Home Posts tagged amerykańskie służby

 

Kiedy fundusz kapitałowy za którym stoi CIA zainteresował się technologią skanowania twarzy wychwytującej emocje opracowaną przez Ranę el Kaliouby, ona i jej współpracownicy zrobili rachunek sumienia. Zrezygnowali z możliwości zarobienia dużych pieniędzy. „Nie jesteśmy zainteresowani aplikacjami które mają być wykorzystane do szpiegowania ludzi”, stwierdziła el Kaliouby, dyrektor generalny i współzałożycielka bostońskiego startupu Affectiva. Firma ta przetestowała swój system sztucznej inteligencji pozwalający na rozpoznawanie, czy badani ludzie są szczęśliwi czy smutni, zmęczeni lub zdenerwowani, używając do tego fotograficznego repozytorium ponad 6 milionów twarzy.  

Ostatnie osiągnięcia technik komputerowych przyspieszyły prace nad samochodami autonomicznymi oraz wysoko wyspecjalizowanymi technologiami wykorzystującymi tagowanie obrazów z Facebooka i Google. Jednak te nowe aplikacje, wykorzystywane w sklepach, przy policyjnych kamerach nasobnych i w sprzęcie wojskowym są towarami, budzącymi wątpliwości etyczne, a firmy mają świadomość, że dylematy etyczne mogą spowodować, iż odwrócą się od nich klienci oraz ich własny personel. 

El Kaliouby twierdzi, że nieetyczne korzystanie z technologii rozpoznającej twarze w czasie rzeczywistym jest już możliwe, a w sytuacji udostępnienia jej reżimowi autorytarnemu – oznaczałoby możliwość monitorowania reakcji na np. wystąpienia polityczne, w celu  wyeliminowania ewentualnego sprzeciwu wobec działań władz. Zamiast tego, Affectiva porozumiała się z partnerami biznesowymi, by na przykład pomóc kierowcom, wykazującym cechy zmęczenia, nie zasnąć w czasie prowadzenia pojazdu, albo firmom, które chciałyby dowiedzieć się, czy na ich produkt ludzie reagują radością czy niezadowoleniem.  

Tuż po zeszłotygodniowej strzelaninie w siedzibie redakcji w Annapolis,  w stanie Maryland, policja przyznała, że korzystała z systemu rozpoznawania twarzy by zidentyfikować podejrzanego, który nie chciał współpracować z władzami. Zrobili to, podłączając się do stanowej bazy danych, w której są zdjęcia osób w przeszłości zatrzymanych, a także – co wzbudziło największe kontrowersje – każdej osoby która wystąpiła o przyznanie jej prawa jazdy w stanie  Maryland

W czerwcu również międzynarodowy port lotniczy w Orlando ogłosił plany wystąpienia o skany identyfikacyjne twarzy pasażerów przylatujących i wylatujących  w ramach lotów międzynarodowych w tym roku do tego miasta. Kilka innych amerykańskich lotnisk już korzysta z takich skanów przy niektórych wylotach na trasach międzynarodowych. 

Chińskie firmy i władze miejskie korzystają dzisiaj z inteligentnych kamer by w czasie rzeczywistym zawstydzać nieuważnych pieszych (gdy ktoś łamie przepisy zdarzenie jest rejestrowane, a następnie upubliczniane), ale też by inwigilować przedstawicieli mniejszości etnicznych. W nowych kasach Amazona w Seattle zainstalowano kamery i sensory, mające w założeniu zapobiegać kradzieżom. Jednak obawy związane z zastosowaniem tych technologii mogą zaszkodzić nawet największym firmom. Na przykład Google, ostatnio zadeklarowalo, że odstąpi od zawarcia kontraktu z wojskiem po protestach jego własnych pracowników w sprawie wykorzystania technologii wykorzystującej sztuczną inteligencję dla celów wojskowych. Chodziło o komputerową analizę nagrań video z dronów z Iraku i innych stref konfliktu. 

Podobny sprzeciw dotyczący zawierania kontraktów z rządem wywołany został wśród pracowników Amazona i Microsoftu. Artykuł portalu „O służbach” na ten temat: Protest w Amazonie: nie dla inwigilacji z 25 czerwca 2018 r. tutaj: https://osluzbach.pl/protest-w-amazonie-nie-dla-inwigilacji/

 Źródło: Associated Press

Fot. Pixebay

 

Obszerny tekst w jednym z czołowych amerykańskich czasopism – The New Yorker, informuje o tym, że Izrael i Zjednoczone Emiraty Arabskie prowadziły tajną współpracę przez ponad dwadzieścia lat. Współpraca obejmowała sprzedaż broni i wymianę informacji wywiadowczych. 

Oficjalnie Izrael i ZEA nigdy nie utrzymywały ze sobą stosunków bilateralnych. Emiraty to arabskie państwo federalne, rządzone w systemie monarchii absolutnej, które nie uznaje Izraela za państwo. W związku z tym, nie posiada oficjalnych relacji dyplomatycznych, ekonomicznych, ani wojskowych. Mimo tego, przedstawiciele wymienionych państw mieli się spotykać w tajemnicy od 24 lat. 

Do pierwszego spotkania miało dojść w 1994 roku w Waszyngtonie, po tym jak Abu Zabi wyraziło chęć zakupu amerykańskich myśliwców F-16. USA ostrzegły ZEA, że Izrael zawetuje taką sprzedaż, bojąc się, że broń mogłaby być użyta przeciwko niemu. Izrael nie sprzeciwił się tej transakcji. Rząd premiera Icchaka Rabina wystąpił z propozycją spotkania z przedstawicielami ZEA i przedyskutowania sprawy bezpośrednio. Do pierwszej serii spotkań doszło w Waszyngtonie. 

Izraelczycy i przedstawiciele ZEA prezentowali skrajnie odmienne poglądy na kwestię palestyńską, natomiast byli w zasadzie zgodni w sprawie Iranu. Abu Zabi postrzegało Iran jako poważne zagrożenie dla stabilności Bliskiego Wschodu. Tak samo myśleli Izraelczycy. Po odbyciu spotkań pozbyli się oni też obaw związanych ze sprzedażą F-16 do ZEA. To pomogło „zbudować zaufanie” między wymienionymi krajami. Do końca lat 90-tych ubiegłego wieku tajne spotkania między ich przedstawicielami miały odbywać się regularnie i towarzyszyła im wymiana informacji wojskowych, dotyczących bezpieczeństwa i wywiadu. 

W ostatnich latach tajna współpraca Izraela i ZEA pogłębiła się, w związku z podpisaniem amerykańsko-irańskiego porozumienia jądrowego. Anonimowy przedstawiciel izraelskiej administracji twierdzi, że porozumienie jądrowe zawarte przez USA z Iranem doprowadziło do zacieśnienia tych kontaktów. 

Były urzędnik Departamentu Stanu, którego nazwiska nie ujawniono twierdzi, że w czasie drugiej kadencji prezydenta Baracka Obamy amerykańskie służby wywiadowcze uzyskały dowód na przynajmniej jedno spotkanie Izraelczyków z przedstawicielami ZEA. Miało się ono odbyć na Cyprze, z udziałem premiera Benjamina Netanyahu.  

Żródło; na podstawie InteNews

Fot. Pixebay

 

Zdaję sobie sprawę z tego, że tekst jest długi i dlatego może się wydawać mniej atrakcyjny, bo nie wszyscy oczekują tego typu pogłębionej refleksji, dalekiej od tego co tajemnicze, newsowe i intrygujące. Przyjąłem jednak założenie, że portal Osluzbach będzie przedstawiał również wyselekcjonowane materiały pozwalające lepiej zrozumieć czym są służby specjalne  i z jakimi wyzwaniami muszą sobie radzić w obecnych czasach. W naszych realiach takie tematy są często niedostrzegane lub pomijane, przez co wykluczone z publicznej debaty. Dlatego zdecydowałem się opublikować tekst Michael V. Haydena byłego dyrektora Centralnej Agencji Wywiadowczej w latach 2006 – 2009 i Agencji Bezpieczeństwa Narodowego w latach 1999-2005. Esej został zaadaptowany z książki “Atak na inteligencję: amerykańskie bezpieczeństwo narodowe w epoce kłamstw”. Sami oceńcie, czy opisane problemy są aż tak odległe od polskiej rzeczywistości, a może mamy do czynienia z inżynierią społeczną, dzięki której każdy może usłyszeć to czego oczekiwał ? W ten sposób nieprawdziwe staje się prawdą.

W 1994 roku, w szczytowym okresie bośniackiej wojny domowej, kiedy byłem szefem wywiadu sił amerykańskich w Europie, przechadzałem się przez zrujnowane ulice Sarajewa. Serbska artyleria zdewastowała miasto niegdyś pięknych wież, kopuł w kształcie cebuli i minaretów na wzgórzach wznoszących się nad rzeką Miljacka. Zastanawiałem się, w jaki sposób człowiek może wziąć karabin snajperski i zastrzelić byłych sąsiadów ustawionych w kolejce po wodę w zniszczonym browarze.

Jednak najbardziej uderzyło mnie to, że mieszkańcy Sarajewa – jak bardzo by nie byli inni, nie różnią się od nas. Mieli kulturalne, tolerancyjne, tętniące życiem miejsce, które zostało zburzone przez konflikt, w którym muzułmańscy Bośniacy walczyli przeciwko chrześcijańskim Serbom i Chorwatom.

Stwierdziłem, że warstwa cywilizacji jest dość cienka, to była moja konkluzja i naturalna refleksja funkcjonariusza wywiadu, którego przyzwyczajenia zawodowe obfitują w pesymizm, a praca w groźby i niebezpieczeństwa. Przez lata dowiadywałem się,  że tradycyjne instytucje, które chronią nas przed prowadzeniem życia według Hobbesa „samotnego, biednego,  paskudnego, brutalnego i krótkotrwałego”, są z natury kruche i wymagają szczególnej ochrony. W dzisiejszej Ameryce znajdują się one pod silną presją. To nie przypadek, że słowem roku w 2016, wybranym przez słownik oksfordzki, była „post-prawda” czyli stan w którym fakty mają mniejszy wpływ na kształtowanie opinii niż emocje i osobiste przekonania. Przyjęcie koncepcji post-prawdy oznacza odejście od idei oświecenia, które są dominujące na Zachodzie od XVII wieku i które cenią doświadczenie, wiedzę, istotność faktu, pokorę w obliczu złożoności problemu, potrzebę studiowania i szacunku dla idei. Prezydent Trump stanowi odbicie i przykład wykorzystania tego rodzaju myślenia. Można powiedzieć, że kampania Trumpa legalizowała kłamstwo w bezprecedensowym stopniu. Już jako kandydat na prezydenta twierdził, że legiony Arabów dziko świętowały w New Jersey, gdy zawalił się World Trade Center. Bronił tego, co powiedział w ten sposób, że przyłączył się do tych którzy twierdzili, że rodziny zamachowców chciały tego zabójstwa, ponieważ „wiedziały, co się dzieje” i „obserwowały swoich mężów w telewizji podczas ataku na World Trade Center”, a to coś, na co nie ma dowodów. Sugerował, że ojciec senatora Teda Cruza „maczał palce” w zabójstwie Johna F. Kennedy’ego i twierdził, że sędzia Sądu Najwyższego Antonin Scalia został zamordowany. Gdy naciskano go prosząc o fakty, oczerniał tych, którzy kwestionowali te stwierdzenia: albo były to „fake” media, „tak zwani” sędziowie, kasta z Waszyngtonu, Departament Stanu. Potępił również oficerów wywiadu z czasów Obamy i nazwał ich „hakami politycznymi”.

David Priess, oficer wywiadu, który kiedyś prowadził codzienne briefingi prezydenckie, zapytał mnie, czy uważam, że pan Trump potrafi odróżnić prawdę od nieprawdy. Odniósł się do kontrowersyjnej przemowy, którą w lipcu 2017 r. pan Trump wygłosił dla skautów w Zachodniej Wirginii. Przemówienie, było w sposób jasny polityczne i w złym guście. W obliczu ostrej krytyki, prezydent powiedział, że lider tych skautów zadzwonił do niego żeby powiedzieć, że „była to najlepsza przemowa, jaka kiedykolwiek przed nimi była wygłoszona”. Oczywiście – nigdy takiej rozmowy telefonicznej nie było, ale czy pan Trump rzeczywiście potrafił odróżnić to co naprawdę miało miejsce od tego czego potrzebował w danym momencie?  Priessowi chodziło o to, że czasami można przekonać kłamcę, że się myli. Co robisz z kimś, kto nie rozróżnia prawdy od kłamstwa? My, którzy żyjemy w świecie wywiadu przez lata mieliśmy do czynienia z prezydentami  często upartymi i kłótliwymi,  ale nigdy nie służyliśmy prezydentowi, dla którego podstawowa prawda nie ma znaczenia. Dla wielu Amerykanów to nie jest problem. W zeszłym roku spotkałem kilku z nich na tyłach baru sportowego w Pittsburghu, gdzie mój brat zaaranżował mi spotkanie  z ludźmi wspierającymi Trumpa. Znałem wielu z nich, z kilkoma dorastałem, ale pochodziliśmy z różnych planet. Byli zagniewani. Ciężko pracują, płacą podatki i walczą o wychowanie dzieci, ale czują się zaniedbywani przez rząd, a mimo to Donald Trump nadal jest ich człowiekiem. „On jest Amerykaninem”, „jest autentyczny”, „nie filtruje wszystkiego ani nie zastanawia się nad doborem każdego słowa”. Oni też nie wydawali się bardzo zainteresowani faktami. A przynajmniej nie tymi, które ja im podawałem. Polityczna partyzantka w Ameryce stała się tym, co David Brooks nazywa „totalistycznym”. Partyzancka tożsamość, jak pisze, jest „pustką pozostawioną gdy inne więzi zanikają – religijne, etniczne, wspólnotowe i rodzinne”. Przekonania są teraz tak bardzo związane z tą tożsamością, że prawdziwe dane nie są już potrzebne do argumentowania punktu widzenia. Praca w wywiadzie – przynajmniej tak praktykowana w zachodniej tradycji liberalnej, odzwierciedla te zagrożone wartości okresu Oświecenia: zbieranie, ocenianie i analizowanie informacji, a następnie przekazywanie wniosków z nich płynących do wykorzystania do studiowania lub odrzucenia. W jaki sposób erozja wartości oświeceniowych zagraża dobrej pracy wywiadu? Było oczywiste, że w administracji Trumpa porządek, który nią kierował był chory, źle realizowany, a jego dekret związany z usunięciem z Ameryki muzułmanów bardzo dobrze to pokazywał. Dekret ten na pewno nie był wynikiem analizy wywiadowczej na temat zagrożenia, jakie stwarzają imigranci z niektórych krajów, ale raczej prezydent próbował wypełnić obietnicę wyborczą opartą na przesadnych obawach dotyczących imigrantów i nieuczciwej krytyce systemu weryfikacji uchodźców. Jeden z byłych oficerów wywiadu powiedział mi, że kiedy zakaz pobytu muzułmanów na terenie USA został ogłoszony, kazano wszystkim tą sprawę realizować. Dołączyłem wtedy do kilku innych byłych dyrektorów i pełniący obowiązki dyrektorów CIA, dwóch byłych zastępców dyrektora, byłego dyrektora wywiadu krajowego i byłego szefa Narodowego Centrum ds. Zwalczania Terroryzmu oraz innych, którzy podpisali tzw. amicus brief i byli przeciwni zakazowi. Reszta, piastująca dotychczas zajmowane stanowiska, nie odezwała się.

Z czasem stało się dla mnie jasne, że decyzje dotyczące bezpieczeństwa w administracji Trumpa idą według pewnego schematu. Dyskusja zaczyna się od emocjonalnego działania; oświadczenia prezydenta lub tweeta. Następnie podejmuje się na dużą skalę starania, aby poinformować prezydenta i uświadomić mu złożoność problemu, przedstawić historie odnośnie sprawy oraz więcej czynników wpływających na problem. Podnieść konsekwencje drugiej i trzeciej kolejności oraz przeanalizować kolejne kroki. To nie jest łatwe. Prezydent nie jest człowiekiem cierpliwym. Według The Washington Post, jeden z zaufanych Trumpa nazwał go „dwuminutowym człowiekiem” z „cierpliwością na pół strony”. Nalega on na otrzymywanie pięciostronicowych lub krótszych briefów z wywiadu, zamiast 60-cio stronicowych informacji, które zwykle przekazywaliśmy poprzednim prezydentom. Jest w tym coś bardzo kłopotliwego, bo są pewne problemy, których nie można uprościć. Czasami, prawie w magiczny sposób okazuje się, że ma racje.

W zeszłym roku na przykład, w sierpniu, prezydent wygłosił przemowę dotyczącą Afganistanu, która była warta uwagi. Był to ewidentnie produkt wynikający z tradycyjnego procesu analitycznego,  w którym wywiad buduje obraz w oparciu o najlepsze dostępne informacje, a następnie agencje bezpieczeństwa rozważają poglądy, które są akceptowane przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Jednak ta sprawa była wyjątkiem. Prezydent nadal atakuje irańskie porozumienie jądrowe i chce się z niego wycofać nawet w sytuacji gdy wywiad posiada informacje, że Iran nie dopuścił się istotnego naruszenia tego porozumienia i że porozumienie w rzeczywisty sposób hamuje irański program broni jądrowej i umożliwia jego kontrolę.

Dalej jest sprawa Rosji. Dopiero niedawno i niechętnie prezydent zgodził się nałożyć sankcje na Rosję wobec opinii publicznej przekonanej, że Rosjanie ingerowali w amerykańskie wybory. Jednak śledztwo w tej sprawie wciąż charakteryzuje jako „polowanie na czarownice”, bezlitośnie atakując agencje swojej administracji. Upokorzył prokuratora generalnego, okroił uprawnienia swojego Doradcy ds. Bezpieczeństwa Narodowego i zaangażował się w osobistą vendettę przeciwko wysokim urzędnikom FBI.

Kilka miesięcy po inauguracji pana Trumpa otrzymałem telefon od kolegi, który powiedział, że być może jest on na krótkiej liście do bardzo wysokiego stanowiska. Poprosił o moją opinię. Powiedziałem mu, że trzy miesiące wcześniej wskazał bym na jego obowiązek służenia państwu. Teraz powiedziałem żeby odmówił. „Jesteś młodym człowiekiem” – powiedziałem. „Nie narażaj swojej całej przyszłości. Masz wiele do zaoferowania, pewnego dnia to się wydarzy.” Zapytany o radę przez oficerów, którzy już są w rządzie, zwłaszcza przez tych młodszych, przypominam im o ich obowiązkach, aby pomóc prezydentowi odnieść sukces, ale dodaję: „Chrońcie siebie. Róbcie notatki i zachowajcie je. A przede wszystkim, chrońcie instytucję. Ameryka wciąż jej potrzebuje”. To kreuje głębszy dylemat. Praca wywiadowcza staje się czysto akademickim ćwiczeniem i już nie jest ani ważna ani użyteczna. Zawsze jest tak, że wywiad musi się dostosować do pewnych idiosynkrazji, specyfiki, stylu uczenia się, polityki i priorytetów każdego prezydenta i do tego, aby być przydatny. Ale muszą istnieć ograniczenia. Historia – i następny prezydent, będą oceniać także wywiad amerykański, a jeśli okaże się, że szedł on na zbyt duże ustępstwa wobec tego lub innego prezydenta, to będzie bardzo katastrofalne dla Wspólnoty Wywiadowczej. To są bardzo wrażliwe obszary dla Państwa.

W przeszłości spieraliśmy się o wartości, które należy stosować w obiektywnej rzeczywistości, czasami o to, co tworzyło obiektywną rzeczywistość, ale nigdy nie było wątpliwości co do jej  istnienia lub ważności.

W świecie post-prawdy agencje wywiadowcze są w tym samym miejscu co inne, mniej oczywiste dziedziny: dziennikarstwo, środowiska akademickie, sądy, organy ścigania i nauka – bo one wszystkie, podobnie jak gromadzenie informacji wywiadowczych, opierają się na dowodach.

Wywiad dzieli swoje obowiązki z innymi instytucjami, które odpowiedzialne są za mówienie prawdy, aby zachować zdolność naszego społeczeństwa do podejmowania ważnych decyzji w oparciu o najlepsze oceny tego, co konstytuuje obiektywną rzeczywistość.

Historyk Timothy Snyder podkreśla znaczenie rzeczywistości i prawdy w jego pouczającej broszurce „O Tyranii”. „Porzucenie faktów” – pisze – „to porzucenie wolności. Jeśli nic nie jest prawdą, to nikt nie może krytykować władzy, ponieważ nie ma podstawy na jakiej mógłby to zrobić. Następnie zauważa: „Post-prawda jest pre-faszyzmem”.

Podczas ostatniej wizyty w CIA, gdy stałem w pobliżu tarczy ikonicznego logo w wielkim holu, podszedł do mnie młody oficer, który przedstawił się i opowiedział mi swoją historię. Urodził się w Iraku, został tłumaczem sił amerykańskich podczas ciężkich walk w prowincji Anbar. Później dotarł do USA, odmówił uczęszczania do college’u Ivy League i zgłosił się na ochotnika do armii. Stał się krypto-lingwistą, pracując dla Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, pomagając żołnierzom opanować zawiłości języka arabskiego. Następnie dołączył do CIA gdzie z oczywistym entuzjazmem, wykorzystywał swoje umiejętności dla dobrej sprawy. Byłem tego dnia w agencji, aby wziąć udział w ceremonii przejścia na emeryturę chińsko-amerykańskiej oficer, która pomagała mi w podróżach zagranicznych i nawet miałem okazję poznać jej rodziców imigrantów. Tego dnia opuściłem kwaterę główną  z nieco większą nadzieją, niż kiedy tam wchodziłem. Dla mnie ten poranek bardziej przypominał Amerykę i jej obietnicę niż to, co zwykle widziałem wokół siebie. Zastanawiałem się jednak, czy oficerowie, których widziałem na ceremonii, zdają sobie sprawę, jak bardzo teraz na nich liczymy. Oni wiedzą, że tradycyjnie polegamy na prawdzie i że ona może nas uchronić przed naszymi wrogami. Teraz potrzebujemy prawdy, aby ocaliła nas od samych siebie.

Fot. Pixebay

 

Amerykanie nie pozostają bierni wobec cyberzagrożenia ze strony Rosji. Spółka powiązana ze służbami specjalnymi USA pracuje nad projektem cybernetycznej „stalowej kopuły”, która ochroni infrastrukturę krytyczną przed atakami w sieci.

 

IronNet Cybersecurity Inc, startup na którego czele stoi były szef amerykańskiej National Security Agency – Keith Alexander, pozyskał fundusze w wysokości 78 milionów USD. Dzięki dofinansowaniu będzie m.in. rozwijał nową technologię umożliwiającą przesył danych o cyberzagrożeniach w czasie rzeczywistym o nazwie IronDome (z ang. stalowa kopuła). Ma być to szybszy i bardziej zautomatyzowany system niż dotychczas używane metody, co ma zapewnić lepszą ochronę amerykańskiej infrastruktury krytycznej.

 

Dotychczasowymi inwestorami Spółki byli IncForgePoint Capital i Kleiner Perkins Caufield & Byers. Do tego grona dołączyła ostatnio londyńska C5 Capital. Spółka IronNet ma siedzibę w Fulton, w stanie Maryland, zatrudnia 150 osób, wśród których są byli wysocy funkcjonariusze wojska i służb specjalnych; firma deklaruje, że nowo pozyskane fundusze zostaną wykorzystane na  opracowanie narzędzi przydatnych w cyberobronie i innych rozwojowych obszarach. 

 

Spółka została zatrudniona przez pięciu największych dostawców energii w USA w celu implementacji IronDome. Jej szef nie ujawnił, które to firmy, powiedział jednak że obsługują one 25 amerykańskich stanów. IronNet zapowiada opracowanie podobnych narzędzi, do wykorzystania w służbie zdrowia i w firmach sektora finansów. 

 

W ostatnim czasie rząd USA wystosował szereg ostrzeżeń dotyczących cyberzagrożeń ze strony Rosji, Korei Północnej i Iranu.

 

Źródło: Reuters

 

Fot. Pixebay

 

Koniec zimnej wojny przyniósł nowe wyzwania dla CIA. W lipcu 1997 r. George Tenet przejął kierownictwo nad CIA, która zmagała się z kryzysem tożsamości. Zimna wojna nie stanowiła już usprawiedliwienia dla ogromnego budżetu CIA. W rezultacie federalny rząd obniżył budżet i zatrudnienie w agencji. Był to również czas druzgocący dla „biznesu” szpiegowskiego. Stało się jasne, że główną rolę zacznie odgrywać technologia informacyjna (IT) i systemy komputerowe opracowane przez młodych przedsiębiorców na rynek komercyjny, a nie kosmiczna technologia militarna powstająca w tajnych laboratoriach na potrzeby zimnej wojny. Tak powstał In-Q-Tel…

Zobacz także część pierwszą tekstu

Ponadto problem stwarzały procedury, jeśli CIA miało potrzebę wsparcia ze strony sektora prywatnego, musiało „uruchamiać” przetarg. Zanim kontrahent wyprodukował i dostarczył technologie,   stawały się one przestarzałe i proces trzeba było zaczynać od nowa. CIA nie mogła też konkurować o kreatywne talenty informatyczne tak jak rynek komercyjny, którego działalność napędzała zysk i czas spędzony w Internecie. Uwagę Teneta zwróciło to co, mówił szef Dyrektoriatu Nauki i Technologii (w tym czasie komórka w CIA) dr. Ruth David, który zaproponował, aby CIA zlecała część swoich prac badawczo – rozwojowych sektorowi prywatnemu.

Po wielu dyskusjach w CIA i rozmowach z liderami sektora prywatnego, koncepcja przedsiębiorstwa kapitału podwyższonego ryzyka wspieranego przez CIA i wykorzystująca błyskotliwość młodych innowatorów w branży IT doszła do skutku. Zwrócono się do Normana Augustine’a, byłego dyrektora generalnego (CEO) firmy lotniczej i obronnej Lockheed Martin i poproszono aby był założycielem firmy, ponieważ miał doświadczenie i wiedzę niezbędną do założenia korporacji. W lutym 1999 r. CIA wprowadziła na rynek In-Q-Tel jako prywatną, niezależną organizację non-profit. Nowy podmiot opisywał swą misję w następujący sposób: „eksploatować i rozwijać nowe i istniejące technologie informacyjne oraz realizować prace badawczo-rozwojowe, które produkują innowacyjne rozwiązania najtrudniejszych problemów stojących przed CIA i społecznością wywiadowczą.” Miesiąc później In-Q-Tel otrzymała swoją pierwszą umowę z CIA. W ten sposób „Firma CIA” weszła w biznes.

Zdefiniowanie In-Q-Tel wyłącznie jako firmy typu venture capital jest nieco niedokładne. In-Q-Tel nazywał siebie dość trafnie „akceleratorem technologii” oraz „prywatnym, niepublicznym przedsiębiorstwem typu venture capital”. W odniesieniu do prac B+R firma ta opisywana była jako „strategiczna firma inwestycyjna”. Najlepsza jednak definicja dla tego modelu biznesowego została przygotowana przez przez BENS (Business Executives for National Security – organizację, która wspiera wymianę pomysłów między sektorem prywatnym i publicznym): „In-Q-Tel to ewoluujące połączenie różnych firm, non-profit oraz rządowych modeli badań i rozwoju (B+R). To model najbardziej zbliżony do korporacyjnego, strategicznego podmiotu typu venture capital – jak te utrzymywane przez duże firmy technologiczne”.

Bez względu na etykietę ważne jest, że In-Q-Tel jest niezależna od CIA i legalnie dokonuje inwestycji kapitałowych w firmy z sektora prywatnego, korzystając z funduszy rządowych. Oczywiście, In-Q-Tel wymagał finansowania i o ile fundusze kapitałowe same zbierają pieniądze zabezpieczając zaangażowany kapitał, to In-Q-Tel otrzymuje roczne około 37 milionów USD z budżetu CIA. Pieniądze te są inwestowane w kilkadziesiąt projektów. Chociaż może się to wydawać dziwne, takie wykorzystanie pieniędzy podatników, mieści się w ramach prawnych.

Zazwyczaj In-Q-Tel tworzy 12 – 15 inwestycji rocznie. Kiedy znajdzie firmę, która posiada ciekawą technologię i jest gotowa do jej dostarczenia, zazwyczaj zainwestuje w nią od 500 tysięcy do 3 milionów USD. Przy czym około 15-20% tej sumy inwestowanych jest w przedsiębiorstwo, a pozostała kwota w umowy licencyjne i dostosowanie technologii do konkretnych potrzeb CIA. Podobnie jak inne firmy typu venture capital, In-Q-Tel posiada stanowiska doradcze w zarządach spółek portfelowych. Jest to wymierna korzyść z pełnienia funkcji inwestora oraz realna możliwość wpływu na decyzje w zakresie wprowadzania zmian do firmy i jej produktów. Łącznikiem z In-Q-Tel jest komórka w CIA, zwana Centrum Interfejsu In-Q-Tel (QIC). Pozornie nienastawiony na zysk, In-Q-Tel generuje ze swoich spółek portfelowych zwrot. Kiedy realizuje zysk z wyjścia ze spółki portfelowej, zarząd może ponownie przydzielić fundusze na nowe projekty. Od 20% do 40% wynagrodzenia pracownika wpłacane jest do obowiązkowego funduszu pracowniczego. Z każdych trzech dolarów z tego funduszu In-Q-Tel inwestuje jednego dolara. Menedżerowie In-Q-Tel są wynagradzani inaczej niż zarządzający tradycyjnymi funduszami venture capital, ale mogą inwestować w firmy portfelowe.

Komentarz:

CIA poszukuje skutecznych rozwiązań, które będą mogły wspierać ją w realizacji misji. Czy jednak korzyści z tego wynikające są większe niż straty? Czy to właściwy model biznesowy, jeżeli większość zasiadających w radzie nadzorczej ma powiązania finansowe z firmami, w które inwestuje? To samo dotyczy członków Zarządu. Należy zadać poważne pytania o konflikt interesów osób, które są odpowiedzialne za inwestowania milionów dolarów rocznie z pieniędzy podatników. CIA prowadzi działalność „non profit”, ale lokuje państwowe pieniądze w prywatne firmy. Z drugiej jednak strony In-Q-Tel jest uczestnikiem życia gospodarczego capital venture  i zarząd spółki powinien dbać o interesy firmy i jej akcjonariuszy. Podobne zjawisko możemy zaobserwować w Polsce i być świadkiem emocji i problemów etycznych wiążących się z nim. Czy zatem podmiot działający w opisanym modelu posiada możliwość odniesienia „sukcesu” gospodarczego? Czy fakt zaangażowania finansowego administracji rządowej w startupy nie jest odczytywane przez innych jak swoistego rodzaju legitymizacja i zachęta do inwestowania, która stawia „wybrańca” w uprzywilejowanej sytuacji?  Z całą pewnością tak jest. Istnieją również poważne zagrożenia dla samej administracji, wynikające z zaangażowania międzynarodowego In-Q-Tel, które „wystawia” CIA na problemy z tego wynikające. Nie mam tu na myśli jedynie ujawniania zainteresowań i aktywów, ale sytuacje np. związane z arbitrażem, prawami autorskimi, postępowaniami odszkodowawczymi czy wreszcie prawem międzynarodowym i wojennym.

W czerwcu 2017 roku izraelska agencja wywiadowcza, Mossad, uruchomiła własny fundusz venture capital i zamierza inwestować w startupy. Libertad Ventures Fund – taką ma nazwę – przyznano do wydania 2,85 mln USD.  Pieniądze są przeznaczone dla firm pracujących nad technologiami, które mogą pomóc Mossadowi w jego działalności, ale to już inna historia, o której z pewnością usłyszymy niebawem od dziennikarzy śledczych i ekspertów bo zakres problemów do rozwiązania wynikający z opisywanego modelu biznesowego jest tak samo duży jak obszar do nadużyć.

Na podstawie: Northwestern Journal of International Law&Business

Fot. Pixebay

 

Amerykańskie służby ostrzegają, że niedoinwestowanie irackiego sektora naftowego może wpłynąć na wzrost cen ropy. Byłaby to dogodna sytuacja dla Rosji i Iranu.

Irackie lotnictwo przeprowadziło w ubiegłym tygodniu serie ataków na pozycje bojowników Państwa Islamskiego, którzy zmuszeni byli do wycofania się na terytorium Syrii.

Wprawdzie iracki premier Haider al-Abadi ogłosił ostateczne zwycięstwo nad IS w grudniu ubiegłego roku, ale siły te rozmieszczone wzdłuż granicy z Syrią, wciąż stanowią realne zagrożenie dla Iraku. Stąd atak irackich F16, przeprowadzony na terytorium Syrii.

Bagdad zapewnił przy okazji, ze wszystkie działania irackiego lotnictwa były uzgodnione na najwyższym szczeblu z władzami syryjskimi. Jak się okazuje nie tylko z nimi. W rozmowach poprzedzających działania irackiej armii uczestniczyli również Irańczycy oraz Rosjanie. Zachodnie służby wywiadowcze dostrzegają rosnący wpływ Rosji na sytuację w regionie, a także coraz żywsze reakcje Iranu.

To istotna informacja także w kontekście oświadczenia izraelskiego ministra obrony, który odniósł się do informacji o rychłym rozmieszczeniu w Syrii rosyjskich baterii rakietowych S 300, w ramach pomocy wojskowo – technicznej. Polityk stwierdził, że jeżeli zestawy te będą „ukierunkowane na niszczenie celów izraelskich, to Izrael zastrzega sobie prawo do ich zniszczenia”. Warto dodać, że w Syrii są już zestawy  S 300 i S 400, ale służą one wyłącznie do ochrony baz rosyjskich Tartus oraz Hmejmim.

Tymczasem Irak buduje swoje relacje na zasadach dwubiegunowości. Z jednej strony zabiega o dobre relacje z Iranem (w Iraku rządz centralny tworzą Szyici)  oraz z Rosją, która stara się nadawać ton sytuacji w regionie. Z drugiej jednak strony Bagdad stara się zabiegać o względy Waszyngtonu o czym pisałem prezentując sytuację w Basrze, na południu kraju. Irak czeka bowiem kosztowny program modernizacji i odbudowy kraju, który trudny będzie do zrealizowania bez zachodnich źródeł finansowania. Im bardziej amerykański prezydent podkreśla, że zaangażowanie USA nie może być znaczące, wobec blisko 15 mld $ wydanych w ostatnim czasie na operację wyparcia z Iraku sił IS, tym bardziej Irak spogląda w kierunku duetu Rosja – Iran.

CIA podkreśla w swoich raportach, że brak zdecydowanych inwestycji w sektor naftowy, z udziałem amerykańskich koncernów, grozi zmniejszeniem wydobycia ropy, co z kolei będzie czynnikiem podbijającym ceny surowca na światowych giełdach. A wyższe ceny, to uśmiech Putina.

Trwa więc swego rodzaju przeciąganie Iraku, którego rola jest zdecydowanie drugoplanowa, ale wpływ na sytuację w regionie nie do przecenienia.

Fot. Pixebay

 

W trakcie zeznań szefa Facebooka, Marka Zuckerberga, w domenie publicznej pojawiły się informacje o bliskich związkach firmy Cambridge Analytica, która przy wykorzystaniu danych Facebooka miała pomóc wygrać wybory Donaldowi Trumpowi, z innym podmiotem – Palantir Technologies, zajmującym się analizami danych, w którą zainwestowała organizacja In-Q-Tel. Podmiot ten stanowi inwestycyjne ramię CIA utworzone po to, aby identyfikować i inwestować w spółki rozwijające najnowsze produkty i technologie mogące służyć interesom USA.

Rosnącą koncentrację CIA na monitorowaniu mediów społecznościowych potwierdza fala inwestycji w przedsięwzięcia związane z tymi mediami. Dla agencji rządowych, które chcą śledzić ekstremistyczne ruchy polityczne, kryzysy, epidemie, katastrofy i oczywiście poznawać ogólnoświatowe trendy, jest to coraz ważniejsze. Gromadzenie informacji wywiadowczych o zagranicznych przeciwnikach ma również potencjalne korzyści dla zwalczania terroryzmu. Technologie „nadzoru” wspierane przez CIA są również wykorzystywane do egzekwowania prawa w kraju oraz przez sektor prywatny np. do śledzenia aktywistów.

In-Q-Tel to organizacja non-profit i fundusz inwestujący w firmy zajmujące się zaawansowanymi technologiami IT. Firma stanowi inwestycyjne ramię CIA utworzone po to, aby identyfikować i inwestować w spółki rozwijające najnowsze produkty i technologie mogące służyć interesom USA. Aktualnie z In-Q-Tel współpracują przedsiębiorcy prywatni, firmy zajmujące się rozwojem i badaniami oraz inwestorzy, aby dostarczać technologie zapewniające najlepsze możliwości działania dla CIA, Agencji Wywiadu Obrony (DIA), Krajowej Agencji Wywiadu Geoprzestrzennego (NGA) i Amerykańskiej Wspólnoty Wywiadowczej (IC). Nazwa funduszu nie jest przypadkowa. Celowo chciano wykorzystać mit Jamesa Bonda. Litera „Q” w nazwie funduszu pochodzi od postaci występującej w filmach o agencie „007” – szefa fikcyjnej naukowo – badawczej komórki  wywiadu Jej Królewskiej Mości. „In” jest skrótem od intelligence.

In-Q-Tel – pierwotnie nazwany Peleus, został założony min. przez Norma Augustine’a, byłego dyrektora generalnego Lockheed Martin. Jednak początki korporacji można łączyć z dr. Ruth A. Davidem, który w latach 90 – tych był szefem Dyrektoriatu ds. Nauki i Technologii CIA. Promował on znaczenie szybkiego rozwoju technologii informacyjnej dla tej organizacji. Gilman Louie  został pierwszym CEO w In-Q-Tel. Charyzmatyczny twórca gier wideo, który właśnie sprzedał swoją firmę za miliony USD był wiarygodny i znany w Dolinie Krzemowej. Jedną z pierwszych inwestycji In-Q-Tel w dziedzinie analityki mediów społecznościowych był Palantir. W 2011r.  grupa hakerska LulzSec ujawniła, że Palantir miał dostać propozycję zaangażowania się w inwigilację działaczy związków zawodowych oraz innych krytyków Amerykańskiej Izby Handlowej (największa grupa lobbingowa w Waszyngtonie). Firma miała zrezygnować z planów po tym jak ujawniono, w wyniku wycieku komputerowego, korespondencję z nieistniejącej już firmy HBGary Federal, założoną przez Grega Hoglunda. Spółka ta miała świadczyć usługi i dostarczać narzędzi informatycznych rządowi USA.

W 2010 r. Aaron Barr, dyrektor generalny HBGary Federal, twierdził, że może wykorzystać media społecznościowe do gromadzenia informacji na temat hakerów i że użył swoich technik do infiltracji aktywistów Anonymous częściowo za pomocą Facebooka, Twittera i inżynierii społecznej. Jego opublikowane później maile potwierdzały zamiar ujawnienia informacji na temat tożsamości aktywistów Anonymous na konferencji B-Sides i sprzedaży jej potencjalnym klientom, w tym FBI. W dniach 5-6 lutego 2011 r. hakerzy zaatakował portal HBGary Federal. Skopiowali dziesiątki tysięcy dokumentów i opublikowali dziesiątki tysięcy maili w Internecie. Niektóre ujawnione dokumenty pokazywały, że HBGary Federal pracowała na rzecz Bank of America, by zapobiec planowanemu opublikowaniu wewnętrznych dokumentów banku przez WikiLeaks. W działania te miały być również zaangażowane Palantir Technologies, Berico Technologies oraz kancelaria Hunton & Williams (rekomendowana przez Bank of America i Departament Sprawiedliwości USA).

W portfelu inwestycyjnym In-Q-Tel znajduje się kilkadziesiąt firm technologicznych, m.in. Dataminr, Geofeedia, PATHAR i TransVoyant. Te cztery firmy zapewniają unikalne narzędzia do pozyskiwania danych z platform takich jak Twitter. Dataminr bezpośrednio absorbuje z Twittera strumień danych w celu wizualizacji oraz szybkiego wykrycia trendów i zagrożeń. Działa w imieniu organów ścigania i na rzecz funduszy hedgingowych. Geofeedia specjalizuje się w zbieraniu geotagów z platform takich jak Twitter i Instagram, aby monitorować wydarzenia w czasie rzeczywistym. Firma sprzedaje swoją zdolność do śledzenia protestów aktywistów departamentom policji i korporacjom w celu ochrony ich interesów. Promuje swoje badania nad aktywistami Greenpeace, studenckimi demonstracjami i innymi ruchami politycznymi. Departamenty policji w Oakland, Chicago, Detroit i innych dużych miastach podpisały umowy z Geofeedią. Zrobiły to także prywatne firmy, takie jak: Mall of America i McDonald’s. Lee Guthman, dyrektor generalny w firmie Geofeedia, powiedział w jednym z wywiadów, że jego firma może przewidzieć potencjał agresji w protestach poprzez wykorzystanie lokalizacji i preferencji wyrażonych w tweetach. Produkt Pathar, Dunami, jest używany przez FBI (Federalne Biuro Śledcze) do „kopania” Twittera, Facebooka, Instagramu i innych mediów społecznościowych w celu określenia sieci powiązań, ustalenia centrów wpływów i potencjalnych oznak radykalizacji.

TransVoyant, założony przez byłego wiceprezesa Lockheeda Martina, Dennisa Groseclose, zapewnia podobną usługę, analizując wiele punktów danych dla tak zwanych decydentów IT. Ich zespół współpracował z armią amerykańską w Afganistanie nad integracją danych z satelitów, radarów, samolotów rozpoznawczych i dronów.

In-Q-Tel dokonała szeregu publicznych inwestycji w firmy specjalizujące się w skanowaniu dużych zbiorów danych online.

Duża transza inwestycji In-Q-Tel pojawiła się po tym, jak CIA zreorganizowała swoje działania w Dolinie Krzemowej, powołując Dyrektoriat ds. Innowacji Cyfrowych, którego zadaniem jest opracowywanie i wdrażanie najnowocześniejszych rozwiązań poprzez bezpośrednie zaangażowanie sektora prywatnego.

W 2009 r. fundusz nawiązał współpracę z Visible Technologies, która zarządza ochroną wizerunku w Internecie, identyfikując wpływ „pozytywnych” i „negatywnych” wpisów dla danego tematu na różnych forach internetowych. In-Q-Tel nawiązało również współpracę z NetBase, kolejną firmą zajmującą się analizą mediów społecznościowych, która zachwala swoją umiejętność skanowania “miliardów źródeł w publicznych i prywatnych informacjach online” w celu prognozowania zdarzeń w przyszłości (Recorded Future).

Kolejnym przykładem projektów finansowanych przez In-Q-Tel było opracowanie technologii geoprzestrzennej Google Earth, która wzbudziła szereg kontrowersji i w niektórych krajach została zakazana w związku z ryzykami związanymi z bezpieczeństwem i prywatnością. Produkt ten opracował startup opłacany przez In-Q-Tel, Keyhole EarthViewer. Technologia dała początek amerykańskiej NGA aktualnie odpowiedzialnej za wykorzystanie i analizę danych geograficznych.

Sektory publiczny i prywatny powinny być zachęcane do współpracy i wysiłków w ramach B+R (Badania i Rozwój), bo jest to rzeczywiście niezbędne dla poszukiwania skutecznych rozwiązań, które będą mogły wspierać służby w realizacji ich działań. Zanim jednak CIA będzie mogła sobie pogratulować sukcesu i innowacyjnego podejścia do swojej misji, In-Q-Tel, ma jeszcze jedną rolę do spełnienia. Jak powiedział Gilman Louie: “CIA i reszta rządu muszą złapać ducha przedsiębiorczości i ryzyka, który napędza rewolucję technologiczną w Dolinie Krzemowej”. Czy to się stanie zobaczymy?

Źródło: na podstawie The Intercept

Fot. Pixebay

 

Administracja amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa oskarża Rosję o rozpoczęcie nowej operacji polegającej na ingerencji w amerykańską sieć energetyczną.

Przedstawiciele organów bezpieczeństwa USA twierdzą, iż FBI, Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz służby wywiadowcze ustaliły, że rosyjski wywiad stoi za atakami wymierzonymi w amerykański sektor energetyczny. Twierdzą oni, iż Rosjanie uzyskali dostęp do systemu energetycznego i „prowadzili szeroko zakrojony rekonesans” systemów kontroli tego sektora.

Funkcjonariusze twierdzą, że pomogli firmom energetycznym usunąć Rosjan ze wszystkich systemów, w których stwierdzono ich obecność. Informacja przekazana mediom ma uczulić firmy amerykańskiego sektora energetycznego. Powyższa informacja została przekazana przedstawicielom mediów pod warunkiem zachowania anonimowości źródeł.

Źródło: Associated Press

Fot. Pixebay

 

Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, powołał na stanowisko szefa CIA pierwszą w historii kobietę. Jest nią Gina Haspel.

Gina Cheri Haspel (ur. 1.10.1956 r.) wstąpiła do CIA w 1985 roku. W ostatnich latach obejmowała w Agencji wysokie stanowiska: była szefem sztabu Centrum Antyterrorystycznego pod wodzą Jose Rodrigueza zaś od w 2013 roku zastępcą szefa w National Clandestine Service (dziś Directorate of Operations), jednostki odpowiadającej za przeprowadzanie tajnych operacji na całym świecie. W 2017 roku mianowana zastępcą szefa CIA, dziś obejmuje nadzór nad Agencją. Jako oficer operacyjny działający w obszarze walki z terroryzmem uczestniczyła w operacjach, które wzbudziły szereg kontrowersji i miały poważne skutki polityczne.

W 2002 roku miała nadzorować tortury wobec dwóch podejrzanych o terroryzm (Abu Zubayda i Abd al-Rahim al-Nashiri) później rzekomo uczestniczyła w niszczeniu taśm wideo dokumentujących brutalne przesłuchania w tajnym więzieniu (tzw. „Kocie oko”) w Tajlandii. Agencja utrzymuje z kolei, że decyzję o zniszczeniu nagrań podjął ówczesny szef Haspel, Jose Rodriguez.

W grudniu 2014 roku Europejskie Centrum Praw Konstytucyjnych i Praw Człowieka wszczęło postępowanie karne przeciwko kilku agentom CIA, po opublikowaniu przez Komisję Senacką Stanów Zjednoczonych raportu o torturach przeprowadzonych przez amerykańskie agencje wywiadowcze. Na liście nazwisk znalazła się także Gina Haspel.
Trzy lata później – 7 czerwca 2017 roku – Europejskie Centrum Praw Konstytucyjnych i Praw Człowieka wezwało Prokuratora Generalnego Niemiec do wydania nakazu aresztowania Haspel za nadzorowanie ośrodka tortur wobec podejrzanych o terroryzm. Skierowana przeciwko niej skarga dotyczy głównie stosowanych tortur wobec Abu Zubaydy.

Gina Haspel była wielokrotnie odznaczona za wybitne osiągnięcia w służbie .

Źródło: The Washington Post

Fot. CIA