Home Posts tagged abw

Ministerstwo Cyfryzacji udostępniło Fundacji Panoptykon statystyki, które pokazują, ile razy w latach 2016–2017 ABW pobierała zdjęcia paszportowe z bazy prowadzonej przez resort.

To efekt naszej grudniowej wygranej przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie. Okazuje się, że nie wszystko, co dotyczy służb, musi być tajne!

Perypetie sukcesu

Początek sprawy sięga sierpnia 2017 r. – to wtedy wysłaliśmy do Ministerstwa Cyfryzacji wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej tego, ile razy w latach 2016–2017 ABW pobierała zdjęcia paszportowe zgromadzone w prowadzonej przez MC centralnej ewidencji dokumentów paszportowych. Nasze pytanie zainspirował opublikowany w lipcu 2017 r. materiał Gazety Wyborczej, która twierdziła, że ABW tworzyła listy uczestników protestów w obronie niezawisłości sądów poprzez porównywanie policyjnych nagrań z manifestacji ze zdjęciami zgromadzonymi w centralnej ewidencji.

Przypomnijmy: ABW może uzyskiwać dostęp do wszystkich państwowych rejestrów, w tym do centralnej ewidencji dokumentów paszportowych, w drodze tzw. teletransmisji, czyli bez konieczności każdorazowego występowania z wnioskiem o dostęp do danych konkretnej osoby. Nad tym, jak ABW wykorzystuje stałe łącze, nie ma żadnej kontroli, a sama Agencja wielokrotnie odmawiała nam dostępu do informacji o tym, jak często korzysta ze swoich uprawnień. To dlatego tym razem zwróciliśmy się do resortu cyfryzacji, którego system rejestruje zapytania Agencji.

Zapytania przechowywane w logach systemu dotyczą realizacji ustawowych zadać ABW.

Ministerstwo Cyfryzacji stwierdziło jednak, że logi, w których przechowywane są zapytania ABW, mają charakter techniczny i nie są informacją publiczną. Po bezowocnej próbie przekonania Ministerstwa do naszej interpretacji w marcu 2018 r. złożyliśmy skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

W grudniowym wyroku sąd przyznał nam rację i nakazał Ministerstwu ponownie rozpatrzyć nasz wniosek. W uzasadnieniu sąd podkreślił, że nasza prośba dotyczy nie czysto technicznego wykazu logowań do systemu, ale zbiorczej liczby zapytań, poprzez które ABW realizuje swoje ustawowe zadania, a więc informacji publicznej. Przez ponad miesiąc w napięciu czekaliśmy na uprawomocnienie się wyroku – gdyby MC złożyło skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, na ewentualne statystyki poczekalibyśmy kolejne kilka lat. Na szczęście MC nie poszło tą drogą, tylko udostępniło nam dane, o które wnioskowaliśmy. Co dostaliśmy i dlaczego to ważne?

Wiedza kontra bezpieczeństwo

Zbiorcze dane, które udostępniło nam Ministerstwo Cyfryzacji, pokazują duże wahania częstotliwości zapytań: od zera w grudniu 2016 r. do 557 zapytań w październiku 2017 r., bez wyraźnego trendu malejącego lub rosnącego. Na przestrzeni dwóch lat (2016–2017) ABW skierowała do centralnej ewidencji dokumentów paszportowych łącznie 3732 zapytania, co daje średnio 155,5 zapytań na miesiąc. Trudno jednak wyciągnąć z tego daleko idące wnioski, ponieważ „zapytanie” nie jest zdefiniowane – nie wiadomo nawet, ilu osób jednorazowo dotyczy.

Zestawienie liczby zapytań, które w latach 2016–2017 ABW skierowała do centralnej ewidencji dokumentów paszportowych

Mimo trudności z wyciąganiem kategorycznych wniosków dostęp do statystyk jest przydatny i stanowi choć szczątkową kontrolę nad służbami. Statystyki pokazują tendencje i umożliwiają zadawanie pytań, np. co oznacza gwałtowny wzrost liczby zapytań w październiku i listopadzie 2017 r.?

Służby, w tym ABW, wielokrotnie odmawiały nam dostępu do statystyk, nawet tych archiwalnych, twierdząc, że ich ujawnienie spowoduje zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Coraz częściej wtórują im w tym niestety sądy. Teraz, ze świeżymi statystykami przed oczami, możemy zadać sobie pytanie: czy naprawdę ujawnienie tych danych tak bardzo zagroziło bezpieczeństwu naszego kraju?

Teraz, ze świeżymi statystykami przed oczami, możemy zadać sobie pytanie: czy naprawdę ujawnienie tych danych tak bardzo zagroziło bezpieczeństwu naszego kraju?

W wyroku z 2012 r. NSA pisał, że w demokratycznym państwie prawnym niezwykle istotne jest to, by działalność służb specjalnych „podlegała społecznej kontroli w obszarach, które nie ograniczają możliwości ich skutecznego działania i nie dotyczą konkretnych prowadzonych postępowań czy też stosowanych metod operacyjnych”. Dane, jakie uzyskaliśmy od MC, w naszej opinii w żaden sposób nie wykraczają poza zakreślone przez NSA granice społecznej kontroli.

Od statystyk do realnej kontroli nad służbami jeszcze kawałek drogi. Docelowo każda osoba powinna móc dowiedzieć się, czy służby miały dostęp do jej danych, i poprzez Urząd Ochrony Danych Osobowych zweryfikować, czy było to zasadne.Taką możliwość przewidywała unijna dyrektywa policyjna, jednak w Polsce nie będzie to miało miejsca – nasz ustawodawca w implementującej dyrektywę ustawie (tzw. DODO) wyłączył z zakresu jej obowiązywania wszystkie służby specjalne.

Nie wszystko musi być tajne

Od jakiegoś czasu obserwujemy tendencję, którą ochrzciliśmy mianem „kultury najwyższej tajności”. Dotychczas sądy w sprawach dotyczących statystyk wykorzystywania uprawnień służb stawały po stronie jawności, teraz coraz powszechniejsza staje się retoryka strachu przed „wojną terroryzmu z całym światem demokratycznym”, niepoparta merytorycznymi argumentami. Nawet dane, które kiedyś były w oczywisty sposób jawne (chociażby statystyki dostępu do billingów), są dziś zasnute mgłą tajemnicy. Dużym problemem jest też brak realnej weryfikacji nakładania klauzul tajności przez służby. A konsekwencje nie są błahe – w praktyce wszystkie dane osobowe uznane przez służby za informacje niejawne będą wyłączone spod reżimu przepisów o ochronie danych osobowych i objęte pozbawioną realnych gwarancji i niezgodną z prawem unijnym ustawą DODO.

W tym kontekście udostępnienie statystyk przez Ministerstwo Cyfryzacji, niewpisujące się w ten negatywny trend, szczególnie nas cieszy. Pokazuje, że nie wszystko, co dotyczy służb, musi być z automatu „tajne, bo tak”. Zmotywowani tym sukcesem będziemy dalej walczyć o kontrolę nad działaniami służb.

Karolina Iwańska

Współpraca: Wojciech Klicki

Tekst ukazał się pierwotnie na stronie Fundacji Panoptykon.

Fot. Pixabay

Polskie służby nie dostrzegają dziś pozytywnego wpływu jaki daje prowadzenie przemyślanej polityki komunikacyjnej. To wbrew światowym trendom.

Estoński wywiad opublikował kolejny doroczny raport ze swojej działalności. Nie zdradza on wielu szczegółów z działalności służby, ale pokazuje główne kierunki zagrożeń dla interesów państwa.

Dokument skupia się na wskazaniu:

  • przeciwników (Rosja, Chiny),
  • ich strategii (polityka zagraniczna, doktryny wojskowe),
  • głównych obszarów działalności międzynarodowej przy szczególnym uwzględnieniu ich wpływu na Estonię (Białoruś),
  • zagrożeń wewnętrznych dla kraju (cyberbezpieczeństwo, rosyjskie grupy hakerskie, stacje nasłuchowe).

Dzięki materiałom tego typu rośnie więc zaufanie do służb specjalnych wśród obywateli, a tym samym poparcie dla tego typu instytucji, co jest niezwykle istotne dla skuteczności ich działania.

Taki jest zresztą obecnie trend światowy. Czołowe agencje zdają sobie sprawę z tego, że większa otwartość nie zagraża w żaden sposób tajemnicom, a znacznie ułatwia zdobywanie lepszego finansowania (nacisk społeczny na polityków) czy rekrutację. To rzecz bardzo istotna np. w kontekście konieczności pozyskiwania informatyków do służby w dobie cyfryzacji wszystkich dziedzin życia, mimo, że nie można zapewnić im poziomu uposażenia z firm prywatnych.

Drugim elementem poza budowaniem transparentności i zaufania do agencji jest edukacyjny charakter materiałów takich jak raport estońskiego kontrwywiadu. Dokumenty tego typu są fragmentarycznie kolportowane przez media i docierają szeroko do społeczeństwa np. poprzez portale horyzontalne. Można dzięki temu zwiększyć świadomość społeczną przed zagrożeniami, od których roi się współczesny świat.

Cyberhigiena związana z koniecznością budowania skomplikowanych haseł do usług cyfrowych oraz ich regularnej zmiany, „furtki” jakie w produkowanych przez siebie sprzętach pozostawiają koncerny  – to tylko niektóre z przykładów. Są i bardziej przyziemne – jak opis ryzykownych zachowań w kontaktach z cudzoziemcami. Dla wielu specjalistów są to błahostki, ale dla zwykłych obywateli bardzo ciekawe informacje, które łącznie składają się na istotne wzmocnienie bezpieczeństwa państwa.

Niestety polskie służby nie dostrzegają dziś pozytywnego wpływu jaki daje większe otwarcie komunikacyjne na świat i prowadzenie przemyślanej polityki wizerunkowej. ABW ostatni jawny raport roczny wydało w 2014 r. Od tego momentu zapanowała cisza. Obecny rzecznik ministra koordynatora ds. służb, Stanisław Żaryn, skupia się raczej na publikowaniu kolejnych felietonów historycznych na łamach gazet i portali, aniżeli nad zmianą jakościową w obszarze komunikacji. Nic nie zapowiada zmiany tego stanu rzeczy. Póki co szczytem działań PR polskich służb specjalnych pozostaje prowadzone przez Agencję Wywiadu konto w serwisie Twitter.

To bardzo smutne. Może w końcu ktoś pójdzie po rozum do głowy?

Fot. Pixabay

Fundacja Panoptykon przeanalizowała doniesienia medialne o potencjalnej inwigilacji opozycji przez ABW.

Z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej fundacja Panoptykon zwróciła się do Ministerstwa Cyfryzacji w sierpniu 2017 roku. Celem Panoptykonu było zweryfikowanie doniesień Gazety Wyborczej, która twierdziła, że uczestnicy lipcowych protestów w obronie niezawisłości sądów mogli być inwigilowani przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Miała ona porównywać przekazywane przez Policję nagrania z manifestacji ze zdjęciami zgromadzonymi w centralnej ewidencji dokumentów paszportowych, którą prowadzi Ministerstwo Cyfryzacji. Dzięki wykorzystaniu systemu rozpoznawania twarzy ABW miała tworzyć listy uczestników protestów.

Analiza Panoptykonu wykazała, że prawo nie stoi takim działaniom na drodze.

Uprawnienie to wynika z ogólnych postanowień ustawy o Policji – art. 15 ust. 1 pkt 5a ustawy zezwala funkcjonariuszom na obserwowanie i rejestrowanie przy użyciu środków technicznych obrazu zdarzeń w miejscach publicznych. Według Policji nagrywanie manifestacji to standardowe, zgodne z procedurami działanie, które ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa i zgromadzenie potencjalnego materiału dowodowego w razie nieprawidłowości lub naruszenia przepisów porządkowych. Jeśli nie zostaną stwierdzone żadne naruszenia, zgromadzone materiały są archiwizowane, a następnie niszczone zgodnie z przepisami o archiwizacji.

Minister cyfryzacji prowadzi w systemie teleinformatycznym centralną ewidencję wydanych i unieważnionych dokumentów paszportowych, do której poszczególne organy paszportowe – wojewodowie oraz minister spraw wewnętrznych i administracji – przekazują m.in. takie dane, jak imię i nazwisko, PESEL, seria i numer paszportu oraz wizerunek twarzy jego właściciela lub właścicielki. Zgodnie z art. 52 ustawy o dokumentach paszportowych „dane przetwarzane w centralnej ewidencji udostępnia się, w zakresie niezbędnym do wykonywania ustawowych zadań” m.in. Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ponieważ wymiana informacji między służbami owiana jest gęstniejącą mgłą tajemnicy, Panoptykon przyjrzał się bliżej, jak działa dostęp do rejestru zdjęć paszportowych. Zapytał Minister Cyfryzacji, jak funkcjonuje centralna ewidencja oraz kto ma do niej dostęp – zwłaszcza w jakim trybie może do niej sięgać ABW i ile razy w 2017 roku skorzystała z tego uprawnienia.

Okazało się, że „ABW ma dostęp do bazy dokumentów paszportowych, w tym do zdjęć posiadaczy paszportów, w trybie teletransmisji, który umożliwia skierowanie zapytania online do rejestru i zwrotne uzyskanie odpowiedzi zawierające dane poszukiwanej osoby”. Co więcej, ABW nie wskazuje zasadności dostępu do danych. Panoptykon ustalił, że nagrania z manifestacji i zdjęcia paszportowe mogły trafić do ABW. Zgodnie z doniesieniami medialnymi Centrum Antyterrorystyczne ABW dysponuje informatycznym systemem rozpoznawania twarzy. Tego rodzaju systemy pozwalają na identyfikację osób poprzez porównanie zarejestrowanych wizerunków (np. w postaci zdjęć lub nagrań wykonanych w miejscu publicznym) ze zdjęciami twarzy zawartymi w bazie danych, np. w centralnej ewidencji dokumentów paszportowych. Typowe systemy w pierwszej kolejności dokonują detekcji twarzy na obrazie wejściowym – zdjęciu lub nagraniu. System następnie wyodrębnia cechy charakterystyczne wizerunku danej osoby – najczęściej poprzez wyznaczenie geometrycznych współrzędnych cech twarzy (położenie nosa, ust, oczu), kształtu owalu twarzy oraz geometrycznych zależności między poszczególnymi elementami (np. odległość między centrami oczu, odległość pomiędzy linią oczu a linią nosa, podbródka itd.). Wyodrębnione informacje są w dalszej kolejności automatycznie porównywane z wizerunkami zawartymi w referencyjnej bazie danych.

Panoptykon postanowił dalej drążyć ten temat, zapytał Ministra Cyfryzacji o to, czy przeprowadziła postępowanie sprawdzające spełnienie przez ABW technicznych i prawnych warunków do sięgania po dane online oraz ile razy w ciągu ostatnich dwóch lat w systemie, w którym prowadzona jest centralna ewidencja, zarejestrowano zapytania o dane skierowane przez ABW.

Ministerstwo Cyfryzacji stwierdziło, że logi, w których przechowywane są zapytania ABW, mają charakter techniczny i nie są informacją publiczną. Po bezowocnej próbie przekonania ministerstwa do interpretacji Panoptykonu w marcu 2018 roku. złożył on skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Odpowiedź na temat dostępu ABW do centralnej ewidencji paszportowej utwierdziła niepokój Panoptykonu, że realna kontrola nad działaniami służb specjalnych i ich dostępem do danych o obywatelach i cudzoziemcach to mrzonka. Ustawy inwigilacyjna i antyterrorystyczna przyznały ABW daleko idące uprawnienia w tym dostęp funkcjonariuszy ABW do publicznych rejestrów i ewidencji bez jakiejkolwiek kontroli sądu. Przetwarzania danych osobowych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie kontroluje też Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, którego uprawnienia w obszarze służb specjalnych są drastycznie ograniczone.

W grudniowym wyroku sąd przyznał rację Panoptykonowi i nakazał Ministerstwu Cyfryzacji ponownie rozpatrzyć jego wniosek. W uzasadnieniu sąd podkreślił, że prośba Panoptykonu dotyczyła nie czysto technicznego wykazu logowań do systemu, ale zbiorczej liczby zapytań, poprzez które ABW realizuje swoje ustawowe zadania, a więc informacji publicznej. Ministerstwo Cyfryzacji udostępniło dane, o które wnioskował Panoptykon. Fundacja od jakiegoś czasu obserwuje tendencję, którą ochrzciła mianem „kultury najwyższej tajności”. Dotychczas sądy w sprawach dotyczących statystyk wykorzystywania uprawnień służb stawały po stronie jawności, teraz coraz powszechniejsza staje się retoryka strachu przed „wojną terroryzmu z całym światem demokratycznym”, niepoparta merytorycznymi argumentami. Nawet dane, które kiedyś były w oczywisty sposób jawne (chociażby statystyki dostępu do billingów), są dziś zasnute mgłą tajemnicy. Dużym problemem jest też brak realnej weryfikacji nakładania klauzul tajności przez służby. A konsekwencje nie są błahe – w praktyce wszystkie dane osobowe uznane przez służby za informacje niejawne będą wyłączone spod reżimu przepisów o ochronie danych osobowych objęte pozbawioną realnych gwarancji i niezgodną z prawem unijnym ustawą DODO.

Przy okazji warto przytoczyć wyrok NSA z 2012 roku który pisał, że w demokratycznym państwie prawnym niezwykle istotne jest to, by działalność służb specjalnych „podlegała społecznej kontroli w obszarach, które nie ograniczają możliwości ich skutecznego działania i nie dotyczą konkretnych prowadzonych postępowań czy też stosowanych metod operacyjnych”.

Źródło: Fundacja Panoptykon

Fot. Pixabay

Służby specjalne IV RP są dziś bardzo upolitycznione  – pisze w specjalnym komentarzu dla Osluzbach.pl Wojciech Brochwicz. Ekspert zastanawia się również nad tym czy czerpią one z tradycji PRL?

Ostatnia „afera taśmowa” dotykająca szefa partii rządzącej spowodowała siłą rzeczy rozmaite pytania polityków opozycji oraz komentarze świata dziennikarskiego. Wywołała też, gdzieniegdzie oczekiwania wobec służb państwa. Tym bardziej, że jak wyśledzili dziennikarze, niektórzy szefowie tych służb mają za sobą aktywność polityczną w PiS oraz pracę w spółce Srebrna, tonącej dziś w oparach rozmaitych podejrzeń.

Cóż. Zarówno ABW, jak i CBA, wyraziły całkowite desinteressement całą tą sytuacją. ABW, jak twierdzi jej Szef, nie zajmuje się spółkami prywatnymi. A CBA nie stwierdza podstaw do badania oświadczenia majątkowego Prezesa PiS.

Tu, drogi Czytelniku osobista dygresja.

Rozmawiając o instytucjach wywiadowczych nie znoszę, gdy ktoś używa określenia „służby specjalne”. Wyobraźnia podrzuca mi wtedy widok wielkiej, cuchnącej śmieciary, blokującej jednokierunkową ulicę w godzinach szczytu. Jako miłośnik książek Josepha Conrada i Johna LeCarre zdecydowanie wolę „służby tajne”. I takim mianem posługiwałem się zazwyczaj wobec firmy, w której lata temu służyłem. Tajna służba. Przez większość mojego dorosłego życia albo pracuję w służbach, albo „jestem kojarzony” ze służbami, albo komentuję działania służb, albo służby zajmują się mną. Jestem do nich zatem przywiązany. Jak alkoholik do sklepu monopolowego. Do dziś, kiedy mijam na mieście znane sobie adresy mieszkań konspiracyjnych, to wzruszenie ściska mi gardło. Że nie wspomnę o przejażdżce przez ulicę Rakowiecką…

Jednak ta bierność dzisiejszych służb wobec podejrzeń ciążących na osobach rządzących nie pozostawia możliwości użycia innej nazwy niż „specjalne”.

W zamierzchłych czasach PRL-u Służba Bezpieczeństwa nie werbowała partyjnych oficjeli. Dlaczego? Ano dlatego, że to była Służba ich Bezpieczeństwa. Czy służby specjalne IV RP czerpią z tej tradycji ? Bardzo bym tego nie chciał, choć, niestety, wiele na to wskazuje. Czy zatem służby tajne zastąpione zostały przez służby…specjalne?

Jak się ma taką paranoiczną historię, jak ja, to człowiek chciałby, aby służby były i trwały wiecznie. Niech się w ich mroku ogrzewa moja osobista pomroczność… Jednak ostatnie wypadki (jakieś trzy lata) przyprawiają mnie o trwogę. Jako uważny obserwator strefy cienia łapię się na tym, że widzę (już tylko) ciemność. I czuję odór blokującej ulicę śmieciary…

Wojciech Brochwicz

W 1990 współtworzył specjalną jednostkę „Grom”. Był doradcą ministra spraw wewnętrznych, prezesa Rady Ministrów, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Pełnił funkcje dyrektora w Urzędzie Ochrony Państwa, zastępcy Komendanta Głównego Straży Granicznej oraz Wiceministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w Radzie Ministrów Jerzego Buzka, gdzie odpowiadał za przygotowanie ustawodawstwa antyterrorystycznego. Po 2001 był członkiem komitetu konsultacyjnego przy szefie ABW Andrzeju Barcikowskim. Po odejściu z administracji państwowej został partnerem w firmie prawniczej R. Smoktunowicz & L. Falandysz. Obecnie prowadzi własną kancelarię prawniczą.

Fot. materiały własne autora

Trudno jest uwierzyć, że fakt współpracy pana Kazimierza Kujdy z SB był zaskoczeniem dla środowiska PiS – pisze w komentarzu dla portalu Osluzbach.pl płk Paweł Białek.

Na kanwie publicznej dyskusji o lustracji pana Kazimierza Kujdy w związku z jego ewentualną współpracą ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, warto zwrócić uwagę na formalno-prawny aspekt tej sytuacji. W pierwszej kolejności należy ustalić jaka była pozycja formalna pana Kazimierza Kujdy, jako Prezesa Zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Funkcję Prezesa NFOŚiGW Kazimierz Kujda pełnił w latach 2000-2002, 2006-2007 i 2015-2019. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej jest państwową osobą prawną w rozumieniu art. 9 pkt 14 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych. Podstawy funkcjonowania działalności NFOŚiGW są określone w ustawie z dnia 27 kwietnia 2001 r. – Prawo ochrony środowiska. Wobec powyższego, pan Kazimierz Kujda był funkcjonariuszem publicznym oraz osobą pełniącą funkcje publiczne w rozumieniu przepisów kodeksu karnego. Natomiast osobami pełniącymi funkcje publiczne i podlegające lustracji w rozumieniu ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990 oraz treści tych dokumentów, są osoby wymienione w art. 4 tej ustawy. Interpretacja tych przepisów może być skomplikowana, jednak wydaje się, że wśród nich nie znajduje się Prezes NFOŚiGW. Potwierdził to rzecznik IPN, w odpowiedzi na zapytanie mediów, który stwierdził, że Prezes NFOŚiGW nie podlega obowiązkowi złożenia oświadczenia lustracyjnego. Warto jednak zwrócić uwagę, że w pierwotnym brzmieniu tej ustawy, uchwalonej w okresie pierwszego rządu PiS, Prezes NFOŚ był wymieniony w katalogu osób znajdujących się w tzw. państwowym zasobie kadrowym, który podlegał lustracji z wyłączeniem niektórych osób. Dziwnym zbiegiem okoliczności wyłączenie to dotyczyło m.in. Prezesa NFOŚiGW.

Trudno jest uwierzyć, że fakt współpracy pana Kazimierza Kujdy z SB był zaskoczeniem dla środowiska PiS.

Płk Paweł Białek

Z drugiej strony Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej jest jednostką organizacyjną, w której przetwarza się informacje niejawne, a stojący na jej czele Prezes Zarządu jest jej kierownikiem i powinien był poddać się poszerzonemu postępowaniu sprawdzającemu, które prowadzi Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W części IV ankiety bezpieczeństwa osobowego, którą osoba sprawdzana musi wypełnić, ustawodawca zamieścił pytanie dotyczące pracy lub współpracy osoby sprawdzanej z organami bezpieczeństwa PRL. Prawdziwość odpowiedzi udzielonej przez osobę sprawdzaną ABW powinna zweryfikować. Udzielenie odpowiedzi potwierdzającej fakt współpracy nie wyklucza uzyskania poświadczenia bezpieczeństwa osobowego. Poświadczenia nie może uzyskać osoba, która fakt współpracy z organami bezpieczeństwa PRL starałaby się zataić.

W żadnym przypadku takiej weryfikacji nie mógł ograniczać fakt, że dokumenty dotyczące Kazimierza Kujdy znajdowały się w tzw. zbiorze zastrzeżonym IPN, który funkcjonował do połowy 2016r. Do zbioru tego mieli pełny dostęp prokuratorzy IPN, w ramach prowadzonych śledztw dotyczących zbrodni bądź postępowań lustracyjnych oraz Służby Specjalne, w tym ABW m.in. w ramach prowadzonych postępowań sprawdzających. Wobec powyższego jeśli pan Kazimierz Kujda otrzymał poświadczenie bezpieczeństwa osobowego, na co wskazuje fakt pełnienia przez niego funkcji Prezesa NFOŚiGW, to w ankiecie musiał przyznać się do współpracy z SB. W innej sytuacji ABW nie mogła by wydać takiego poświadczenia. W kontekście faktu, że materiały dotyczące Pana Kazimierza Kujdy znajdowały się w tzw. zbiorze zastrzeżonym, pewnym zaskoczeniem jest informacja medialna, ze posiadał on kserokopie tych materiałów. W korespondencji z dziennikarzami pan Kazimierz Kujda napisał cyt.: ”że jest w posiadaniu dokumentacji skopiowanej z zasobów archiwalnych IPN, którą otrzymał kilka lat temu, po złożeniu stosownego wniosku o udostępnienie”.

W świetle powyższych rozważań, kierując się doświadczeniem życiowym, trudno jest uwierzyć, że fakt współpracy pana Kazimierza Kujdy z SB był zaskoczeniem dla środowiska PiS.

Niezależnie od powyższego, osoby które w okresie PRL potrafiły „wyplątać się” ze współpracy z SB, nie zasługują na potępienie, szczególnie ze strony osób, które nigdy w życiu nie musiały stanąć w obliczu werbunku SB. Odrębną kwestia jest natomiast fakt ukrywania obecnie przez te osoby okoliczności takiej współpracy.

Paweł Białek: Oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w randze pułkownika, w latach 2007-2012 zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Od 1991 roku pełnił służbę w Urzędzie Ochrony Państwa, a następnie w ABW. 4 grudnia 2007 roku został mianowany na stanowisko zastępcy szefa ABW. Po odejściu z ABW na początku kwietnia 2012 został wysokim urzędnikiem w Ministerstwie Skarbu i zasiada w radach nadzorczych spółek skarbu państwa: KGHM-ie i Orlenie. W latach 2013-2016 był dyrektorem Biura Inwestycji w PERN SA, odpowiedzialnym min. za budowę Terminalu Naftowego w Gdańsku.

Wczoraj pisaliśmy o wielomiesięcznej ofensywie amerykańskich służb i administracji rządowej, wymierzonej w chińskie koncerny telekomunikacyjne. Jednak przykład Polski może stać się poważnym argumentem w próbie „wyciśnięcia” Chińczyków z rynków państw należących do struktur NATO.

Sprawa zatrzymania szefa koncernu na Polskę oraz Piotra D., byłego funkcjonariusza służb, z dostępem do wielu ściśle tajnych informacji, jest szeroko komentowana za granicą. Dotychczas bowiem, poza rosnącymi obawami, że Pekin mógłby używać sprzętu telekomunikacyjnego swojej produkcji do szpiegostwa, nie stało się w zasadzie nic poważnego. Pewnym przełomem było zatrzymanie w Kanadzie córki założyciela Huawei, która w strukturze koncernu odpowiada za finanse. Był to bardzo wyraźny sygnał ostrzegawczy. Sprawa szpiegostwa w Polsce to kolejny krok, ale o znacznie cięższym kalibrze.

Administracja Prezydenta USA zabiega od dawna u swoich europejskich sojuszników o bardziej energiczne blokowanie Huawei. Jednak bez większych sukcesów. Część zachodnich państw uważa bowiem, że presja na Huawei jest elementem szerszego sporu – wojny handlowej z Chinami. Nikt nie chce dostać „rykoszetem”, tym bardziej, że Państwo Środka jest bardzo ważnym partnerem handlowym Europy.

Inaczej jest z Polską, która w sferze bezpieczeństwa pozostaje zdecydowanym sojusznikiem USA. Dlatego nie jest przypadkiem, że działania przeciwko Huawei przeprowadzono właśnie nad Wisłą, a polski kontrwywiad ściśle współpracował z amerykańskimi służbami. Sprawa jest niezwykle poważna, bo spór wchodzi na zupełnie nowy poziom i należy spodziewać się bardzo konkretnej reakcji ze strony Pekinu. Tym bardziej, że cała Europa uważnie przygląda się rozwojowi wypadków, kalkulując jak należy się zachować na własnym podwórku. Jednak sygnał płynący z Warszawy jest bardzo klarowny – UE i NATO powinny prowadzić możliwie jak najbardziej spójną politykę bezpieczeństwa. Czytaj – należy rozważyć potencjalne wykluczenie Huawei z rynku IT.

Co ciekawe, o ile państwa zrzeszone we wspólnocie wywiadowczej Five Eyes (USA, Kanada, Wlk. Brytania, Australia i Nowa Zelandia) prowadzą zdecydowaną politykę wobec Huawei to już Hiszpania, Portugalia czy Węgry wydają się być znacznie bardziej przyjazne dla chińskiego zaangażowania. Warszawa będzie musiała zatem przekonać nieprzekonanych. Amerykańska presja w tym obszarze będzie zapewne rosła.

Fot. Pixabay

Skala zaangażowania Huawei we współpracę z WAT, najważniejszą uczelnią wojskową w Polsce, a także rola Piotra D. w inicjowaniu tych kontaktów budzi duży niepokój. Portal O służbach przyjrzał się sprawie.

Publikację dedykujemy głównie tym, którzy są zwolennikami instytucjonalnego połączenia służb wywiadu i kontrwywiadu ze sobą lub ich włączenia do MSZ, bo i takie bywały pomysły. Pokażemy na przykładzie zatrzymania pod zarzutami szpiegostwa byłego oficera ABW i obywatela chińskiego, że sytuacja choć pozornie jest sukcesem jednej ze stron to może stanowić dyskomfort dla wszystkich uczestników tego wydarzenia.

Przy przestępstwie szpiegostwa nie mamy do czynienia ze sprawcami działającymi we własnym imieniu, ale ze zdarzeniem międzynarodowym implikującym skutki polityczne i gospodarcze. Dlaczego tak jest? Bo pracownik wywiadu jest częścią administracji i jego działania są bezpośrednio identyfikowane z intencjami danego państwa. Państwo ponosi odium „wpadki”. Warto podejmując decyzje o strukturze instytucji państwowych pomyśleć o rozwiązaniach buforowych. To jest takich które w sytuacji niepowodzenia osłabią oddziaływanie na politykę i gospodarkę. Z całą pewnością pomysły „reformatorskie”, o których wspomnieliśmy na początku nie zapewniają tego, a wręcz eskalowałyby problemy. W tym artykule poruszyliśmy celowo wiele wątków aby pokazać jak mogą wpływać na siebie pewne uwarunkowania i wydarzenia.

Zatrzymanie szpiega – porażka kontrwywiadu?

Postawienie zarzutu szpiegostwa zawsze budzi emocje. Od razu pojawią się głosy, że to porażka kontrwywiadu bo można „odwrócić” szpiega i wykorzystać do prowadzenia gry z przeciwnikiem. Wiemy jednak, że takie rozwiązanie jest o tyle wątpliwe od strony prawnej, co też wymagające odpowiednich sił i środków ze strony służb specjalnych. W przypadku bowiem zgromadzenia informacji wskazujących na popełnienie przestępstwa szpiegostwa, ABW winna zgodnie z przepisami powiadomić prokuraturę, a ta – wszcząć postępowanie karne. Można też zastosować rozwiązania administracyjne lub dyplomatyczne, polegające na wydaleniu pracownika obcych służb z naszego kraju lub ewentualnie negocjowaniu korzyści gospodarczych lub politycznych. Czy przyjęcie rozwiązania polegającego na postawieniu zarzutów karnych za szpiegostwo obywatelowi Polski i obcego państwa świadczy o mocnym materiale dowodowym? Nie zawsze. Może być wynikiem presji spowodowanej napływającymi doniesieniami o nie do końca komercyjnej działalności Huawei (szczególnie z USA).

Zatrzymanie szpiegów na gorącym uczynku?

Z reguły mocnym dowodem na popełnienie przestępstwa szpiegostwa jest udokumentowanie faktu utrzymywania łączności wywiadowczej i zatrzymanie osób podczas przekazywania materiałów. W opisywanej sprawie raczej nie mieliśmy do czynienia z zatrzymaniem na gorącym uczynku. Czy akceleratorem dla realizacji sprawy były naciski służb amerykańskich? Jeżeli tak to będziemy musieli „jeść tę żabę sami”. Czy w tej sytuacji czeka nas proces poszlakowy, długi i trudny, w kontekście materiałów dowodowych? Chyba tak. Trzeba będzie udowodnić umyślność czynu i to, że informacje (pisemne, ustne, rzeczowe) zawierały zasób wiedzy, których przekazanie obcemu wywiadowi potencjalnie może wyrządzić szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, a do czasu rozstrzygnięcia sądowego będziemy zadawać sobie pytanie: Jak doszło do tego, że obywatel zdecydował się działać przeciwko interesom własnego państwa? Czy jest winny? Czy może mamy do czynienia z casusem generała J. Noska – szefa SKW, któremu również postawiono podobny zarzut, a następnie zwolniono go do domu? Czy motywowało domniemanego sprawcę rozgoryczenie wcześniejszym potraktowaniem przez instytucje państwa polskiego, czy chęć zysku? Jesteśmy w końcu specjalistami od “produkowania” rozgoryczonych pracowników służb specjalnych.

Realizacja procesowa sprawy jej nie zamyka. Wręcz przeciwnie. Można już teraz prowadzić szereg czynności, bez obawy o dekonspirację zainteresowań służb, dlatego nabierają one dynamiki. Sprawy zazwyczaj określa się jako rozwojowe. Więc można już próbować stawiać pytania i szukać na nie odpowiedzi.

TVP ujawniło informację wrażliwą dla śledztwa?

Oczywiście nie wszystkie informacje dotyczące realizacji stają się ogólnodostępne. Te pochodzące ze śledztwa – nie są przeznaczone dla opinii publicznej. W dalszym ciągu pozostają pod ochroną prawną, ponieważ ich ujawnienie może szkodzić interesowi śledztwa. Nie zawsze o to dbamy. Już dzisiaj za pośrednictwem TVP Info zostaliśmy poinformowani, że zatrzymani nie przyznają się do winy. Wydaje się, że akurat ta informacja może być istotna dla osób mogących być jeszcze w sprawie przesłuchiwani. Musimy też pamiętać, że sukces z procesową realizacją sprawy w innych obszarach będzie mógł skutkować kryzysem oraz pytaniami o kondycję państwa, lub sposób zarządzania nim.

Jak rząd poradzi sobie z kryzysem, bo przewidujemy że jest on realny? Cała ta sprawa teraz przeniesie się na grunt gospodarczy i polityczny. Uderzenie w osobę, która w koncernie pełniła funkcje kierowniczą jest uderzeniem w markę. Chińczycy muszą przekonać wszystkich, iż powiedzenie że „ze służb nigdy się nie odchodzi”, jest nieprawdziwe. Możemy być pewni że Huawei uruchomi wszystkie dostępne środki wpływu, prawne i PR-owe, aby udowodnić, że firma nie ma nic wspólnego z działalnością agenturalną. Problem polega jednak na tym, że trudno jest bronić takiego twierdzenia w sytuacji, kiedy „Stanisław” w przeszłości pracował w konsulacie generalnym Chińskiej Republiki Ludowej w Gdańsku i odpowiadał za stosunki międzynarodowe – zwłaszcza dyplomację ekonomiczną. Naszym zdaniem to idealne miejsce dla pracownika wywiadu. Zresztą pełniona funkcja w Huawei też umożliwiała nawiązywanie różnorodnych kontaktów w Polsce. Trzeba pamiętać, że produkty firmy Huawei są w Polsce powszechnie cenione, tańsze od amerykańskich, a tak samo zaawansowane technologicznie. Nawet nasi parlamentarzyści wyjątkowo doceniają potencjał chińskiej gospodarki i licznie (56 osób,) uczestniczą w Polsko-Chińskiej Grupie Parlamentarnej. O wzajemnych sympatiach świadczy też fakt, że pod koniec ubiegłego roku marszałek Sejmu Marek Kuchciński i szef parlamentu Chin podpisali memorandum o współpracy między Sejmem RP i Ogólnochińskim Zgromadzeniem Przedstawicieli Ludowych. Czy obecna sytuacja będzie miała wpływ na wzajemne relacje gospodarcze? Czy inicjatywa Pana Prezydenta Andrzeja Dudy, który zadeklarował chęć uczestniczenia w budowie Jedwabnego Szlaku, ucierpi z tego powodu, że Chiny podejrzewane są o werbowanie naszych obywateli?

Chińczycy zadomowieni na WAT

Chińczycy z Huawei są w Polsce wyjątkowo zadomowieni o czym świadczy fakt, że “Stanisław”, dyrektor w firmie Huawei (zatrzymany przez ABW pod zarzutami szpiegostwa) wielokrotnie gościł w Wojskowej Akademi Technicznej (WAT), zwłaszcza w Instytucie Systemów Informatycznych (ISI). Tam zatrudniony był Piotr D. Poza “Stanisławem”, w spotkaniach uczestniczyli też inni pracownicy Huawei. Nie były to jednak pierwsze kontakty z tą firmą – wojskowi studenci WAT wygrywali konkursy organizowane przez Huawei, za co byli nagradzani wyjazdami do siedziby firmy w Chinach.

Dawid Bugajewski był jednym z dziesięciu laureatów konkursu przeprowadzonego w pięciu uczelniach technicznych w Polsce. Jego opiekunem naukowym jest mjr dr inż. Mariusz Chmielewski. Wspomniany student został laureatem pierwszej edycji konkursu “Seeds for the Future” organizowanego przez Huawei wraz z NASK. NASK jest państwowym instytutem badawczym nadzorowanym przez Ministerstwo Cyfryzacji. W ramach nagrody Bugajewski wyjechał na dwutygodniową wycieczkę do Chin. Tam zwiedził m.in. siedzibę Huawei. Otrzymał również smartfon HONOR – produkowany przez chińskiego potentata. Opiekunem naukowym Dawida Bugajewskiego oraz jednocześnie jednym z członków komisji konkursowej wyłaniającej najlepsze studenckie był Mariusz Chmielewski, który wraz z Piotrem D. brał udział przy podpisaniu ważnego porozumienia WAT z MSWiA – o czym pisaliśmy w poprzedim tekście.

Sam Bugajewski pracuje obecnie w Centrum Projektów Informatycznych – jednostce zajmującej się rozwiązaniami informatycznymi i teleinformatycznymi na potrzeby resortu obrony. Jednym z laureatów tegorocznej edycji konkursu został kolejny student mundurowy z ISI – Paweł Pieczonka, również ze “stajni Chmielewskiego”.

“Stanisław” nie był w Wojskowej Akademii Technicznej osobą anonimową. W maju 2015 roku, wraz z Ulfem Fegerem, CSO Huawei Germany (szefem bezpieczeństwa!), złożyli oficjalną wizytę w Instytucie Systemów Informatycznych WAT, podczas której omawiano perspektywy współpracy firmy z uczelnią. Jak informuje na swojej stronie ISI WAT:

„W dniu 28.05 br. w naszym Instytucie gościli przedstawiciele firmy Huawei: Stanisław Wang – dyrektor ds. public relations Huawei Polska i Ulf Feger – Chief Security Officer /CSO – Huawei Germany. Ze strony Instytutu w spotkaniu uczestniczyli: dr hab. inż Zbigniew Tarapata, prof. WAT, prof. dr hab. inż. Andrzej Walczak, dr inż. Maciej Kiedrowicz, ppłk dr inż. Jarosław Koszela, mjr dr inż. Mariusz Chmielewski, ppor. mgr inż. Marcin Kukiełka. Spotkanie dotyczyło wymiany informacji o obu instytucjach. Omawiano perspektywy współpracy, udziału studentów w konkursach technologicznych organizowanych przez firmę Huawei”.

Niedługo później, bo w listopadzie 2015 roku, przedstawiciele ISI – Maciej Kiedrowicz (obecnie prodziekan ds. naukowych i rozwoju Wydziału Cybernetyki WAT oraz osoba odpowiedzialna za kontakty w związku z porozumieniem z MSWiA) oraz Mariusz Chmielewski (obecnie zastępca dziekana Wydziału Cybernetyki WAT), na zaproszenie polskiej filii Huawei, uczestniczyli w Global Mobile Broadband Forum 2015. Sądząc po  zajmowanych stanowiskach nie są to osoby specjalizujące się w budowie sieci 5G. W składzie delegacji byli również niewymienieni z imienia i nazwiska przedstawiciele Urzędu Komunikacji Elektronicznej oraz Instytutu Łączności. Czego dotyczyła konferencja? Jak informuje na swojej stronie ISI WAT:

“Przedstawiane zagadnienia dotyczyły zagadnień bezpieczeństwa budowy sieci 5G i perspektywy rozwoju siedzi przewodowych i bezprzewodowych.”

Oczywiście, poza częścią oficjalną, była też część półoficjalna:

„Reprezentacja WAT aktywnie uczestniczyła w obradach paneli eksperckich, w zakresie dyskusji na temat technologii mobilnych oraz potencjalnych zagrożeń wirtualizacji zasobów. Dzięki uprzejmości organizatora, delegacja przedstawicieli instytucji Państwowych miała możliwość zapoznać się z siedzibą HUAWEI w Shenzhen. Organizator zapewnił szereg interesujących prezentacji wykonywanych przez pracowników technicznych i kadrę zarządzającą HUAWEI”.

Oraz nieoficjalna:

„Oprócz samych prezentacji technicznych, przedstawiciele Uczelni i urzędów mieli okazje uczestniczyć w wielu spotkaniach nieformalnych i zwiedzaniu metropolii jakimi są Hong Kong i Shenzhen. Za przygotowanie konferencji i pobytu w siedzibie firmy ogromne podziękowania należą się polskiej filii firmy HUAWEI i bezpośredniemu organizatorowi Panu Stanisławowi Wang piastującemu stanowisko PR Manager w firmie HUAWEI”.

W 2018 roku, Wojskowa Akademia Techniczna zawarła porozumienie z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jak informuje WAT:

“Głównym celem porozumienia podpisanego między Wojskową Akademią Techniczną, a Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji jest prowadzenia prac badawczo-rozwojowych w zakresie telekomunikacji, informatyki, kryptologii i cyberbezpieczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem bezpieczeństwa i ochrony zasobów informacyjnych, przetwarzanych w systemach i sieciach teleinformatycznych.”

Za kontakty pomiędzy sygnatariuszami porozumienia z ramienia WAT odpowiedzialne były dwie osoby: prodziekan Wydziału Cybernetyki WAT ds. współpracy i rozwoju – dr inż. Maciej Kiedrowicz oraz Piotr D. Podpisaniu umowy towarzyszyła wizyta m.in. w Laboratorium Badawczym Kryptologii, gdzie goście zostali zapoznani z najnowszymi osiągnięciami naukowców wojskowej uczelni, które mogą znacząco poprawić bezpieczeństwo oraz wyszkolenie pracowników podległych MSWiA służb.

SKW wie o sprawie?

Nie wiemy czy Piotra D. został zatrzymany pod zarzutem szpiegostwa w związku z działalnością w okresie kiedy był zatrudniony w MSWiA , ABW lub czy mogło mieć to związek ze współpracą Piotra D. z WAT? Wiadomo natomiast, że firma Huawei jest wykluczana przez rządy kolejnych krajów z budowy sieci 5G. Tymczasem, najwybitniejsi przedstawiciele jedynej wojskowej uczelni w Polsce są goszczeni przez Huawei w Chinach i zaznajamiani ze zdobyczami chińskich specjalistów w zakresie informatyki i telekomunikacji lub odwrotnie. Stawiamy pytanie o działania w tej sprawie SKW. Czy znają tę sytuację? Czy wyjeżdżający do Chin wojskowi byli informowani o zagrożeniu, a po powrocie raportowali SKW? Jak wygląda ochrona kontrwywiadowcza w tej sprawie?

Fot. Wikipedia

Zatrzymany przez ABW pod zarzutem współpracy z chińskim wywiadem Piotr D. od lat związany był z Wojskową Akademią Techniczną. Występował na organizowanych przez uczelnię konferencjach, współredagował wydawane przez nią czasopisma. Zajmował się przede wszystkim kryptologią.

Od marca 2017 roku był adiunktem w Instytucie Systemów Informatycznych WAT. Nie posiadając stopnia naukowego doktora, współtworzył i uczestniczył w wielu projektach badawczo-rozwojowych z obszaru kryptologii, ochrony informacji i cyberbezpieczeństwa. Jako wykładowca UKSW, wprowadzał studentów w meandry “Nielegalnego dostępu do informacji w relacjach międzypaństwowych”.

Uzyskał stopień naukowy doktora, jednak nie wiadomo z jakiej dziedzinie oraz kiedy. Nie wiemy też, czy jego praca doktorska dotyczyła rozwiązań kryptograficznych opracowywanych na WAT. Zdarza się bowiem, że prace tego rodzaju wymagają posiadania poświadczenia bezpieczeństwa (które bez wątpienia Piotr D. mógł posiadać), a sama praca doktorska objęta jest klauzulą – co oznacza, że osoby nieposiadające właściwych uprawnień nie powinny mieć do niej dostępu. Dotyczy to wszystkich: opiekuna, recenzentów oraz osób uczestniczących w kolokwium doktoranckim.

W 2018 roku, Wojskowa Akademia Techniczna zawarła porozumienie z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jak informuje WAT: “Głównym celem porozumienia podpisanego między Wojskową Akademią Techniczną a Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji jest prowadzenia prac badawczo-rozwojowych w zakresie telekomunikacji, informatyki, kryptologii i cyberbezpieczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem bezpieczeństwa i ochrony zasobów informacyjnych, przetwarzanych w systemach i sieciach teleinformatycznych.”

Za kontakty pomiędzy sygnatariuszami porozumienia z ramienia WAT odpowiedzialne były dwie osoby: prodziekan Wydziału Cybernetyki WAT ds. współpracy i rozwoju – dr inż. Maciej Kiedrowicz oraz Piotr D. Podpisaniu umowy towarzyszyła wizyta m.in. w Laboratorium Badawczym Kryptologii, gdzie goście zostali zapoznani z najnowszymi osiągnięciami naukowców wojskowej uczelni, które mogą znacząco poprawić bezpieczeństwo oraz wyszkolenie pracowników podległych MSWiA służb.

Fot. Pixabay

Meng Wanzhou, dyrektor finansowy Huawei, została aresztowana w Kanadzie na polecenie służb amerykańskich, które domagają się teraz jej ekstradycji do USA. Kolejna rozprawa w tej sprawie odbędzie się 6 lutego w sądzie w kanadyjskim Vancouver. Według informacji portalu O służbach zatrzymanie przez ABW Weijinga W. ma związek z tą sprawą.

Pani Wanzhou nie jest zwykłym przedstawicielem szczebla kierowniczego Huawei. 46. letnia kobieta jest córką założyciela chińskiego giganta telekomunikacyjnego i wymieniana jest w gronie jego potencjalnych następców. Pozycja Wanzhou jest na tyle istotna, że jej zatrzymanie komentowano także w kontekście amerykańsko-chińskich rozmów na temat napięć w obszarze handlu i technologii. Huawei stał się bowiem w ciągu trzech dekad jednym z największych, globalnych, prywatnych imperiów biznesowych na świecie. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie zaangażowanie chińskich służb w rozwój giganta. Zaangażowanie, które dziś spędza sen z powiek zachodnim służbom kontrwywiadowczym.

Waszyngton podjął w ostatnich miesiącach intensywne działania, zmierzające do ograniczenia dominacji Huawei. Wszystko to w obawie przed wykorzystywaniem przez Pekin systemów tej firmy do zaawansowanych form szpiegostwa. Huawei stanowczo odrzuca te oskarżenia.

Tymczasem Pani Meng została aresztowana w ramach śledztwa dotyczącego naruszenia sankcji nałożonych na Iran. Chodziło o sprzedaż przez jedną ze spółek zależnych Huawei, wysokospecjalistycznego sprzętu telekomunikacyjnego, który miał być następnie wykorzystywany przez irańskie służby specjalne. Amerykanom z oczywistych względów bardzo zależało na możliwości przesłuchania dyrektor finansowej Huawei. Dlaczego?

Meng Wanzhou w wieku 16 lat przejęła nazwisko panieńskie swojej matki, rezygnując z nazwiska Ren (założyciela koncernu). Znana była także jako Cathy. Dyrektor finansowa posługiwała się sześcioma paszportami, wystawionymi na różne nazwiska. Szybko awansowała w strukturze firmy, prowadząc często projekty nieoczywiste, także poza granicami Chin. Zachodnie służby już jakiś czas temu zwróciły uwagę na operacje prowadzone przez szefową finansów Huawei. Jednym ze sposobów pozyskiwania kontaktów, ale być może także typowań przedwerbunkowych były prezentacje wyników rocznych Huawei dla inwestorów finansowych, ale i urzędników (np. amerykańskiej FED – rezerwy federalnej).

Waszyngton od dłuższego już czasu prowadzi bezprecedensową kampanię wymierzoną w dwa chińskie koncerny – Huawei i ZTE. Amerykanie obawiają się, że infrastruktura produkcji chińskiej, obsługująca sieć 5G, jest szczególnie narażona na cyberataki. Zagrożenie zdefiniowano jako bardzo poważne, dlatego kraje działające w ramach wspólnoty wywiadowczej „Five Eyes” zdecydowały się na ograniczenie współpracy z Huawei i ZTE. W ubiegłym roku rząd Australii poszedł nawet dalej i zakazał używania sprzętu produkcji chińskiej przy sieciach 5G.

Amerykańskie służby specjalne przekazują systematycznie sojusznikom informacje o chińskich działaniach w obszarze telekomunikacji, zdając sobie sprawę, że Huawei zdobywa przychylność władz nie tylko dzięki wysokiej jakości sprzętu oraz bardzo konkurencyjnym cenom.

Z naszych informacji wynika, że realizacja przeprowadzona przez ABW jest przede wszystkim wynikiem ustaleń strony amerykańskiej. Nieoficjalnie wiemy także, że jest to odprysk sprawy Meng Wanzhou.

Datująca się na 2011 r. znajomość Piotra D. i Weijinga W. jest kluczem do zrozumienia w jaki sposób Chiny chciały zinfiltrować budowę sieci 5G w Polsce.

W 2011 r. Robert Zieliński na łamach Dziennika Gazety Prawnej ujawnił informację, że resort spraw wewnętrznych otrzymał od koncernu Huawei sprzęt do wideokonferencji. Miał on być nieodpłatnie testowany w Centrum Projektów Informatycznych MSWiA, które zajmowało się organizacją przetargów na wykonanie najważniejszych w państwie systemów informatycznych. Chińskie „podarki” nie zostały sprawdzone pod kątem bezpieczeństwa, stało się to dopiero po nagłośnieniu sprawy w mediach. Tymczasem już wtedy wiele zachodnich mediów podkreślało, że Huawei może mieć powiązania ze służbami specjalnymi Chin.

Również w 2011 r. z ABW pożegnał się Piotr D., o zatrzymaniu którego poinformowało dziś ABW. Był wtedy wiceszefem Departamentu ds. Bezpieczeństwa Teleinformatycznego, później zajmował się bezpieczeństwem teleinformatycznym w Wojskowej Akademii Technicznej, Urzędzie Komunikacji Elektronicznej i Orange. Czy obie sprawy są ze sobą związane? Z pewnością łączy je sprawa chińskiego koncernu. Wraz z Piotrem D. zatrzymano bowiem Weijinga W., dyrektora sprzedaży Huawei. Co ciekawe Weijing trafił do Huawei w 2011 r. Przypadek?

Na uwagę w sprawie doskonale opisanej przez portal TVP Info zasługuje jeszcze jedna rzecz. Niemiecki Deutsche Telekom i Francuski Orange rezygnują bądź ograniczają współpracę Chińskimi usługodawcami lub producentami w swoich rodzimych państwach. Tymczasem w Polsce T-Mobile, którego właścicielem jest Deutsche Telekom zawarły umowy na budowę pilotażowych rozwiązań 5G właśnie przy użyciu sprzętu Huawei. Podobnie Orange, wykorzystuje sprzęt Huawei, swojego partnera biznesowego. W tym kontekście niewykluczone, że datująca się na 2011 r. znajomość Piotra D. i Weijinga W. jest kluczem do zrozumienia w jaki sposób Chiny chciały zinfiltrować budowę sieci 5G w Polsce. Na koniec należy podkreślić, że podobne działania Chińczycy podejmują wobec krajów zachodnich, których służby poskreślają, że Huawei nie powinno uczestniczyć w modernizacji infrastruktury teleinformatycznej.

Fot. Pixabay