Home Posts tagged dezinformacja

Litwa jest dziś jednym z liderów walki z dezinformacją a jej specyficzne doświadczenia są analizowane nie tylko w ramach Unii Europejskiej, ale i NATO.

W maju Litwę czekają bardzo ważne wybory parlamentarne. Tamtejsze służby nie mają wątpliwości, że przy okazji zbliżającej się kampanii uaktywnią się przede wszystkim liczne ośrodki prorosyjskie.

Trzeba jednak zauważyć, że Litwa w ostatnich latach wykonała ogromną pracę w obszarze walki z dezinformacją. Zastosowano przy tym bardzo ciekawy model opierający się w dużej mierze na bliskiej współpracy mediów, organów państwa (w tym służb specjalnych oraz armii) i społeczeństwa. Dlatego dziś obawy związane z wrogimi działaniami Moskwy, są oczywiście traktowane z należytą powagą, ale nie budzą paniki.

Jeszcze dekadę temu Bruksela utożsamiała dezinformację z wolnością słowa a problem wydawał się marginalny i dotyczył raczej wschodniej części kontynentu. Działania Rosji tłumaczono naturalnym resentymentem do utraconej strefy wpływów. Natomiast z biegiem czasu ingerowanie wschodnich sił w wewnętrzne sprawy poszczególnych państw zaczęło wyraźnie przesuwać się na zachód. Rosjanie doskonale wykorzystali okres resetu w relacjach ze swoim państwem, z jakim mieliśmy do czynienia w okresie pierwszej kadencji prezydenta Baracka Obamy. Specjaliści podkreślają, że lata 2008 – 2012 to szczyt rosyjskiej aktywności w sferze budowania fundamentów pod działania, które obserwujemy obecnie. Chodziło przede wszystkim o pozyskiwanie agentów wpływu, plasowanie własnej miękkiej agentury (zorientowanej na dystrybucję a nie pozyskiwanie informacji) w środowiskach opiniotwórczych czy wreszcie zaangażowanie kapitałowe umożliwiające nawiązanie bliskiej współpracy z mediami. Dezinformacja staje się bowiem znacznie bardziej skutecznym narzędziem, jeżeli w danym państwie istnieją ośrodki, które powielają i odpowiednio modyfikują przekaz. Tak by informacja zaczęła żyć własnym życiem.

Początkowo Zachód nie zdawał sobie sprawy z potencjalnej siły rażenia tzw. fake newsów. Nawet jeżeli przekaz wydawał się, delikatnie rzecz ujmując, zniekształcony, powoływano się na konieczność obrony wolności wypowiedzi. Dziś, po bardziej lub mniej oczywistych próbach wpływania na rzeczywistość wielu zachodnich państw, problem dezinformacji stał się jak najbardziej realny. Większość państw UE doświadczyła już konsekwencji zewnętrznej ingerencji i próby wpływu na kształtowanie opinii w sferze społeczno – politycznej.

W Hiszpanii było to umiejętne podsycanie nastrojów separatystycznych w odniesieniu do Katalonii, we Francji podtrzymywanie tlącego się od kilkunastu tygodni protestu żółtych kamizelek, przy jednoczesnym wspieraniu skrajnej prawicy. W Niemczech – fałszywe informacje o gwałtach na nieletnich Rosjankach, incydentach z udziałem żołnierzy US Army czy wreszcie próba wzniecenia niepokojów związanych z imigrantami (zamieszki w Chemnitz). Najbardziej jednak spektakularnym i namacalnym jednocześnie przykładem skuteczności takich działań okazało się brytyjskie referendum ws. opuszczenia struktur Unii Europejskiej. Wydarzenie to, w dużej mierze finansowane przez ośrodki związane z Rosją (o czym pisaliśmy wielokrotnie) udowodniło, że przy pomocy m.in. mediów oraz mediów społecznościowych da się skutecznie destabilizować sytuację nie tylko w danym państwie, ale szerzej, w regionie. Niewykluczone, że w najbliższym czasie będziemy świadkami wzrostu napięcia związanego z koniecznością restytucji granicy pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną (w następstwie Brexit), co znowu da pole do popisu siewcom dezinformacji.

Tymczasem kłamstwo nie ma się nijak do wolności słowa – tak można określić w skrócie dewizę, którą kieruje się Litwa.

Litwie udało się zbudować coś w rodzaju platformy wojskowo – medialno – społecznej. Ale właśnie udział wojska i litewskich służb budzi w tej sprawie największe emocje. Wojsko na bieżąco śledzi to, w jaki sposób rozprzestrzeniane są w mediach (społecznościowych i tradycyjnych) poszczególne informacje oraz to, gdzie mają swoje źródła. Nagminnie zgłaszane i eliminowane są fałszywe konta tzw. farm trolli zlokalizowane czy to na Faceebooku czy na Twitterze.

Internet to jedno, a stacje telewizyjne promujące politykę Kremla to drugie. Zresztą problem wydaje się ogólnoeuropejski. Ostatni przykład? Russia TV, teraz promująca się pod nazwą RT, w zasadzie nieustannie transmitowała przebieg zamieszek w Paryżu, zdecydowanie podgrzewając atmosferę poprzez podawanie zawyżonych danych dotyczących liczby demonstrujących, ale też upowszechniając niesprawdzone (czy wręcz nieprawdziwe) informacje, dotyczące szczegółów starć z policją. Próbowano budować atmosferę rewolucji.

Litwini zauważyli, że tradycyjne media, w poszukiwaniu oszczędności, często kupują niemalże gotowy do emisji produkt, znacznie poniżej kosztów własnej produkcji. Na Litwie tego typu produkcje można dziś oglądać aż w 10 stacjach telewizyjnych – informuje The Financial Times, który zgłębiał to zagadnienie. Często niewinne, wydawałoby się codzienne problemy, wykorzystywane są do umiejętnej promocji Rosji i polityki Kremla, ukazując jednocześnie Zachód jako źródło wszelkiego zła – czy to w ujęciu kulturowym, społecznym czy politycznym.

Dlatego Litwa jako pierwsza, starała się dostosować przepisy prawne do nowej rzeczywistości. Rząd podkreśla, że chodzi o umożliwienie realnej walki z rażącymi przypadkami dezinformacji, a nie o ograniczanie debaty publicznej. Jednym z takich narzędzi jest przepis, który pozwala władzom zamknąć na 48 godzin, bez nakazu sądowego, serwery podmiotów wykorzystywanych do szerzenia lub rozpowszechniania dezinformacji. Dotyczy to także udziału w prowadzeniu cyberataków. Litewski MON przyznaje, że to drastyczne przepisy, ale wskazuje również, że zwykle ataki dezinformacyjne są mocno zintegrowane z atakami cybernetycznymi. Dobrym przykładem jest akcja z ubiegłego roku, kiedy to hakerzy wykorzystali naruszenie infrastruktury cyfrowej stacji telewizyjnej, aby umieścić w jej zasobach fałszywą historię dotyczącą jednego z ministrów. Materiał, opracowany na pierwszy rzut oka przy pomocy zwykłego dokumentu typu Word, sam wysłał się do sieci a także trafił na fora dyskusyjne. Tego typu przypadków będzie coraz więcej.

Ale służby i armia nie dysponują odpowiednimi środkami, aby samodzielnie walczyć z dezinformacją. I tu z pomocą przychodzi ruch tzw. Elfów. To wolontariusze, którzy sami starają się identyfikować i zwalczać rosyjskie trolle, pojawiające się w litewskiej sieci. Ich liczba stale rośnie, możemy mówić o tysiącach osób, wśród których są i dziennikarze, i specjaliści IT, ludzie biznesu, studenci czy naukowcy. Ich celem jest z jednej strony jak najszybsza identyfikacja fałszywych informacji, zanim zaczną żyć własnym życiem w sieci, z drugiej próba ustalenia źródła dezinformacji.

To trudne zadanie, tym bardziej, że przeciwnicy też się uczą i coraz lepiej rozumieją litewską specyfikę. Dlatego koncentrują swoją uwagę tam, gdzie najłatwiej jest znaleźć słabe punkty w społeczeństwie litewskim. Innymi słowy, analizują sytuację na bieżąco i docierają do najbardziej sfrustrowanych grup.

Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest strona Demaskuok.lt – platforma stworzona do walki z dezinformacją przez instytucje państwowe, dziennikarzy i przedstawicieli organizacji pozarządowych. Dzięki Demaskuok.lt możliwe jest skanowanie nawet 20.000 artykułów dziennie z ponad 1000 źródeł, a dzięki zaawansowanym narzędziom informatycznym udaje się wyłapać te fałszywe – zarówno brzmiące irracjonalnie jak i te wyglądające na prawdziwe. Zresztą większość badań pokazuje, że ludzie mają coraz większy problem z oceną wiarygodności informacji a margines tolerancji dla absurdu znacznie się przesunął. Mówiąc wprost im większy zalew informacji tym łatwiej jest nas nabrać. Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia – rośnie liczba odbiorców informacji, którzy korzystają już tylko z jednego źródła jakim jest internet. A tu dezinformacji było bez liku. W ubiegłym roku zalew fake newsów był rekordowy. W sieci można było przeczytać m.in. i o wypadku drogowym, w wyniku którego śmierć poniósł chłopiec zmiażdżony przez pojazd wojskowy NATO i o testach broni biologicznej w krajach bałtyckich prowadzonych przez Sojusz Północnoatlantycki, ale i o UFO zestrzelonym nad Litwą. Jednej z grup hakerskich udało się także przemycić fałszywą informację o planach NATO inwazji na Białoruś.

Przeciwnicy ścisłej współpracy mediów i służb oraz armii obawiają się o konflikt interesów i tu upatrują zagrożenia. Czy zbyt bliska relacja z organami państwa nie zacznie działać w drugą stronę, to jest czy nie doprowadzi do prób recenzowania informacji?

Litwini twierdzą, że nie ma podstaw do obaw, tym bardziej, że w projekt zaangażowane są często konkurujące ze sobą na co dzień, prywatne redakcje, dla których cytowalność i walka o news pozostają kluczową kwestią biznesową.

Ale są w UE kraje takie jak np. Holandia, gdzie litewskie rozwiązania budzą poważne wątpliwości. Zresztą nie tylko tam. Cytowany przez The Financial Times dyplomata unijny podkreśla, że sprawa jest bardzo delikatna. Trzeba zachować szczególną ostrożność, bo nie da się wprost przenieść rozwiązania litewskiego do innych państw UE. Każdy ma nieco inną wrażliwość i inne doświadczenia historyczne. Dlatego nie można jedną miarą traktować wszystkich.

Tylko, że UE sprawia wrażenie dość nieporęcznej w walce z dezinformacją. Unia nie ma własnej służby wywiadowczej a współpraca pomiędzy poszczególnymi służbami zawsze nacechowana będzie jakimś promilem nieufności. Z drugiej strony grupa zadaniowa East Stratcom, działająca w ramach EU ma wciąż bardzo organiczne zasoby ludzkie – to ledwie kilkanaście osób współpracujących z około 500 wolontariuszami.

Unijni dyplomaci twierdzą, że grupa otrzymała wprawdzie dodatkowe środki na „dalszą profesjonalizację” ale podkreślają, że w ubiegłym roku East Stratcom musiała wycofać trzy nieprawdziwe oskarżenia o dezinformację przeciwko holenderskim mediom. W jednym przypadku z powodu złego przetłumaczenia fragmentu tekstu, innym zaś razem tekst satyryczny potraktowano jako informacyjny.

Wpadki zdarzają się wszystkim, ale warto pamiętać, że żyjemy w czasach konfliktu, więc nie powinniśmy udawać, że go nie ma. Zresztą wybory europejskie i związane z nimi wydarzenia będą doskonałym materiałem analitycznym, pozwalającym na dokładniejsze określenie skali zagrożenia.

Fot. Pixabay

Starsi pracownicy CIA przez lata intencjonalnie oszukiwali część personelu agencji, przekazując wewnętrzne notatki, które zawierają fałszywe informacje o operacjach i zagranicznych źródłach. Według obecnych i byłych amerykańskich urzędników, praktyka znana była pod pojęciem "mydlenia oczu”.

Weterani agencyjni opisali tę taktykę jako sporadycznie stosowany, ale istotny środek bezpieczeństwa, służący do ochrony ważnych tajemnic poprzez wprowadzanie fałszywych komunikatów do rutynowego obiegu informacji, który wykorzystuje inne kanały niż te służące do przekazywania szczegółowych informacji sprawdzonym odbiorcom.

Urzędnicy senaccy jednak twierdzili, że dzięki takim działaniom powstaje obszar do nadużyć. „Nie ma uzasadnienia dla takiej sytuacji poza wewnętrzną nieufnością wynikającą z praktyki”. Nie istnieje jasny mechanizm oznaczania kanałów łączności służących „mydleniu oczu” lub odróżnianiu fałszywych informacji od zapisów analizowanych przez inspektora generalnego CIA, przekazanych Kongresowi  USA lub odtajnionych dla historyków. 

Senackie śledztwo ujawniło przypadki „mydlenia oczu”, które odbywało się w ramach wieloletniego programu przesłuchań CIA. Według urzędników, Senacki Komitet Wywiadowczy wykrył rażące niespójności w komunikatach CIA o tajnych operacjach, w tym atakach  przy użyciu dronów.Co najmniej dwa przypadki „mydlenia oczu” są opisane w niejawnej wersji raportu końcowego komisji senackiej , według urzędników, którzy zapoznali się z dokumentem.

W jednym przypadku kierownictwo z centrali CIA wysłało spreparowaną  informacje do stacji agencji w Pakistanie, mówiąc, że operatorzy dronów nie byli upoważnieni do przeprowadzenia potencjalnie śmiertelnej operacji przeciwko domniemanemu członkowi Al-Kaidy znanemu jako Abu Zubaida. Natomiast drugi zestaw instrukcji skierowany do ograniczonego kręgu odbiorców kazał zignorować tą informacje i kontynuować misję.

“Ludzie na niższych stanowiskach, którzy nie mieli dostępu do informacji poufnych, byli okłamywani” – powiedział senacki urzędnik USA, który zapoznał się z raportem. “Zostali celowo oszukani.”

CIA odpowiedziało, że ich praca polega na permanentnym prowadzeniu operacji, które mają na celu dezinformację zagranicznych rządów oraz przeciwników, ale śledczy stwierdzili, że „mydlenie oczu” jest zasadniczo czymś innym, ponieważ ma być skierowane do wewnątrz – na dezinformację wśród niższej rangi pracowników agencji. Jednak nawet wśród weteranów CIA istnieją problemy w świadomym rozumieniu czym jest  „mydlenie oczu”.

Pięciu byłych wysokiej rangi urzędników CIA, w tym kilku, którzy pracowali u radcy generalnego lub w biurach inspektora generalnego, powiedziało, że nigdy nie słyszeli tego terminu ani nie spotkali praktyki korzystania z komunikacji wewnętrznej w celu wprowadzenia w błąd pracowników agencji.Fred Hitz, który pełnił funkcję inspektora generalnego CIA od 1990 do 1998 roku, powiedział, że intencjonalne wprowadzanie w błąd jest obarczone ryzykiem. “Ktoś, kto nie jest zorientowany, może podjąć działania na podstawie fałszywych informacji”, powiedział Hitz. “To naprawdę zabawa z ogniem.”Inni twierdzili jednak, że „mydlenie oczu” było standardową praktyką bezpieczeństwa, która istniała od dziesięcioleci. “To tylko kolejna forma weryfikacji odbiorców poufnych informacji” – powiedział długoletni pracownik wywiadu USA.

„Klasyczne „mydlenie oczu”  polega na tym, aby ograniczyć  dostęp do naprawdę poufnych informacji, komuś kto jest mało znaczący” – powiedział były pracownik CIA. “Możliwe, że fałszywy przekaz będzie mówił wtedy, że nasze źródło zostało potrącone przez autobus i zmarło. Duża liczba osób świadomych jego istnienia pomyśli, że nie żyje. Jednak ono ciągle będzie raportowało, a informacje od niego będą przechowywane w niedostępnym pomieszczeniu, o którym niewiele osób wie”.

Byli urzędnicy CIA, dokumentowali procedurę wdrożenia metody „mydlenia oczu” relatywnie rzadko. Podczas kariery, która trwała ponad dwie dekady, zdarzało się to tylko pięć lub sześć razy.

Prawo federalne traktuje jako przestępstwo przypadki, gdy pracownik rządowy “ukrywa, fałszuje lub dokonuje nieprawdziwego wpisu” w oficjalnym rejestrze. Prawnicy twierdzą, że znają sytuacji zwolnienia pracownika CIA od odpowiedzialności karnej za takie postępowanie, ale też nie słyszeli o próbie ścigania urzędników agencji za domniemane naruszenia. CIA odmówiła komentarza.

Wydaje się, że śledczy natknęli się na kilka przypadków „mydlenia oczu” w sprawie użycia przez CIA surowych metod przesłuchań wobec rzekomych agentów Al-Kaidy. Ponadto, w jednym z przypadków śledczy ustalili, że funkcjonariusze CIA w Pakistanie rozprzestrzeniali fałszywe informacje o tym, że wyższy rangą członek Al-Kaidy poniósł śmierć w wyniku fali przemocy plemiennej w północno-zachodnim Pakistanie, podczas gdy w rzeczywistości bojownik został zabity podczas ataku samolotu bezzałogowego. Wydaje się, że komunikat taki został spreparowany, aby ukryć śmiertelną zdolność agenta agencji – nawet wśród pracowników z siedzibą w Pakistanie i wyczyszczonych w celu postępowania z informacjami niejawnymi – zanim kampania dronów była szeroko dostępna.

Kwestia tego tematu byłaby szeroko rozpowszechniona w CIA, jak powiedzieli urzędnicy, w tym wśród setek analityków i innych pracowników agencji antyterrorystycznej. Mógł być również być dostępny dla urzędników innych agencji, choć urzędnikom nie są znane żadne symptomy tego, że fałszywe twierdzenia o śmierci bojownika krążyły poza CIA. Kilku z nich zauważyło też, że nie istnieją niezawodne sposoby, aby uniknąć powieleniu fałszywych informacji w raportach analitycznych, które są wysyłane do Pentagonu lub Białego Domu. “Każdy w CTC ma dostęp do kanałów operacyjnych”, powiedział były amerykański urzędnik znający sprawę, odnosząc się do Centrum Antyterrorystycznego agencji. “A co jeśli ktoś wytworzy dokument na podstawie tych informacji? Jak to kontrolujesz? “

Byli urzędnicy CIA zaangażowani w przygotowanie i wysyłanie dezinformacji powiedzieli, że nigdy nie widzieli, aby ta praktyka spowodowała poważne reperkusje przez dezorientację kierownictwa agencji. Mimo to przyznali, że wewnętrzne mechanizmy zarządzania kanałami informacyjnymi wykorzystywanymi do „mydlenia oczu” są w dużej mierze nieformalne. W dużym stopniu są tworzone przez tych, którzy są zaangażowani w wysyłanie dezinformacji, aby mogli wyjaśnić sprawę zdezorientowanym współpracownikom i powstrzymać wszelkie negatywne skutki. Teoretycznie ci, którzy przesyłają dezinformacje, mają za zadanie również wytłumaczyć i wyjaśnić audytorom, historykom lub innym osobom z zewnątrz, jaki był cel „mydlenia oczu”. Sceptycy opisali to zabezpieczenie jako niewystarczające. “Kiedy wprowadzasz fałsz do strumienia komunikacyjnego, możesz zdestabilizować cały system nadzoru nad wywiadem i zgodności z prawem”, powiedział Steven Aftergood, ekspert ds. tajemnicy rządowej w Federacji Amerykańskich Naukowców.

“Nie tak dawno temu mieliśmy dyrektora wykonawczego CIA, który zajmował się działalnością przestępczą – nie chcesz, żeby ktoś taki jak on wykorzystywał kanał informacyjny do „mydlenia oczu” – powiedział Aftergood, odnosząc się do Kyle’a “Dusty’ego” Foggo, który w 2008 roku przyznał się do zarzutów korupcyjnych. “To sprawia, że zbyt łatwo można ukryć złe uczynki”.

Bardziej wyszukany przypadek „mydlenia oczu” opisany został w obszernej części raportu Senatu dotyczącego Abu Zubaidy, który został uznany za współpracownika Al-Kaidy i zatrzymany jako pierwszy po ataku terrorystycznym 11 września 2001 roku. Przed jego zatrzymaniem agenci CIA w Pakistanie poinformowali centralę, że zbliżają się do Abu Zubaidy i najwyraźniej poprosili o potwierdzenie, czy są upoważnieni do zaplanowanie operacji mającej na celu zabicie go.

Przedstawiciele CIA w centrali odpowiedzieli fałszem, który został szeroko rozpowszechniony wśród przedstawicieli agencji w Islamabadzie, ostrzegając stację, że nie ma uprawnień do planowania takiej misji, jak twierdzili byli urzędnicy USA. Jednak wiadomość ta została zastąpiona inną,  która była adresowana do niewielkiego kręgu operatorów, aby byli gotowi do kontynuowania misji.Odbiorcy tej nadrzędnej wiadomości zostali również poinformowani, że tylko fałszywa informacja pozostanie w rejestrach agencji i że „Zatwierdzenie aktywności”  zostanie “usunięte z systemu”.

Nie jest jasne, w jaki sposób senatorowie z komisji śledczej odkryli wykluczające się notatki, ale kilku urzędników zauważyło, że komitet miał dostęp do ponad 6,3 miliona stron wewnętrznych dokumentów CIA i mógł znaleźć w poczcie e-mail ślady, które nie zostały wyczyszczone.

Obecni i byli urzędnicy CIA twierdzili, że operacja zaplanowana w tej sprawie nigdy nie została zrealizowana. Zamiast tego Abu Zubaida został ciężko ranny i schwytany we wspólnej akcji CIA-Pakistanu na terenie w Faisalabad.

Robert Grenier, który był wówczas głównym operatorem CIA w Islamabadzie, odmówił komentarza w sprawie komunikacji między stacją w Pakistanie, a siedzibą agencji. Ale Grenier powiedział, że oficerowie CIA w Pakistanie “nigdy nie zostali upoważnieni do zabicia Abu Zubaidy”.

Inni obecni i byli pracownicy CIA zakwestionowali zapisy w raporcie senackim, mówiąc, że nie pamiętają,  przekazywania kiedykolwiek  dezinformacji i że nie można sobie wyobrazić, by kierownictwo agencji wysyłało celowo fałszywe wskazówki dotyczące kwestii prawnych, nie mówiąc już o zabójstwie. “Nigdy nie słyszałem pojęcia „mydlenie oczu” stosowanego w sposób, który opisujesz – powiedział jeden z byłych urzędników CIA.

Senator Dianne Feinstein (D-Calif.), były przewodniczący komisji wywiadu, który stał na czele wieloletniego dochodzenia w sprawie programu przesłuchań, odrzucił prośbę o komentarz.

Kopie tajnego raportu Senatu zostały przekazane przynajmniej pół tuzinowi jednostek federalnych, w tym Pentagonowi, FBI, Departamentowi Sprawiedliwości i Białemu Domowi, chociaż wiele kopii nie zostało otwartych z powodu utrzymujących się sporów prawnych i kongresowych.

Kilkunastu byłych oficerów CIA miało prawo przeczytać raport przed jego wydaniem. Poszerzając krąg zainteresowanych, poza komitet wywiadu dokument ten został także udostępniony członkom Kongresu i niektórym doradcom Kongresu.

Odesłania do XIX wiecznego terminu „mydlenia oczu” pojawiły się w książkach o szpiegostwie, a także w artykule na stronie internetowej CIA. W misji przedstawionej w filmie “Argo” agenci operacyjni wcielili się w rolę filmowców, aby uratować personel amerykańskiej ambasady USA w Iranie. Artykuł CIA na temat tej operacji opisuje rzekomo fałszywe wizje reżysera filmu jako „dobrego mydlenia oczu”, aby pomóc w legendowaniu podstępu.

Praktyka wysyłania fałszywych notatek wewnętrznych pochodziła z epoki zimnej wojny, charakteryzującej się częstymi polowaniami na „wtyczki” , którymi byli pracownicy CIA zwerbowani przez sowieckich szpiegów. Doprowadziło to do aresztowań za sprzedawanie tajemnic Moskwie takich agentów jak Aldrich Ames.

Pracownicy CIA powiedzieli, że analizując przykład Amsa dezinformacja może uchronić przed penetracją prowadzoną przez takich agentów. Jest natomiast nieskuteczna jeżeli służy wprowadzaniu w błąd, prawdopodobnie lojalnych, ale niższych szczebla pracowników, którzy mogą nieumyślnie ujawnić poufne informacje znajomym lub współpracownikom.

„Uczestnikami, normalnego obiegu informacji są prawie wszyscy na stacji” – powiedział były pracownik CIA, który zajmował wysokie stanowiska w Afganistanie i Pakistanie. “Nie chcę, żeby setki ludzi było w okłamywanych”.

Źródło: The Washington Post

Fot. Pixabay

Rosyjski projekt "Lakhta" miał zdestabilizować Stany Zjednoczone

Rosyjski projekt Lakhta miał budżet 35 mln USD. Jego głównym celem była ingerencja w amerykański proces wyborczy. Departament Sprawiedliwości USA oskarżył 44-letnią Rosjankę Elenę Kusjanową o jego koordynację.

Elena Kusjanowa zarządzała finansami “Projektu Lakhta”, który został sfinansowany przez rosyjskiego oligarchę Jewgienija Prigożina, współpracownika prezydenta Rosji Władimira Putina oraz dwie kontrolowane przez niego firmy: Concord Management and Consulting i Concord Catering.

Lakhta to nazwa dzielnicy w Sankt Petersburgu, w pobliżu siedziby Internetowej Agencji Badawczej, rosyjskiej fabryki trolli, która stała się przedmiotem zainteresowania amerykańskich prokuratorów.

Rosyjski projekt Lakhta miał budżet 35 mln USD. Jego głównym celem była ingerencja w amerykański proces wyborczy. Click To Tweet

Celem operacji było wpływanie na amerykańskich wyborców w tym: dezinformowanie, wyolbrzymianie skrajnych poglądów oraz zaostrzanie istniejących podziałów politycznych w Internecie. Rosjanie podsycali niechęć do imigrantów, środowisk LGTB, polityków wzywających do ograniczania dostępu do broni. Do tego celu służyły fałszywe konta i rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji np. o amerykańskim prokuratorze specjalnym Robercie Muellerze badającym ingerencję Rosji w proces wyborczy, którego nazywano “marionetką establishmentu”, a jego pracę “szkodliwą dla kraju”.

Rosjanie podsycali niechęć do imigrantów, środowisk LGTB, polityków wzywających do ograniczania dostępu do broni. Click To Tweet

Całkowity budżet “Projektu Lakhta”  od stycznia 2016 r. do czerwca 2018 r. miał wynosić około 35 mln USD, co obejmowało działania w USA, Rosji, Unii Europejskiej i na Ukrainie.

44-letnia Rosjanka, Elena Kusjanowa, koordynowała, między innymi, wydatki na aktywistów, reklamy na platformach społecznościowych, rejestrację domen, zakupy serwerów etc. W szczegółowym budżecie do stycznia 2017 roku zostały uwzględnione wydatki na reklamy na Instagramie, Facebooku i VKontakte. Uwzględniono także linie budżetowe dla “blogerów”, “tworzenia kont” na Twitterze i finansowanie filmów online.

Od stycznia do czerwca 2018 r. wydatkowano 60 000 USD na reklamy na Facebooku, 6 000 USD na reklamy na Instagramie i 18 000 USD na kontach Bloggera i Twittera.

W specjalnym komunikacie prasowym Departament Sprawiedliwości podziękował Facebookowi i Twitterowi za “wyjątkową współpracę” podczas śledztwa.

Publikacja informacji o Elenie Kusjanowej pojawiła się równolegle ze wspólną deklaracją Ministerstwa Sprawiedliwości, FBI, Ministerstwa Bezpieczeństwa Krajowego i Departamentu Spraw Wewnętrznych wyrażającą zaniepokojenie “trwającymi kampaniami Rosji, Chin i innych zagranicznych graczy, w tym Iranu, aby podważyć zaufanie do demokratycznych instytucji i wpłynąć na opinię publiczną i politykę rządu USA”. Oświadczenie mówi, że „nie ma żadnych dowodów, że operacje obejmują działania hakerskie fizycznie uniemożliwiające przeprowadzenie głosowania lub zmianę liczby głosów”, ale uznaje się za poważne zagrożenie propagandą i dezinformacją w nadchodzących wyborach w 2018 roku i 2020 roku.

Źródło: The Washington Post

Fot. Pixabay

Rosyjska farma trolli wspiera antyszczepionkowców

O tym, że Rosja wykorzystuje media społecznościowe do realizacji swoich celów pisaliśmy wielokrotnie na naszym portalu.  Tym razem chcemy zwrócić uwagę na artykuł który ukazał się w brytyjskim dzienniku The Times, opierającym się na badaniach uniwersytetów w Maryland i Johns Hopkins University oraz ustaleniach amerykańskiego periodyku naukowego "American Journal of Public Health”. Ustalono w nim m.in., że zarejestrowane w Rosji konta na Twitterze publikują wpisy, zawierające zarówno głosy za i przeciwko szczepieniom. "Ma to służyć prowokowaniu kłótni i ich jak najdłuższemu utrzymywaniu” – stwierdza The Times.

The Times: zarejestrowane w Rosji konta na Twitterze publikują wpisy, zawierające zarówno głosy za i przeciwko szczepieniom. Click To Tweet

Użycie hashtagów takich jak #antivax i #learntherisk pozwoliło Rosjanom zwrócić uwagę osób nastawionych sceptycznie wobec szczepionek na Zachodzie – możemy przeczytać w gazecie. Wśród przykładów jakie podano było m.in. rozpowszechnianie przez prorosyjskie konta filmu, kontrowersyjnego i skreślonego z rejestru lekarzy aktywisty Andrew Wakefielda, w którym fałszywie ostrzegano przed rzekomym zagrożeniem, wynikającym ze szczepionek na odrę, świnkę i różyczkę. Celowo zmanipulowane nieprawdziwe wiadomości miały pochodzić z kont powiązanych z prokremlowską “farmą trolli” w Petersburgu. Wiązano je także z grupą fałszywych kont, które amerykański Departament Sprawiedliwości zidentyfikował jako podmiot wpływający na wynik wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku. Szerzej na ten temat pisaliśmy tutaj.The Times: Słynna farma trolli z Petersburga aktywnie wspiera ruchy antyszczepionkowe. Click To Tweet

Przy tej okazji chcemy zwrócić uwagę na ciekawy naszym zdaniem artykuł Marcina Napiórkowskiego. „Analiza struktury teorii pseudonaukowych czy spiskowych jest narzędziem, którym może posługiwać się każdy. Nie wymaga to wiedzy eksperckiej z danej dziedziny, a jedynie zdolności do odkrywania pewnych powtarzalnych wzorców” – pisze autor na portalu „Krytyka polityczna” w publikacji pt. „Wstydliwa historia ruchów antyszczepionkowych”.

Wyjaśnia on mechanizmy manipulacji na przykładzie ruchów antyszczepionkowych w ujęciu historycznym. Przywoływana w tym artykule książka historyczki Nadji Durbach badającej najwcześniejszą fazę ruchów antyszczepionkowych z dziewiętnastego wieku przedstawia wiele pomysłów  tamtego okresu:

  • szczepionki to znamię Bestii zapowiedziane w Apokalipsie,
  • szczepionki na ospę są nieczyste, bo pochodzą od zwierząt, mogą więc zarazić dzieci zwierzęcymi chorobami lub mogą zamienić dzieci w zwierzęta,
  • nawet jeżeli nie szkodzą ciału, to mogą narazić na szwank życie wieczne dziecka, mieszając jego duszę z duszą zwierzęcia (a zwierzęta, jak wiadomo, nie trafiają do nieba),
  • szczepionki są nową wersją piętnowania – oznaczania niewolników i przestępców,
  • szczepionki przenoszą choroby umysłowe.

Warto również wspomnieć o skutkach paniki medialnej w latach 70-tych XX wieku wywołanej skojarzoną szczepionką DPD (błonica, krztusiec, tężec), w jej wyniku współczynnik szczepień zmalał z 77% do 33%, w niektórych rejonach osiągając pułap zaledwie 7%. Rezultatem była epidemia krztuśca i liczne zgony. Przypominamy ten fakt dlatego, że wspomniany wcześniej Andrew Wakefielda powiela ten scenariusz. Tym razem śmiertelnym zagrożeniem jest MMR (odra, świnka, różyczka).

Czy zatem ruchy antyszczepionkowe to „odgrzewane kotlety”?. Można byłoby tak powiedzieć gdyby nie fakt,  że zdecydowana większość posłów PiS i wszyscy głosujący parlamentarzyści Kukiz’15 opowiedzieli się za skierowaniem projektu likwidującego obowiązkowe szczepienia do dalszych prac w komisji zdrowia. My przestrzegamy przed relatywizowaniem tego problemu bo skutki znane są z przeszłości.

Źródło: The Times

Fot. Pixabay


Rosyjski opozycjonista, Michaił Chodorkowski, upublicznia dane uderzające w Kreml. Często są to dowody korupcji bądź działań informacyjnych wymierzonych w Zachód.

W ciągu ostatnich trzech miesięcy wielu potężnych Rosjan mogło w sieci przeczytać szereg ściśle chronionych informacji na swój temat.  Człowiek, który za tym stoi zapowiada, że będzie ich więcej. To rosyjski opozycjonista, Michaił Chodorkowski.

Twierdzi on, że londyńska grupa, tzw. Dossier Center, otrzymuje liczne informacje z anonimowych cyfrowych kont Dropbox. Twierdzi, że zawierają one konkrety dotyczące „nielegalnych prób wywierania wpływu na zachodnią opinię publiczną i polityków” przez Kreml.

Rosyjski opozycjonista, Michaił Chodorkowski, upublicznia dane uderzające w Kreml. Często są to dowody korupcji bądź działań informacyjnych wymierzonych w Zachód. Click To Tweet

Michaił Chodorkowski to były prezes bezprawnie znacjonalizowanego przez Kreml giganta naftowego Jukos. Za swoje ambicje polityczne przesiedział wiele lat w łagrze. Po wyjściu na wolność wyemigrował z Rosji i skupił się na promowaniu wartości służących budowie rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego.

Źródło: Associated Press

Fot. Wikipedia


Washington Post opublikował wczoraj artykuł Michaela Morella, byłego pełniącego obowiązki dyrektora CIA, w którym sugeruje dalsze działania wobec reżimu Władimira Putina. Chodzi o ryzyko wpływu Rosjan na amerykańskie wybory uzupełniające, które odbędą się niebawem.

Podczas gdy prokurator Robert Mueller pracuje nad rekonstrukcją wydarzeń związanych z inferencją rosyjską w amerykański proces wyborczy, Morell przedstawia swoją propozycję działań w obliczu już znanych faktów.

„Rosja realizuje kampanię mającą na celu osłabienie naszej demokracji i wywarcie wpływu na wybory uzupełniające (…) nasze działania mające na celu efektywniejszą obronę przed atakami, sankcje przeciwko Rosji, akt oskarżenia przeciwko rosyjskim urzędnikom i organizacjom oraz wydalenie rosyjskich oficerów wywiadu nie przyniosły należytego efektu” – stwierdza stojący do niedawna na czele CIA urzędnik.

Według Morella zatrzymanie Putina ma kluczowe znaczenie, nie tylko w kontekście ochrony amerykańskiej demokracji przed rosyjską interwencją, ale także dlatego, że USA muszą mocniej odstraszyć innych przeciwników, takich jak Chiny, Iran i Korea Północna. „Potencjalnym agresorom trzeba pokazać, ze w przypadku ataku, zapłacą za to. Szczególnie Chiny, dysponujące większymi niż Rosja zasobami w zakresie podkopywania naszej demokracji. Muszą one wiedzieć że reakcja USA będzie dla nich kosztowna” – twierdzi były pełniący obowiązki dyrektora CIA.

Zdaniem Morella do tej pory odpowiedź Stanów Zjednoczonych na działania Rosji była nieefektywna, ponieważ Waszyngton kierował ją wyłącznie w stosunku do podmiotów i osób realnie zaangażowanych w realizację operacji informacyjnych. Od wyborów w 2016 roku USA w różnym czasie nakładała sankcje na przynajmniej 10 organizacji rosyjskich, niektóre wielokrotnie, i przynajmniej na 23 konkretne osoby. Z powodu precyzyjnego ich kierowania, sankcje te miały niewielki wpływ na gospodarkę Rosji tak więc i efekt polityczny na Putina był niewielki – konkluduje.

Były szef CIA: do tej pory odpowiedź Stanów Zjednoczonych na działania Rosji była nieefektywna Click To Tweet

„Oto, co powinny uczynić Stany Zjednoczone. W kontekście samoobrony nasz kraj musi zabezpieczyć system wyborczy, w szczególności oprogramowanie, w którym przechowywane są dane zarejestrowanych głosujących. Każdy głos powinien być dodatkowo zapisany na papierowej karcie do głosowania, co umożliwi weryfikację wyników. Potrzebne są nowe regulacje, które nie dopuszczą pieniędzy z zagranicy do amerykańskich wyborów. Rząd federalny powinien realizować indywidualnie kierowane kampanie, by wzmocnić bezpieczeństwo technologiczne i bezpieczeństwo sieci, które wykorzystuje. Na koniec, potrzebna jest lepsza koordynacja wśród organizacji rządowych, by ochronić amerykańskie wybory. Najlepszym rozwiązaniem byłoby prawdopodobnie utworzenie Centrum ds. Zagrożeń Hybrydowych, podobnego do Krajowego Centrum Antyterrorystycznego” – wylicza Morell.

Były szef CIA: W odpowiedzi na działania Rosji należy utworzyć Centrum ds. Zagrożeń Hybrydowych. Click To Tweet

Wysocy urzędnicy do spraw wywiadu sygnalizują zagrożenia dla wyborów uzupełniających – podkreśla urzędnik. „Dyrektor FBI Christopher Wray i Sekretarz ds. Bezpieczeństwa Wewnętrznego Kristjen Nielsen 2 sierpnia rozmawiali o próbach przeprowadzenia kampanii dezinformacyjnych w przededniu tych wyborów. W kongresie jest kilka projektów ustaw, które mają poparcie różnych stron politycznych i które zinstytucjonalizują większość zmian i zapewnią im finansowanie (…) Co do ponoszenia kosztów przez tych, którzy atakują Stany Zjednoczone: realizujcie sankcje już nałożone. To się nie dzieje. Ale potem z sankcji wymierzonych w konkretne osoby i podmioty przejdźcie do szerokiej formuły, takiej która zostanie zaprojektowana tak, by uderzyć w rosyjską gospodarkę – tak, jak zaprojektowano sankcje administracji Obamy w stosunku do Iranu (…) Należy zakazać wszelkich transakcji związanych z rosyjskimi projektami energetycznymi” – pisze Morell.

Były szef CIA: Należy zakazać wszelkich transakcji związanych z rosyjskimi projektami energetycznymi. Click To Tweet

Proponowane przez niego rozwiązania oparte są na założeniu, iż Putin obawia się buntu klasy średniej: „Tak się zdarzyło w Tunisie, w Kairze i innych miastach Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej w okresie od 2010 do 2012 roku, a najbardziej niepokojącymi z tej serii wydarzeń z perspektywy Putina było usunięcie przez Ukraińców podległego Moskwie rządu w Kijowie. Sankcje, które uderzają w serce gospodarki rosyjskiej, które zwiększają ryzyko niepokojów wśród przedstawicieli rosyjskiej klasy średniej, przyciągną uwagę Putina” – podkreśla Morell.

Były szef CIA: Trzeba uderzyć w rosyjską klasę średnią. Click To Tweet

Według byłego pełniącego obowiązki dyrektora CIA: liderzy wybrani w Stanach Zjednoczonych oraz eksperci w sferze bezpieczeństwa zdają sobie sprawę z jednego zagrożenia. Nie obronienie kraju i nie ukaranie w sposób surowy tych, którzy atakują amerykańską demokrację ocenione zostanie przez historię jako poważne uchylenie się od odpowiedzialności. Zeszłotygodniowe oświadczenia przedstawicieli służb wywiadowczych w Białym Domu to doskonałe otwarcie. Koniecznie trzeba podjąć kolejne kroki.

Źródło: Washington Post

Fot. Pixabay

 


Facebook ogłosił, że zidentyfikował skoordynowaną kampanię polityczną, w której wykorzystano wiele fałszywych kont i portali. Ma to związek z amerykańskimi wyborami uzupełniającymi.

Podczas serii briefingów przedstawiciele Facebooka poinformowali przedstawicieli amerykańskich władz ustawodawczych, że ujawniona przez firmę kampania realizowana jest na Facebooku i Instagramie.

Firma nie była w stanie powiązać wykrytych przez siebie kont z Rosją, ale jej przedstawiciele nie wykluczyli, że taki związek może mieć miejsce. Facebook poinformował opinię publiczną, że odkrycie kont, o których mowa – ośmiu stron, 17 profili oraz siedmiu kont na  Instagramie nastąpiło dwa tygodnie temu.

Kampania wykryta przez Facebook jest przedmiotem śledztwa, w ramach którego firma ta współpracuje z FBI.

Podobnie, jak w przypadku rosyjskiej operacji wpływu z 2016 roku, nowa kampania wymierzona w wybory uzupełniające w USA prowadzona była w obszarze polaryzujących amerykańskie społeczeństwo spraw społecznych. Click To Tweet

Facebook odkrył skoordynowane działania towarzyszące np. kontynuacji zeszłorocznego zjazdu pod hasłem „Zjednoczyć Prawicę”, który odbył się w Charlottesville w stanie Virginia. W szczególności, zauważono iż treści związanego z tym ruchem portalu o nazwie „Resisters,” (z ang. sprzeciwiający się) korespondują z jednym z kont założonych w 2017 roku przez Agencję Badań Internetu. Zaobserwowano również skoordynowaną aktywność wokół lewicowej kampanii prowadzonej w mediach społecznościowych, skierowaną przeciwko Agencji ds. Imigracji i Ceł.

Facebook przyznał, że korzysta ze sztucznej inteligencji oraz z pracowników, których zadaniem jest wynajdywanie automatycznych kont oraz działań mogących mieć związek z nadchodzącymi w październiku w USA wyborami.

Źródło:  New York Times

Fot. Pixabay

W czasie kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych grupa Rosjan realizujących operację dezinformacyjną  co minutę wysyłała w cyberprzestrzeń ogromną ilość tweetów. Nieświadomi tej operacji amerykańscy wyborcy otrzymali 7 października 2016 roku  ponad 18 tysięcy specjalnie ukierunkowanych informacji wysłanych przez ten serwis społecznościowy. Był to dzień, w którym portal Wikileaks rozpoczął publikację maili wykradzionych od szefa kampanii Hillary Clinton, ujawniających wewnętrzne ustalenia, które spowodowały gorące dyskusje w mediach przez kolejne tygodnie. 

 

 

Analitycy uniwersytetu Clemson uważają, że istnieje związek pomiędzy tym wydarzeniem i falą tweetów. Baza danych, nad którą pracują uniwersyteccy analitycy zawiera tweety wysłane w okresie od lutego 2014 roku do maja 2018 roku. Wszystkie zaliczone zostały przez administratorów Twittera do grupy zaangażowanej w kampanię dezinformacyjną, koordynowaną przez Państwową Agencję Badania Internetu z St. Petersburga, której właścicielem jest osoba związana z Putinem.

Analiza tych tweetów wskazuje na wysoką efektywność całej operacji, której efektem była realna interakcja z autentycznymi użytkownikami Twittera. Wielu z nich retweetowało rosyjskie informacje. Uniwersytecka grupa badaczy odkryła ponadto, iż Rosjanie pracujący dla Państwowej Agencji Badania Internetu – często określani mianem „trolli”, po wygranych przez Trumpa wyborach utrzymali tempo dystrybucji tweetów. Dotyczyło to w szczególności ponad 600 kont, których celem aktywności byli konserwatywni wyborcy.

Ubiegłotygodniowe upublicznienie aktu oskarżenia wystosowanego wobec rosyjskich oficerów wywiadu przez prokuratora specjalnego Roberta S. Muellera wykazało, że akcja hakerska wymierzona w szefa kampanii Hillary Clinton Johna Podestę, kradzież jego maili i ich dystrybucja przez Wikileaks była skrupulatnie przeprowadzoną operacją.

Warren i Linvill, naukowcy zaangażowani w projekt uniwersytetu Clemson, stwierdzili, że dezinformacja Rosjan wygenerowała realne i szeroko zakrojone dyskusje wśród użytkowników Twittera. W okresie od września do listopada 2016 roku odniesienia do kont Państwowej Agencji Badania Internetu pojawiły się w tweetach innych użytkowników 4.7 miliona razy. Naukowcy z Clemson podzielili – dla celów badawczych, konta Państwowej Agencji Badania Internetu na pięć kategorii. Dwie najliczniejsze nazwali „Prawicowe Trolle” i „Lewicowe Trolle”. Inne konta głównie dystrybuowały fałszywe treści, wykorzystując hashtagi, takie jak na przykład nieprawdziwe informacje o wybuchu epidemii salmonelli w okresie poprzedzającym amerykański Dzień Dziękczynienia w 2015 roku.

Okazało się, ze najliczniejszą i najaktywniejszą grupę stanowiły „Prawicowe Trolle”, które najczęściej nie zamieszczały zbyt wielu profilowych informacji, raczej zdjęcia młodych, atrakcyjnych kobiet. Pozyskały one razem prawie milion tzw. „followersów”.

Źródło: Washington Post

Fot. Pixabay

Redaktor naczelny portalu O służbach, Maciej Sankowski, udzielił wywiadu Newsweekowi. Ekspert odniósł się do kwestii takich jak wpływ rosyjskiej dezinformacji na polskie społeczeństwo.

 

Zdaniem Sankowskiego rosyjskie narracje “sprowadzają się do 6 najważniejszych haseł: uchodźcy to zagrożenie; stabilności UE grozi radykalny islam; jedność Unii zanika; niebezpieczeństwo ze strony Rosji to wymysł; dyskryminacja mniejszości rosyjskich postępuje; Ukraina to skorumpowane państwo chaosu”.

“Rosjanie słusznie kalkulują, że w naszym przypadku dezinformację najłatwiej jest szerzyć za pomocą grup skrajnie ksenofobicznych, nacjonalistycznych i wrogich Ukrainie. Ich przedstawiciele oferują proste recepty na bardzo skomplikowane problemy, co wielu ludzi przekonuje. Na razie inspiracja idzie w tym kierunku – czy za nią idzie też finansowanie? Nie wiemy, ale na pewno warto się temu przyglądać” – podkreśla redaktor naczelny O służbach.

Zdaniem Sankowskiego z rosyjską dezinformacją da się walczyć. “Największe osiągnięcia na tym polu mają obecnie służba brytyjska oraz, co ciekawe, holenderska. Dysponują one zaawansowanymi programami, które są w stanie prześledzić drogę rozchodzenia się fake news’a i pokazać grupy, które były najaktywniejsze w jego kolportowaniu. Moglibyśmy skorzystać z ich pomocy sojuszniczej i doświadczenia, ale obawiam się że dla naszych służb nie jest to priorytetem” – twierdzi redaktor naczelny O służbach.

Cały wywiad można znaleźć tutaj.

 

 

Obserwowana od niedawna rosyjska aktywność w obszarze cyberprzestrzeni, której celem jest penetracja zasobów informatycznych i kolportowanie fałszywych informacji dyskredytujących liderów państw zachodnich nie jest nowym zjawiskiem. „Operacje ofensywne” zawsze były elementem arsenału KGB, a teraz mogą być szczególnie efektywne, gdyż dostęp do nowoczesnych mediów jest łatwy, jak nigdy. Sposób działania Rosjan można określić jako „wojnę informacyjną”, której sposób prowadzenia zależy od taktycznego celu ataku, natomiast celem strategicznym zawsze jest  osłabienie obrony przed rosyjską aktywnością, poprzez wykorzystanie i podsycanie konfliktów politycznych i etnicznych w społeczeństwach, które są ich grupą docelową. 

Wybory prezydenckie w USA w 2016 roku pokazały w „mikrowersji”, jak wygląda wojna informacyjna prowadzona przez Kreml. Rosjanie włamali się do zasobów informatycznych Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej, pomogli zdyskredytować Hilary Clinton, a rosyjskie boty i trolle masowo poparły Donalda Trumpa. Dla każdego uważnego obserwatora wydarzeń w Europie, wydarzenia, które miały miejsce w ciągu ostatnich lat nie są niczym nowym.

Jak więc reagować na wojnę informacyjną bez dalszego kolportowania dystrybuowanych w jej ramach treści? Zastanawiając się nad odpowiedzią, warto przypomnieć, że:

  1. Dzisiejsze media i środowisko informacyjne są głęboko podzielone, a każde też ma własną dynamikę. W czasie Zimnej Wojny w ograniczonej przestrzeni informacyjnej, łatwiej było kontrolować przebieg dyskursu publicznego. Dzisiaj trzeba komunikować się inaczej z każdą grupą docelową, nawet zamieszkującą ten sam kraj. Przekazywanie informacji w ramach transmisji transgranicznej, poprzez blogi i media społecznościowe oznacza, że mainstreamowe media omijają aktualnie całe grupy społeczne. Kiedyś wystarczyło, by udowodnić najważniejszym mediom, że Kreml rozprzestrzenia informacje, na przykład to, że CIA stworzyło wirusa AIDS. Dzisiaj prostowanie mitów i sprawdzanie informacji, które przeprowadzają mainstreamowe media dociera tylko do określonej grupy docelowej, która – nawiasem mówiąc, i tak nie jest celem aktywności Kremla.
  2. W narracjach Kremla zawsze występuje element spisku, Rosjanie wykorzystują dezinformację  do zaśmiecania przestrzeni informacyjnej, nasilenia polaryzacji i osłabienia znaczenia demokratycznej debaty w społeczeństwie; to raczej wojna o informacje, nie wojna informacyjna. W tym zakresie Kreml zawsze podąża z biegiem wydarzeń następujących w zachodnich mediach, polityce i społeczeństwie, gdzie kurczy się zaufanie w stosunku do instytucji publicznych.
  3. Inaczej niż w okresie Zimnej Wojny, kiedy Rosja promowała się jako atrakcyjna, komunistyczna alternatywa dla Zachodu, dziś Rosjanie koncentrują się na podsycaniu istniejących konfliktów w państwach zachodnich oraz wykorzystywaniu antyimigranckich, antyamerykańskich i antyeuropejskich resentymentów, w celu promowania własnych celów. Rosja rzeczywiście sprzedaje się jako atrakcyjna alternatywa dla rosyjskojęzycznych mieszkańców byłych sowieckich republik, jak Ukraina i państwa bałtyckie, ale nawet wtedy motywacje odbiorców ich narracji na przykład w Ługańsku i Narwie mogą być bardzo różne. Oznacza to, że szukając odpowiedzi na pytanie, jak reagować na aktywność Kremla?, mierzymy się z pewnym paradoksem: z jednej strony musimy rozmawiać z szeregiem grup społecznych i reagować na recepcję przekazywanych im informacji w różny sposób; z drugiej strony – musimy budować zaufanie pomiędzy spolaryzowanymi grupami społecznymi, by móc budować powszechne zaufanie. Wśród działań, które można podejmować mogą znaleźć się:

Systematyczna analiza kolportowanych treści i grup docelowych. 

Aktualnie nikt nie analizuje efektów rosyjskiej (lub jakiejkolwiek innej) dezinformacji. Dlaczego grupy docelowe są na nią podatne? Czy aktualnie podejmowane próby wyjaśniania nieprawdy nie udają się, czy de facto pomagają realizować kampanie dezinformacyjne, gdyż jeszcze bardziej polaryzują społeczeństwa?

Nowe instytucje, nowe formy współpracy. 

Słychać głosy, domagające się rekonstrukcji amerykańskiej Agencji Informacyjnej (US Information Agency), lub – to inicjatywa senatorów Chrisa Murphy i Roba Portmana, międzyagencyjnego centrum informacyjnego, odpowiadającego za analizę tego zjawiska i próbę reagowania na nie. W Europie, Jakub Janda reprezentujący think tank o nazwie European Values wzywa do utworzenia agend do spraw strategicznej komunikacji w Unii Europejskiej.

Dekonstrukcja dezinformacji. 

Partnerzy takich organizacji jak Global Witness, Transparency International czy the Organised Crime and Corruption Reporting Project (OCCRP) mogliby ujawniać przypadki kolportowania fałszywych informacji i realizacji kampanii hybrydowych. Mogliby korzystać z nowoczesnych technologii by automatyzować sprawdzanie informacji, usuwać z dyskursu trolle internetowe, edukować profesjonalistów branży medialnej i dostarczać „ratingi dezinformacji” by wskazywać media, które padają ofiarą lub współpracują świadomie z rosyjską machiną dezinformacyjną.

Grupa robocza ds. traumy historycznej. 

Jednym z tematów najefektywniej eksploatowanych przez Kreml jest historyczna spuścizna Drugiej Wojny Światowej. Rosjanie korzystają przy tym z fałszywych sylogizmów, takich np. że „Stalin walczył z nazistami, więc każdy kto walczył ze Stalinem, był nazistą”, co przekłada się na dzisiejszą sytuację: „każdy, kto jest przeciwko Rosji, jest faszystą”. Właściwym wydaje się powołanie współdziałającej grupy psychologów, historyków, socjologów i specjalistów w dziedzinie mediów, którzy spróbowaliby wypracować możliwe sposoby zaprezentowania innych narracji.

Silne i niezależne media publiczne.

W podzielonym krajobrazie medialnym mogłyby uzyskać one status najbardziej wiarygodnych, nie tylko ustanawiając standardy dziennikarstwa ale także angażując się w sprawy społeczne i obywatelskie.

Fabryka treści w języku rosyjskim.

Odbiorcy informacji na Ukrainie, w państwach bałtyckich i na Kaukazie oglądają kremlowską telewizję, bo jest atrakcyjniejsza. MSZ Wielkiej Brytanii wspiera pomysł takiej „fabryki”, mogącej pomóc np. państwom bałtyckim w stworzeniu nowej, atrakcyjnej rosyjskojęzycznej oferty programowej.

Węzeł informacyjny w języku rosyjskim.

Żadne z rosyjskojęzycznych mediów nie oferuje aktualnie wiarygodnych i pełnych informacji. Sprawna agencja informacyjna, oferująca informacje na poziomie regionalnym powinna rozwiązać ten problem.

Kompetencja medialna. 

Edukowanie odbiorców mediów, pozwalające na wychwycenie dezinformacji jest priorytetem o charakterze długoterminowym. Projekty pilotażowe w tym zakresie miały miejsce już na Ukrainie; edukacja taka winna obejmować media tradycyjne i elektroniczne.

Informowanie o bojkotach. 

Zachodni reklamodawcy finansują kanały propagujące mowę nienawiści, demonizujące środowiska LGBT. Należy zwiększyć presję, by powstrzymać je przed takim działaniem.

Źródło: https://www.canada.ca/en/security-intelligence-service

Fot. Pixebay