Jak rosyjski wywiad ogłupia Polaków? Dezinformacja w sektorze energetycznym


Elementem działalności rosyjskich służb specjalnych wymierzonym w polski system energetyczny, na który należy zwrócić szczególną uwagę, jest zjawisko wojny informacyjnej. Rosja wykorzystuje do kreowania narracji sprzyjających jej interesom nie tylko klasyczne media, ale przede wszystkim Internet.

Sieć to zupełnie nowy obszar wpływu pozwalający dotrzeć na masową skalę do obywateli danego państwa poprzez zróżnicowane narzędzia. Wśród nich warto wymienić „farmy trolli”, a więc osoby wynajmowane w dużej liczbie najczęściej przez służby rosyjskie do popularyzowania określonych narracji w mediach społecznościowych i wchodzenie w interakcje z wybranymi do tego celami (np. politykami czy dziennikarzami wrogiego państwa). Inną metodą są boty, a więc zautomatyzowane programy, które publikują na Facebooku czy też Twitterze określone komunikaty wpływające na odbiorców.

W tym tekście nie chciałbym się skupiać na całym zjawisku rosyjskiej wojny informacyjnej, ale na zaledwie jego niewielkim wycinku. Spróbujmy się zatem przyjrzeć podstawowym narracjom, po które sięgają w mediach społecznościowych Rosjanie by wywierać wpływ na sektor energetyczny krajów takich jak Polska poprzez modelowanie opinii społecznej. Poniżej zaprezentuję kilka z nich, szczególnie groźnych:

Dywersyfikacja oznacza zróżnicowanie dostaw ropy bądź gazu co ma pozytywnie wpływać na bezpieczeństwo (większa ilość tras przesyłowych), ale także na cenę poprzez pobudzenie konkurencji. Ta definicja jest jednak bardzo ogólna przez co Rosjanie wykorzystują ją do własnych celów promując kontrowersyjny gazociąg Nord Stream 2. Koncerny powiązane z Kremlem próbują poprzez wpływanie na użytkowników Internetu bądź mediów tradycyjnych sugerować, że dywersyfikacja oznacza kreowanie sytuacji, w której odbiorca będzie mógł korzystać z kilku tras odbioru gazu ziemnego. W takiej optyce Nord Stream 2 oznaczałby dywersyfikację dostaw gazu do Unii Europejskiej co jest błędną tezą. Definicja dywersyfikacji powinna oznaczać zróżnicowanie źródeł gazu a nie tras jego dostaw. Dlatego właśnie terminal LNG umożliwiający Polsce kupno gazu skroplonego (LNG) z różnych rynków realnie dywersyfikuje naszą gospodarkę. Tymczasem kolejny gazociąg łączący polski system przesyłowy poprzez Niemcy z Nord Stream, który swój początek bierze w Rosji, nie spełni takiej roli. Niestety w Europie Zachodniej, która jest lepiej zdywersyfikowana od Europy Środkowo-Wschodniej takie argumenty często nie znajdują zrozumienia co wykorzystują Rosjanie.

Rosyjski wywiad promuje tezę, że dywersyfikacja polega na zróżnicowaniu tras importowych a nie źródeł gazu. Click To Tweet

Cena gazu dostarczanego do Polski od dostawców innych niż rosyjski jest kolejnym obszarem, który Rosja stara się kształtować w portalach społecznościowych i klasycznych mediach. Gazprom konsekwentnie promuje wizję, w której realizowane przez niego dostawy rurociągowe są najtańsze, a gaz skroplony nie jest wobec nich konkurencyjny. Właśnie z tego powodu Kreml inicjował ataki informacyjne na projekt polskiego terminalu LNG w Świnoujściu. Paradoksalnie taką samą narracją próbuje się uderzyć w Baltic Pipe choć będzie on realizował dostawy rurociągowe.

Narracja Gazpromu nie ma pokrycia w faktach. Amerykańska badaczka z Rice University, Nathalie Hinchey, przedstawia w ramach swoich badań naukowych dane, że w ciągu zaledwie dwóch lat od pierwszej dostawy LNG na Litwę, ceny gazu rosyjskiego dostarczanego do tego państwa spadły o 61%. Od 2015 do 2016 r. władze w Wilnie zaoszczędziły dzięki temu 130 mln euro, co biorąc pod uwagę wielkość lokalnej gospodarki jest astronomiczną kwotą. To pokazuje, że konkurencja ma sens, a pobudzić ją na środkowoeuropejskich rynkach zdominowanych przez Gazprom można jedynie poprzez dywersyfikację źródeł gazu.

Według Rosjan LNG jest nieopłacalne. Zdaniem Rice University budowa litewskiego gazoportu zbiła cenę gazu rosyjskiego dla Litwy o 61%. Click To Tweet

Stabilność dostaw rosyjskiego gazu do Polski to hasło wykorzystywane jako narzędzie w rosyjskim asortymencie dezinformacyjnym. Gazprom utrzymuje, że jest rzetelnym dostawcą surowca zakontraktowanego przez PGNiG mimo, że w ostatnich latach wielokrotnie z przyczyn politycznych manipulował wielkościami eksportowymi. Problemy z importem gazu z Rosji wystąpiły m.in. podczas wizyty amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa w Polsce (2017 r.), szczytu NATO w Warszawie (2016 r.) czy w momencie odcięcia przez Rosjan dostaw gazu na Ukrainę (2014 r.) co uruchomiło eksport błękitnego paliwa do tego państwa przez polsko-ukraiński interkonektor.

Rosyjski wywiad popularyzuje twierdzenia o Gazpromie – stabilnym dostawcy. Tymczasem wstrzymał dostawy gazu do Polski podczas wizyty D. Trumpa w Warszawie (2017) oraz szczytu NATO w tym mieście (2016). Click To Tweet

Zastanawiający jest także najnowszy incydent. W 2017 r. polski PGNiG zaczął otrzymywać np. zbyt zawodniony gaz, który nie nadawał się do użytku przemysłowego. Jednocześnie surowiec ten nadal był tłoczony przez Polskę do Niemiec, na terenie których znajdował się zakład osuszający gaz ziemny. Tym sposobem niemiecki klient uzdatniał do użytku zawodniony gaz, a polski klient nie mógł tego zrobić. W polskiej prasie pojawiły się artykuły sugerujące, że problemy z zawodnionym gazem były związane z awarią gazociągu na terenie Rosji, a nie celowymi działaniami Rosjan. Jednak mimo prób kontaktu z Gazpromem, polskie PGNiG nigdy nie otrzymało odpowiedzi na pytanie co właściwie się wydarzyło.

Monopol to argument często wykorzystywany przez przeciwników Gazpromu wskazujący na jego dominującą pozycję na rynkach niektórych państw Unii Europejskiej. Sięga po niego także polskie PGNiG na wielu frontach sporów z Rosjanami. Gazprom nie pozostaje dłużny i z pomocą wsparcia Kremla dysponującego potężną machiną informacyjną „odbija piłeczkę” twierdząc, że wytykanie monopolu stronie rosyjskiej przez polską jest niepoważne ponieważ PGNiG to także monopolista.

Taka symetria jest fałszywa. Nie chodzi tu jedynie o proporcje obu firm i ich wpływ na cały region Europy Środkowej, ale także antymonopolowe regulacje wdrażane w Polsce. PGNiG powoli dostosowuje się do liberalizacji rynku gazowego czego doskonałym przykładem jest tzw. obligo giełdowe zmuszające koncern do przekazywania części gazu na giełdę, z której mogą korzystać prywatne podmioty. Oczywiście PGNiG pozostaje dominującą spółką w branży gazowej w Polsce, jednak jego rola słabnie, a Rosjanie o tym wiedzą. Mimo to wykorzystują swoje możliwości do tworzenia przyjaznego otoczenia informacyjnego wzmacniającego Gazprom w jego relacjach z Polską.

Opłaty tranzytowe to kolejny element wykorzystywany w rosyjskiej wojnie informacyjnej. Rosjanie próbują wyrobić w polskim społeczeństwie przekonanie, że rezygnacja ze współpracy z Gazpromem oznacza dla naszego kraju olbrzymie szkody finansowe. Chodzi nie tylko o kwestię cen, ale także opłat jakie do polskiego budżetu mają być wnoszone przez rosyjską spółkę za przesył gazu przez terytorium Rzeczpospolitej.

Tak jak w przypadku poprzednich przykładów kwestia opłat tranzytowych jest nieprawdziwa. Polska otrzymuje na mocy uzgodnień z 2010 r. tylko około 20 mln zł za tranzyt rosyjskiego gazu na zachód, co jest żenująco niską kwotą (dla porównania Ukraina zasila swój budżet z tego tytułu ponad 2 mld $). Jest to maksymalny dochód Europol Gazu, który jest właścicielem przebiegającego przez nasz kraj tranzytowego Gazociągu Jamalskiego. Reszta zysków tej spółki ląduje w specjalnym funduszu, z którego nie można wytransferować środków bez zgody obu udziałowców Europol Gazu czyli Gazpromu i PGNiG. Te pieniądze są elementem sporu toczonego przez władze Polski i Rosji.

Rosyjski wywiad popularyzuje twierdzenia, że Polska zarabia na tranzycie gazu z Rosji. W rzeczywistości chodzi o zaledwie 21 mln zł. Click To Tweet

Pragmatyczność to ulubione słowo-wytrych rosyjskich trolli internetowych próbujących infekować swoimi narracjami polską opinię publiczną. Rosjanie nieustannie próbują wywołać wrażenie, że Polska nie prowadzi odpowiedzialnej polityki energetycznej kierując się tak charakterystycznym dla swojej historii „romantyzmem”. Stąd sugestie Gazpromu o: rezygnacji Polski z taniego gazu z Rosji wbrew logice biznesowej czy o dbaniu o interesy gazowe Ukrainy bardziej niż o swoje własne etc. Narracje te nie znajdują pokrycia w faktach.

Rusofobia to środek, po który Rosjanie sięgają szczególnie często w ramach toczonych w mediach społecznościowych działań informacyjnych (a właściwie dezinformacyjnych). Uzasadnia się nią wszelkie samodzielnie działania Polski zabezpieczającej własne bezpieczeństwo energetyczne. Gazprom sugeruje więc rusofobię Polaków na każdym kroku: gdy władze w Warszawie promują dywersyfikację, podkreślają, że gaz skroplony jest atrakcyjny cenowo, zastanawiają się nad ograniczeniem dostaw z Rosji etc. Z reguły rusofobia oznacza po prostu asertywne działania rządu w Warszawie zgodne z polskim interesem narodowym.

Historia Polski jak każdego kraju Europy Środkowej jest niezwykle żywa i budzi emocje szczególnie w kontekście relacji z krajami ościennymi. Rosja żeruje na takich resentymentach szafując kwestiami takimi jak Rzeź Wołyńska (kierunek ukraiński) czy brak zgody na zapis oryginalnych form nazwisk mniejszości polskiej w dokumentach państwowych (kierunek litewski), za każdym razem gdy w grę wchodzi realizacja środkowoeuropejskich projektów energetycznych uderzających w interesy rosyjskich firm energetycznych.

Rosyjski wywiad podsyca spory historyczne pomiędzy Polską i jej sąsiadami. Torpeduje dzięki temu np. zmniejszenie roli Gazpromu w regionie. Click To Tweet

Odrębną kategorią narzędzi, po które sięga państwo rosyjskie w ramach toczonej przez siebie wojny informacyjnej są skomplikowane kampanie wdrażane w mediach tradycyjnych i społecznościowych. Ich celem jest uderzenie w kluczowe projekty energetyczne powiązane z Polską. Chciałbym opisać kilka takich przykładów, aby po zaprezentowaniu ogólnych założeń dezinformacji stosowanej przez Rosję w sektorze energetycznym oprzeć się na konkretnych przykładach:

Baltic Pipe to planowany gazociąg mający połączyć Polskę ze złożami gazu norweskiego. Narracje podważające konieczność budowy gazociągu Baltic Pipe to przede wszystkim:

  • Sugerowanie, że inwestycja ta kilkukrotnie nie została już zrealizowana, a więc tym razem będzie podobnie (teza nie ma logicznego uzasadnienia),
  • Próbuje się także wywrzeć wrażenie, że Baltic Pipe posłuży wyłącznie importowi rosyjskiego gazu do Danii, a nie eksportowi norweskiego surowca do Polski (takiej tezie przeczą oficjalne deklaracje Duńczyków, w tym duńskiego operatora gazociągów, firmy Energinet, choć oczywiście umożliwienie rewersu w obrębie infrastruktury jest standardem w ramach nowych inwestycji gazowych),
  • Rosyjska narracja podkreśla, że złoża norweskiego gazu wyczerpują się, a kluczowy koncern w Norwegii tj. Shell wycofuje się z działalności na Dalekiej Północy kraju gdzie swoje złoża posiada polskie PGNiG (wycofał się z USA).

Wszystkie z podanych powyżej twierdzeń są nieprawdziwe. Mimo to wśród statystycznych Polaków za pomocą intensywnej kampanii w mediach społecznościowych można próbować zaszczepić przeświadczenie, że projekt Baltic Pipe jest pozbawiony sensu.

Polsko-Ukraiński Interkonektor Gazowy to kolejny kluczowy po Baltic Pipe projekt, który może uderzyć w pozycję rosyjskiego Gazpromu. Właśnie dlatego stał się celem działań informacyjnych ze strony Rosji. Nowy łącznik (stary ma zbyt małą przepustowość) pomiędzy systemami przesyłającymi gaz w Polsce i na Ukrainie może zmienić regionalne realia przekształcając oba rynki. Władze w Kijowie już dziś podkreślają zainteresowanie dostawami z polskiego terminalu LNG czy też gazociągu Baltic Pipe, a także sugerują swoim polskim partnerom możliwość wykorzystania magazynów pod Lwowem do celów budowy regionalnego hubu gazowego. Rosja prowadzi w mediach tradycyjnych i społecznościowych kampanię podkreślającą, że budowa nowego Polsko-Ukraińskiego Interkonektora jest pozbawiona sensu. Wśród dominujących narracji można wymienić:

  • Sugestie, że rosyjski gaz jest najtańszy. W tym kontekście Ukraina nie powinna budować połączeń umożliwiających jej sięganie po surowiec dostarczany przez kraje zachodnie (takie twierdzenia mają oczywiście niewiele wspólnego z rzeczywistością biorąc pod uwagę politykę Gazpromu, który w swoich relacjach z Ukrainą wielokrotnie wywoływał tzw. wojny gazowe, a cenę uzależniał od ustępstw politycznych. W takich okolicznościach prezydent Wiktor Janukowycz przedłużył Rosjanom dzierżawę bazy w Sewastopolu na Krymie w zamian za rabat cenowy na gaz).
  • Podkreśla się, że nie będzie zbytu na gaz z Polski, a nowy interkonektor będzie „stał pusty” (tyle tylko, że systematycznie rośnie sprzedaż gazu przez Polski PGNiG na Ukrainę, a ogranicza ją jedynie przepustowość obecnego łącznika).
  • Zestawia się projekt budowy większego interkonektora polsko-ukraińskiego z ropociągiem Odessa-Brody, co ma udowadniać jego nierentowność (jest to zestawianie ze sobą gruszek i arbuzów. Sektory gazowy i naftowy rządzą się odrębnymi prawami. Tezy rosyjskie są więc nieuzasadnione).

Jamał 2 to projekt, który nigdy nie doszedł do skutku. W zamyśle miała to być druga nitka Gazociągu Jamalskiego, który przebiegając przez terytorium polskie dostarcza gaz rosyjski do Niemiec. Inwestycję w tej formie należałoby uznać za korzystną dla Polski. Otworzyłaby ona możliwość dyskusji o zwiększeniu opłat tranzytowych uiszczanych przez Gazprom spółce Europol Gaz będącej właścicielem Jamału. Ponadto zwiększenie wolumenów surowca z Rosji dostarczanych przez Polskę do Niemiec zwiększyłoby bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju. Jamał 2 jest przykładem jednej z najagresywniejszych kampanii dezinformacyjnych jakie Rosjanie wymierzyli we władze w Warszawie. Wśród dominujących narracji, po które sięgnął Kreml można wymienić:

  • Sugerowanie opinii publicznej, że projekt Jamał 2 został odrzucony przez Polskę co wymusiło na Rosjanach budowę gazociągu Nord Stream. Jest to oczywista nieprawda ponieważ Rosjanie nie wysunęli wobec naszego kraju propozycji rozbudowania Gazociągu Jamalskiego na odcinku od wschodniej do zachodniej granicy Polski.
  • Gazprom nazwał oficjalnie Jamałem 2 swój inny planowany gazociąg tj. Pieremyczkę, która miała być południową odnogą Gazociągu Jamalskiego w kierunku Słowacji. Jak łatwo się domyślić jej powstanie nie zwiększyłoby bezpieczeństwa Polski ponieważ nowa przepustowość nie służyłaby przesyłowi surowca do Niemiec lecz na terytorium słowackie zwiększając uzależnienie tego państwa od dostaw z Rosji i pozwalając Gazpromowi zmniejszyć tranzyt przez Ukrainę.

Powyższe tezy były kolportowane za pomocą tradycyjnych i społecznościowych mediów przez Rosjan do około 2013 r. Do dziś wielu Polaków nie wierzy co pokazuje skuteczność rosyjskiej machiny dezinformacyjnej.

Ilość narzędzi jakimi dysponuje Rosja walcząc o wpływy w polskich sektorze energetycznym jest imponująca. Jak podkreśla serwis Osluzbach.pl: „Rosjanie korzystają z gigantycznej sieci trolli internetowych i botów, generujących i rozprzestrzeniających w sieci materiały służące realizacji swoich interesów. Ich aktywność wspierają dyplomaci, kontrolowane przez państwo media, jak np. RT (dawne Russia Today) czy Sputnik, które de facto współpracują z takimi organizacjami jak WikiLeaks. Współpracując ze sobą w ramach opisanego powyżej systemu mogą oni stworzyć [chodzi o Rosjan] dowolną informację czy historię i sprawić, by dotarła ona do tej części populacji na którą najłatwiej wpływać poprzez Facebooka, Twittera i inne media społecznościowe. Wygląda też na to, że są oni w stanie sprawić, by media podjęły taki materiał, wyprodukują bowiem wywiady z nieistniejącymi ekspertami, podrobią dokumenty, zdjęcia i nagrania. Ten, kto publicznie wykaże kłamstwo, sam stanie się celem ataku online”.

Jak w takich realiach odpowiednio zabezpieczać strategiczne projekty, których rolą jest uzyskanie realnej niepodległości gazowej, naftowej czy energetycznej? Dziś pytanie to wydaje się otwarte. Z pewnością działania spółek jak i ich właściciela, którym z reguły jest skarb państwa, muszą uwzględniać komponent informacyjny jako element niezbędny dla skutecznej realizacji ważnych inwestycji. Ulubiona „strategia informacyjna” a więc niekomentowanie pojawiających się w tradycyjnych i społecznościowych mediach informacji uderzających w kluczowe projekty wydaje się drogą donikąd oddając informacyjne pole walki Rosjanom.

Artykuł stanowi fragment przygotowywanej przez autora książki, która powinna ukazać się w księgarniach jesienią.

Fot. Pixabay

Piotr Maciążek

Piotr Maciążek

Analityk bezpieczeństwa energetycznego. W początku dekady ekspert kilku think-tanków. Do końca lipca 2018 redaktor naczelny Energetyki24. Współautor prowokacji "Piotr Niewiechowicz" odsłaniającej nieszczelność strategicznych elementów machiny państwowej.