Home Posts tagged geopolityka

Kryzys gospodarczy w Turcji. Erdogan pchnie ku Europie 3 mln uchodźców z Syrii?


Prezydent Turcji uwierzył w swoją niezwykłą zdolność do lawirowania i gry na wielu fortepianach. Dotychczas szło mu całkiem nieźle, ale trafił na Trumpa.

Waszyngton idealnie wybrał moment do uderzenia w Ankarę. Sankcje, najpierw wymierzone w decydentów tuż po zatrzymaniu amerykańskiego pastora w Turcji, wywołały poważny niepokój. Ale wprowadzenie wyższych stawek celnych na stal uderzyło już bardzo mocno w podstawy tureckiej gospodarki, wywołując finansowy krach. Zaledwie w ciągu dwóch dni turecka lira straciła kilkanaście procent wartości. W tym samym czasie rentowności 10 letnich obligacji rządowych wzrosła do najwyższego w Europie poziomu 19,7%. Dlaczego to taki bolesny cios?

Sankcje USA: Zaledwie w ciągu dwóch dni turecka lira straciła kilkanaście procent wartości. Click To Tweet

Po pierwsze tureckie rezerwy walutowe utrzymują się na niskim poziomie. Częściowo zostały wykorzystane w minionych tygodniach do łagodzenia osłabiania się liry. Proces ten trwa od dłuższego czasu, ale uległ przyspieszeniu po kolejnym wyborczym zwycięstwie Erdogana, który nie tylko zaczął ograniczać niezależność banku centralnego, ale także mianował swojego zięcia ministrem finansów. To oczywiście zaniepokoiło zachodnie banki, z których turecka gospodarka czerpie finansowanie.

Stan zadłużenia, także w dolarach amerykańskich jest znaczny i osiąga poziom 350 mld $. Turcy chętnie korzystali z taniego pieniądza, ale ta era właśnie się kończy. Amerykańska Rezerwa Federalna (FED) zaczęła zacieśniać politykę finansową podnosząc stopy procentowe. Poza tym dolar w ostatnich tygodniach znacznie wzmocnił się wobec euro i analitycy wskazują, że stan ten może jeszcze potrwać (z przerwami nawet do lutego 2019). To kolejna zła wiadomość dla Turcji ponieważ koszt obsługi długu cały czas rośnie. Do tego dochodzi wzrost rentowności obligacji na własnym podwórku, a więc innymi słowy rośnie nie tylko koszt obsługi długu, ale także koszt pozyskiwania kolejnych środków. Tymczasem deficyt jest na poziomie 57 mld $.

W wyniku amerykańskich sankcji koszt obsługi tureckiego długu rośnie. Ankara może pójść drogą Grecji… Click To Tweet

W efekcie w ostatnich dniach zaczęły mocno rosnąc ceny, a wraz z nimi inflacja. Jeżeli Erdoganowi nie uda się w kolejnych dniach opanować sytuacji, to Turcja może pójść drogą Grecji. Tylko, że byłby to scenariusz o wiele bardziej wyboisty, również dla Europy i polskiej waluty.

Financial Times zwrócił uwagę w ubiegłym tygodniu na spore ekspozycje niektórych europejskich banków w aktywa tureckie. Chodziło przede wszystkim o podmioty z Włoch. No to spójrzmy jak wygląda sytuacja na włoskich obligacjach 10 letnich? Rentowności poszły w górę o 4-5% i dotarły do 3%. W górę poszły też obligacje greckie (wrażliwe sąsiedztwo), ale i polskie (ten sam koszyk państw rozwijających się). Warto zwrócić uwagę, że głównym partnerem handlowym Turcji pozostają Niemcy (eksport do Niemiec na poziomie 15 mld $), dlatego wszelkie zawirowania odbijać się będą automatycznie na giełdzie we Frankfurcie.

Turecki kryzys gospodarczy może odbić się na Niemczech, a w konsekwencji także Polsce. Click To Tweet

Podsumowując, prezydent Turcji nie za bardzo może sobie pozwolić na buńczuczne wypowiedzi, bo sytuacja jest naprawdę skomplikowana i dalece niestabilna. Tymczasem Erdogan zrobił coś dokładnie odwrotnego. Najpierw ogłosił, że nie wyklucza poszukiwania alternatywnych rozwiązań i sojuszy skoro Zachód wybiera drogę ekonomicznej konfrontacji (choć w oryginalnej wersji padło sowo wojna), po czym zapowiedział, że zwróci się o pomoc do… Władimira Putina.

O ile turecki zwrot polityczny jest możliwy o tyle podobny zwrot gospodarczy w obecnych warunkach oznaczałby trudne do przewidzenia perturbacje – nie tylko dla tureckiej ekonomii.

Turcja to nie tylko ponad 80 milionowa społeczność, to także 3 miliony syryjskich uchodźców – straszak, który może podziałać na wyobraźnię Brukseli. Nietrudno sobie bowiem wyobrazić kolejną falę uchodźców ruszającą masowo do Europy. Scenariusz taki jest zapewne poważnie analizowany również w Moskwie…

Turcja grozi Europie 3 mln syryjskich uchodźców. Erdogan ma atuty w walce z amerykańskimi sankcjami. Click To Tweet

Ale Turcja to również południowa flanka NATO i bardzo ważny element rosyjskiej układanki energetycznej. Erdogan ma więc – z politycznego punktu widzenia – całkiem sporo atutów do rozmów. Pytanie tylko czy zdąży. Rynki będą teraz bardzo mocno wyczulone na wszystkie informacje i każdy pretekst będzie dobry do wywołania kolejnej fali przeceny, która jak wspomniałem wcześniej, w skrajnym przypadku może się przerodzić w sporych rozmiarów kryzys, najpierw gospodarczy a chwilę potem polityczny, na który Unia Europejska nie jest gotowa.

Z punktu widzenia interesów Moskwy, dalsza eskalacja miałaby sens, o ile nie rzuciłaby gospodarczo Turcji na kolana. Nieprzypadkowo w miniony weekend, po blisko 20 latach sporów ustalono szczegóły współpracy międzynarodowej w basenie Morza Kaspijskiego. Scenariusz ten otwiera drogę do wybudowania podmorskiego gazociągu łączącego brzegi Turkmenistanu i Azerbejdżanu. Byłoby to przedłużenie istniejącego gazociągu z tureckiego Erzurum biegnącego aż w okolice Baku. To z kolei otwierałoby nie tylko pole dla tranzytu rosyjskiego surowca, ale także umożliwiało zbliżenie na osi: Moskwa – Teheran – Ankara.

Aktualna sytuacja pozostaje natomiast wyzwaniem dla europejskich służb z dwóch powodów:

  1. Dalsze załamanie kursu tureckiej waluty i wzrost rentowności obligacji mogą wywołać poważne problemy w Niemczech (giełda), Włoszech i Francji (sektor bankowy).
  2. Powraca ryzyko gry kartą uchodźców – brak pomocy finansowej ze strony UE = powtórka z kryzysu imigracyjnego.
  3. Pytanie o trwałość zobowiązań Turcji wobec Paktu Północnoatlantyckiego.

Fot. Pixabay

Pakistańska układanka. USA reagują na chińską politykę wobec Islamabadu


Pakistan porozumiał się z Chinami ws. uzyskania gwarancji dotyczących dalszych pożyczek – informuje Financial Times. To oznacza, że Islamabad znalazł realną alternatywę wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Decyzja Pekinu o uruchomieniu pomocy finansowej jest o tyle istotna, że nie tylko znacznie wzmacnia pozycję Chin, ale wręcz uzależnia Pakistan. O nowe możliwości kredytowania wydatków infrastrukturalnych zabiega Imran Khan, który typowany jest na nowego premiera Pakistanu.

Pakistan porozumiał się z Chinami ws. Uzyskania gwarancji dotyczących dalszych pożyczek. Click To Tweet

Tymczasem wiele wskazuje na to, że do gry wejdą dwa pakistańskie klany – konkurujące ze sobą rodziny Sharif i Bhutto, które teraz zamierzają zjednoczyć się przeciwko wspólnemu wrogowi. Plan jest prosty. Po pierwsze politycy zamierzają oskarżyć zwycięzcę o oszustwa wyborcze. Po drugie partia Khana nie dysponuje samodzielną większością i potrzebuje głosów koalicjantów (zdobyła 115 miejsc w 272 izbie). Zjednoczona opozycja zamierza więc zablokować jego wybór, co może doprowadzić do poważnego wzrostu napięcia w kraju. Co ciekawe, rodziny Sharif i Bhutto oskarżają także nową gwiazdę pakistańskiej sceny politycznej o związki ze służbami specjalnymi, a dokładnie rzecz ujmując sugerują, że Imran Khan będzie marionetką generalicji.

Klany Sharif i Bhutto oskarżają Imrana Khana typowanego na nowego premiera Pakistanu o współpracę ze służbami specjalnymi. Click To Tweet

Ewentualny paraliż w wyborze premiera może być też kłopotliwy z punktu widzenia finansów państwa. Zadłużenie zagraniczne wymaga bowiem bieżącej obsługi, czytaj zapewnienia bieżącego finansowania. Zakłócenia tego procesu mogą uruchomić ciąg wydarzeń podobnych do tych, jakie obserwujemy dziś w Turcji.

Otwarte pozostaje pytanie na ile aktywność klanów Sharif i Bhutto inspirowana jest przez amerykańską dyplomację. Nieoficjalnie wiadomo, że Waszyngton wyraził duże zaniepokojenie rozwojem wypadków, także z powodu sporej nieprzewidywalności związanej z osobą przyszłego premiera, przede wszystkim w kontekście współpracy z USA. Amerykanie bardzo mocno akcentują także niezadowolenie z powodu chińskich gwarancji finansowych sugerując, że nie pozostaną wobec nich bierni.

Pakistański przypadek może być też niezwykle istotny w rozgrywce, jaka odbywa się na zapleczu chińskich władz. Teoretycznie prezydent ChRL ma silną, niezachwianą pozycję. W praktyce zaś wojna handlowa z USA wytworzyła dogodną sytuację dla frakcji „wewnętrznej opozycji”. Dlatego od kilku tygodni trwa ożywiona (jak na tamtejsze warunki), wewnętrzna dyskusja, której okruchy skrupulatnie zbierają zachodnie służby wywiadowcze. Chodzi o dwie zasadnicze kwestie:

  1. W łonie partii pojawiają się wątpliwości czy to jest TEN moment na konfrontację z USA. Część ekonomistów związanych z rządem, ale pozostających w opozycji do prezydenta oraz wicepremiera ds. ekonomicznych uważa, że Pekin pospieszył się
    z podjęciem amerykańskiego wyzwania. Szczególnie, wobec spodziewanego schłodzenia koniunktury.
  2. Ci sami krytycy podkreślają, że należy skupić się na rynku wewnętrznym, ograniczając zaangażowanie w projekty realizowane poza Chinami. Chodzi przede wszystkim o aktywności w Afryce oraz Pakistanie i Iraku. Inwestycje w tych dwóch ostatnich stanowią element sztandarowego przedsięwzięcia chińskich władz – budowy Jedwabnego Szlaku 2.0

Amerykanie nie pozostaną bierni wobec chińskiego zaangażowania w Pakistanie. Click To Tweet

Waszyngton liczy, że Pekin pozostający pod presją ekonomiczną, ale i narastającej krytyki wewnętrznej, będzie zmuszony dokonać rewizji prowadzonych projektów, a przynajmniej ograniczenia ich aktywności.

Fot. Pixabay

Geopolityczne aspekty mistrzostw świata w piłce nożnej. Rosja i Katar sięgnęły po podobne środki


Brytyjski dziennik The Sunday Times donosi, że rząd Kataru, który będzie gospodarzem mistrzostw świata w piłce nożnej w 2022 r., zatrudnił firmę od czarnego pijaru oraz zespół byłych funkcjonariuszy amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), w celu osłabienia konkurencyjnych ofert na organizację turnieju.

Zdaniem brytyjskiej gazety Katar stosując przeróżne metody pokonał poważnych konkurentów, w tym Japonię, Koreę Południową, Australię i Stany Zjednoczone. Decyzja FIFA o przyznaniu prawa gospodarza mistrzostw świata w 2022 Katarowi została mocno skrytykowana między innymi dlatego, że wbrew tradycji, turniej odbywać się będzie zimą. Temperatury latem są ekstremalne i wpłynęłyby zapewne nie tylko na jakość, ale i wynik turnieju. Wiele państw w Europie, Ameryce Łacińskiej będzie zmuszonych do bardzo nietypowej modyfikacji własnych, krajowych rozgrywek aby móc przygotować reprezentacje do mistrzostw w Katarze. Mimo tych wszystkich niedogodności oferta Kataru okazała się najlepsza.

Walcząc o prawo do organizacji mistrzostw świata w piłce nożnej Katar zatrudnił byłych pracowników CIA w celu atakowania swoich konkurentów czarnym PR-em. Click To Tweet

Teraz, oprócz kontrowersji związanych z samą ofertą Katar będzie się musiał również zmierzyć z ostrą krytyką dotyczącą zarzutów formułowanych przez The Sunday Times. Według londyńskiego dziennika władze Kataru zatrudniły firmę public relations Brown Lloyd Jones (obecnie znany jako BLJ Worlwide) oraz zespół byłych agentów CIA. The Times potwierdził, że posiada dokumenty, przekazane redakcji przez informatora, które ujawniają, że prawdziwym celem zatrudnienia specjalistów była nie tyle promocja Kataru, co czarny PR wobec konkurentów.

Dziennik twierdzi, że organizacje sportowe, naukowcy, eksperci, dziennikarze i inne grupy nacisku tak z Australii jaki i ze Stanów Zjednoczonych, które były krytyczne wobec wysiłku swoich krajów ws. zdobycia prawa organizacji turnieju, były najprawdopodobniej finansowane z zewnątrz i zachęcane do bardziej zdecydowanych postaw medialnych.

Dodatkowo agencja BLJ i byli agenci CIA mieli opracować materiały uderzające w czołowe postaci kojarzone z ofertami rywalizujących państw. Miały być do tego celu wykorzystywane między innymi dane wywiadowcze.

Jeśli zarzuty okażą się prawdziwe, oznaczałoby to, że władze Kataru naruszyły przepisy FIFA dotyczące ubiegania się o organizację turnieju. Jednak na razie Katar zdecydowanie odrzuca oskarżenia i twierdzi, że przestrzegał wszystkich przepisów podczas procedury wyboru gospodarza mistrzostw świata.

Warto przypomnieć, o czym pisaliśmy niedawno na naszych łamach, że podobne informacje o licznych nieprawidłowościach, w tym korupcji, opracował zespół brytyjskich konsultantów pracujących pod kierownictwem byłego agenta brytyjskiego wywiadu. Christopher Steele – bo o nim mowa, miał przedstawić dowody na zachowania korupcyjne rosyjskich działaczy ubiegających się o przyznanie prawa do organizacji mistrzostw w 2018 roku. Raportem zajęła się FBI, dokument otrzymały też władze FIFA. Jednak najwyraźniej uznano, że jest zbyt późno na jakiekolwiek działania w tej sprawie.

***

Pomijając aspekt etyczny, widać wyraźnie nowy trend, o jakim piszemy od dawna.

Państwa coraz częściej posługują się prywatnymi firmami (a nie służbami wywiadowczymi) w celu przeprowadzenia najbardziej kontrowersyjnych operacji. Click To Tweet

Oczywiście jest zbyt wcześnie by ogłaszać, że władze Kataru zdawały sobie sprawę z aktywności wynajętych przez siebie konsultantów, ale wiele wskazuje na to, że takie linki mogą zostać upublicznione.

Klasycznym zachowaniem w takiej sytuacji jest zdecydowane odcięcie się od wykonawców zadania, ba, nawet ich potępienie. Ale do tego jeszcze daleka droga. Na razie czeka nas fala oburzenia.

Widać natomiast, że organizacja mistrzostw świata w piłce nożnej dawno już przestała być tylko prestiżem czy sportowym marzeniem działaczy, a stała się doskonałym narzędziem politycznym. Click To Tweet

Prezydent Rosji Władimir Putin pokazał, jak wiele można zyskać politycznie ( wewnętrznie i na arenie międzynarodowej) dzięki tej imprezie. Wewnętrznie, bo obywatele uwierzyli w Rosję imperialną, zewnętrznie bo nie dochodziło do żadnych incydentów, organizacja wydawała się niemalże perfekcyjna, a światowi przywódcy, kibicujący swoim drużynom, tonęli w objęciach Putina oraz Miedwiediewa.

Dlaczego mistrzostwa świata są takie ważne dla Kataru? Ten niewielki, ale ambitny kraj, cały czas boryka się z kłopotliwym sąsiedztwem Arabii Saudyjskiej. Click To Tweet

Saudowie nie akceptują katarskiego liberalizmu (jak na kraje arabskie) niechętnie też patrzą na procesy gospodarcze jakie mają miejsce w Katarze – gdzie myśli się aktywnie o momencie, kiedy ropa naftowa przestanie odgrywać kluczowe znaczenie jako pożądany surowiec energetyczny. Katar, podobnie jak inni uczestnicy wyścigu o możliwość organizacji mistrzostw, chce się pokazać światu jako doskonały organizator, ale też państwo przyjazne, otwarte, zadając kłam saudyjskim oskarżeniom o finansowanie światowego terroryzmu.

Rywalizacja między głównymi regionalnymi graczami na Bliskim Wschodzie będzie bardzo trudna do opanowania. Każdy ma tu mocne karty w ręku. Konflikt między Arabią Saudyjską i Katarem jest o tyle interesujący, że dotychczas obydwa państwa uchodziły za sojusznika USA. Wiele jednak zmieniło się po wizycie Trumpa w Rijadzie. Pojawiły się nawet plotki, że Waszyngton da zielone światło do wprowadzenia „blokady Kataru” i zerwania stosunków dyplomatycznych z tym krajem przez: Arabię Saudyjską, Bahrajn, Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jemen oraz Libię. Nie ograniczono się jednak jedynie do wydalenia dyplomatów. Zamknięto przestrzeń powietrzną dla katarskim samolotów, co uderzyło w interesy linii Qatar Airways. Zablokowano także połączenia morskie i odcięto jedyne połączenie lądowe Kataru wiodące przez Arabię Saudyjską…

Wprawdzie ryzyko wybuchu konfliktu zbrojnego jest stosunkowo niewielkie, ale rozbieżności interesów ekonomicznych i dyplomatycznych oraz regionalne ambicje na tyle duże, że trudno liczyć na przełom w deeskalacji konfliktu. Tym bardziej, że USA stanęły wyraźniej po jednej ze stron, zrażając tym samym do siebie Katar. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Katar zaczął szukać innego sojusznika, w Moskwie. W październiku 2017 podpisano kontrakt na zakup broni strzeleckiej, wyrzutni rakietowych, karabinów maszynowych oraz pocisków przeciwpancernych. Na mocy porozumienia katar może liczyć na preferencyjne warunki zakupu broni, ale także szkolenia wojskowych i, co najistotniejsze, pogłębioną współpracę wywiadowczą obydwu państw. Warto również przypomnieć, że Doha nie wyklucza zakupu systemów obrony powietrznej produkcji rosyjskiej S-400.

Brzmi groźnie, ale Katar nie za bardzo miał wyjście, musiał aktywnie poszukiwać alternatywnych rozwiązań, szczególnie wobec postawy Waszyngtonu.

Tym bardziej wydaje się, że organizacja mistrzostw świata w 2022 i związane z nimi przygotowania zyskują na znaczeniu z punktu widzenia interesów politycznych Kataru. Wprawdzie trudno oczekiwać aby turniej stanowił punkt zwrotny, ale na pewno pozwoli wszystkim stronom konfliktu na jakąś formę deeskalacji. Nie wyobrażam sobie także utrzymania blokady do tego czasu. Katar już dużo zyskał propagandowo, bo skoro jest tym „złym”, wspierającym terroryzm, to jakim cudem otrzymał prawo do organizacji mistrzostw?

Fot. Pixabay

Co wiemy po szczycie w Helsinkach? „Kształtowanie się nowej osi geopolitycznej”


Szczytu w Helsinkach nie możemy rozpatrywać w kategoriach czysto sportowych – na zasadzie kto wygrał. To zbyt duże uproszczenie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że więcej uzyskał Putin, ale czy na pewno?

Rosjanie bez wątpienia odrobili lekcje. Doskonale podeszli prezydenta Trumpa i nie musieli w tym zakresie korzystać z jakichś szczególnych umiejętności wywiadowczych. Dlaczego? Bo sam Prezydent Trump dostarcza każdego dnia sporej dawki cennego pod kątem analizy materiału. Wystarczy śledzić Twittera, aby wiedzieć z czym zmaga się intelektualnie prezydent USA.

Rosjanie byli być może bardziej świadomi niż sam Trump, zdając sobie sprawę z jego trudnego położenia w ramach polityki wewnętrznej, postawili więc na nić porozumienia i wywołanie wrażenia „męskiej przyjaźni”. Zwróciłbym w tym kontekście uwagę na nieprzypadkowe słowa Siergieja Ławrowa, szefa rosyjskiej dyplomacji, który wprost sugerował, że być może w niedługim czasie obydwaj prezydenci zaprzyjaźnią się ze sobą. Był to strzał w dziesiątkę. Nie jest bowiem tajemnicą, że Donaldowi Trumpowi, od dawna imponował Putin i sugerowana szansa na obustronne zbliżenie wydaje się bardzo kusząca, nawet za cenę pogorszenia relacji z sojusznikami. Oczywiście pozostaje pytanie na ile będzie to trwały proces bo Trump nie jest szczególnie wytrwały jeśli chodzi o relacje interpersonalne.

Moim zdaniem Trump wciąż nie wyszedł jeszcze z roli biznesmena. Swoje sojusze zawiera ad hoc, niekoniecznie patrząc przez pryzmat jedynie celów politycznych. Ba, wydaje się, że te są dla niego w jakiejś mierze drugoplanowe, co jest oczywiście przyczyną niezrozumienia po stronie waszyngtońskiego establishmentu.

Obserwując jednak działania Białego Domu jestem sobie w stanie wyobrazić zupełnie nową oś porozumienia światowych przywódców gdzie z jednej strony mielibyśmy USA i Rosję, z drugiej zaś Chiny. Cała reszta znalazłaby się zaś na marginesie amerykańskiej polityki.

Amerykanie niemalże wprost zgodzili się na przeprowadzenie projektu Nord Stream 2, choć jeszcze kilka tygodni temu Biały Dom sugerował coś zupełnie odwrotnego.

Czy deal w Helsinkach ma polegać na tym, że Rosja otrzyma szerszy dostęp do europejskiego rynku gazu, kosztem swoich relacji energetycznych z Pekinem? Click To Tweet

Na pierwszy rzut oka taki układ jest szkodliwy z ekonomicznego i politycznego puntu widzenia. Rosjanie, dostarczając gaz gazociągami do Niemiec są w stanie tak kształtować cenę surowca, że amerykańska oferta LNG okaże się mało atrakcyjna. To prawda, ale nie jest wykluczone, że przywódcy dokonali w tym zakresie takiego porozumienia, które zakłada jakichś podział rynku i przyszłą koordynację działań. Także w sprawie kształtowania polityki cenowej, czemu dali wyraz podczas wspólnej konferencji prasowej. Sugestia była dość jasna – obydwa państwa powinny wykorzystać swoją pozycję w dziedzinie ropy i gazu do próby zbudowania nowej jakości rynkowej.

Z punktu widzenia Waszyngtonu istotniejsze od gazowych interesów z Europą wydaje się ekonomiczne uderzenie, a w konsekwencji poważne osłabienie Chin. Co już się dzieje. Kilka tygodni wojny handlowej wystarczyło aby chińskie indeksy straciły sporo na wartości zaś Juan osłabił się w stosunku do USD, do poziomu 6.80 (dokładnie sprzed roku). Warto jednak zwrócić szczególną uwagę na kursy metali, w tym miedzi, której notowania spadły o 19%, a więc znajdują się na granicy bessy. Chińskie władze zdają sobie sprawę, że mają ograniczone możliwości odpowiedzi na amerykańskie ciosy, a tamtejsze służby poważnie obawiają się o stan gospodarki Państwa Środka.

Moim zdaniem Amerykanom będzie zależało, aby uderzyć również we współpracę energetyczną Chin i Rosji. Dla Moskwy to kusząca oferta bo rynek europejski jest jednak znacznie atrakcyjniejszy w tym sensie, że jest bardziej przewidywalny, nawet w fazie recesji, czego nie można powiedzieć o Chinach. USA jasno definiują dziś Chiny jako główny problem dla administracji w Waszyngtonie. Widać to choćby po decyzjach kadrowych. Sekretarz Stanu, były szef CIA podziela poglądy Trumpa. Ochłodzenie relacji z UE też pokazuje, że priorytety administracji Trumpa zlokalizowane są na wschodzie, tym bliskim i dalekim.

Waszyngton jest w stanie zaakceptować rosyjską obecność wojskową w Syrii, pod warunkiem, poprawienia komfortu Izraela. To oznacza, że Moskwa musiałaby przekonać Teheran do ograniczenia do minimum aktywności w Syrii oraz uregulowania działalności Hezbollahu w Libanie (jedynie w aspekcie izraelskim). To oczywiście bardzo skomplikowana układanka, bo w zamian za ustępstwa w Syrii, Teheran chciałby otrzymać od Kremla, w dłuższym terminie, jakąś formę gwarancji, pomocy lub wręcz pośrednictwa w rozmowach z USA na temat układu jądrowego i sankcji…

A co z UE? Europa stanowi najwyraźniej ledwie margines w politycznych kalkulacjach Trumpa, który określił Unię mianem wroga USA. Click To Tweet

Zresztą Waszyngton dysponuje bardzo groźnym narzędziem dyscyplinującym w relacjach z europejskimi liderami politycznymi. Jednym z nich są wyższe cła na samochody produkowane w Niemczech. USA są dziś ich głównym odbiorcą. Uderzenie w przemysł samochodowy natychmiast odbiłoby się rykoszetem na pozostałych gałęziach gospodarki, wpływając pośrednio także w polskie interesy ekonomiczne. Widać to również po notowaniach indeksu DAX, który znacznie bardziej reaguje na kolejne informacje o wojnie handlowej z Chinami niż pozostałe europejskie indeksy. Niemcy są więc paradoksalnie najsłabszym ogniwem układanki i tu zapewne uderzy Trump, jeżeli będzie chciał wywrzeć odpowiednią presję na nieco zdezorientowaną Europę. Wielka Brytania pochłonięta jest bowiem rozwodem z UE, a Paryż próbuje się na własną rękę nieformalnie komunikować z Moskwą.

W tym kontekście dość niepokojąco kształtuje się sytuacja Ukrainy. Jeżeli rzeczywiście Trump zgodził się rozważyć (jak twierdzi Bloomberg) w najbliższej przyszłości możliwość przeprowadzenia referendów w separatystycznych republikach: Donieckiej i Ługańskiej to dla Kijowa oznaczałoby, że został sam na sam w konfrontacji z Rosją. W kuluarach szczytu pojawiły się również niepotwierdzone informacje, że w zamian za zgodę na referenda, Rosja zobowiązałaby się do powstrzymania dalszej agresji przeciwko Ukrainie. To marne pocieszenie bo de facto oznaczałoby z jednej strony usankcjonowanie „rozbioru” Ukrainy, a z drugiej otwierało dyskusję o ograniczeniu sankcji przeciwko Rosji.

Na ile Putin rzeczywiście może zaufać Trumpowi w dłuższej perspektywie?

Kreml nie może pozwolić sobie na komfort zaufania, dlatego konsekwentnie stosować będzie obok dialogu, politykę kontrolowanych przecieków. Mam wrażenie, że Rosjanie konsekwentnie realizują scenariusz, w którym jednocześnie próbują wyalienować Trumpa – przede wszystkim w USA i wytworzyć wrażenie, że tylko Putin jest jego prawdziwym partnerem i przyjacielem. Stąd tak zdecydowana obrona amerykańskiego prezydenta
w rosyjskich mediach. Antagonizowanie zaplecza politycznego Trumpa ma głęboki sens w myśl starej jak świat zasady: inspiracja jest najtańszą, ale i bardzo skuteczną formą wywiadu.

Na wyciągnięcie ostatecznych wniosków przyjdzie nam jeszcze poczekać, ale już sam fakt zaproszenia Putina do odwiedzenia Waszyngtonu jeszcze w tym roku pokazuje, że tempo, jak na politykę zagraniczną, jest znaczne, aby nie powiedzieć szalone.

Fot. kremlin.ru