Energetyka Komentarze Polecane Polska Temat tygodnia

DANIA: NA DATĘ OPERACYJNOŚCI BALTIC PIPE “MOGĄ MIEĆ WPŁYW NIEPRZEWIDZIANE ZDARZENIA”

Duński operator sieci gazowych, spółka Energinet, uczciwie informuje w swoim komunikacie, że w odniesieniu do Baltic Pipe „ istnieje naturalna niepewność co do daty jego operacyjności”. Jednocześnie Duńczycy przedstawiają „plan B” na wypadek opóźnień tej inwestycji. Polsce daleko do skandynawskich standardów – u nas w tej sprawie nie dzieje się nic.

Baltic Pipe to planowany gazociąg łączący norweskie złoża gazu na Morzu Północnym z Danią i Polską o przepustowości 10 mld m3 gazu rocznie, który według harmonogramu inwestycji ma być operacyjny w 2022 r. Ta data ma kluczowe znaczenie ponieważ wiąże się ona z potencjalnym końcem dostaw rosyjskiego błękitnego paliwa dostarczanego do Polski przez Gazprom. W związku z tym jakiekolwiek opóźnienie Baltic Pipe może być bardzo groźne dla odbiorców.

O potencjalnych problemach z dotrzymaniem harmonogramu Baltic Pipe pisałem już kilkukrotnie m.in. w swojej książce „Stawka większa niż gaz” oraz licznych publikacjach na portalu O służbach. Próbowałem tym samym wypełnić istotną lukę jaką jest niepodnoszenie w branżowym dyskursie ryzyk wspomnianego projektu. W ostatnich miesiącach jedynie Jerzy Kurella, były prezes PGNiG, podkreślał, że „dla nikogo w sektorze gazowym nie jest tajemnicą, że harmonogram projektu jest niesłychanie napięty i praktycznie przebiega na ścieżce krytycznej”. Większość komentatorów omija jednak temat potencjalnych problemów Baltic Pipe szerokim łukiem, co jest zrozumiałe, ponieważ w związku z „polonizacją” sektora energetyczno-paliwowego w Polsce spółki skarbu państwa są dziś właściwie jedynym obszarem ich zarobkowania. Można wręcz mówić o pewnym tabu w opisie najważniejszego projektu gazowego realizowanego przez III Rzeczpospolitą.

Zupełnie inaczej wygląda to w Danii, która partycypuje w Baltic Pipe. Tamtejszy operator, spółka Energinet, uczciwie informuje w swoim komunikacie, że w odniesieniu do wspomnianej inwestycji „wciąż istnieje naturalna niepewność co do daty jego operacyjności, ponieważ – jak zawsze w przypadku dużych projektów – mogą na nią mieć wpływ nieprzewidziane zdarzenia”. W tej samej depeszy firma informuje również o „planie B” na wypadek, gdyby Baltic Pipe się opóźnił. Świadczy to o jej profesjonalizmie ponieważ Dania w 2022 będzie w podobnej sytuacji jak Polska. Duńczycy prowadzą prace na gigantycznym złożu Tyr, które do połowy 2022 r. nie będzie operacyjne i bez nowego połączenia z Norwegią dostawy gazu dla odbiorców mogą być zagrożone. Dlatego Energinet opracował alternatywną strategię, w ramach której, będzie zabezpieczać swoje bezpieczeństwo zapasami w magazynach i importem surowca z Niemiec (a więc de facto z Nord Stream).

W Polsce, w przeciwieństwie do Danii, nikt nie informuje o „planie B” na wypadek problemów z harmonogramem Baltic Pipe i łączników gazowych z krajami wyszehradzkimi. Prezes PGNiG Piotr Woźniak stwierdził wręcz beztrosko: „nie mamy planu B, liczymy, że inwestycja się powiedzie”. Był to zapewne po prostu przypływ szczerości. W końcu polski rząd deklaruje, że do 2022 r. z rosyjskiego gazu zrezygnujemy, Baltic Pipe na pewno się uda, a import gazu z Niemiec jest niebezpieczny bo pochodzi z Nord Stream. Poza tym część niemieckiej infrastruktury strategicznej należy tam do Gazpromu. Bezsprzecznie jest w takiej optyce sporo racji, ale profesjonalne podejście do tematu wymaga jednak nakreślenia negatywnego scenariusza tak by zminimalizować potencjalne straty odbiorców. Tak się jednak nie dzieje…

Fot. Pixabay

Piotr Maciążek

Piotr Maciążek

Analityk bezpieczeństwa energetycznego. Autor książki "Stawka większa niż gaz" wydanej przez Arbitror. W początku dekady ekspert kilku think-tanków. Do końca lipca 2018 redaktor naczelny Energetyki24. Współautor prowokacji "Piotr Niewiechowicz" odsłaniającej nieszczelność strategicznych elementów machiny państwowej.
Follow Me: