowych i międzynarodowych szesnastu Wagnerowców, z których siedmiu miało posiadać paszport międzynarodowy wydany w jednej “serii” w 2015 roku, a kolejne dziewięć takich wydano w 2017 roku. Wszystkie listy zawierały nazwiska z miejscami urodzenia w całej Rosji, podczas gdy organ wydający paszport to zawsze Jednostka 770001 z Moskwy.

Trzecia lista, która była najdłuższa, zawierała jedynie nazwiska i daty urodzenia 149 rzekomych najemników PMC Wagnera, którzy, jak twierdzi SBU, zostali ulokowani w Sudanie pod koniec 2018 roku i na początku 2019 roku. SBU twierdzi, że pierwsze dwie listy były podzbiorami z większej listy 149 osób.

Wcześniej powiązania między PMC Wagner i GRU zostały udowodnione przez przechwyconą rozmowę telefoniczną między wysokim rangą oficerem GRU, a dyrektorem naczelnym i nom-de-guerre (pseudonim, szczególnie członka nieoficjalnej organizacji militarnej) – imiennikiem PMC, Dmitrijem Utkinem, a.k.a. “Wagner”.

Oficer GRU został wcześniej zidentyfikowany przez Bellingcat jako płk Oleg Ivannikov, członek personelu, który został ulokowany w 2014 roku na wschodniej Ukrainie i był zaangażowany w pozyskiwanie wyrzutni pocisków rosyjskich Buk, które zestrzeliły MH17.

Źródło: Bellingcat

Fot. Pixabay

Roger J. Stone Jr., długoletni nieformalny doradca prezydenta Trumpa, został oskarżony o kontakty z WikiLeaks, organizacją odpowiedzialną za publikowanie tysięcy skradzionych wiadomości e-mail Demokratów podczas kampanii w 2016 roku. Postawiono mu siedem zarzutów, w tym utrudnianie prowadzenia postępowania, składanie fałszywych zeznań i manipulowanie świadkami.

Agenci FBI aresztowali Stone’a w jego domu. Widziano także agentów, którzy zabierali dyski twarde i inne dowody z jego mieszkania w Harlemie. Akt oskarżenia jest pierwszym w ostatnich miesiącach przygotowany przez specjalnego prokuratora, Roberta S. Muellera, który bada ingerencję Rosji w wyborach w 2016 roku i ewentualną koordynację z organizatorami kampanii Trumpa.

Oskarżenie sugeruje, że wysocy funkcjonariusze działający na rzecz kampanii Trumpa wiedzieli o skradzionych wiadomościach e-mail, zanim zostały opublikowane i poprosili pana Stone’a, aby się o nich coś dowiedział. Adwokat pana Stone’a, Grant Smith, odrzucił zarzuty, nazywając je “śmiesznymi” i powiedział: “chodzi o drobny zarzut dotyczący okłamywania Kongresu o czymś, co najwyraźniej znaleziono później”.

Stone rozpoczął karierę jako doradca wyborczy Richarda M. Nixona. Na plecach miał tatuaż Nixona. Od dziesięcioleci poświęca się polityce pomagając wpływać na amerykańskie kampanie wyborcze i od dawna utrzymuje, że nie ma żadnego związku z próbami Rosji zakłócenia wyborów prezydenckich w 2016 roku.

Czasami wydawał się prowokować amerykańskie organy ścigania i publicznie nawoływał aby znalazły twarde dowody, które miałyby go powiązać z rosyjską ingerencją wyborczą.

Zgodnie z aktem oskarżenia, od czerwca do lipca 2016 roku, Stone opowiadał organizatorom kampanii Trumpa” o skradzionych wiadomościach e-mail pozostających w posiadaniu WikiLeaks, które mogłyby zaszkodzić pani Clinton. 22 lipca WikiLeaks opublikował pierwszą partię tych e-maili. Akt oskarżenia nie wyjaśnił, który urzędnik kampanii Trumpa polecił aby skontaktować się w tej sprawie ze Stone’em choć nie wykluczył, że zrobił to sam Trump. Sekretarz prasowy Białego Domu, Sarah Huckabee Sanders, starała się odciąć Trumpa od oskarżeń. “Zarzuty wobec pana Stone’a nie mają nic wspólnego z prezydentem”, powiedziała CNN. Zapytany, czy polecił swojemu pomocnikowi w kampanii, aby skontaktować się z panem Stone’em w sprawie e-maili WikiLeaks, powtórzyła, że zarzuty nie dotyczą prezydenta.

W czerwcu 2016 roku, na kilka dni przed publicznym oskarżeniem Rosji o kradzież e-maili, wysocy funkcjonariusze działający na rzecz kampanii Trumpa i syn Trumpa, Donald Trump Jr., spotkali się z prawnikiem powiązanym z Kremlem w sprawie informacji uderzających w Clinton. Niedozwolone jest, aby kampania polityczna akceptowała pomoc zagraniczną, ale Trump i jego syn twierdzą, że nie zrobili nic złego, ponieważ nie otrzymali żadnych szkodliwych materiałów na tym spotkaniu.

Stone powiedział publicznie, że był w kontakcie z WikiLeaks i zasugerował na Twitterze, że pojawią się dalsze szkodliwe informacje. Z aktu oskarżenia wynikał, że Stone skontaktował się z wysokimi urzędnikami państwowymi administracji Trumpa, aby zapytać o zainteresowanie publikacjami.

Zuchwałe zachowanie Stone’a spowodowało, że stał się on przedmiotem kontroli mediów. Śledczy przeprowadzili wywiady z byłymi doradcami Trumpa i kilkoma jego współpracownikami na temat zbierania funduszy przez pana Stone’a podczas kampanii i jego kontaktów z WikiLeaks. Trzej urzędnicy wyższego szczebla administracji Trumpa powiedzieli zespołowi Muellera, że Stone sprawiał wrażenie, że jest on zaufanym pośrednikiem w wymianie informacji od WikiLeaks.

Zgodnie z aktem oskarżenia, w październiku Stone wymienił e-maile ze Stephenem K. Bannonem, a następnie z szefem kampanii Trumpa. W jednej z konwersacji, Stone napisał, że pojawi się więcej publikacji WikiLeaks. Pan Bannon wydaje się być urzędnikiem opisanym w dokumencie sądowym jako “wysoko postawiony urzędnik Trump Campaign”, na podstawie wcześniejszych ujawnień dotyczących wymiany e-mail.

Dzień przed tym, jak pan Stone i pan Bannon wysłali e-maile na temat WikiLeaks, Donald Trump Jr. wymienił wiadomości na Twitterze z kontem WikiLeaks i zapytał: “Co kryje się za środowym wyciekiem?”

7 października WikiLeaks ujawniło ponad 6000 e-maili związanych z Johnem D. Podestą, przewodniczącym kampanii Clinton.

Publikacja ukazała się 30 minut po tym, jak The Washington Post ujawnił nagranie Trumpa przechwalającego się o napaścią na kobiety. W tym czasie pojawiły się pytania o to, czy publikacje WikiLeaks były próbą odciągnięcia uwagi opinii publicznej od nagrań Access Hollywood i skierowanie jej na sprawę Clinton.

Na łamach mediów społecznościowych i w licznych wywiadach przed wyborami w 2016 roku Stone opowiadał, że ma już zaawansowaną wiedzę o możliwości upublicznienia informacji, które mogą negatywnie wpłynąć na kampanię pani Clinton, a nawet zasugerowała, że osobiście rozmawiał z założyciel WikiLeaks, Julianem Assange.

Sam Stone powiedział publicznie, że był przygotowany na możliwość oskarżenia go, ale od dawna utrzymuje, że jest niewinny i często powtarzał twierdzenia Trumpa, że śledztwo Muellera jest politycznie umotywowanym polowaniem na czarownice.

Źródło: The New York Times

Fot. Pixabay

Rosja tworzy nowe propagandowe media na Zachodzie przeznaczone dla młodych ludzi ze środowisk lewicowych. 

By dotrzeć do młodych odbiorców, Kreml tworzy nowe media, które ukrywają swoich mocodawców i z Berlina atakują Zachód. Działająca od kilku lat na terenie Niemiec stacja RT Deutsch skierowana była do starszej widowni o prawicowych poglądach, w dużej mierze Niemców pochodzących ze Związku Sowieckiego, którzy od lat 90. mieszkają w Niemczech.

Nowe rosyjskie media, których bazą jest Berlin, zabiegają o młodych widzów o lewicowych poglądach, zaangażowanych w ochronę środowiska – pisze Markus Wehner w środę we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Jedną z redakcji udających niezależność, a w rzeczywistości uprawiających prorosyjską propagandę, jest należący do rosyjskiego państwa Redfish.

Z rejestru firm wynika, że właścicielem Redfish jest agencja informacyjna wideo Ruptly GmbH, która jest częścią medialnego holdingu „Rossija Siewodnia”.

Redfish udaje, że nie jest rosyjski. Redakcja nie posiada dostępnego dla osób z zewnątrz numeru telefonu, nie zgadza się też na rozmowę z dziennikarzem. Redfish produkuje materiały wideo o meksykańskich migrantach maszerujących w kierunku granicy z USA, o protestach „Żółtych kamizelek” we Francji i nienawiści rasowej w Wielkiej Brytanii, a także o eksporcie niemieckiej broni.

Lansowana jest teza o „Doktrynie Merkel”, mającej polegać na zbrojeniu innych krajów. W materiałach pokazywana jest walka obrońców przyrody i brutalne akcje policji przeciwko ekologom i obcokrajowcom. Dyrektorką Redfish jest 32-letnia Brytyjka Elizabeth Cocker, znana pod pseudonimem Lizzie Phelan – była korespondentka RT w Libii i Syrii.

Innym rosyjskim projektem medialnym jest istniejący od roku Maffick Media. Redakcja zabiega o widzów zaangażowanych w ochronę środowiska. Szefową jest Anisa Naouai, znana szerszej publiczności jako moderatorka programu „In the Now” emitowanego przez RT America.

Na Facebooku program ma prawie 3,8 mln abonentów. W Niemczech Maffick Media posiada kanały wideo „Waste-Ed” i „Back then” oraz satyryczny kanał „Soapbox”, w którym krytykowani są zachodni politycy.

Rosyjska propaganda zabiega o młodych lewicowców. „Strona rosyjska jest kreatywna i lubi eksperymenty” – ocenia ekspert. Celem rosyjskich mediów jest krytyka Zachodu i obarczanie Ameryki winą za wszystkie grzechy. Dzięki mediom społecznościowym finansowane przez Kreml media systematycznie poszerzają swój zasięg. 150 filmów wideo wyprodukowanych przez Redfish obejrzało do końca 2018 roku ponad 11 mln osób. Strona internetowa ma 274 tys. subskrybentów. Kremlowi nie zależy na przekazaniu konkretnej ideologii. „Prawica czy lewica, to jest obojętne” – mówi ekspert. „Dobre jest wszystko, co funkcjonuje” – dodaje analityk.

Źródło: DW

Fot. Pixabay