Home Posts tagged donald trump

Trump: Saudyjski następca tronu odpowiada za śmierć Chaszodżdżiego

Szefowa CIA Gina Haspel ma przeprowadzić briefing dla prezydenta Donalda Trumpa dotyczący zabójstwa Dżamala Chaszodżdżiego - poinformowała rzeczniczka Białego Domu Sarah Sanders.

Dyrektor Haspel udała się osobiście do Turcji, gdzie otrzymała stosowne informacje i została zapoznana z materiałem audio będącym nagraniem tego zdarzenia. Zarówno CIA jak i tureckie służby odmówiły przekazania opinii publicznej komentarza w tej sprawie. Według agencji Reuters Donald Trump otrzymał informacje zgromadzone przez Ginę Haspel w czwartek.

Wall Street Journal zacytował już we wtorek wypowiedź Donalda Trumpa na ten temat. Amerykański prezydent stwierdził, że odpowiedzialność za śmierć saudyjskiego dziennikarza ponosi książę Muhammad ibn Salman, następca tronu saudyjskiego.

Prezydent USA, Donald Trump, stwierdził, że odpowiedzialność za śmierć saudyjskiego dziennikarza ponosi książę Muhammad ibn Salman, następca tronu saudyjskiego. Click To Tweet

W czwartek Parlament Europejski przedstawił rezolucję wzywająca państwa członkowskie UE do embarga na eksport broni do Arabii Saudyjskiej do czasu wyjaśnienia sprawy.

Wcześniej niemieckie władze podjęły decyzję o wstrzymaniu eksportu broni do Arabii Saudyjskiej mimo tego, że Arabia Saudyjska jest znaczącym odbiorcą niemieckiego uzbrojenia. W tym roku Saudyjczycy podpisali w Niemczech kontrakty zbrojeniowe o wartości 400 mln euro.

O sprawie Chaszodżdżiego pisaliśmy obszernie tutaj.

Źródło: Reuters

Fot. Pixabay

Krytycy Trumpa bez certyfikatów bezpieczeństwa - polskie wątki

Prezydent Donald Trump coraz wyraźniej formułuje groźby  dotyczące możliwości cofnięcia certyfikatów bezpieczeństwa kolejnym swoim krytykom. Jedną z najciekawszych, ale i najbardziej tajemniczych osób na liście jego osobistych wrogów jest bez wątpienia Bruce Ohr.

Bruce Ohr to prawnik Departamentu Sprawiedliwości USA, co do którego zarzuty nigdy nie zostały jasno wyartykułowane. Nikt nie słyszał o tym, by Ohr kiedykolwiek otwarcie krytykował Donalda Trumpa. Warto dodać, że prawnik pracuje w Departamencie Sprawiedliwości od prawie trzydziestu lat, a z jego usług korzystali zarówno Republikanie jak i Demokraci.

Tymczasem okazuje się, że Ohr ma silne związki z Christopherem Steele, o którym pisaliśmy na naszych łamach przy okazji sprawy Skripala. Steele był pierwszą osobą, która przeanalizowała informacje a następnie opracowała dossier na temat związków otoczenia Trumpa z Rosjanami. Steele opisał także obyczajowe ekscesy w wykonaniu dzisiejszego prezydenta USA, do jakich miło dojść podczas jego pobytu w Moskwie.

Co ciekawe żona Ohr’a pracowała dla Fusion GPS, firmy która zatrudniła Steele’a, byłego brytyjskiego oficera wywiadu, w celu pozyskania informacji dotyczących powiązań Trumpa.

Ale jest jeszcze jeden powód do zmartwień Trumpa. Otóż Ohr w ramach swojej pracy w Departamencie Sprawiedliwości zajmuje się sprawą znanego rosyjskiego przestępcy, Siemiona Mogilewicza, jednego z liderów rosyjskich, zorganizowanej przestępczości. Mogilewicz wykorzystywał nieruchomości firmowane nazwiskiem Trumpa do procederu prania pieniędzy przez ponad trzy dekady. Jeśli śledztwa prowadzone przez FBI uwzględnią związki Trumpa z rosyjską przestępczością zorganizowaną, może on szukać sposobu by unieważnić efekty prowadzonych postępowań tak, jak próbował to robić w związku ze śledztwem prowadzonym przez Roberta Muellera. Najważniejszym elementem jest jednak fakt, iż Siemion Mogilewicz oprócz przestępczej działalności był także agentem rosyjskiego wywiadu, prowadzącym działania nie tylko na terytorium USA, ale także w innych państwach.

Od 30 lat Siemion Mogilewicz, powiązany ze służbami rosyjski gangster, wykorzystywał nieruchomości firmowane nazwiskiem Trumpa do prania brudnych pieniędzy. Click To Tweet

 Trump, Mogilewicz i David Bogatin

W 1984 roku David Bogatin, rosyjski agent pracujący  dla Mogilewicza, kupił pięć nieruchomości w Trump Tower za 6 milionów USD. Transakcja odbyła się w gotówce. W ciągu kolejnych lat nie mniej niż 1300 mieszkań firmowanych przez Trumpa sprzedano za gotówkę anonimowym, fasadowym firmom. W 2002 roku, po tym jak narastające problemy finansowe zaczęły spychać Trumpa w kierunku bankructwa, z pomocą przyszła mu zarejesrtowana w Atlantic City, firma o nazwie Bayrock. Podmiot ten, mający związki z Mogilewiczem, wprowadził się do Trump Tower i aktywnie wspierał – organizacyjnie i finansowo, Trumpa w najtrudniejszych momentach. Między innymi dzięki pomocy Bayrock finalnie udało mu się uniknąć finansowej katastrofy. Nieznana jest natomiast rola i skala wpływu innych spółek, w które zaangażowany był Mogilewicz i jego ludzie w imperium Trumpa.

Ohr nie jest jedynym specjalistą od sprawy Mogilewicza, który stał się celem Trumpa. W ubiegłym roku, we wrześniu, była prawniczka FBI Lisa Page została zwolniona po ujawnieniu jej korespondencji z członkiem zespołu Muellera, w której krytykowała ona Trumpa.

Trump w wyrafinowany sposób pozbywa się krytyków jego osoby. Obecnie na celowniku znajduje się Bruce Ohr, specjalista od sprawy Siemiona Mogilewicza. Click To Tweet

Lisa Page to osoba o unikalnym doświadczeniu w obszarze ścigania prania brudnych pieniędzy lokowanych w USA przez członków rosyjskich zorganizowanych grup przestępczych. Page pracowała m.in. w zespole stacjonującym na stałe w Budapeszcie, który zajmował się tropieniem przepływów finansowych środków należących do Dimitrija Firtasza, ukraińskiego oligarchy, będącego partnerem biznesowym Paula Manaforta oraz Siemiona Mogilewicza.

Tym którzy nie pamiętają, przypomnijmy kim są bohaterowie naszej opowieści. 

W 1991 roku David Bogatin założył w Polsce Pierwszy Komercyjny Bank w Lublinie. W tym czasie był to drugi prywatny bank w Polsce. W 1992 roku ujawniono, że kapitał zakładowy banku został fikcyjnie podwyższony i że założyciel był w USA ścigany za oszustwa podatkowe. Podejrzenia, że bank może być piramidą finansową spowodowały, że klienci zaczęli masowo wycofywać depozyty. Bogatin został aresztowany przez Urząd Ochrony Państwa i na wniosek USA osadzony w areszcie ekstradycyjnym. Rząd amerykański powołał się we wniosku ekstradycyjnym na umowę o ekstradycji z 1927 roku. Dokument nie przewidywał jednak ekstradycji z powodu przestępstw podatkowych. Mimo to finalnie udało się ją przeprowadzić, co pokazuje też determinację Amerykanów.

W efekcie śledztwa okazało się, że działalność banku była jedną, wielką próbą wyłudzenia pieniędzy od pozyskiwania kapitału, aż po kredyty, których bank miał udzielać jego właścicielowi, a on sam nigdy nie zamierzał ich spłacać.

Bank kusił nie tylko nowoczesnym wystrojem oddziałów, marmurowymi posadzkami, ale przede wszystkim zachęcał wysokimi odsetkami. Z całą pewnością działalność Davida Bogatina można określić mianem jednej z pierwszych (obok Lecha Grobelnego i jego Bezpiecznej Kasy Oszczędności) piramid finansowych. David Bogatin, który w 1976 roku wyemigrował z ZSRR do Stanów Zjednoczonych został finalnie skazany w maju 1992 roku na karę więzienia i osadzony w więzieniu stanowym w Otisville.

Natomiast Siemion Mogilewicz to ukraiński przedsiębiorca i gangster. Ukrywał się pod licznymi nazwiskami. Posiada obywatelstwo rosyjskie, izraelskie, węgierskie i ukraińskie. Zajmował się przemytem, stręczycielstwem i hazardem. Oskarżany jest o handel bronią, narkotykami, uranem i zlecanie zabójstw. Związany z mafią sołncewską. Jego majątek prywatny szacowany jest na 100 mln dolarów. Był poszukiwany przez Interpol, FBI i MI6. Przez FBI ścigany głównie za udział w machinacjach giełdowych akcjami spółki YBM Magnex International Inc. (150 mln dolarów) oraz pranie brudnychpieniędzy w Bank of New York w kwocie 20 miliardów dolarów. Został aresztowany w styczniu 2008 roku w Moskwie, ale wkrótce potem wypuszczony. Jego dalsze losy są nieznane choć sporo źródeł wspomina, że aktywnie uczestniczył w zaopatrywaniu w broń ugrupowań islamistycznych.

Fot. Pixabay

 

Europa czuje się szantażowana – jeżeli nie poprzecie nas w sprawie Iranu, wojna celna może dotknąć także towary z Unii Europejskiej – zdaje się brzmieć przesłanie amerykańskiej dyplomacji.

Amerykanie podkreślają także, że ewentualne kontynuowanie współpracy zachodnich koncernów z irańskimi partnerami spowoduje w konsekwencji obłożenie tych firm sankcjami, polegającymi w praktyce na odcięciu od amerykańskiego rynku, ale i systemu finansowego. Waszyngton sugeruje, że sankcjami mogą także zostać objęci zachodnioeuropejscy producenci samochodów. Europę i USA dzieli coraz więcej. Unijni politycy odpowiadają niemalże jednym głosem – USA podejmują bardzo niebezpieczną grę, która może wymknąć się spod kontroli. Unia zamierza respektować dotychczasowy kształt porozumienia z Iranem, wobec którego „nie ma alternatywy”. Tymczasem Waszyngton dąży do zawarcia nowego, znacznie bardziej rygorystycznego wobec Teheranu dokumentu. Administracja prezydenta Trumpa jest przekonana, że wprowadzenie drastycznych sankcji ekonomicznych skłoni Iran do ustępstw. Jednak spoglądając z szerszej perspektywy wydaje się to wątpliwe. Nie ma mowy aby Teheran zgodził się na zmianę treści porozumienia. Tym bardziej, że na irańską ropę jest spory popyt, choćby ze strony Indii i Chin…

Do kampanii na rzecz wprowadzenia sankcji włączył się także Izrael, którego rząd podjął bezprecedensową akcję informacyjną, polegającą na kolportażu wśród wybranych państw zachodnich materiałów wywiadowczych, mających potwierdzić, że Iran łamie postanowienia porozumienia. Jednak „road show” Mosadu nie wywołało wcale entuzjazmu w zachodnich stolicach. Jakość materiałów oraz prezentowane w nich tezy budzą pewne wątpliwości co do ich obiektywizmu. Mało tego, zachodnie służby operujące w Teheranie nie potwierdzają prawdziwości (rozumianej przez pryzmat rzetelności i dogłębnej, obiektywnej analizy) zgromadzonych przez Izraelczyków danych. Mówiąc wprost – dowody wydają się naciągane.

Kto zapłaci rachunek?

W tle przepychanki wokół Iranu słychać coraz wyraźniej lament zachodnich firm, które zachęcone zawieszeniem sankcji, zainwestowały nie tylko dobre chęci, ale i sporo pieniędzy we wspólne przedsięwzięcia z Iranem. Wycofanie się czy zamrożenie tych relacji będzie słono kosztować. O ile Siemens zamierzał dostarczyć pierwsze trzy turbiny gazowe do irańskich elektrowni, o tyle zaangażowanie Airbus czy Total znacznie przewyższa „średnią”. Od momentu zniesienia sankcji europejskie firmy zaczęły odważnie inwestować w relacje z Teheranem. Tylko w 2017 roku wartość eksportu do Iranu z UE osiągnęła $ 13 mld euro roku, co stanowi wzrost o 66% licząc rok do roku. Europejski eksport do Iranu jest 100 razy większy niż amerykański. Dziś zachodnie koncerny niechętnie komentują temat sankcji. Nieoficjalnie można usłyszeć – tak w Berlinie jak i w Paryżu, że kierunek irański miał zrekompensować utratę potencjalnych zysków związanych z budową gazociągu Nord Stream 2. Teraz między wierszami dodają, że oczekują wyraźnej propozycji alternatywnej. Jeżeli nie Iran to co?

Zachodnie spółki naciskają na swoje rządy ws. budowy Nord Stream 2.

Widać, że szczególnie niemiecki rząd jest pod dużą presją. Firmy chcą wykorzystać moment „kształtowania się” nowego zaplecza politycznego rządu. Berlin wydaje się nieco zdezorientowany w tej sytuacji, podobnie jak kilka innych europejskich stolic, których oczy zwrócone były na Waszyngton. Dlatego tak bardzo czekano na szczyt G7. Jednak Donald Trump jak zwykle zaskoczył wszystkich jego uczestników i w zasadzie jedno pytanie „ustawiło” całe spotkanie. „Dlaczego w obradach nie uczestniczy Rosja? Władimir Putin zasługuje na miejsce przy stole razem z nami” miał powiedzieć Trump zaskakując wszystkich, no może oprócz włoskiego premiera, który przyjął tę deklarację z radością. Zmiana nastawienia Trumpa jest o tyle osobliwa, że jeszcze kilka tygodni temu groził on poważnymi sankcjami europejskim firmom, które wezmą udział w budowie Nord Stream 2.

Postawa Trumpa wywołała spore rozczarowanie, szczególnie w delegacji brytyjskiej. Theresa May liczyła bowiem, że uda się przeprowadzić dyskusję na temat sposobów dalszego izolowania Rosji na arenie międzynarodowej po próbie zabójstwa byłego ex-agenta Siergieja Skripala. Wielka Brytania odniosła spory dyplomatyczny sukces po tym, jak solidarnie wydalono ponad 100 rosyjskich dyplomatów na całym świecie. Obrady G7, wedle brytyjskiego scenariusza, miały być ciągiem dalszym zaostrzania relacji z Rosją. Przypomnijmy, że Rosyjskiego przywódcę przestano zapraszać na szczyt po aneksji Krymu cztery lata temu.

Dziś sytuacja się zmieniła i wolta Trumpa pogrzebała brytyjskie plany. Ośmielony wypowiedzią amerykańskiego Prezydenta poczuł się natomiast włoski Premier Giuseppe Conte, który poszedł jeszcze dalej i zaproponował aby powrócić do formuły G8, z Rosją przy stole. Bardzo celnie zripostował Donald Tusk, reprezentujący Unię Europejską, który podkreślił, że liczba 7 jest uważana za szczęśliwą w naszym kręgu kulturowym i należałoby przy niej pozostać.

Szczyt jednak nie przyniósł przełomu ws. wojny handlowej. Wiadomo, że od 1 lipca Kanadyjczycy wprowadzą cła odwetowe, a stosowną odpowiedź przygotowuje też Unia Europejska. Dyskusja, także za pośrednictwem Twittera, miała chwilami bardzo burzliwy przebieg. Przede wszystkim za sprawą Prezydenta Francji, który wskazywał, że porządek gospodarczy świata ma dłuższą historię niż jedna prezydentura sugerując, że Trump wcześniej czy później przeminie. Amerykański Prezydent zalecił swojej delegacji aby nie podpisywać komunikatu końcowego po szczycie, w którym znalazły się m.in. następujące elementy:

– zapowiedź walki z protekcjonizmem i chęć znoszenia kolejnych barier handlowych,
– złagodzone od pierwotnej propozycji słowa o wprowadzeniu kolejnych restrykcji wobec Rosji, jeśli zajdzie taka potrzeba,
– konieczność reformy Światowej Organizacji Handlu,
– dążenie do zapewnienia stanu, w którym irański program nuklearny będzie miał charakter pokojowy.

Fot. Pixebay

 

Międzynarodowa Agencja Energii alarmuje, że wojna handlowa USA z resztą świata miałaby zgubny wpływ na rynki finansowe, w tym przede wszystkim na ceny ropy naftowej. Z kolei ich załamanie byłoby groźne przede wszystkim dla Kremla, który dotychczas nie był w stanie przemodelować gospodarki w taki sposób, aby ograniczyć uzależnienie od węglowodorów.

Już dziś obserwujemy na rynku zachowania propodażowe, a wojny handlowe ograniczą popyt jeszcze bardziej. Rynek jest szczególnie wyczulony na gesty i słowa Donalda Trumpa bo to on jest dziś największym zagrożeniem dla stabilizacji sytuacji rynkowej – wskazują analitycy. Administracja prezydencka zamierza wywrzeć presje na OPEC w celu zwiększenia wydobycia ropy aż o 1 mln baryłek dziennie. Gdyby organizacja producentów uległa, to nawet zaostrzenie się sytuacji wokół Iranu nie będzie w stanie wpłynąć na utrzymanie cen na obecnym poziomie. Co zrobi OPEC? Przekonamy się na najbliższym posiedzeniu.

Tymczasem sektor naftowy dostrzega kolejne zagrożenie na horyzoncie i nie chodzi wcale o Iran (ten jest już w cenach surowca), ale o realną groźbę spowolnienia gospodarczego, które zapewne wpłynie na ograniczenie popytu. Spoglądając na wykres ropy typu Brent możemy dostrzec imponującą fale wzrostową, która wyniosła ceny z poziomu 44$ do 80$ za baryłkę. Co dalej? Rynek wydaje się mocno wykupiony i głębsza korekta powinna nadejść bardzo niedługo znosząc ceny nawet do 62$.

Przyglądając się cenom ropy warto także pamiętać, że im mocniejszy dolar amerykański tym słabsza ropa i odwrotnie. Wedle dużej części analityków cykl podwyżek stóp procentowych w USA, ale i wzrastające rentowności obligacji 10 letnich, oscylujące wokół 3% przyczynią się w dłuższym terminie do umocnienia amerykańskiej waluty. Szczyt jej notowań może pojawić się dopiero w I kwartale 2019 roku. Spoglądając z tej perspektywy ropa powinna mocno potanieć.

Jedyną niewiadomą pozostają: Iran i…Rosja. O ile Teheran już dziś szuka (z powodzeniem) chętnych na surowiec, którego nie kupią pewnie europejskie koncerny (w obawie przed gniewem Waszyngtonu i działaniami odwetowymi, choćby w postaci ceł na samochody) o tyle przecena ropy jest zawsze dużym zagrożeniem dla stabilności Rosji. I nie chodzi jedynie o kwestie budżetowe. Każdy spadek poniżej bariery 50$ jest bardzo odczuwalny we wszystkich regionach Rosji, także w Moskwie. Jeżeli dodamy do tego obrazu osłabienie koniunktury, to rosyjskie władze mają powód do niepokoju. Dlatego w mojej ocenie prawdziwym wyzwaniem będzie dopiero rok 2019 kiedy te dwa czynniki zaczną silniej oddziaływać, tworząc niebezpieczną dźwignię.

Fot. Pixebay

 

Już cztery lata temu  FBI ostrzegała, że fundacja kontrolowana przez rosyjskiego oligarchę, która miała rzekomo płacić  za usługi osobistego prawnika Donalda Trumpa, mogła prowadzić działalność w imieniu rosyjskich służb wywiadowczych.  

 

W 2014 roku wysoko postawiona przedstawicielka FBI (Assistant Special Agent in Charge), Lucia Ziobro, podpisała się pod niezwykłym tekstem opublikowanym na łamach Boston Business Journal, zawierającym ostrzeżenie, że fundacja kontrolowana przez rosyjskiego oligarchę w sektorze energetycznym, Viktora Vekselberga może być elementem kampanii szpiegowskiej Moskwy, mającej na celu dotarcie do amerykańskich wrażliwych bądź klasyfikowanych wyników badań, infrastruktury badawczej oraz technologii podwójnego zastosowania.

 

Przenieśmy się w czasie do ubiegłego tygodnia: nazwisko Vekselberga pojawiło się na czołówkach amerykańskich wiadomości z powodu zarzutów dotyczących jego udziału w finansowaniu Michaela Cohena, od lat będącego prawnikiem Donalda Trumpa. Prawnik, który pozwał Trumpa i Cohena, Michael Avenatti, opublikował dokument świadczący o tym, że Vekselberg mógł zwracać Cohenowi pieniądze przekazane klientce Avenattiego, aktorce porno Stormy Daniels. Dokument opublikowany przez Avenattiego nie został jeszcze dogłębnie zweryfikowany, natomiast potwierdzono istotne elementy jego treści. Ani rzecznik Vekselberga, ani FBI nie komentują tej sprawy. Pewna amerykańska firma inwestycyjna która została w ubiegłym roku wpisana na listę „struktury grupowej”  kontrolowanej przez Vekselberga przyznała że wypłacała pieniądze Cohenowi. Jednak zaprzecza temu, by służyła Vekselbergowi lub komukolwiek innemu podmiotowi zagranicznemu jako kanał transferu przeznaczonych dla niego funduszy.  Później Columbus Nova stwierdziła, że nie pozostaje jednak pod kontrolą Vekselberga. Śledczy z FBI mieli podobno zatrzymać biznesmena, kiedy udawał się on do USA, by go przesłuchać. 

 

Fundacja Skolkovo powstała na początku okresu „resetu” w relacjach USA-Rosja, na początku prezydentury Obamy. Vekselberg, jeden z najbogatszych ludzi w Rosji, był jej prezesem i główną siłą napędowa całego projektu, mającego za cel stworzenie rosyjskiej wersji Doliny Krzemowej. Początkowo inwestycja ta zainteresowała Amerykanów, ale wiosną 2014, po aneksji Krymu przez Rosję, jej stosunki z USA pogorszyły się. Wtedy to reprezentująca FBI agentka  Ziobro wydała publiczne ostrzeżenie w sprawie wspomnianego podmiotu. Skolkovo interesowało się najnowszymi amerykańskimi technologiami – biotechnologią, nanotechnologią oraz mikroelektroniką. Ostrzeżenie FBI z 2014 roku nabiera teraz nowego znaczenia w świetle relacji Vekselberga z prawnikiem Donalda Trumpa.

 

Źródło: NPR

 

Fot. Pixebay

 

Centralna Agencja Wywiadowcza utworzyła nieformalny kanał służący do kontaktów między władzami Stanów Zjednoczonych i Korei Północnej. Stało się to jeszcze przed dymisją Rexa Tillersona. W Waszyngtonie zawrzało, bo w procesie tym całkowicie pominięto Departament Stanu.

Biały Dom przestał ufać Tillersonowi w sprawach Korei i w sprawach Rosji. Uważano go za zbyt miękkiego gracza, zwolennika dialogu. Prezydenta Trumpa niepokoiły też osobiste relacje szefa amerykańskiej dyplomacji z Igorem Sieczinem – szefem Rosnieftu, jednym z najbardziej zaufanych ludzi prezydenta Putina.

Nowy amerykański Sekretarz Stanu, Mike Pompeo (dotychczasowy szef CIA), ma za zadanie doprowadzić do szybkiego spotkania Donalda Trumpa i Kim Dzong Una. Kilka dni temu telewizja CBS poinformowała, że Pompeo kierując jeszcze pracami Agencji w Langley, utworzył  nieformalny kanał komunikacji z Pjongjangiem na bardzo wysokim szczeblu. W CIA uznano, że można wręcz określić go, „jako kanał bezpośrednich relacji z reżimem północnokoreańskim”, z pominięciem Departamentu Stanu. Mało tego ani Tillerson ani jego współpracownicy nie mieli pojęcia, że prezydent Trump i Mike Pompeo podjęli zakulisową grę w sprawie Korei.

Tymczasem w ubiegłym tygodniu dr Ole Diehl, zastępca dyrektora BND (niemiecki wywiad), miał oświadczyć na spotkaniu za zamkniętymi drzwiami w Bundestagu, że zdaniem służb wywiadowczych rakiety Korei Północnej mają zdolność dotarcia do terytorium Niemiec i innych obszarów Europy Środkowej i Zachodniej. Jednak w trakcie spotkania podkreślano, że reżim północnokoreański nie ma obecnie planów ofensywnych, a ostatnie jego agresywne działania wpisują się w scenariusz zmierzający do skłonienia zachodnich partnerów do udzielenia pomocy materialnej Pjongjangowi oraz złagodzenia sankcji gospodarczych.

Fot. Pixebay