Polska wkracza w długi okres wyborczy. „Nie wprowadzono żadnych zabezpieczeń przed rosyjską ingerencją”


Na jaw wychodzi coraz więcej wstrząsających danych związanych z rosyjską ingerencją w polityczne starcie pomiędzy Donaldem Trumpem i Hillary Clinton. Wiele krajów na świecie na bazie doświadczeń z USA wprowadza własne systemy zabezpieczające proces wyborczy. Tymczasem Polska wkraczająca w okres trzech kolejnych wyborów pozostaje w tym zakresie całkowicie bierna.

Po prawie dwóch latach nazywania rosyjskiej ingerencji w wybory prezydenckie mistyfikacją, a śledztwo dotyczące tej sprawy polowaniem na czarownice, w piątek po południu prezydent Donald Trump ma przewodniczyć pierwszemu w historii posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Council), poświęconemu ochronie amerykańskiej demokracji przed zagraniczną manipulacją.

Na dzisiaj brak jest strategii w tej sprawie, nie ma też osoby wyznaczonej do kierowania pracami w tym zakresie. Po ataku terrorystycznym 9 września 2001 roku, rząd USA dokonał zmian w przepisach, przeznaczył środki finansowe na walkę z terroryzmem i reorganizacji służb, by taki atak się nie powtórzył. Tymczasem nie widać takich działań w ciągu dwóch lat po rosyjskich manipulacjach w proces wyborczy.

Poszczególne agencje rządowe zareagowały na to nowe zagrożenie. Departament Bezpieczeństwa Państwa (Department of Homeland Security) pracuje nad metodami podniesienia poziomu bezpieczeństwa cybernetycznego w systemach wykorzystywanych do głosowania. FBI utworzyło „grupę do spraw wpływu z zagranicy” (foreign influence task force), natomiast Departament Sprawiedliwości ogłosił w bieżącym miesiącu nową politykę informacyjną kierowaną do opinii publicznej, by informować społeczeństwo o aktywności botów i trolli w mediach społecznościowych. National Security Agency i Dowództwo ds. Cyberzagrożeń (U.S. Cyber Command)  koordynują działania mające przeciwdziałać rosyjskiej aktywności w cyberprzestrzeni. Ale nawet doradcy Trumpa wskazują na potrzebę utworzenia centralnego organu, który będzie odpowiadał za tę kwestię.

W ostatnich dniach senator Partii Demokratycznej, Claire McCaskill z Missouri, ogłosiła, że była celem ataku hakerskiego. Przedstawiciel Microsoftu potwierdził, że firma ta odnotowała próby rosyjskich ataków hakerskich wymierzonych w dwóch kolejnych, nie wskazanych z nazwiska polityków. Najwięcej obaw budzi jednak wciąż atak z 2016 roku, który został szczegółowo opisany w dokumentach Roberta Muellera, prokuratora specjalnego, który prowadzi śledztwo w sprawie koordynowania kampanii Donalda Trumpa z Rosjanami. Według jego informacji został on zrealizowany w trzech etapach:

Rosyjscy operatorzy, działający przez Agencję Badań nad Internetem, ulokowaną w St. Petersburgu, manipulowali poglądami opinii publicznej,  dystrybuując propagandowe informacje poprzez  Twittera, Facebooka i inne media społecznościowe.

Około 150 milionów Amerykanów obejrzało sponsorowane przez Rosję ogłoszenia na Facebook, co potwierdziła wspomniana firma. Click To Tweet

Zasięg działania botów i trolli na  Twitterze jest niemożliwy do oszacowania.

.Rosyjski wywiad wojskowy, GRU, przeprowadził hakerski atak na Krajowy Komitet  Partii Demokratycznej i szefa kampanii Hillary Clinton Johna Podestę, ukradł wrażliwe informacje a następnie opublikował je poprzez WikiLeaks. Niektóre z tych informacji były powodem do zażenowania i zniszczyły reputację Demokratów, a także – zdaniem ekspertów, odegrały kluczową rolę w kształtowaniu preferencji wyborczych.

Rosyjscy hakerzy penetrowali także systemy wyborcze siedmiu amerykańskich stanów, podjęli też próby takiej penetracji w stosunku do przynajmniej 21 stanów. Click To Tweet

Nie ma dowodów na to, by dokonano zmiany w wynikach głosowania, i być może ten element miał najmniejszy wpływ na wynik wyborów prezydenckich w USA. Ale eksperci twierdzą, ze Rosjanie pokazali, że mogą włamać się do systemów wyborczych i wywołać chaos w dniu głosowana.

Dan Coats, koordynator służb amerykańskich uważa działania Rosjan za „mające na celu zniszczenie amerykańskiej demokracji”.

W Polsce nikt nie prowadzi dyskusji, jak zabezpieczyć proces wyborczy przed ingerencją rosyjską. Click To Tweet

Trwa natomiast dyskurs jak ograniczyć możliwość  ingerencji w wybory Polskich partii politycznych, choć trudno jest tutaj o jakieś logiczne uzasadnienie zajmowania się tym tematem.  Czy zatem tak jak często się zdarza przyjęta będzie jedna ze strategii; „struś” lub „opatrzność”? Możemy nie zauważać, że służby na całym świecie alarmują i wskazują konkretne przykłady ingerencji w przebieg procesów wyborczych lub zaufać, że w Polsce nie może się to wydarzyć, a potem przerzucać się polityczną odpowiedzialnością i kolejny raz wymienić kadry w służbach.

Ostatnio gdy ABW nie dostrzegała w Polsce ryzyka związanego z zagrożeniem terrorystycznym to na przekór tej tezie przeprowadziła kampanię o większe uprawnienia dla siebie w zakresie zwalczania tego zjawiska, przy okazji ograniczając prawa obywateli.

Jeżeli jednak teraz ABW widzi potencjalne ryzyko ingerencji Rosji w wybory to zgodnie z powyższą logiką powinno się ograniczyć jej uprawnienia. Tak po prostu, po polsku.  Aha i jeszcze jedno. Obywatele nie dowiedzą się jak jest bo to tajne…

Fot. Pixabay

 

Maciej Sankowski

Maciej Sankowski

Redaktor naczelny portalu O służbach. Ekspert ds. służb specjalnych.